31.12.2016

#76 366 dni w słowach i liczbach. Podsumowanie minionego roku


Z końcem dwutysięcznego piętnastego roku miałam, jak zawsze, mnóstwo planów, założeń i postanowień. Jak co roku marzyło mi się, że wcielę w życie głupie słowa nowy rok, nowa ja, chociaż od samego początku wiedziałam, że jak zawsze coś spieprzę. Znaczy no, liczyłam, że wezmę się w garść i jednak uda mi się wypełnić przynajmniej 3/4 postanowień, no ale różnie to bywa, a nie da się ukryć, że rok dwutysięczny szesnasty to mnie w żaden sposób nie oszczędzał. Wiem, nie mnie jedną, no ale u mnie wyszło to tak, jak wyszło - a to znaczy, że z postanowieniami zadziała się jedna wielka kicha. No cóż, mea culpa, za rok postaram się lepiej. 

Oprócz tego, że rozliczam się sama ze sobą, to - przede wszystkim - chcę się rozliczyć z Wami. A może chodzi bardziej o to, żeby ktoś mnie zbeształ, że jestem leniwą bułą, bo nie wykonałam tego, na czym mi zależało? Niedługo znowu będę obiecywać zmiany i pewnie znowu nic z tego nie wyjdzie. Chociaż... Kto wie, kto wie... 


W 2016 roku miałam plany, jakbym chciała podbić cały świat:


1. Przeczytam 52 książki. 

Pierwsza klapa, ale za to jaka wielka! Jakby mnie ktoś zrzucił ze schodów w Pałacu Kultury - z góry na dół spadłam, że aż mnie zabolało. Dlaczego? Bo w tym roku przeczytałam tak mało książek, że aż mi wstyd przed samą sobą. W oczy sobie spojrzeć nie mogę, bo czytelnik ze mnie w tym roku był żaden, za to książkowy zakupoholik mógłby dostać szóstkę z plusem, gdyby taka ocena gdzieś się pojawiła. Za to postanowienie powinnam dostać po dupie. I to porządnie! Nie wyszło

2. Opublikuję na blogu przynajmniej 52 posty.

Właśnie opublikowałam 39 post, więc i tutaj poniosłam pewną klęskę, którą wyraźnie było widać od sierpnia, aż do teraz. Przeżywałam kryzys blogera, a pojawił się on... zaraz po See Bloggers. Potrzebowałam odpoczynku, czasu, by sobie wszystko przemyśleć i zadecydować czy chcę pisać dalej, zmienić bloga, całkowicie to rzucić. Przemyślałam i wróciłam, a do wykonania tego postanowienia zabrakło mi jedynie trzynastu postów. Uważam, że zadanie wykonane pół na pół

3. Skończę pisać książkę.

Ha. Haha. Hahahahahaha. Przede wszystkim to żeby coś skończyć to najpierw trzeba to zacząć, a w tym roku kompletnie odpuściłam sobie pisanie, chociaż muszę przyznać, że dawno nie stworzyłam tak wielu planów wydarzeń, map myśli i innych tworów potrzebnych do pisania całości. W dwutysięcznym siedemnastym spróbuję ją chociaż zacząć, więc w tym roku - mimo tego, że sporo stworzyłam wokół całości - muszę przyznać, że to postanowienie również nie wyszło.

4. Na upartego: dobiję do 3000 zdjęć na instagramie.

Starałam się jak mogłam, ale opublikowanie ponad 1300 zdjęć byłoby beznadziejnym pomysłem. Na chwilę obecną dodałam 601 zdjęć (w tym roku) i nie ma szans, bym dobiła chociaż do połowy z tego, co planowałam. Właściwie mogłabym powiedzieć, że mi nie wyszło, ale jednak dla mnie to takie bardziej pół na pół, a nawet i udało się. Dlaczego? Bo zrozumiałam, że czas iść na jakość, a nie ilość. Trochę mi to zajęło, ale lepiej późno niż wcale.

5. Powiększę moją biblioteczkę. 

Mamy zwycięzcę! W tym roku do mojej biblioteczki dołączyło ponad sto książek, w przyszłym roku powinnam to ograniczyć, ale jednego jestem pewna - w tym roku to postanowienie wyszło na 100%, a nawet i na 150%. I chyba odrobinę przesadziłam, ale wciąż jest tak wiele książek, tak mało miejsca...

