13.06.2016

#62 Nie znasz mnie, ale byłeś we mnie.

Są tematy, o których się mówi albo takie, o których człowiek stara się milczeć. Są też takie, obok których nie da się przejść obojętnie. Próbowałam, tym bardziej, że Natalia dobrze ten temat omówiła. Ale wczoraj natrafiłam na list i aż mną wstrząsnęło. Mówię stanowcze NIE dla gwałtów i tolerowaniu ich. 


NIE ZNASZ MNIE, ALE BYŁEŚ WE MNIE

gwałt to nie zabawa, to przestępstwo i trauma



W 2015 roku pewien dwudziestolatek, student prestiżowej uczelni Stanford w USA, rozpoczął swoje szalone studenckie życie od brutalnego gwałtu na młodej kobiecie. Jego ofierze pomogło dwóch zupełnie obcych, przypadkowych Szwedów. On trafił na policję, ona do szpitala. Wydawać by się mogło, że sprawa jest prosta - jego skazują na lata więzienia, dziewczyna trafia pod opiekę psychologa i chociaż trauma nigdy nie mija - powolutku i małymi kroczkami wraca do swojego życia. To, niestety, byłoby zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Dlaczego? Bo dwudziestoletni Brock Turner dostał karę SZEŚCIU MIESIĘCY pozbawienia wolności. Jak to się stało? Cóż, obrońcy stwierdzili, że dłuższy wyrok mógłby mieć dla niego zgubny wpływ (tak, jakby cokolwiek mogło mu pomóc), a sam ojciec chłopaka na obronę powiedział, że za 20 minut akcji jego syn nie powinien iść do więzienia. Rozumiecie? Pobawił się dwadzieścia minut, więc nie warto niszczyć mu życia, a dziewczyną w sumie nie ma co się przejmować - jej życie i tak już zostało zniszczone.

Krew zalewa, żółć podchodzi do gardła, złość trzepie od wewnątrz. 


Sądzę, że sędzią był facet, bo żadna normalna kobieta nie przyjęłaby takich argumentów do siebie. To nie będzie ani trochę obiektywne, ale dla mnie powinien zgnić w więzieniu z przyczepioną plakietką: GWAŁCICIEL. Koledzy z celi i spod wspólnego prysznica na pewno odpowiednio by się nim zajęli, ale tak, by już nigdy nawet przez moment nie pomyślał o tym, że można skrzywdzić jakąkolwiek dziewczynę. Ba! Że kogokolwiek mógłby skrzywdzić w jakikolwiek sposób. 

Natrafiłam wczoraj w sieci na list ofiary do swojego oprawcy. Myślę, że więcej nie trzeba do niego dodawać, wystarczy przeczytać. To długi tekst, ale naprawdę mocny. Potrafi uderzyć w odpowiednie emocje. Chwilami czytałam i prawie płakałam, a gdy zaczynałam czytać go na głos - drżał mi głos i miałam wrażenie, że zaraz się urwie. Przeczytajcie go i przemyślcie. Przekażcie dalej.

"Wysoki sądzie, jeśli to możliwe, chciałabym zwrócić się bezpośrednio do oskarżonego.

Nie znasz mnie, ale byłeś we mnie, i dlatego dziś jesteśmy na tej sali.
"17 stycznia 2015 roku spędzałam wieczór w domu. Ojciec przygotował dla nas kolację, przy stole była z nami jeszcze moja młodsza siostra, która spędzała ten weekend z nami. Byłam zmęczona po pracy, chciałam iść wcześnie spać. Planowałam jeszcze pooglądać telewizję, poczytać, a ona wybierała się z przyjaciółmi na imprezę. Pomyślałam sobie jednak: to jest jedyny wieczór, który możemy spędzić razem, nie mam nic lepszego do roboty, a jest impreza 10 minut od domu, mogę się wytańczyć i trochę skompromitować ją przed znajomymi. Żartowałyśmy przez całą drogę. Ona mówiła, że wyglądam jak bibliotekarka w tym beżowym sweterku. Mówiłam o sobie "mamuśka", bo wiedziałam, że będę tam najstarsza. Żartowałyśmy, że będą same dzieciaki w aparatach na zębach. Robiłam miny, wygłupiałam się i piłam drinki, zupełnie zapominając o tym, że moja wytrzymałość jest dużo mniejsza niż kiedy byłam w college'u.

Ocknęłam się na wózku szpitalnym, byłam w jakimś korytarzu. Poobijana, w bandażach. W pierwszej chwili pomyślałam: może upadłam i jestem w którymś z biur na kampusie. Zastanawiałam się tylko, gdzie jest moja siostra. Funkcjonariusz policji powiedział mi, że zostałam zaatakowana. Byłam pewna, że się pomylił, że rozmawia nie z tą osobą, co trzeba. Nie znałam nikogo na tym przyjęciu.

W końcu pozwolili mi skorzystać z łazienki, zsunęłam szpitalne spodnie, sięgnęłam po bieliznę i... nie wyczułam jej. Ciągle pamiętam to uczucie, jak dłońmi dotknęłam skóry i nie czułam nic. Spojrzałam w dół i nie było tam nic. Cienki kawałek materiału, jedyna rzecz oddzielająca moją waginę od świata, zniknął, a ja oniemiałam. Żeby nie stracić przytomności, starałam się myśleć, że może to policjanci zabezpieczyli moją bieliznę jako materiał dowodowy.

Poczułam, że w szyję kłują mnie igiełki. Okazało się, że to igły sosny. Były też na mojej głowie. Pomyślałam, że może spadły na mnie z drzewa. Mój mózg powtarzał: wytrzymaj. Ale coś we mnie wołało: pomocy, pomocy...

Zaczęła się wędrówka po pokojach. Byłam owinięta kocem, ale cały czas czułam te igiełki sosny. Mały stosik takich igiełek zostawiałam za sobą w każdym pokoju. Dali mi papiery do podpisania. Dopiero kiedy przeczytałam słowa "Ofiara Gwałtu" dotarło do mnie, że to nie jest zły sen, to się dzieje naprawdę. Zabrali mi moje ubrania, stałam naga, a pielęgniarki mierzyły ślady na moim ciele i fotografowały je. We trzy wyciągałyśmy igiełki z moich włosów. [...]Wsadzali patyczki do mojej waginy i w mój tyłek, żeby pobrać wymazy, były też igły, strzykawki, pigułki, Nikon wycelowany prosto w moje rozłożone nogi. Poczułam zimne szpony wziernika i chłód niebieskiego mazidła do wykrywania otarć.

