18.07.2016

#66 Wakacyjne plany

Wakacje! No kto nie kocha wakacji? Słońca, upałów, wypadów nad wodę? No ja, ale ja przynajmniej kocham wolne i w tym roku zamierzam wykorzystać je jak najlepiej. Oczywiście, jak już wyzdrowieję. Tak, pochorowałam się na samym początku wakacji, brawo ja.


Wakacyjne plany,

czyli lista rzeczy, które pragnę zrobić


Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Magda i jej Wakacyjna lista rzeczy do zrobienia. Sama co roku robię jakieś listy - postanowienia noworoczne, lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią, przed trzydziestką, plany i pomysły na wakacje... Generalnie zawsze jest jakaś lista. Pomyślałam jednak, że skoro Madziof opublikowała taką listę to co mi szkodzi, by pochwalić się Wam moimi planami? Podobna lista pojawiła się tutaj już dwa lata temu - plany na wakacje - i jak tak na nią patrzę to widzę, że wiele pomysłów się powtarza. Nie wiem tylko czy to dobrze czy źle. 


1. Pisać

Planuję w końcu nadrobić zaległości w pisaniu moich tekstów, a przede wszystkim w ich opracowaniu, bo moje opowiadanie o Oli, obecnie znajdujące się na wattpadzie pod nazwą Z miłością jej nie do twarzy, jest... No cóż, pisane na spontanie, więc muszę trochę to dopracować. Poza tym mam kilka nowych pomysłów, które muszę w końcu opracować, rozpisać postacie i plan wydarzeń... No i pozostaje jeszcze kwestia bloga (muszę nadrobić czerwiec, bo bardzo to wszystko zaniedbałam), a także kwestie typowo studenckie - praca licencjacka i dwie prace pisemne na zaliczenie. Wychodzi na to, że będzie bardzo dużo pisania, ale to sama frajda, naprawdę.

2. Czytać

Ostatnio czytanie źle mi idzie. Wolno, niechętnie... No i mam mnóstwo książek do przeczytania, lista lektur do nadrobienia rośnie. W czerwcu zakupiłam czterdzieści trzy książki, w lipcu już jedenaście. W maju też pojawiło się w moim domu jakieś dziesięć nowych książek. Rozumiecie co to oznacza, prawda? Domowa biblioteka się rozrasta, a ja się lenię, jak nigdy wcześniej. Okropne uczucie, to jak blokada pisarska, a przynajmniej wygląda podobnie. Od początku wakacji męczę jedną książkę - Jeden dzień Davida Nichollsa - i chociaż naprawdę mi się podoba to nawet nie dotarłam do połowy. A to już dwa tygodnie, powinnam kończyć przynajmniej piątą książkę! Ale w końcu to nadrobię, za moment wyjeżdżam, biorę ze sobą czytnik i trzy papierowe wersje. Dam radę, zobaczycie!

3. Fotografować

W poprzednich latach zdarzało mi się robić nawet po dziesięć tysięcy zdjęć, oczywiście przez cały rok, nie tylko w czasie wakacji. W tym roku przez dwa miesiące byłam uziemiona z powodu nogi, później zaczęły się inne problemy i sprawy, no i wiecie, jakoś nie było okazji. Mam jednak mnóstwo pomysłów na zdjęcia, no i chciałabym nieco zwiedzić - póki co niedługo wybieram się do Gdańska, a co za tym idzie: czeka mnie zwiedzanie Trójmiasta i pstrykanie fotek. Zamierzam też zrobić dużo zdjęć na See Bloggers, no a sierpień będę chciała spędzić podróżując po najbliższej okolicy - wycieczki na Nikiszowiec, do Parku Kościuszki, do Strefy Kultury, a także poza granice Katowic - do Krakowa, może na Górę Birów, Ogrodzieniec, może Wrocław... A jak dobrze pójdzie to czeka nas jeszcze Warszawa. Trzymajcie kciuki, będą fotki.

