16.08.2016

#67 To nie żarty, See Bloggers po raz czwarty, dzień pierwszy

Mój krótki wakacyjny wypad szybko się skończył, tak samo, jak moja pierwsza konferencja blogerów - minęło tak, jakby ktoś pstryknął palcami. Jest pstryk nie ma. Długo zbierałam się, by coś tutaj stworzyć, ale w końcu się udało. Bez owijania w bawełnę, bez zbędnych ceregieli i bez wazeliny. Oto i ona, relacja z konferencji. Miłego czytania!

SEE BLOGGERS,

czyli dwóch introwertyków na imprezie dla ekstrawertyków


Zgłosiłam się na See Bloggers. W maju, gdy akurat miałam laptop na uczelni, Natalia opowiedziała mi, że zgłosiła się na konferencję blogerów, która odbywa się w wakacje w Gdyni i zgłosić mogą się wszyscy. Nie trzeba było mnie namawiać, bo wystarczyła informacja, że to Trójmiasto, a nocleg możemy załatwić w moim ukochanym Gdańsku. Wypisałam zgłoszenie, kliknęłam Wyślij i stwierdziłam, że niech się dzieje wola nieba. Później już tylko wymieniałyśmy się co chwilę jakimikolwiek informacjami na temat konferencji, a przede wszystkim na temat tego, czy któraś z nas już dostała informację czy dostała się czy nie. Długo czekałyśmy, bo ponad dwa tygodnie. Ale się udało! Dostałyśmy maile potwierdzające udział na konferencji i wystarczyło czekać na lipiec. Oczywiście zanim się to udało to Natalia zarezerwowała nam pokoje w hostelu (o hostelu słów kilka niebawem), ja zabukowałam dwa bilety w Polskim Busie, no i mogłyśmy jedynie wyczekiwać jakichkolwiek informacji dotyczących logowania na poszczególne warsztaty. No i harmonogramu.

I czekałyśmy, naprawdę długo czekałyśmy.

W momencie, gdy do wyjazdu zostało nam półtorej tygodnia, a my dalej bez informacji - zaczęłam się nieco martwić i zastanawiać czy czegoś nie przegapiłam. Natalia zaczynała mieć takie same odczucia, więc trochę wyluzowałam, bo to znaczyło, że nic nie przegapiłyśmy. Po prostu organizatorzy nic nie piszą, nic nie udostępniają. No kiedyś w końcu to zrobią, dałyśmy spokój. Pojawił się w końcu motyw przewodni imprezy wieczornej: boho, a my miałyśmy takie same myśli. Myśli, których lepiej nie przelewać na papier, bo trzeba by je było ocenzurować, ale o imprezie (i motywie) wspomnę nieco później. Zresztą, po przesłaniu informacji na temat motywu przewodniego, zaczęły pojawiać się kolejne, poszło lawinowo - harmonogram, zapisy, właściwie wszystko. Trzy dni i puf!, po wszystkim. Zapisy za nami, pakowanie za nami, wystarczy tylko pojechać nad morze i nie zapomnieć, że trzeba odwiedzić Pomorski Park Naukowo-Technologiczny w nadchodzący weekend.

O samym wyjeździe innym razem, teraz czas na See Bloggers.

W sobotę dotarłyśmy do Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego gdzieś koło wpół do dziewiątej rano, chociaż pierwsze wykłady zaczynały się o dziesiątej. Byłyśmy jedne z pierwszych i poszło to całkiem sprawnie. Całe szczęście, bo niecałą godzinę później były już ogromne kolejki, przez które niektórzy nie zdążyli na pierwsze wykłady - tutaj wygrało nasze chodźmy wcześniej, bo możemy się zgubić. Inaczej nie załapałabym się na oficjalne otwarcie See Bloggers i bardzo fajny wykład poprowadzony przez cudowną Kasię Ogórek, autorkę bloga Twoje DIY. O warsztatach jednak opowiem za chwilę, róbmy wszystko po kolei!


Przy rejestracji na See Bloggers każdy uczestnik dostawał dwie torby i identyfikator - w jednej torbie znajdywały się dwie półtora litrowe butelki Coca-Coli i Coca-Coli Zero, na etykietach których można było napisać kilka słów od siebie, zachęcających do wspólnego biesiadowania. Najlepsze zdjęcia (teksty?) miały zostać nagrodzone, z tego co pamiętam, koszami piknikowymi, ufundowanymi przez firmę. W drugiej torbie były różne dodatki związane z samą konferencją i Miastem Gdynia - między innymi mapy i ulotki. Była także plakietka See Bloggers i rozkład pomieszczeń w Centrum Naukowym Experyment. Każdy uczestnik dostał również identyfikator ze swoim imieniem i nazwiskiem oraz nazwą bloga, a do tego piękną, granatową smycz z napisem Gdynia. Dzięki temu, że byłyśmy wcześniej, miałyśmy okazję, by zwiedzić cały obiekt i odnaleźć wszystkie interesujące nas punkty, a przed godziną dziesiątą mogłyśmy zająć jak najlepsze miejsca w Sali Głównej. Teraz pozostało czekać na godzinę. Przyszła pierwsza ekscytacja konferencją. Ekscytacja, która dzień wcześniej z nas wyparowała, a na See Bloggers szłyśmy trochę tak, jak na skazanie - Nie chcę, ale wiem, że będę żałować, jeśli jednak nie pójdę. To była myśl, która nam przyświecała przez całe dwa dni, serio.