Po kilku godzinach wreszcie pozwolili mi się umyć. Stałam pod prysznicem, oglądając moje ciało kawałek po kawałku i wtedy zdecydowałam, że nie chcę już tego ciała. Byłam przerażona, nie wiedziałam, co w nim było, czy zostało zakażone, kto go dotykał. Chciałam zdjąć je jak marynarkę i zostawić tam, w szpitalu, na wieszaku, razem z całym tym doświadczeniem.

Tego rana dowiedziałam się tylko, że zostałam znaleziona za śmietnikiem, że prawdopodobnie zgwałcił mnie nieznajomy, że muszę ponownie przebadać się na HIV, bo zakażenie nie zawsze ujawnia się od razu, ale na razie powinnam iść do domu. Żyć normalnym życiem. Wyobraź to sobie. Pielęgniarki przytuliły mnie i już byłam na parkingu przed szpitalem, w nowym dresie dostarczonym przez szpital. Z moich rzeczy pozwolili mi zatrzymać tylko naszyjnik i buty.

Odebrała mnie siostra. Twarz mokra od łez i wykrzywiona cierpieniem. Chciałam jej jakoś ulżyć. Uśmiechnęłam się. Powiedziałam: "Spójrz na mnie, jestem tu, nic mi nie jest, tu jestem. Mam czyste włosy. Dali mi najdziwniejszy szampon ever. Uspokój się, popatrz na mnie. Zobacz, jaki dali mi śmieszny dres. Wyglądam jak nauczycielka WF-u. Chodźmy do domu, chodźmy coś zjeść". Nie wiedziała, że pod tym dresem mam otarcia, bandaże, że boli mnie wagina, że nabrała dziwnego koloru, że moje bielizna gdzieś zniknęła, że... Poczułam się taka pusta, że nie mogłam mówić dalej. Bałam się, byłam rozbita. A ona, przez całą drogę do domu i później, była przy mnie.

Mój chłopak o niczym nie wiedział. Zadzwonił i zapytał: "No, w końcu odbierasz! Nastraszyłaś mnie, martwiłem się o ciebie, dotarłaś wczoraj bezpiecznie do domu?" Poczułam, jak narasta we mnie panika. Wtedy uświadomił mi, że dzwoniłam do niego ostatniej nocy, zostawiłam mu na poczcie głosowej niezrozumiałą wiadomość, później podobno rozmawialiśmy przez telefon, ale tak bełkotałam, że nie mógł nic zrozumieć i poradził, żebym poszła znaleźć siostrę. I znów zapytał: "Co się stało tamtej nocy? Wróciłaś bezpiecznie?" Powiedziałam, że tak. Rozłączyłam się. I popłakałam.

Miałam powiedzieć jemu i rodzicom, że prawdopodobnie zostałam zgwałcona za śmietnikiem, ale nie wiem przez kogo, kiedy i jak? Jeśli im powiem, zobaczę przerażenie w ich oczach, będę się bała jeszcze bardziej. Wolałam więc udawać, że nic się nie stało.

Próbowałam nie myśleć. Nie mówiłam, nie jadłam, nie spałam, nie spotykałam się z nikim. Po pracy jechałam w jakieś ustronne miejsce, żeby krzyczeć. I krzyczałam. Nie mówiłam, nie jadłam, nie spałam, nie spotykałam się z nikim. Odcięłam się od wszystkich, których kochałam. Przez tydzień nikt nie dzwonił z wiadomościami na temat tamtej nocy. O tym, że to nie był tylko zły sen przypominał mi tylko tamten dres...

Pewnego dnia byłam w pracy, przeglądałam newsy w telefonie i trafiłam na artykuł. To z niego dowiedziałam się po raz pierwszy, że zostałam znaleziona nieprzytomna, z rozczochranymi włosami, naszyjnikiem owiniętym wokół szyi, stanikiem wyciągniętym spod sukienki, sukienką zdjętą z ramion i podwiniętą, że od pasa w dół byłam goła, miałam rozłożone nogi i ktoś, o kim nigdy nie słyszałam, zgwałcił mnie jakimś przedmiotem. Siedziałam sobie w pracy, scrollowałam newsy i tak właśnie dowiedziałam się, co mnie spotkało. Mniej więcej w tym samym czasie wszyscy dowiedzieli się, co mi się przytrafiło. Już wiem, skąd wzięły się te igły w moich włosach. Wcale nie spadły z drzewa...

Okazało się, że on zdjął moją bieliznę, wsadzał we mnie palce. Nawet go nie znałam. Nadal go nie znam. Kiedy przeczytałam artykuł o sobie pierwsza moja myśl: "To nie mogę być ja". Nie wyobrażam sobie, że moja rodzina to przeczyta. W następnym akapicie znalazłam coś, czego nigdy nie wybaczę. Że według niego podobało mi się. Podobało mi się. Brakuje mi słów, żeby opisać, co czułam. Znów brakuje mi słów.

To trochę tak, jakbyś przeczytał, że samochód po zderzeniu z innym samochodem wpadł do rowu i leży w tym rowie rozwalony. Ale może temu samochodowi się to podoba? Może ten drugi samochód nie chciał go uderzyć, że tylko tak się z nim stuknąć dla zabawy. Samochody ciągle się zderzają. Ludzie nie zwracają uwagi. Czy możemy wyrokować o winie?

Po tym, jak dowiedziałam się ze szczegółami o tym wszystkim, co mi zrobił, przeczytałam, też jakie były jego wyniki na pływalni. Znaleźli ją nieprzytomną bez bielizny, skuloną na ziemi. A tak przy okazji... on całkiem nieźle pływa. Wiecie co? A ja dobrze gotuję. Też wrzucicie to do artykułu?

Tego samego wieczora powiedziałam o wszystkim moim rodzicom. Posadziłam ich i powiedziałam: "Nie oglądajcie wiadomości. Nic mi nie jest, jestem tu, nic mi nie jest". O mało przy tym nie upadłam. Matka musiała mnie przytrzymać.