4. Podróżować

O tym już wspomniałam w powyższym punkcie, tj. fotografować. Planuję w końcu pojeździć po najbliższej okolicy, miejscach tak bliskich, a jednak odległych, bo jeszcze nie zdarzyło mi się w nich pojawić. Czasem tak bywa, że człowiekowi bliżej jest zwiedzić coś, co jest pięćset kilometrów stąd niż to, do czego jest kilka kroków. Przynajmniej ja tak mam, nie wiem jak Wy. W planach jednak, na te wakacje, mam Trójmiasto, Katowice, Kraków, może Wrocław i Jurę Krakowsko-Częstochowską, bardzo chciałabym wejść na zamek w Ogrodzieńcu i ponownie na Górę Birów. Zobaczymy jednak na ile pozwoli mi czas (i finanse). Nie mniej jednak chciałabym połączyć te dwa punkty - trzeci i czwarty - i niczego nie chcę żałować. Jeśli macie jakieś propozycje co do zwiedzenia najbliższej okolicy - dajcie mi znać. Jestem otwarta na podróże.

5. Próbować nowości w kuchni

W ciągu roku akademickiego nie zawsze mam na to czas - a to kolokwia, prace zaliczeniowe, spotkania po zajęciach, dodatkowe zajęcia, kursy... Generalnie to czasu nie ma, a jak jest to bywa, że składników nie ma. Zawsze coś, chociaż nie wiem czy nie jest to bardziej na zasadzie, że złej baletnicy to i rąbek u spódnicy. Teraz jednak biorę się w garść i zabieram za przepisy - te, które siedzą mi w głowie i te, które wynalazłam w gazetach, książkach czy internecie. Na pierwszy rzut zamierzam ponownie spróbować z tofu i liczę na to, że tę walkę wygram ja - poprzednie cztery niestety zakończyły się fiaskiem. Nie, żeby było niedobre, bo zjeść się dało, ale jak to się mówi... no szału nie było, dupy nie urwało. Chociaż może to i dobrze, że dupy nie urwało, bo mogłoby być słabo. Jeśli jednak ktoś z Was miałby propozycję (i przepis) na to, co mogłabym zrobić z tego nieszczęsnego tofu to będę bardzo wdzięczna. Płacę w ciastkach, które i tak będę robić w te wakacje.

6. Pograć

Całe wieki nie grałam w The Sims. Właściwie to w nic nie grałam od zeszłych wakacji. Dlaczego? Cóż, zdaję sobie sprawę z tego, że gry naprawdę pożerają czas, a w ciągu roku albo jest mi go szkoda, albo zwyczajnie go nie mam. W te wakacje też nie mam czasu, ale może w sierpniu znajdę dzień czy dwa, by stworzyć rodzinkę w Simsach albo polatać na miotle z Harrym Potterem. Zobaczymy. Lubię sobie od czasu do czasu zagrać, ale dla własnego bezpieczeństwa nieco sobie to wszystko utrudniłam, instalując gry jedynie na komputerze stacjonarnym, do którego dostęp jest trochę zablokowany. Tak, mam jeszcze komputer stacjonarny, który pamięta czasy mojego gimnazjum, a może nawet podstawówki. Jest idealny do gier i wcale się tak szybko nie przegrzewa, jak zdarza się mojemu laptopowi, zwłaszcza w upały. Także już niedługo zamierzam sobie pograć i liczę na to, że nikt mi w tym nie przeszkodzi.

7. Spotykać się

Normalnie nie zawsze mam czas spotkać się z niektórymi znajomymi - różnie mamy zajęcia, w weekendy nie zawsze się zgrywamy, ciągle coś jest nie tak. W wakacje, kiedy w końcu mamy wolne, chciałabym nadrobić te spotkania, przynajmniej z kilkoma osobami. No i bardzo zależy mi na tym, by w końcu spotkać się z moją Angeliką, a to już za chwilę, za moment, zaledwie za tydzień. Rozumiecie to? Po trzech latach znowu się spotkamy. Liczę też na spotkanie z Karoliną, pierwsze po czterech latach znajomości, a poza tym jeszcze z kilkoma innymi znajomymi, czy to poznanymi przez internet czy w realu. Po prostu chciałabym w końcu nadrobić te spotkania, które do tej pory nie miały okazji dojść do skutku.

