06.10.2016

#71 Nie rób w hostelu co Tobie niemiłe...

Jak pewnie wiecie z poprzednich postów (albo skądkolwiek, bo wszędzie o tym hałasowałam), w lipcu byłam w Gdańsku. Właściwie to byłyśmy, bo razem ze mną pojechała Natalia z wypstrykando. Jak przystało na biedne studentki - zaklepałyśmy miejsca w hostelu i cieszyłyśmy się, że nie dość, że to takie tanie to jeszcze w doskonałym miejscu - może nie było blisko plaży, ale właściwie w samym centrum miasta, wszędzie blisko, żyć nie umierać! 

Zajechałyśmy na miejsce, wtaszczyłyśmy walizki po schodach (prawie pięćdziesiąt stopni!), rozlokowałyśmy się w pokoju i rozkoszowałyśmy tym, że mamy nasz prywatny pokój, nie dla dwunastu osób, a zwyczajnie dla dwóch. Ogólnie hostel malutki - osiem pokoi, dwie łazienki, aneks kuchenny na korytarzu, a w nim mała lodówka, kuchenka elektryczna, kilka garnków i talerzy, kuchenka mikrofalowa. Na wakacyjny wyjazd to przecież idealne, nie potrzebujemy willi z basenem i kuchni większej niż moje mieszkanie. Myślałam, że będzie super, raczej spokojni goście, bo przez pierwsze kilka dni nikt nie imprezował, my też byłyśmy raczej cicho, jednak było kilka rzeczy, które naprawdę mogą zdenerwować człowieka. No i my miałyśmy już dosyć. NAPRAWDĘ dosyć. Czas więc, byście i Wy dowiedzieli się, czego naprawdę nie wolno robić w hostelu, wśród ludzi.

NIE RÓB W HOSTELU CO TOBIE NIE MIŁE

kilka zasad, by wakacyjne życie wśród ludzi było znośne



po pierwsze: Hostel to NIE JEST Twój dom,

a co za tym idzie - nie zachowuj się tak, jakbyś był Panem na włościach. Jesteś, prawdę mówiąc, gościem. GOŚCIEM. Wiesz co to znaczy? To znaczy, że nie ma tutaj równych i równiejszych, wszyscy jesteśmy jednakowi i mamy identyczne prawa - do łazienki, do aneksu kuchennego i do ciszy nocnej. Nie ważne co robisz w swoim domu - chodzisz w samej bieliźnie (albo i bez!), spędzasz godziny w łazience, wyżerasz wszystko z lodówki, puszczasz głośną muzykę przez całą noc... Teraz nie jesteś w swoim domu! Nie rób tak, to nieładne.

po drugie: Mów dzień dobry, to nie boli.

Kultura nakazuje nam, byśmy mówili/odpowiadali na powitanie innych ludzi - obojętnie czy jest to dzień dobry czy dobry wieczór i nieważne czy dana osoba ma szesnaście czy sześćdziesiąt lat. Nie musimy się uśmiechać do drugiej osoby, ale wystarczy się przywitać, żeby przypadkiem druga osoba nie musiała na wstępie zauważać, jak wielkim gburem i prostakiem jesteś. Mieszkasz w hostelu, jak inni. Nie czuj się lepszy od innych mieszkańców, bo nie jesteś.

po trzecie: Pukaj do drzwi!

Ja wiem, że we własnym domu raczej się nie puka, ale kultura nakazuje, by jednak tak robić. Prawie codziennie, gdy brałam prysznic, do drzwi łazienki dobijali się ludzie, po cztery czy pięć razy. Chociaż stwierdzenie dobijali jest nieco nie na miejscu. Tutaj nikt nie pukał, tutaj próbowali wyważyć drzwi, od razu łapiąc za klamkę i napierając na nie z całej siły, szarpiąc się, jakby od tego zależało ich życie. Jeśli drzwi nie chcą się otworzyć to znaczy, że ktoś tam jest, a nie, że się zacięły. Nie walcz z nimi, ktoś za moment wyjdzie. A jeśli już ktoś wyjdzie to nie morduj go wzrokiem - on ma takie samo prawo do korzystania z łazienki, jak ty.

po czwarte: Ubierz się!