Noc po tym, jak to się stało, on zeznał, że nie zna mojego imienia, w życiu by mnie nie rozpoznał, nie przypomina sobie, żebyśmy rozmawiali, tylko to, że całowaliśmy się i tańczyliśmy. Bez słów. Taniec to takie ładne słowo. Czy to były szalone obroty, czy po prostu ocieraliśmy się o siebie w zatłoczonym pokoju? A całowanie to może były po prostu przyciśnięte do siebie twarze? Ciekawe, prawda? Kiedy śledczy zapytał go, czy planował zabrać mnie do sypialni, odpowiedział: "Nie". Kiedy zapytał, jak to się stało, że skończyliśmy za śmietnikiem, powiedział, że nie wie. Przyznał się, że całował też inne dziewczyny na przyjęciu, jedną z nich była moja siostra, która go odtrąciła. Przyznał, że chciał się z kimś przespać. Ja byłam jak zwierzę zagonione w kąt, które nie było się w stanie bronić. I wybrał mnie.

Czasem myślę, że gdybym jednak nie zdecydowała się iść na tę imprezę, te wszystkie straszne rzeczy nigdy by się nie stały. Ale zdałam sobie sprawę, że jeśli nie mnie, to przytrafiłoby się komuś innemu. Ty właśnie miałeś zacząć 4-letni czas imprezowania z pijanymi dziewczynami i jeśli to był twój pierwszy krok... to lepiej żebyś nie szedł dalej. Noc po tym, jak to się stało powiedział: "Myślałem, że jej się podobało, bo dotykała mnie po plecach". Masaż pleców.

Nie wspomniałeś, czy się na to zgodziłam, nie przypominałeś sobie, żebyśmy rozmawiali, ale pamiętałeś "masaż pleców". Innym razem z wiadomości dowiedziałam się, że moja wagina i tyłek były wystawione na widok publiczny, że moje piersi zostały zmacane, że wtykałeś we mnie palce razem z igłami sosny i śmieciami, że moja skóra i głowa ocierały się o ziemię za śmietnikiem, kiedy napalony student pierwszego roku zabawiał się moim półnagim, nieprzytomnym ciałem. Ale ja nic z tego nie pamiętam, więc jak mogę ci cokolwiek udowodnić?

Myślałam, że nie odbędzie się pełny proces.. Są świadkowie, ślady w moim ciele, uciekł, ale został złapany. Dojdzie do porozumienia, on przeprosi publicznie i jakoś oboje spróbujemy dalej żyć. Zamiast tego dowiedziałam się, że zatrudnił potężnego adwokata, biegłych i prywatnych detektywów, którzy mają jedno zadanie: prześwietlić moje życie i użyć tej wiedzy przeciwko mnie. Znaleźć luki w tej całej historii, żeby zdyskredytować mnie i moją siostrę, wykazać, że ta cała rzekoma napaść była tak na prawdę nieporozumieniem. Że on nie cofnie się przed niczym, by przekonać świat, że był wtedy po prostu zdezorientowany.

A ja nie pamiętałam niczego. Powiedzieli mi, że byłam napadnięta, może zgwałcona, ale ja tego nie pamiętałam, nie mogłam więc udowodnić, że nie chciałam tego wszystkiego, co niemal zniszczyło moje życie. Cały rok walczyłam, żeby uświadomić ludziom, że coś tu było nie tak.

Powiedzieli mi, że powinnam się przygotować na to, że przegramy w sądzie. Odpowiedziałam: "Nigdy". On był winny i nikt nie ma prawa kwestionować mojego cierpienia. Najgorsze było, jak ostrzegali mnie: "On wie, że nic nie pamiętasz, więc może mówić co tylko mu się podoba i nikt nie będzie w stanie tego podważyć". A ja nie miałam siły, nie miałam głosu, byłam bezbronna, moja utrata pamięci miała być wykorzystana przeciwko mnie Moje zeznania były niekompletne, być może niewystarczające, by wygrać tę sprawę. Jego prawnik ciągle przypominał sądowi, że jedyną osobą, której możemy wierzyć, jest Brock, bo ona niczego nie pamięta. Ta bezsilność była traumatyczna.

A ja, zamiast leczyć się z traumy, próbowałam odtworzyć każdy szczegół tamtej nocy, żeby przygotować się na pytania jego adwokata, które będą inwazyjne, agresywne, sformułowane tak, żeby zbić mnie z tropu, zakwestionować to, co mówię ja, co mówi moja siostra, zmanipulować odpowiedzi. Zamiast "Czy zauważyłaś otarcia", pytał: "Nie zauważyłaś żadnych otarć, prawda?" Jakby to była gra, w której stawką była moja wartość. Napaść seksualna była faktem, a tymczasem byłam tu, w sądzie, odpowiadając na pytania takie jak:

Ile masz lat? Ile ważysz? Co jadłaś tamtego dnia? Co jadłaś na kolację? Kto zrobił ci kolację? Czy piłaś do kolacji? Nie, nawet wody? Kiedy piłaś? Ile wypiłaś? Z czego piłaś? Kto dał ci drinka? Ile zwykle pijesz? Kto podrzucił cię na imprezę? O której? Gdzie dokładnie? Co miałaś na sobie? Czemu poszłaś na tę imprezę? Jesteś tego pewna? O której to zrobiłaś? Co oznacza ten SMS? Z kim pisałaś? O której poszłaś siku? Gdzie poszłaś siku? Z kim poszłaś na zewnątrz zrobić siku? Czy twój telefon był wyciszony, kiedy dzwoniła do ciebie siostra? Pamiętasz jak go wyciszałaś? Na pewno, bo na stronie 53 - chcę podkreślić - mówiłaś że dźwięk był włączony. Czy piłaś w college'u? Powiedziałaś, że jesteś imprezową osobą? Ile razy zdarzyło ci się stracić przytomność? Należałaś do stowarzyszeń studenckich? Czy jesteś w poważnym związku? Uprawiacie seks? Kiedy zaczęłaś chodzić na randki? Zdradziłabyś go? Zdradzałaś? Co to znaczy, że chciałaś "wynagrodzić" swojego chłopaka? Pamiętasz, o której się obudziłaś? Miałaś na sobie rozpinany sweterek? Jaki kolor miał twój rozpinany sweterek? Pamiętasz coś jeszcze z tamtej nocy? Nie. OK, więc pozwólmy Brockowi, żeby uzupełnił tę historię.