8. Korespondować

Parę lat temu zaczęłam pisać listy z różnymi ludźmi, niestety w międzyczasie trochę się to wszystko posypało, moi korespondenci się wykruszyli, ja również dałam ciała i skończyło się na tym, że obecnie z nikim nie piszę listów. Mam jednak nadzieję, że niedługo uda mi się to nadrobić, już znalazłam kilku korespondentów i liczę na to, tym razem się tak szybko nie wykruszą, a poczta polska znowu mnie nie zawiedzie - już raz się zdarzyło, że wysłałam dziesięć listów i nie dostałam żadnej odpowiedzi. Wiecie dlaczego? Bo nikt nie dostał mojego listu i musiałam je pisać na nowo, tak więc brawo dla poczty, liczę na poprawę. A jeśli ktoś z Was również chciałby zacząć korespondować to serdecznie zapraszam do grupy, na której jestem współadminem - Przyjaciele z listów - tutaj na pewno znajdziecie fajnych korespondentów. W końcu jest nas już 4131, przy takiej liczbie członków to na pewno kogoś sobie znajdziecie.

9. Oglądać

Postanowiła, że nieco nadrobię filmy, których do tej pory nie miałam okazji, tudzież ochoty, by obejrzeć. Myślałam też, żeby w końcu zabrać się z jakieś seriale, np. dokończyć Castle'a, przypomnieć sobie Zaklinaczkę duchów, sięgnąć po Grę o Tron. Z filmów na pewno chciałabym w końcu zobaczyć Ugotowanego, ale trochę nie umiem się do tego zabrać. Może po powrocie? Póki co pogoda albo nie daje spokoju - bo są upały, albo jest za ładna, by cokolwiek oglądać. Czasem lepiej w ulewie posiedzieć na ogródku, niż w domu, zamkniętym w czterech ścianach bez świeżego powietrza. Jeśli jednak chodzi o filmy i seriale - podrzućcie mi jakieś propozycje, bo ja kompletnie nie wiem co obecnie jest na topie i co warto obejrzeć. 

10. See Bloggers

Główny punkt tegorocznych wakacji, do którego został niecały tydzień. Przyznam szczerze, że nie umiem się tego doczekać - moja pierwsza konferencja, jakakolwiek. Liczę na to, że uda mi się czegokolwiek dowiedzieć, cokolwiek stworzyć, z czego będę dumna. Zapisałam się na kilka warsztatów i na jedną bitwę blogerską, która to będzie polegała na gotowaniu. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym dała radę. Co jeszcze czeka mnie na See bloggers? Warsztaty, wykłady, stoiska, znajomości i nowości. Czekają mnie dwa naprawdę intensywne dni. I wiecie co? Liczę na to, że to będą dwa najlepsze dni. Mam nadzieję, że organizatorzy See bloggers spełnią moje oczekiwania w stu procentach, bo póki co tak jest. Prócz tematu przewodniego imprezy wieczornej. No bo, sami powiedzcie, czy wyobrażacie sobie mnie w stylu boho? Bo ja nie.


Plany wakacyjne zapowiadają się świetnie, chociaż moje zdrowie ostatnio próbuje mi przekazać, że nic z tego, wakacje spędzasz w łóżku, a ja staram się z tym walczyć, przez co jeszcze bardziej łóżko mnie do siebie przyciąga. Spokojnie, nie poddaję się. Grzecznie walczę i jeszcze mam coś do powiedzenia. Póki co trochę planuję - widzicie u góry - i w sierpniu zamierzam spełnić przynajmniej połowę planów.

A Wy? Jakie macie plany na resztę tegorocznych wakacji? 


Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:

07.07.2016

#65 Trzy lata minęły, jak jeden dzień

Witajcie w tym pięknym, ale przede wszystkim wyjątkowym dla mnie i mojego bloga, dniu! Dzisiaj, dokładnie o 11:52 mijają równie trzy lata od założenia i opublikowania pierwszego postu na blogu. To naprawdę wyjątkowy dzień. 


TRZY LATA MINĘŁY, JAK JEDEN DZIEŃ,

to już? kiedy to minęło? czyli kolejne urodziny!


Na chwilę obecną te trzecie urodziny bloga to jak trzecie urodziny dziecka. No dobra, może nie aż tak, ale blog ten stał się dla mnie ważną częścią codzienności, dlatego też postanowiłam dzisiaj zrobić małe podsumowanie ostatnich trzech lat. Gotowi? No to zapraszam!