6. Skupię się bardziej na książkach. Książki moja miłość. 

Kompletnie nie mam pojęcia o co mi chodziło w tym postanowieniu, więc nawet nie wiem czy wyszło, nie wyszło czy co z nim... Jeśli chodzi o kupno - poszło idealnie. Jeśli o czytanie - poszło beznadziejnie. Jeśli o pisanie własnej... hahaha. Pomińmy.  

7. Więcej spotkań i rozmów ze znajomymi. 

Kolejne postanowienie, którego nie umiem do końca rozplanować. Nie wiem czym było to więcej, nie wiem też w jakich kategoriach powinnam to liczyć. Na pewno mogłam się nieco bardziej postarać, spotkania z kilkoma osobami niestety nie wypaliły, z innymi widziałam się dużo więcej niż do tej pory. Ten rok był szalony, ale myślę, że śmiało mogę stwierdzić, że to postanowienie się udało.

8. Kino, przynajmniej jeden seans w miesiącu. 

Kompletna klapa. Serio. W roku dwutysięcznym szesnastym w kinie pojawiłam się raz, na Nocy Jokerów i to by było na tyle. Niby trzy filmy, ale traktuję to jako jedność, w końcu nie wychodziłam z kina. Ech, ech. W kolejnym roku wrócę z tym postanowieniem i tym razem wezmę się w garść. No ale na chwilę obecną postanowienie nie wyszło.

9. Trochę więcej podróży. 

Byłam w sierpniu w Krakowie, w lipcu odwiedziłam Trójmiasto, a w maju na moment przekroczyłam granicę województwa Świętokrzyskiego. Planowałam odwiedzić jeszcze trzy inne miasta, ale niestety nie w tym roku, bo nie był on łaskawy. Mimo wszystko uważam, że tych podróży było trochę więcej niż rok wcześniej (gdzie najdalszą podróż miałam chyba do Tarnowskich Gór), więc po krótkim zastanowieniu - kolejne postanowienie dało radę.

10. Spontaniczność nie będzie taka zła.

Właściwie to wiem o co mi chodziło, ale nie wiem czy cokolwiek mi z tego wyszło. Czy ja byłam spontaniczna? Hm... Spontanicznie wysłałam zgłoszenie na See Bloggers, ale sam wyjazd był już zaplanowany. Spontanicznie wysłałam kilka wiadomości, z czego jedna zadziałała... Hm, hm. Powiedziałabym, że wyszło pół na pół, bo wciąż coś mnie blokuje.

11. Nie zrezygnuję z marzeń. 

Tylko o które marzenia chodziło? ._. Z żadnych nie zrezygnowałam, chyba, że o jakimś zapomniałam, więc śmiało mogę powiedzieć, że tym razem coś wyszło.

12. Zrobię kilka "sesji" zdjęciowych.

Zrobiłam jedną! Oczywiście sesją zdjęciową nazwać tego nie można, ale "sesja" to dobrze powiedziana. Jeśli planowałam kilka, wyszła jedna... Czy mogę uznać to za pół na pół? W końcu się starałam i poczyniłam krok do przodu.

13. Zrobię kurs. Albo dwa.

Zrobiłam jeden, na początku roku - i całe szczęście, że zdążyłam, bo później zachciało mi się wylądować w gipsie, no i brakło czasu na cokolwiek. Ale zrobiłam jeden, a więc mam za sobą już trzy kursy, śmigam do przodu niczym błyskawica! Udało się.

14. Trochę zdrowszego odżywiania - cytryna!

Klapa! Gdzieś na początku roku walczyłam z cytryną, ale później wyleciało mi to z głowy. Kilka razy starałam się do tego wrócić, ale teraz olałam to całkowicie... No cóż, może następnym razem się uda, bo tym razem kompletnie nie wyszło.

15. Znowu zacznę robić drożdże.

A czy drożdże mogą równać się nasionom chia? Jeśli tak to wyszło, jeśli nie - wiadomo, klapa.