Okładali mnie po głowie pytaniami, rozkładali na czynniki pierwsze moje życie prywatne, uczuciowe, przeszłość, życie rodzinne. Głupie pytania, nieistotne detale, a wszystko po to, żeby znaleźć usprawiedliwienie dla chłopaka, który wziął mnie półnagą i nawet nie zapytał o moje imię. Zostałam zaatakowana po raz kolejny - pytaniami konstruowanymi po to, żeby pokazać: "Hej, zobaczcie, jej wersja nie trzyma się kupy, oszalała, to alkoholiczka, pewnie sama chciała się pieprzyć, a on? On jest sportowcem. Poza tym oboje byli pijani. Nieważne. Brock ma tyle do stracenia, to dla niego taki trudny czas".

Czasem słyszy się o "wtórnej wiktymizacji". Kiedy on zaczął zeznawać, przekonałam się, co to znaczy. Chcę wam tylko przypomnieć, że noc po tym, kiedy to wszystko się wydarzyło, zeznawał, że nie planował zabierać mnie do swojej sypialni, że nie ma pojęcia, jak znaleźliśmy się za śmietnikiem, że uciekł, bo został nagle zaatakowany. A później dowiedział się, że ja nic nie pamiętam.

Więc zmienił wersję. To była dziwna historia. Brzmiała jak z kiepsko napisanej powieści młodzieżowej. Było tam całowanie, był taniec, było trzymanie się za ręce, aż w końcu padliśmy na ziemię w miłosnym uścisku. A co najważniejsze, okazało się, że ja tego wszystkiego chciałam. Minął rok, a on nagle sobie przypomniał: tak na marginesie, ona sama chciała, zgodziła się na wszystko, no więc...

W tej wersji on zapytał mnie, czy chcę z nim tańczyć. Rzekomo powiedziałam "tak". Później zapytał, czy chcę iść z nim do jego sypialni. Powiedziałam "tak". W końcu zapytał, czy może włożyć we mnie palce i ja powiedziałam, że tak. Większość facetów o to nie pyta. Zazwyczaj te sytuacje rozwijają się same, ale w tym przypadku było inaczej i ja wyraziłam zgodę na wszystko po kolei. Powiedziałam trzy razy "tak" zanim wziął mnie półnagą na ziemi. Taka rada na przyszłość: jeśli nie jesteś pewny, czy dziewczyna się zgadza, sprawdź, czy jest w stanie odpowiedzieć pełnym zdaniem. Tak nakazuje zdrowy rozsądek, zwykła ludzka przyzwoitość.

Jego zdaniem jedyny powód dla którego leżeliśmy na ziemi był taki, że... przewróciłam się. Pamiętaj: jeśli dziewczyna się przewróci, pomóż jej wstać. Jeśli jest zbyt pijana, żeby chodzić, nie wchodź na nią, nie zdejmuj jej bielizny, nie wkładaj w nią ręki, tylko pomóż jej wstać. Jeśli ma sweterek założony na sukienkę, nie zdejmuj go, żeby dotknąć jej piersi. Może nie chce zmarznąć, może to jest powód, dla którego założyła ten sweterek.

W dalszej części tej historii dwóch Szwedów na rowerach zbliżyło się do miejsca, w którym leżeliśmy, ty zacząłeś uciekać. Kiedy cię dogonili, czemu nie wytłumaczyłeś im, że wszystko jest w porządku: "Zapytajcie ją. Ona tam leży. Powie wam". Przecież dopiero co zapytałeś mnie o zgodę. Przecież byłam przytomna, prawda? Kiedy policjant przepytywał złego Szweda, który cię dopadł, to on nie mógł mówić, bo ryczał po tym, co właśnie zobaczył.

Twój prawnik powtarzał wiele razy: "Nie wiemy, kiedy dokładnie dziewczyna zemdlała". Może nadal trzepotałam rzęsami i nie byłam kompletnie zamroczona... Nie w tym rzecz! Byłam zbyt pijana, żeby mówić, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje na długo przed tym, jak znalazłam się na ziemi. Po pierwsze: nie powinieneś mnie wtedy dotykać.

Tymczasem Brock stwiedził: "Nie zauważyłem, żeby nie odpowiadała. Gdybym tylko zauważył, przestałbym natychmiast". No właśnie! Jeśli mówisz, że planowałeś przestać dopiero, gdy zauważysz, że nie odpowiadam, nadal nic nie rozumiesz. Nie przestałeś nawet kiedy już byłam nieprzytomna! Dopiero ktoś ci przerwał. Dwóch kolesi na rowerach mimo ciemności zauważyło, że przestałam się ruszać, a ty nie, mimo że na mnie siedziałeś?

Mówisz, że przestałbyś i udzieliłbyś mi pomocy. To twoje słowa. Więc wytłumacz mi proszę, jak byś mi udzielił tej pomocy. Krok po kroku. Opowiedz mi o tym. Chcę wiedzieć, jak skończyłaby się ta noc, gdyby ci źli Szwedzi mnie nie znaleźli. Pytam. Czy założyłbyś mi bieliznę? Rozwiązał naszyjnik, okręcony wokół mojej szyi? Złączył moje nogi i okrył mnie? Wyłuskał igiełki sosny z moich włosów? Zapytał, czy bolą mnie otarta szyja i plecy? A później znalazłbyś przyjaciela i powiedział: "Pomóż mi. Musimy zabrać ją w jakieś bezpieczne miejsce?" Nie mogę spać, kiedy zaczynam myśleć, co by się ze mną stało, gdyby tych dwóch gości nie nakryło cię. Co by się stało? Na to już nie masz ładnej odpowiedzi. Tego nie potrafisz wyjaśnić, nawet po roku.

Do tego wszystkiego on stwierdził, że po minucie miałam orgazm. Pielęgniarka mówiła, że miałam wewnętrzne obrażenia i brud w środku. To stało się zanim doszłam, czy może później?