Gdy dodałam tutaj pierwszy post, nie miałam żadnego pomysłu na blogowanie. Niby planowałam jakieś głupoty, coś wspominałam o kolejnym blogu kosmetycznym, marzyły mi się jakieś bezsensowne recenzje, na których kompletnie się nie znam, modowe głupoty... Generalnie zakładałam bloga, bo tęskniłam za blogowaniem, ale nie wiedziałam co chcę zrobić. Wrzuciłam kilka głupot i pierwszy post z przemyśleniami, później kolejny, kolejny... I stwierdziłam, że to chyba dobra droga, te przemyślenia. Z czasem, jak już pewnie zauważyliście, na blogu zachodziły zmiany, pojawiały się recenzje, przepisy, kilka innych niepotrzebnych głupot. Przez pierwszy rok, a nawet półtora roku, prowadziłam niedzielne inspiracje, które później w przypływie głupoty usunęłam z bloga, a czego teraz naprawdę żałuję. Było, minęło. Człowiek robi dużo głupot.

Nie wiem czy jest tutaj ze mną ktoś od samego początku, oczywiście pomijając niektórych znajomych. Jeśli tak - pewnie pamiętacie ilość zmian, jaką wprowadziłam na tym blogu. Oczywiście pomijając masę zmian szablonu, bo z początkiem blogowania to chyba co tydzień miałam inny, kolorowe, wzorzyste, typowo pod opowiadania, nie pod przemyślenia.


Co się działo przez trzy lata? 


Cóż, zmieniła się nazwa bloga, dokładniej 1 stycznia 2015 roku pojawiła się humanistka na obcasie. Wcześniej można było znaleźć mnie pod adresem cantus cycneus. Dwa razy pisałam próbowałam zaczynać od nowa, w tym jeden raz faktycznie usunęłam wszystkie posty, a przynajmniej wróciły do wersji roboczych, tylko po to, by pół roku później wrócić na blog w swojej starej, niczym niezmienionej wersji. Bezpowrotnie utraciłam około trzydziestu postów, ale cóż, na głupocie człowiek traci najwięcej. 

Komentarze z bloggera z początkiem tego roku zostały zastąpione przez disqus. Szablon jest teraz nieco bardziej profesjonalny, chociaż jeszcze trochę mu brakuje. Kwestia czasu. Na chwilę obecną jestem z niego zadowolona, więc po co zmieniać coś, co jest dobre?

Jeśli chodzi o te trzy lata w liczbach, to:


Opublikowałam 141 postów
Obecnie mam 51 wersji roboczych
Mój blog obserwuje 208 osób
Fanpage polubiły 393 osoby
Łącznie blog został odwiedzony 77 069 razy
Najpopularniejszy post został przeczytany 3297 razy
Blog prowadzę od trzech lat czyli trzydziestu sześciu miesięcy


Jakie plany na dalsze blogowanie?


Hm, na pewno bardziej zajmę się kategoriami, żeby nieco lepiej wyglądały. No i nie potrzeba ich aż tylu, spokojnie mogę je skrócić. Szykuję również zmianę szablonu, a także chciałam zrobić niespodziankę w postaci własnej domeny, ale pojawiły się pewnie nieplanowane komplikacje, no i wyszło, jak wyszło. Liczę jednak na to, że niedługo to się zmieni i w końcu sobie z tym poradzę. W końcu nie ma takiego problemu, którego nie można rozwiązać.

Za szesnaście dni odbędzie się konferencja See Bloggers, na którą udało nam się dostać. Nam to znaczy mnie i mojemu blogowi. Skoro już nam się udało to warto z tego skorzystać i rozwijać się dalej. Zamierzam w pełni wykorzystać te dwa dni warsztatów i dowiedzieć się co robić, by było jeszcze lepiej niż do tej pory. Bo wiecie, ja widzę swoje małe sukcesy blogowe, nawet jeśli jest ich mniej niż porażek. Dla jednych moje trzyletnie wyniki są słabe, dla mnie to i tak wiele, bo gdy zakładałam bloga to nawet nie sądziłam, że wytrwam trzy lata, że będzie miała aż tylu obserwatorów czy wyświetleń. To były dobre trzy lata.

Planuję trochę zmian. Na pewno chciałabym rozwinąć kilka kategorii blogowych, bardziej się na nich skupić - zdradzę Wam, że chodzi o a very potter... fanfic, książki (i cała paplanina wokół książek) oraz tematyka ślubna. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę. Jeśli chcecie wiedzieć co jeszcze mam do powiedzenia - bądźcie ze mną.