Wybiła godzina zero, zaczęła się zabawa.


W pierwszy dzień zaczęłyśmy od wspomnianego wcześniej wykładu Kasi Ogórek z bloga Twoje DIY. Kasia poprowadziła prelekcję Od zera do blogera - sam znajdź czytelników, na której wspomniała, jakie są podstawowe zasady w znalezieniu czytelników. Dowiedziałam się kilku nowych rzeczy, ale przede wszystkim usłyszałam to, z czego już dawałam sobie sprawę - że ważna jest systematyczność, ciężka praca i kontakt z czytelnikiem. Pamiętaj blogerze: Szanuj czytelnika swego - zawsze możesz mieć gorszego! Nie wiem jednak, która z rad Kasi była najważniejsza - ciężka praca, bez której nie ma bloga i dobrych postów, a jeśli nie ma dobrej treści to nie ma czytelników; systematyczność, dzięki której ludzie będą zaglądać na Twojego bloga, na zasadzie: aha, Humanistka publikuje w poniedziałki i czwartki, zobaczymy co nowego na jej blogu; czy może właśnie kontakt z czytelnikiem, bo kiedy czytasz jakiegoś bloga, a jego autor potrafi odpowiedzieć na Twoje komentarze to od razu chętniej tam wracasz - bo wiesz, że nie jesteś kolejną cyferką dla danego blogera - jesteś częścią jego społeczeństwa, w dodatku częścią, która ma dla niego znaczenie. I wszystko fajnie, tylko ta systematyczność...

Następny był wykład Damiana Winkowskiego z firmy Nokaut, który opowiadał o tym, Jak zarobić 30 tysięcy na blogu (miesięcznie)? O monetyzacji słów kilka, ale z całym szacunkiem dla prowadzącego - wykład kompletnie mnie nie porwał. Ba! nie wyniosłam z tego nic nowego i nic, co mogłoby mi pomóc. Później chciałam iść na bitwę blogerów, ale miałam wybór - albo bitwa blogerów i głodówka do wieczora, albo lunch sponsorowany przez Barillę. W końcu zdecydowałam się na lunch, więc zebrałam się i wyszłam. Znalazłam odpowiedni budynek i... okazało się, że organizatorzy się pomylili i jedzenie będzie od dwunastej trzydzieści, więc pół godziny dłużej. Niby nic takiego, ale wiedząc, że właściwie w tym samym czasie zaczynam inne warsztaty, zdawałam sobie sprawę, że byłoby ciężko zdążyć. Rezygnacja z kolejnego wykładu zwyczajnie nie wchodziła w grę. Z każdego, ale nie z tego jednego.

Trzeba było sobie darować i na kolejny wykład pójść na głodniaka.


Jeden z najlepszych wykładów podczas pierwszego dnia See Bloggers. Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o Alabasterfox i jej Efekt #instagram to dowiedziałam się naprawdę wielu interesujących rzeczy. Czy wiedzieliście, że nie warto używać najpopularniejszych hasztagów, bo Wasze zdjęcia będą ginąć w setkach, a nawet tysiącach zdjęć dodawanych na sekundę. Warto też trzymać się jednej godziny, jeśli chodzi o dodawanie zdjęć - i widzicie? Znowu pojawia się ta regularność dodawania. Systematyczność to podstawa każdego blogera czy vlogera, a już na pewno jest to bardzo ważne na początku danej działalności. Teraz postaram się do tego bardziej przykładać, zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Nie mniej - jeśli ktoś z Was był na See Bloggers i nie poszedł na Efekt #instagram to... niech żałuje, bo oprócz pouczającego wykładu warto było tak po prostu posłuchać Aleksandry - to niesamowicie pozytywna osoba, której mogłabym słuchać, słuchać i słuchać. Ot tak, po prostu.