Zeznawanie pod przysięgą, informowanie świata, że tak, chciałam tego, że tak, zgodziłam się na to, że to ty jesteś prawdziwą ofiarą, nie wiadomo dlaczego zaatakowaną przez Szwedów - to obłąkane, samolubne, odrażające. Cierpienie po gwałcie to jedno. Ale znoszenie tego, że ktoś bezwzględnie zabiega, by obniżyć rangę tego cierpienia, jest jeszcze gorsze.

Moja rodzina musiała oglądać na zdjęciach, jak leżałam na noszach, brudna, cała w sosnowych igłach, z zamkniętymi oczami, potarganymi włosami, powyginana i podwiniętą sukienką. A później musieli słuchać twojego obrońcy, który twierdził, że te zdjęcia nie są ważne, bo zostały zrobione PO fakcie. "Pielęgniarka co prawda przyznała, że dziewczyna miała wewnętrzne otarcia i zaczerwienienia, poważne obrażenia genitaliów, ale po penetracji to przecież normalne". Słuchając twojego adwokata, który przedstawiał mnie jako imprezową dziewczynę, można by uwierzyć, że sama kusiłam los, że prędzej czy później coś by nie złego spotkało. Przez telefon brzmiałam jak pijana? Bo jestem niepoważna, wygłupiałam się. Jeśli zaś chodzi o wiadomość, którą zostawiłam na automatycznej sekretarce mojego chłopaka... sama mówiłam, że chciałam go "nagrodzić", wszyscy wiemy, co miałam na myśli. Zapewniam cię, że mój system nagród nie uwzględniał nieznajomego gościa, który stanął na mojej drodze.

Nie da się naprawić szkód, które on spowodował we mnie i moich bliskich w czasie tego procesu. Musieliśmy siedzieć cicho i słuchać jego występów. Ale ani jego niczym nie poparta wersja, ani pokrętna logika jego obrońcy nie zdały się na nic. Nikt nie dał się nabrać. Wygrała prawda. Prawda mówi sama za siebie.

Jesteś winny. 12 ławników uznało, że jesteś winny 3 zarzutów, ponad wszelką wątpliwość. Ich 36 razy wypowiedziane "tak" potwierdza twoją winę, twoją stuprocentową winę. Pomyślałam: "Nareszcie. To koniec. Wreszcie weźmie za to odpowiedzialność, przeprosi. Życie będzie się toczyć dalej". I wtedy przeczytałam twoje oświadczenie...

Jeśli miałeś nadzieję, że umrę, po prostu eksploduję ze złości, to prawie ci się udało. Byłeś blisko.

To nie jest historia kolejnego studenckiego podrywu po pijaku. Napaść to nie "wypadek". Ale z jakiegoś powodu ty nadal tego nie rozumiesz. Z jakiegoś powodu nadal wydajesz się nie do końca przekonany.

Dlatego teraz przeczytam kilka stwierdzeń oskarżonego i pozwolę sobie na nie odpowiedzieć.

Powiedziałeś: Byłem pijany i po prostu nie byłem w stanie podjąć najlepszych możliwych decyzji. Ona też nie.

Alkohol nie jest wytłumaczeniem. Czy wpływa na zachowanie ludzi? Tak. Ale to nie alkohol rozebrał mnie, spenetrował, ciągnął mnie po ziemi. Wypić za dużo - to błąd. Zgadzam się. Ale to nie jest karalne. Każdemu na tej sali zdarzyło się wypić za dużo. Albo zna kogoś, komu to się przytrafiło. Można żałować, że się za dużo wypiło, ale to nie to samo, co żałować napaści seksualnej. Oboje byliśmy pijani. Jest jednak między nami różnica. Ja nie ściągnęłam ci spodni i bielizny, nie dotykałam cię w zły sposób, a później nie uciekałam. To jest różnica między nami.

Powiedziałeś: Jeśli chciałem ją poznać, mogłem zapytać o jej numer telefonu, a nie prosić, żeby poszła ze mną do mojego pokoju.

Ja nie jestem na ciebie zła za to, że nie zapytałeś o mój numer. Gdybyśmy się znali, też nie chciałabym znaleźć się w tej sytuacji. Mój chłopak mnie zna, ale gdyby zapytał mnie, czy może mnie przelecieć za śmietnikiem, dostałby w twarz. Żadna dziewczyna nie chce być w takiej sytuacji. Nikt nie chce. Nie ma znaczenia, czy znasz jej numer telefonu, czy nie...

Powiedziałeś: Byłem głupi, myślałem, że nie ma w tym nic złego, że robię to co wszyscy wokół. Chodzi mi o alkohol. Myliłem się.

I znów: nie chodzi o alkohol. Wszyscy wokół pili, ale nikt inny mnie nie napastował. Chodzi o to, że posłuchałeś swojego chuja i napadłeś mnie po ciemku, tam, gdzie inni uczestnicy imprezy nie widzieli, co mi robisz i nie mogli mi pomóc, a moja własna siostra nie mogła mnie znaleźć. Rozpakowałeś mnie jak cukierek i włożyłeś we mnie palce - i to jest ten moment, kiedy postąpiłeś źle. Czemu bez końca muszę to tłumaczyć?

Powiedziałeś: Nie chciałem zwalać na nią winy. To była po prostu linia obrony mojego adwokata.

Twój adwokat reprezentował tutaj ciebie. Czy mówił straszne, upokarzające rzeczy? Tak. Powiedział np. że miałeś wzwód, bo... było zimno.

Powiedziałeś też, że chcesz zainicjować program dla studentów i uczniów college'ów, w których będziesz ich nauczał - na podstawie własnego doświadczenia - by przeciwstawili się kulturze picia, która panuje na kampusach, a przyczynia się do rozwiązłości seksualnej.

Kultura picia na kampusach. To właśnie o tym rozmawiamy? Myślisz, że cały ten rok spędziłam walcząc właśnie przeciwko temu? Kultura picia na kampusach. Serio? Chcesz pogadać o alkoholu, to idź na spotkanie Anonimowych Alkoholików. Nie rozróżniasz, że problem z alkoholem to nie to samo, co problem z alkoholem ORAZ zmuszaniem kogoś do seksu? Pokaż lepiej facetom jak szanować kobiety, a nie jak mniej pić.