A sobie i humanistce na obcasach życzę... kolejnych trzech lat przyjemnego blogowania.

Sto lat!



Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:

04.07.2016

#64 Czerwony alert - upały!

Ostatni egzamin za mną, w końcu mogę zabrać się za pisanie, za bloga, za to, za co powinnam w wakacje. Troszkę Was zaniedbałam w tym miesiącu, ale obiecuję poprawę. Jeśli nie - krzyczcie.


CZERWONY ALERT - UPAŁY

słońce jest niebezpieczne, chrońmy siebie i bliskich



Większość ludzi kocha lato. Słońce, plaża, szum morza i żar lejący się z nieba. Ja zdecydowanie wolę maksimum 25 stopni Celsjusza, słoneczko, ale wiatr, rześkie powietrze... No idealnie! Zresztą, słońce nie dla mnie, bo chociaż opalam się na brązowo to pod koniec zeszłego roku wyszło mi na skórze coś, co wygląda jak uczulenie na wyżej wspomnianą kulę gazową. Krótko mówiąc - lato jest dla mnie koszmarem, bo słońce wszędzie dochodzi, a ja chyba się na nie uczuliłam. No, to nie jest fajne. Ale nie o uczuleniu mówić chciałam. Przejdźmy dalej.

Słońce jest groźne. Wielu ludzi sobie to bagatelizuje, no bo słońce jest fajne, komu może stać się krzywda w słońcu? Opalamy się, opalanie jest fajne, słoneczko, ciepło, same bajery. No niestety. To cudowne słoneczko potrafi wyrządzić niesamowite szkody. Warto o tym pamiętać, nim w lato wyjdzie się z domu.

JAK BEZPIECZNIE SPĘDZIĆ LATO?


zasada pierwsza: nawadniaj organizm.
To bardzo, bardzo ważne, by w upalne dni nie zapominać o piciu napojów bezalkoholowych. Przy wysokich temperaturach tracimy dużo wody i trzeba ją uzupełniać. Warto pamiętać o tym, by mieć przy sobie zawsze jakąś wodę, sok, koktajl; coś, dzięki czemu nie doprowadzimy do odwodnienia organizmu. Jeśli nie lubimy zwykłej wody (bez względu na to czy jest z gazem czy bez) to możemy wrzucić do niej świeże, pokrojone owoce, bądź te mrożone, kupione w sklepie - te drugie, prócz smaku, dodają również chłodnego orzeźwienia; to cudowny zamiennik kostek lodu. Warto mieć ze sobą małą buteleczkę wody zawsze, gdy wychodzicie z domu.

zasada druga: chroń się przed słońcem.
Jeśli wiemy, że w danym dniu spędzimy większość czasu na słońcu, warto pamiętać o nakryciu głowy, a także o kremach z odpowiednim filtrem - dla jednych jest to pięćdziesiątka, dla innych wystarczy szóstka. Nie ważne, ważne jest, by chronić się przed słońcem, bo jego nadmiar może mieć tragiczne skutki. Bardzo łatwo nabawić się odwodnienia, udaru czy poparzeń słonecznych. Nie warto ryzykować, zadbajcie o swoje zdrowie.

zasada trzecia: nie wychodź w południe.
Naprawdę, jeśli nie musicie wychodzić z domu w czasie największego słońca - nie róbcie tego. Gdzieś między godziną jedenastą, a czternastą słońce daje nam się we znaki. Siedzenie w tym czasie na słońcu, zwłaszcza bez jakiejkolwiek ochrony, bywa naprawdę niebezpieczne. Jeśli już nie możemy być w tym czasie w zadaszonym pomieszczeniu - zadbajmy o ochronę, tj. okulary przeciwsłoneczne, jakaś czapka bądź chustka na głowę, coś z filtrem do opalania, no i woda w torebce bądź plecaku, by od czasu do czasu zrobić przynajmniej łyk.