16. Powrócę do pisania wyidealizowanych.

Opublikowałam sześć rozdziałów na wattpadzie, siódmy napisałam w połowie, a później brakło mi czasu, by normalnie funkcjonować. Od przyszłego roku wezmę się w garść, ale na chwilę obecną uważam, że to postanowienie, mimo wszystko nie wyszło.

17. Opublikuję przynajmniej 12 postów z serii a very potter... fanfick?

Opublikowałam aż jeden, więc to chyba oznacza, że się nie udało, prawda?

18. Odwiedzę Gdańsk.

Tak, tak, tak! Chociaż pisałam to postanowienie z myślą pojadę, choćby się waliło i paliło, to późniejsze wydarzenia sprawiły, że do Gdańska dotarłam z Natalią i spędziłyśmy tam naprawdę fajny tydzień, w międzyczasie odwiedzając również See Bloggers i Molo w Sopocie, a ja miałam okazję ponownie spotkać moją ukochaną Angelikę, po raz pierwszy porozmawiać na żywo z Karoliną i... zrobić sobie selfie z prezydentem Biedroniem ;). To postanowienie wyszło na 100%.

19. Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia.

Może nie zrobiłam w tym roku tak wielu zdjęć, jakbym chciała, ale przez dosyć duży okres nie miałam możliwości, by fotografować, a później aparat wymagał czyszczenia matrycy, no więc z przyczyn niezależnych ode mnie - musiałam zredukować plany fotograficzne. Mimo wszystko zrobiłam ich na tyle dużo, że jestem zadowolona, a gdybym miała wybrać jedno ulubione, to chyba wolałabym popełnić harakiri. Tak więc... wyszło.

20. Morfologia mnie nie pokona.

Może gdybym się przyłożyła, może gdybym chodziła na wykłady, może gdybym nie skręciła kostki... Może, może i może. Wyszło jak wyszło, a że nie wyszło... No to nie wyszło.

21. Nie będę szukać wymówek z byle powodu.

Nie ma co się oszukiwać - w dalszym ciągu szukam wymówek, aż mi czasem wstyd przed samą sobą, głupio mi się robi, że coś obiecałam, znalazłam wymówkę, więc nie zrobiłam, a potem mam wyrzuty sumienia... Ech, no nie wyszło, czas nad tym popracować.

22. Zajmę się trochę bardziej fanpage'em. Albo dwoma.

Coś tam niby przy nim robiłam, ostatnio nawet popracowałam nad profilowym (tymczasowe logo), coś udostępniłam, coś napisałam, lajki pozbierałam... Ale wszystko to robiłam, jak mi się przypomniało, że najwyższa pora coś zrobić. Tak więc ponownie: pół na pół.

23. Wrócę do pisania listów.

Miałam wielkie plany, że w końcu znowu zacznę pisać listy, znajdę sobie korespondentów... Później skręciłam kostkę, zostałam uziemiona, więc nawet gdybym coś napisała - nie miał kto wysłać. Potem zapomniałam, aż w końcu dałam sobie z tym wszystkim spokój. No i nie wyszło.

24. Zrobię remont w moim pokoju.

Kupiłam farbę, ale jakąś słabą, bo sama nie chce się pomalować na ścianach... Nie wyszło.

25. Zafarbuję włosy na różowo (albo ich część). 

W tym roku część włosów miałam już zafarbowaną na niebiesko, granatowo, częściowo na zielono, czerwono, fioletowo i różowo, więc z całą pewnością mogę przyznać, że znowu coś mi wyszło.


Jak widać - klapa. Nie wyszło mi aż jedenaście postanowień, pięć postanowień udało się w połowie, osiem wyszło, a przy jednym się waham. Prawda jest jednak taka, że gdybym zamierzała trzymać się moich wytycznych tak dokładnie, jak wtedy, gdy postanowienia tworzyłam, to może ze trzy by mi się naprawdę udały, cała reszta byłaby fiaskiem. Czasem jednak warto być elastycznym, nawet dla samego siebie. Może w tym roku będzie lepiej, może też zabiorę się za postanowienia nieco inaczej. Właściwie rok się kończy i powinnam powiedzieć, że nowy rok, stara ja, ale to byłoby kłamstwem. Może i nie udało mi się wykonać wszystkich postanowień (a nawet połowy), ale sporo rzeczy się zmieniło, wyjaśniło, zamknęło. 