Kultura picia i rozwiązłość seksualna, jaka za nią idzie. Idzie za nią jak skutek uboczny, jak frytki za twoim zamówieniem w Maku. Skąd tu się w ogóle wzięła ta "rozwiązłość"? Jakoś nie mogę sobie wyobrazić nagłówków: "Brock Turner uznany winnym, bo pił dużo i wskutek tego prowadził rozwiązły tryb życia".

"Przemoc seksualna na kampusie" - tak powinien być zatytułowany pierwszy slajd w twojej prezentacji w Power Poincie. Jeśli nie uwzględnisz tej poprawki, zapewniam cię - też pojawię się w każdej szkole, do której zawitasz - i zrobię followupa do twojej prezentacji.

Stwierdziłeś jeszcze, że chcesz uświadomić ludziom, że jedna noc picia może zniszczyć im życie.

Życie. Jedno życie. Twoje życie. Chyba zapomniałeś o moim.

Pozwól, że cię poprawię. Powinno być: "Chcę uświadomić ludziom, że jedna noc picia może zniszczyć dwa życia". Twoje i moje. Ty jesteś przyczyną, ja jestem skutkiem. Zaciągnąłeś mnie za sobą do piekła, zanurzałeś w mroku raz po raz. Zniszczyłeś dwie wieże. Moja runęła w tym samym momencie, co twoja. Jeśli wydaje ci się, że teraz ja pomknę triumfalnie w kierunku światła, a ty będziesz się smażyć w największym kotle, mylisz się. W tej walce nie ma wygranych. Wszyscy jesteśmy spustoszeni i próbujemy znaleźć sens w tym całym cierpieniu.

Twój upadek był widoczny: zostałeś odarty z zaszczytów, tytułów... Mój niedostrzegalny. Noszę to wszystko w sobie. Zabrałeś mi moją wartość, prywatność, moją chęć życia, mój czas, bezpieczeństwo, intymność, moją pewność siebie, odebrałeś mi głos. Aż do dziś.

Jedyna rzecz, która nas łączy, to że oboje rano nie możemy zebrać się ze swoich łóżek. Cierpienie nie jest mi obce. Zrobiłeś ze mnie ofiarę. Moje imię z gazet to "nieprzytomna pijana kobieta". Te 10 sylab. Nic więcej. Przez chwilę uwierzyłam, że tym właśnie jestem. Musiałam na nowo nauczyć się swojego prawdziwego imienia, odzyskać tożsamość. Nauczyć się, że jestem kimś więcej. Że jestem kimś więcej niż najebaną ofiarą ze studenckiej zabawy, znalezioną za śmietnikiem, podczas gdy ty - Amerykanin z krwi i kości - pływak z prestiżowego uniwersytetu, niewinny dopóki ktoś nie udowodni mu winy, i przecież ma tyle do stracenia. Ale ja jestem człowiekiem, człowiekiem, który został nieuleczalnie zraniony i cały rok czekałam, żeby dowiedzieć się, czy jeszcze jestem coś warta.

Moja niezależność, wrodzona radość, delikatność, całe to ustabilizowane życie, które prowadziłam, i którym się cieszyłam, zmieniło się nie do poznania. Stałam się zamknięta w sobie, zła, niepewna siebie, zmęczona, drażliwa, pusta. Samotność, jaką przeżywałam, była nie do zniesienia. Nie możesz przywrócić mi mojego dawnego życia. Kiedy ty martwiłeś się swoją reputacją, ja wkładałam łyżki do zamrażalnika, żeby później przykładać je do zapuchniętych od płaczu powiek. Codziennie spóźniałam się do pracy, płakałam po klatkach schodowych. Mogę ci pokazać wszystkie najlepsze kryjówki w tym właśnie budynku, w których można się rozpłakać. Ból był nie do zniesienia. Musiałam wyjaśnić szefowej, dlaczego odchodzę. Potrzebowałam czasu. Przedłużanie tej sytuacji nie miało sensu. Zużyłam moje oszczędności, żeby wyjechać tak daleko, jak tylko mogę. Nie mogłam wrócić do pracy, bo musiałam się stawiać w sądzie, a kolejne rozprawy były ciągle przekładane. To, co wcześniej udało mi się zbudować, runęło. Żyłam w zawieszeniu, bez żadnej stabilności.

Nie spałam po nocach. Miałam koszmary, że ktoś mnie dotyka, a ja nie mogę się obudzić. Kładłam się przy świetle, jak małe dziecko. Czekałam na wchód słońca, żeby poczuć się na tyle bezpiecznie, że będę mogła zasnąć. Przez trzy miesiące chodziłam spać o 6:00 nad ranem.

Wcześniej byłam dumna, że jestem niezależna. Teraz boję się wyjść wieczorem z domu, żeby spotkać się z przyjaciółmi. Stałam się małym stworzeniem, które potrzebuje, żeby ktoś zawsze był przy nim, żeby mój chłopak ciągle przy mnie był, spał przy mnie, chronił mnie. To zawstydzające, jak słaba się czuję, jak nieśmiało idę przez życie, jak potrzebuję ochrony, jak wciąż czekam na kolejny na atak. 

Nie zdajesz sobie sprawy, jak ciężko musiałam pracować, żeby odbudować swoje życie. 8 miesięcy zajęło mi, zanim nauczyłam się w ogóle mówić o tym, co się stało. Nie potrafiłam porozumieć się z przyjaciółmi, byłam gotowa krzyczeć na mojego chłopaka, na moją rodzinę, kiedy tylko poruszyli ten temat. Nie dasz mi zapomnieć o tym, co się stało. Wysłałeś mnie na bezludną planetę. Za każdym razem, kiedy czytałam nowy artykuł o sobie, łapałam paranoję, że całe moje rodzinne miasto dowie się, że będą mówić: spójrzcie, to ta dziewczyna, która była molestowana. A ja nie chciałam niczyjej litości. Nadal uczę się akceptować to, że bycie ofiarą stało się częścią mojej tożsamości. Obrzydziłeś mi nawet moje rodzinne miasto.