zasada czwarta: zadbaj o innych.
Pamiętaj - najpierw zadbaj o siebie i swoje potrzeby. Jeśli jednak zauważysz, że w czasie upałów ktoś potrzebuje twojej pomocy - zasłabł na ulicy czy w autobusie, upadł na chodniku, źle się czuje w sklepie. Zwróćcie na to uwagę, bo czasem naprawdę możecie kogoś uratować. Jeśli ktoś leży na ławce czy gdzieś pod ścianą, to nie przechodźcie obojętnie, bo pewnie jest pijany. Ci pijani również mają prawo zasłabnąć, oni również mają prawo być chorzy, a jak wiecie (lub zaraz się dowiecie) chorzy ludzie gorzej przechodzą upały niż ci zdrowi. Dbajcie o siebie, dbajcie o innych.

zasada piąta: pamiętaj o zwierzętach!
Pod żadnym pozorem nie wolno zmuszać zwierząt do długich spacerów w takie upały - one same wiedzą na ile mogą sobie pozwolić i jeśli pies nie chce iść na dłuższy spacer to go nie zmuszaj, wracaj z nim do domu. On też źle znosi upały, a ponad to nie ma butów, jak ty, więc dotyka gorącego podłoża skóra, a nie podeszwą butów. Nic go nie chroni. Jest dużo niższy od ciebie, więc gorąca ziemia mocniej go grzeje. Trzeba pilnować, by nasze zwierzaki miały zawsze wodę w misce. Warto też schładzać zwierzaka, gdy nie potrafi znaleźć swojego miejsca - i pamiętajcie, że zwierzęta chłodzi się od brzucha, bo to ich najczulszy, najdelikatniejszy punkt. POD ŻADNYM POZOREM NIE ZOSTAWIAJCIE ZWIERZĄT W SAMOCHODZIE! To zbrodnia, tak się nie robi. To powinno grozić dużą karą za znęcanie się nad zwierzętami. Nagrzany samochód jest gorszy od sauny. To taki piekarnik na czterech kołach. Dokładnie (i doskonale) opisała to Kruk z Notatek z podziemia. Polecam się z tym zapoznać.

zasada szósta: nie zostawiaj dziecka w samochodzie!
Pamiętacie te ogromne fale upałów w zeszłym roku? Te chwile, gdy przekazywano w telewizji informacje, że zginęło kolejne dziecko, bo nieodpowiedzialni rodzice zostawili je w samochodzie, bo ojciec zapomniał o dziecku, bo coś tam. Ta nieodpowiedzialność aż boli. Chwila nieuwagi i może dojść do tragedii. Jeśli zauważycie, że w jakimś samochodzie dziecko zostało zamknięte - nie przechodźcie obojętnie. Zareagujcie, nie pozostawiajcie tego z myślą, że ktoś inny zareaguje. Za pięć minut może być już za późno na pomoc.



Dla jednych lato jest cudownym okresem. Dla innych, tak jak dla mnie, nie jest to ulubiona pora roku. Nie lubię upałów, wręcz nienawidzę. Źle je znoszę, no i generalnie jest marnie. Widzę jednak, jak na upały reaguje mój pies i wiem, że muszę mu pomóc - co chwilę sprawdzam czy ma wodę w misce, moczę jej ręcznik, by nieco ją ochłodzić, a na spacer zabieram ją tylko na chwilę, bo wiem, że na dłużej nie dałaby rady. Wiem, że trzeba dbać o swoje zwierzaki tak, jak my dbamy o siebie. To też nasi członkowie rodziny, przyjaciele.

Upały potrafią być groźne, a my powinniśmy o tym pamiętać. I nie zapominajcie o zdrowym rozsądku. Bądźcie bezpieczni!



Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:

02.07.2016

#63 BookAThon 2016

Bycie  h u m a n i s t k ą  do czegoś zobowiązuje, prawda? Prawda. Dlatego macie ode mnie post książkowy. 

BOOKATHON 2016,

czyli lato pełne książek


Wyzwania książkowe mają to do siebie, że mają być delikatnym utrudnieniem dla czytelnika. Mają pobudzić kreatywność, ale przede wszystkim powinny być zabawą dla czytającego. Już wcześniej Wam wspominałam o wyzwaniach książkowych na 2016 rok, ale tym razem przychodzę z BookAThonem. To moja pierwsza styczność z nim, ale mam nadzieję, że nie ostatnia. W razie gdyby ktoś jednak nie wiedział - BookAThon nie jest moim pomysłem, wyzwania nie są moim dziełem, ale przerobione zdjęcia już tak. Co do samej idei BookAThonu - są to cykliczne maratony czytelnicze. Siedem dni i siedem wyzwań. 