Humanistka w słowach i liczbach:


Rok dwutysięczny piętnasty kończyłam mając na blogu 45556 wyświetleń, 713 komentarzy, 184 obserwatorów na blogu i 69 na Google+, 111 opublikowanych postów oraz 29 wersji roboczych. To był dla mnie całkiem dobry wynik, chociaż i tak wiedziałam, że był to słabszy rok i mogłabym się bardziej postarać. Teraz chciałam się rozwinąć, w końcu rozłożyć skrzydła, skupić się na wielu rzeczach...

Wiadomo, znowu pluję sobie w brodę, bo coś mi nie wyszło tak, jakbym tego chciała. Wyświetleń mam zaledwie połowę więcej niż rok temu - 92194. Komentarzy nie liczę, bo przerzuciłam się na disqusa, którego nie do końca ogarniam - wiem, że gdy na niego przechodziłam to blogger naliczył mi ich ponad 800. Przybyło również 19 obserwatorów na blogu i 10 na Google+. Obecnie mam 153 opublikowane posty i 27 wersji roboczych. Muszę przyznać, że wyniki wcale nie są takie złe, jak wydawało mi się na początku.

Największy sukces osiągnęłam na fanpage'u, bo chociaż jest tam zaledwie 408 polubień, to przecież ten rok zaczynałam z liczbą 187, więc o 221 polubień więcej niż te 366 dni temu. Może nie jest to jakiś rekordowy wynik i szału tam nie ma, ale ta moja garstka obserwatorów dużo dla mnie znaczy, a każde kolejne polubienie sprawia, że chce mi się tam wchodzić, pisać i publikować. Moją blogową społeczność tworzycie WY, bo bez Was tak naprawdę nie byłoby tego wszystkiego. Dziękuję, że jesteście!

Ostatnią rzeczą w liczbach jest mój instagram, bez którego - w dalszym ciągu - nie wyobrażam sobie żadnego tygodnia, a właściwie to żadnego dnia. W 2015 roku udostępniłam 758 zdjęć, a rok kończyłam mając ich łącznie 1705. Mój profil obserwowało 371 osób, a według strony 2015bestnine zdobyłam aż 21 535 serduszek, w co sama nie wierzyłam. W tym roku zmieniło się tylko kilka rzeczy, ale podstawową jest to, co zepsułam - 2016bestnine stworzyłam na początku roku, a nie wtedy, kiedy powinnam - nie dzisiaj. Niestety czasu już nie cofnę, ale według moich własnych obliczeń do tej pory opublikowałam 602 zdjęcia, za to zdobyłam, mniej więcej, ponad 24 000 serduszek. Mniej zdjęć - więcej serc. Cudowne uczucie! Przybyło również obserwatorów - obecnie jest ich 566, więc prawie dwieście osób więcej. DZIĘ-KU-JĘ!

Ten rok to zaledwie pięć, może pięć i pół na dziesięć możliwych punktów ale wierzę, że w przyszłym roku będzie lepiej. Może i narzekałam, że było beznadziejnie, że dużo zepsułam, że ten rok w żaden sposób mnie nie oszczędzał (chociaż wiem, że ludzie mają gorzej), ale jednak nie mogę zapominać o tym, jak wiele dobrego mnie spotkało!

Odwiedziłam przecudowny Gdańsk, spotkałam Angelikę i Karolinę, dostałam się na See Bloggers, wygrałam The Wattys w kategorii Trailbrazers, miałam przyjemność spotkać prezydenta Roberta Biedronia oraz dwie cudowne polskie pisarki - Sylwię Chutnik i Martę Fox. Widziałam Grahama Mastertona i Katarzynę Bondę, kilka moich zdjęć zostało na instagramie zrepostowane przez takie profile, jak śląskie inspiruje (1, 2, 3) czy pocztówka z polski (1). Po raz kolejny zostałam ciocią, a dodatkowo matką chrzestną...

Wspominam tylko to, co dobre, bo to, co złe, to najlepiej jak najszybciej zapomnieć.

W Nowym Roku - wszystkiego co najlepsze.
Do siego roku!


Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.