Nie możesz wynagrodzić mi tych bezsennych nocy. Przeżywam załamanie za każdym razem, kiedy oglądam film, na którym kobiecie dzieje się krzywda. Jakby to powiedzieć... To doświadczenie sprawiło, że solidaryzuję się z innymi ofiarami. Ze stresu chudłam. Tym, którzy pytają, tłumaczę: "Ostatnio zaczęłam więcej biegać". Bywało, że nie chciałam być dotykana. Muszę się na nowo nauczyć, że mam wartość, że jestem całością.

Kiedy widzę, jak moja siostra cierpi, jak zjadają ją wyrzuty sumienia, jak zawala szkołę, nie śpi, jak płacze przez telefon tak bardzo, że nie może oddychać, jak cały czas przeprasza, że zostawiła mnie wtedy samą, jak widzę, że czuje się bardziej winna niż ty, to nie potrafię ci wybaczyć. Tamtej nocy próbowałam się do niej dodzwonić, znaleźć ją, ale ty znalazłeś mnie pierwszy. Twój obrońca w mowie końcowej stwierdził: "Siostra powiedziała, że nie działo się jej nic złego, a kto zna ją lepiej, niż siostra?" Próbowałeś wykorzystać moją własną siostrę przeciwko mnie? Twoje argumenty były tak słabe, tak żenujące. Nie waż się jej w to wciągać.

Po pierwsze: nie powinieneś mi tego zrobić. Po drugie: nie powinieneś tak długo zmuszać mnie, żebym musiała tłumaczyć ci, że nie powinieneś tego zrobić. Ale oto jesteśmy tutaj. Dzieło zniszczenia się dokonało i nikt nie może go cofnąć. Ale teraz oboje mamy wybór. Możemy pozwolić, żeby to nas zniszczyło. Ja mogę pielęgnować swoje rany, złość, a ty możesz nadal wypierać to, co się stało, albo możemy stanąć w prawdzie. Ja przyjmę swój ból, ty karę. I ruszymy dalej.

Twoje życie się nie skończyło. Masz dziesiątki lat, żeby napisać swoją historię od nowa. Świat jest ogromny. Dużo większy niż Palo Alto i Stanford, i znajdziesz dla siebie miejsce, w którym będziesz mógł być przydatny i szczęśliwy. Ale teraz nie rozkładaj rąk, nie zaprzeczaj, nie udawaj. Zostałeś oskarżony o napaść na mnie, o molestowanie seksualne, o działanie w złych zamiarach, a ty przyznałeś się tylko do picia alkoholu. Nie zwalaj winy na alkohol, nie mów: to on sprawił, że moje życie zmieniło się na gorsze. Uświadom sobie, jak wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.

Teraz odnośnie wyroku. Kiedy przeczytałam raport kuratora sądowego, nie mogłam w to uwierzyć, pochłonięta wściekłością, która potem ustąpiła miejsce głębokiemu smutkowi. Moje zeznania zostały skrócone do minimum i wyrwane z kontekstu. Walczyłam ciężko podczas tego procesu i nie pozwolę, by zostało to zanegowane przez kuratora, który starał się ocenić mój obecny stan i moje życzenia na podstawie piętnastominutowej rozmowy, przez której większość i tak odpowiadał na moje pytania dotyczące samego procesu. Kontekst też jest istotny. Brock jeszcze nie wydał wtedy oświadczenia, nie czytałam jego uwag.

Przez rok żyłam w zawieszeniu. To był rok złości, rok cierpienia, rok niepewności. A w końcu grupa moich współobywateli przygotowała orzeczenie, które potwierdziło, że dotknęła mnie straszna niesprawiedliwość. Gdyby Brock okazał skruchę i przyznał się do winy, wzięłabym pod uwagę ugodę i przystała na niższy wyrok. Byłabym wdzięczna, że możemy zacząć żyć dalej. Ale nie. On sprawił, że musiałam przechodzić przez to wszystko jeszcze raz, że moje prywatne życie było wywleczone na widok publiczny i poddane wiwisekcji. Podarował mnie i moim bliskim rok niepotrzebnego cierpienia i teraz powinien odpowiedzieć za zbrodnię, jaką jest podważanie mojego bólu i to, że musieliśmy tyle czekać na sprawiedliwość.

Powiedziałam kuratorowi, że wcale nie chcę, żeby Brock zgnił w więzieniu. Nie mówiłam, że nie zasługuje na więzienie. Propozycja roku albo mniej za kratami to kpina, podważanie powagi jego czynu, obelga dla mnie i wszystkich kobiet. To przesłanie: obcy człowiek może w ciebie wejść bez twojej zgody i dostanie za to karę mniejszą niż ta przewidziana jako minimalna. Powiedziałam kuratorowi również, że naprawdę zależy mi na tym, żeby Brock zrozumiał wagę czynów i uznał swoją odpowiedzialność.

Niestety, po przeczytaniu słów oskarżonego jestem głęboko rozczarowana i czuję, że nie zamierza okazać szczerej skruchy ani wziąć odpowiedzialności za swoje czyny. Ma prawo do procesu, ja tego nie podważam. Ale nawet gdy 12 przysięgłych jednomyślnie orzekło, że jest winny trzech zarzutów, on przyznał się tylko do picia alkoholu. Ktoś, kto nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoje postępowanie, nie zasługuje na złagodzenie wyroku. To obraźliwe, jak próbuje rozmywać fakt gwałtu sugestiami o rozwiązłości. Gwałt to nie jest rozwiązłość, gwałt to brak przyzwolenia i bardzo głęboko dotyka mnie, że on nie potrafi nawet zobaczyć różnicy. 

Kurator podnosił, że oskarżony jest młody i nie był wcześniej karany. Moim zdaniem jest wystarczająco dorosły, żeby wiedzieć, co robi źle. Kiedy masz 18 lat, możesz w tym kraju iść na wojnę. Kiedy masz 19, jesteś wystarczająco dorosły, żeby ponieść konsekwencje próby gwałtu. Tak, jest młody, ale jest wystarczająco duży, żeby to zrozumieć.

Ponieważ to jego pierwsze przestępstwo, rozumiem, że pobłażliwość może wydawać się kusząca. Z drugiej jednak strony nie możemy - jako społeczeństwo - wybaczać każdemu jego pierwszej seksualnej napaści czy gwałtu. To by było bez sensu. Komunikat powinien być jasny: gwałt to poważne przestępstwo. Nie powinno być tak, że o takich sprawach młodzież uczy się metodą prób i błędów. Konsekwencje napaści seksualnej muszą być na tyle surowe, żeby ludzie pamiętali o nich nawet po pijaku, surowe na tyle, by stanowić środek zapobiegawczy.