Najpierw pojawia się termin maratonu, później, stopniowo, pojawiają się wyzwania. Nie codziennie, nie od razu, a co kilka dni. Gdy po raz pierwszy trafiłam na BookAThon (który sama nazywać będę BATH-em, bo krótko), kompletnie nie wiedziałam o co w tym chodzi i z czym to się je. Teraz chyba zaczaiłam co i jak, więc postanowiłam podzielić się tym z Wami. Wiem, że trochę późno, bo już w poniedziałek, ale kto wie, może jednak trafi się ktoś, kto postanowi dołączyć do BATH.


O co chodzi z BookAThonem?
O czytanie według wyzwań. Dosłownie. Pada siedem propozycji, a my mamy dobrać sobie książki. Nie chodzi o to, że są to wytyczne nie do ruszenia i jeśli wyzwanie brzmi Wakacje z duchami, to książka ma skupiać się na duchach. Nie, to nie musi być horror z duchami, to może być Harry Potter i zjawy, pojawiające się od czasu do czasu. To może być również Opactwo Northanger czy Dożywocie. To może być wszystko. Co wybierzecie zależy tylko od Was. Można również łączyć wyzwania ze sobą (jedna książka do kilku) czy pominąć któreś z nich. To przecież nie jest lista lektur do egzaminu, gdzie nieprzeczytanie którejś z nich może grozić oblaniem egzaminu. To ma rozluźnić, uspokoić, to ma być zabawa, nie przykry obowiązek. 


Nie wiem czy Was to zdziwi, ale miałam problem z podjęciem decyzji co do pewnych punktów. Wciąż się waham czy dobrze wybrałam i czy czegoś nie zmienić (wszakże mogę zrobić to w każdej chwili, aż do sięgnięcia po książkę). Do pierwszego wyzwania nie chciałam wybierać żadnej z części Harry'ego Pottera. Chociażby dlatego, że przez wakacje muszę przeczytać całą serię, by napisać pracę, a teraz będzie to na ilość, nie na jakość. Rozumiecie, prawda? Zresztą, nie bardzo kojarzę książki, w których występują duchy. Miałam też problem z piątką, ale w końcu się udało, w związku z czym... 

przedstawiam Wam moją listę na BookAThon lato 2016.



1. Wakacje z duchami

Marta Kisiel - Dożywocie 

2. Dokończenie lub rozpoczęcie serii

Gena Showalter - Alicja w Krainie Zombie 

3. Autor o twoim imieniu lub inicjałach

Patrycja Gryciuk - 450 stron 

4. Lato z kryminałem

Agatha Christie - I nie było już nikogo 

5. Książka z twoim zawodem

Agata Kołakowska - Patrycja 

6. Wakacyjna miłość

David Nicholls - Jeden dzień 

7. Przeczytaj 1500 stron

Razem - 2292 stron


Dwie z sześciu książek posiadam tylko w wersji elektronicznej, więc nimi zajmę się na końcu. Chociażby dlatego, że pójdzie mi to zdecydowanie wolniej, bo z moim czytnikiem czasami nie potrafimy się dogadać. Gdybyśmy się nie dogadali - Dożywocie oraz 450 stron będą musiały poczekać na swoją kolej po BookAThonie. Ale spokojnie, na pewno się doczekają. W ogóle to, jak tak teraz patrzę na moją listę, mam trzech polskich autorów i trzech zagranicznych, w tym pięć kobiet i tylko jednego faceta. Hm, zdecydowanie czytam mniej książek napisanych przez mężczyzn. Muszę to zmienić.

Bierzecie udział w BookAThonie? Pochwalcie się swoimi listami książek! Jeśli nie bierzecie - dopingujcie mnie, bo przyda mi się Wasze wsparcie. Jeśli jednak jesteście zainteresowani - zapraszam na grupę BookAThon Polska - wsparcie, pomoc, fajni ludzie. Nawet jeśli nie chcecie brać udziału w tym wyzwaniu to wpadnijcie tam. Wystarczy, że lubicie czytać książki, nic więcej nie potrzeba, naprawdę!

Moje poczynania będzie można śledzić w zdjęciach - na instagramie, bo na snapchat jeszcze za wcześnie. Miłego weekendu i miłego BookAThonu!


Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.