Powiem szczerze, że nigdy nie sądziłam, że do tego dojdzie, by trzeba było ludziom tłumaczyć, że w miejscach publicznych nie chodzimy w negliżu. A jednak! W lipcu, gdy byłyśmy w hostelu, było tam pewne starsze małżeństwo. Kobieta notorycznie chodziła bez bluzki, w samym staniku. I nie było to związane z przechodzeniem z pokoju do łazienki. Nie! Ona potrafiła ludziom otworzyć drzwi w takich częściowym negliżu,zawsze z tym samym uśmiechem. Och, proszę... Wiek tutaj nie ma nic do znaczenia - bo może i miała sześćdziesiątkę na karku, ale gdyby miała szesnaście to dla mnie niczego by to nie zmieniało. To wciąż miejsce publiczne.

po piąte: Nie wyjadaj!

Zapamiętaj sobie, że wspólna lodówka =/= wspólne jedzenie. Jeśli we wspólnej lodówce znajdziesz coś do jedzenia, co nie należy do Ciebie, to pamiętaj, że nie wolno Ci tego dotknąć. Nie kupiłeś, więc nie masz do tego prawa. Podkradanie jedzenia innym ludziom jest nie na miejscu. Ktoś to kupił, by później zjeść, więc dlaczego to zabierasz? Twoje? Nie? No właśnie. Jeśli nie Twoje to nie dotykaj, a jeśli ktoś dotknął Twoje to... znieś to z honorem i nie tykaj cudzych.

po szóste: Cisza nocna obowiązuje!

Rozumiem, jesteś na wakacjach, chcesz się wyszaleć, a nie musieć wracać do domu najpóźniej o dwudziestej drugiej. Nic dziwnego, ja też jestem na wakacjach i staram się być na nich na swoich zasadach. Ale skoro nie wynajmujesz domku, a zwyczajny pokój w hostelu to zrozum, że nie jesteś sam, więc bycie słoniem w środku nocy jest bardzo, bardzo złe. Ja wracam o której chcę, ty też, ale ludzie w pokoju obok mogą chodzić wcześnie spać, mogą mieć małe dziecko, mogą być zmęczeni po ciężkim dniu. Uszanuj to! Ja szanuję i nawet wtedy, kiedy wracam po północy to staram się chodzić jak najciszej. Ty też spróbuj, to nie boli!

po siódme: Łazienka jest wspólna!
A co za tym idzie - nie idziemy do łazienki na pół dnia, a staramy się ogarnąć jak najszybciej. W czasie naszego pobytu w gdańskim hostelu próbowałam się dopchać do łazienki przez jakieś pół godziny, a nawet dłużej. I co? I nic, bo cały czas siedziała tam jedna dziewczyna, z całym arsenałem kosmetyków do makijażu. Nie byłoby w tym nic denerwującego, gdyby nie fakt, że w hostelu były dwie łazienki - jedna znajdowała się w jednym pomieszczeniu, to znaczy, że zarówno prysznic, jak i toaleta z umywalką i lustrem były z jednymi drzwiami, więc jeśli tam ktoś wchodził - nikt nie mógł skorzystać. Druga natomiast była dzielona - osobno umywalka z lustrem, osobno prysznic, osobno toaleta, więc w jednej chwili skorzystać mogły trzy osoby. Stąd moja złość - dziewczyna spokojnie mogła skorzystać z tamtej, gdzie nikomu nie wadziła, zamiast zajmować tą lepszą, bo większą.


Nie rób w hostelu co Tobie niemiłe - jeśli czegoś nie lubię to jasne jest, że tego nie robię. Najgorsze jest jednak wtedy, kiedy ktoś czegoś nie lubi, ale złośliwie robi to dla innych. Pamiętaj więc, że jeśli wybierasz się na wakacje do hostelu, gdzie warunki są takie, a nie inne, to warto pamiętać o tym, bez czego ciężko się obejść - o kulturze. I zwróć uwagę na to, że karma lubi wracać, a tego chyba nikt z nas nie lubi





Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.