Po wykładzie Aleksandry była krótka przerwa, a następnie mogłyśmy posłuchać wykładu Łukasza Smolińskiego i Natalii Sitarskiej z bloga tasteaway. Przez czterdzieści pięć minut prowadzili warsztat o zachęcającym tytule: Blog, marka, biznes - czy łączenie bloga z prowadzeniem biznesu jest możliwe? i chociaż temat mnie do siebie przyciągnął, to jednak wykład mnie nie zachęcił. Miałam niejasne wrażenie, że to jeden z tych wykładów, podczas których prowadzący chce się pochwalić czego on nie widział, czego nie dokonał, zamiast podpowiedzieć jak tego wszystkiego dokonać. Nie bardzo wiem czy łączenie bloga z prowadzeniem biznesu jest możliwe, ale za to dowiedziałam się, że całkiem nieźle prosperuje ich cukiernia, ale odkąd ją prowadzą to nie recenzują innych kawiarni. Niestety, mimo pasji, z którą opowiadali, ja z pewną ulgą dowiedziałam się, że to już koniec. Na ten dzień to był koniec wykładów w Sali Wykładowej C. Pozostałe dwa czekały na nas w Sali Kinowej, ale dopiero po półgodzinnej przerwie. Uff! Trzydzieści minut odpoczynku!

Cały dzień czekałyśmy na te dwa ostatnie warsztaty - w końcu były na nie zapisy.


Ja naprawdę czekałam na ten wykład niczym na jakieś zbawienie. Basia Piasek i jej Can You hear me? Czyli o sztuce komunikacji z czytelnikiem okazało się dla mnie jednak największym fiaskiem pierwszego dnia. Chociaż miało być o sztuce komunikacji z czytelnikiem to kompletnie nie wyniosłam z tego nic poza z tym współpracowałam, z tym współpracowałam, a ta firma chce ze mną jeszcze współpracować. To był wykład, który mnie osobiście zmęczył i okazał się zmarnowanym czasem. Liczyłam na fajerwerki, a dostałam niewypał. Właściwie nie byłam pewna czy czekać na koniec czy może zwinąć się przed czasem. Wytrzymałyśmy jednak do końca, bo czekałyśmy na ostatni już wykład, licząc, że tutaj te fajerwerki w końcu wystrzelą. 

Wojciech Wawrzak z bloga PRAkreacja odwalił kawał naprawdę dobrej roboty. Jego warsztaty - Prawo dla blogera w pytaniach i odpowiedziach były naprawdę fajne, dlatego też żałuję, że nie byłyśmy w stanie wysiedzieć do końca. Przeciągnęły się, a my niechętnie zawlokłyśmy się na SKM-kę, by zdążyć na imprezę wieczorną. Wracając jednak do warsztatów - Wojciech naprawdę porządnie przygotował się do tematu, o którym opowiadał z prawdziwą pasją. Widać, że prawo nie jest przykrym obowiązkiem - jest dla niego pasją, zabawą. To ważne, by opowiadać z pasją, a nie z przymusem. I było naprawdę ciekawie, chociaż chwilą przydługie, zwłaszcza, gdy uczestnicy zaczęli zadawać pytania, na które trudno było odpowiedzieć, nie parskając śmiechem. Na przykład... hm, no cóż, Co się stanie, jeśli dostanę zgodę na wykorzystanie danego zdjęcia czy tekstu, ale spłonie mi dom, a wraz z nim zgoda?. Naprawdę ktoś zakłada taki scenariusz? Mimo to Wojciech fajnie z tego wybrnął. Co działo się później - nie wiem. Byłyśmy w drodze na SKM-kę, bo w końcu niedługo impreza wieczorna.


No i dochodzimy do punktu kulminacyjnego czyli imprezy wieczornej, do której od początku miałam mieszane uczucia. Cóż, nie dość, że motyw - boho - był kompletnie nie w moim stylu, to jeszcze fakt, że w jednym miejscu miało się spotkać ponad tysiąc blogerów. Po wymianie zdań i wtrącaniu nie chce mi się tam iść do każdego z nich, wzięłyśmy się w garść i pojechałyśmy do Gdyni. Wygrał argument jak nie pojedziemy to pożałujemy. Później okazało się, że dużo więcej frajdy sprawiłoby nam chodzenie po Długiej w Gdańsku i robienie zdjęć, niż siedzenie na tej imprezie. Była bardzo głośna muzyka, przy której nie dało się rozmawiać, mnóstwo osób, ciepły Desperados i brak miejsc siedzących. Z drinkami wychodziłyśmy poza ogrodzenie, by usiąść na ławkach. Tam było w miarę daleko od hałasu i dzięki temu można było pogadać. Impreza miała trwać od dwudziestej pierwszej do drugiej w nocy. Nie wiem, o której się skończyła - ze znudzenia samą imprezą, zmęczenia i faktu, że mamy pół godziny drogi do hostelu, pojechałyśmy SKM-ką już po północy. W końcu za kilka godzin czekał nas kolejny, jakże długi dzień na See Bloggers.


I tak oto dochodzimy do końca dnia pierwszego, drugi już niebawem, a wraz z nim pełne podsumowanie plusów i minusów. Do przeczytania niebawem!


Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.