Kurator sądowy podnosił, że Brock zrezygnował ze stypendium pływackiego, na które ciężko zapracował. To, jak szybko pływa, nie umniejsza tego, co przytrafiło się mnie, i nie powinno pomniejszać jego kary. Gdyby ktoś o niższym statusie społecznym usłyszał te trzy zarzuty i próbował tłumaczyć się alkoholem, to jaki byłby wyrok? Fakt, że Brock był sportowcem z prestiżowej uczelni, nie powinien być argumentem za tym, by łagodzić mu wyrok, ale okazją, by przypomnieć, że molestowanie seksualne to przestępstwo, bez względu na klasę społeczną.

Kurator stwierdził, że jeśli porównać tę sprawę do innych o podobnym charakterze, to jest ona mniej poważna, dzięki stanowi upojenia oskarżonego. To zabrzmiało... poważnie. Tyle mam na ten temat do powiedzenia.

Co on zrobił, żeby pokazać, że zasługuje na litość? Przeprosił tylko za picie, nie przyznał, że to, co mi zrobił, było napastowaniem seksualnym, bez ustanku mnie piętnował. Został uznany winnym trzech poważnych zarzutów i teraz jest czas, żeby to do niego dotarło, żeby poniósł konsekwencje swojego postępowania. Nie ma mowy o wyciszeniu całej sprawy.

Będzie dożywotnio zarejestrowany jako przestępca seksualny. To się nie zdezaktualizuje. Tak samo jak to, co mi zrobił, też nie przejdzie z czasem, zostanie ze mną na zawsze. To ukształtowało na nowo moją tożsamość, na zawsze zmieniło moje życie i sposób postrzegania samej siebie.

Na koniec chcę powiedzieć: dziękuję. Stażyście, który przygotował mi owsiankę, kiedy byłam w szpitalu, szeryfowi, który czuwał przy mnie, pielęgniarkom, które mnie uspokajały, śledczemu, który słuchał mnie i nigdy nie oceniał, moim obrońcom, którzy stali za mną murem, mojemu terapeucie, który nauczył mnie, jak znaleźć w sobie siłę i odwagę, szefowej, która była dla mnie wyrozumiała i dobra, moim wspaniałym rodzicom, którzy nauczyli mnie, jak ból przekształcić w siłę, mojej babci, która przemycała czekoladę na salę sądową, żeby mi ją dać, moim przyjaciołom, którzy przypominają mi, co to znaczy cieszyć się życiem, mojemu chłopakowi, który był cierpliwy i kochający, mojej niepokonanej siostrze, która jest jak moja druga połowa, Alaleh, mojej idolce, która walczyła niezmordowanie i nigdy we mnie nie wątpiła. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w ten proces. I dziękuję tym wszystkim dziewczynom z całego świata, które pisały do mnie listy, tym wszystkim nieznajomym, którzy sercem byli ze mną.

Ale najbardziej dziękuję tym dwóm mężczyznom, którzy mnie uratowali. Których mam dopiero poznać. Nad łóżkiem mam przyklejony rysunek z dwoma rowerami, żeby przypominał mi, że w tej historii są też bohaterowie. Że ludzie mogą o siebie nawzajem dbać. Znać tych wszystko dobrych ludzi, poczuć ich opiekę i miłość - nigdy tego nie zapomnę.

Na koniec zwracam się do dziewczyn z całego świata: jestem z wami. W czasie waszych samotnych nocy, jestem z wami. Kiedy ludzie w was wątpią albo dyskredytują was, jestem z wami. Walczę o was każdego dnia. I wy nie przestawajcie walczyć. Ja w was wierzę. Jak pisała Anna Lamott: "Latarnie morskie nie biegają po wyspach w poszukiwaniu łodzi, które mogą uratować. One po prostu stoją i wskazują drogę swoim światłem". I chociaż nie mogę ocalić każdej łodzi, mam nadzieję, że trafi do was chociaż odrobina mojego światła, wiedza, że nikt nie może was uciszyć, porcja satysfakcji z tego, że zwyciężyła sprawiedliwość, zapewnienie, ze coś udaje się osiągnąć i wielka, wielka pewność, że jesteście ważne, bezdyskusyjnie, że jesteście nienaruszalne, piękne, zasługujecie na szacunek, tu nie ma dyskusji, w każdej minucie każdego dnia, macie moc i nikt nie może wam jej odebrać.

Niech to przesłanie trafi do dziewczyn z całego świata. Jestem z wami. Dziękuję."

Gwałt nie jest zabawą, a gwałcicielem nie jest ktoś obcy. 


Chociaż wszyscy kojarzymy gwałciciela z obcą osobą, napastnikiem z ulicy, który czai się za krzakami czy w ciemnych uliczkach to tak naprawdę naszym oprawcą może być każdy - znajomy z uczelni, najlepszy przyjaciel, kolega brata, ale także ktoś bliski, kto powinien nas chronić - ojciec, dziadek, wujek, kuzyn czy brat. Gwałcicielem może być każdy, bo oni nie mają tego wypisanego na czole. Warto zawsze mieć coś przy sobie - jeśli nie gaz pieprzowy to zwykły dezodorant czy perfumy spełnią swoją rolę. 

Kobieta nie powinna czuć się winna, bo ona nie zrobiła nic złego. Głupie teksty w stylu sama chciała, prowokowała strojem czy, najgłupszy z możliwych, jak suka nie da to pies nie weźmie to komentarze poniżej wszelakiego poziomu. Naprawdę? Czyli trzynastoletnia dziewczyna molestowana przez swojego ojca to tak naprawdę prowokująca suka? Jak można wybielać oprawcę, a gnoić ofiarę, której psychika i tak już jest zniszczona? Gwałt to nie tylko sprawa cielesna, ale przede wszystkim psychiczna. To walka z obrzydzeniem do samej siebie i swojego ciała, to codzienne zmagania się z lękiem, że to się powtórzy. I nagle każdy mężczyzna wydaje się być podejrzany, każdy gest może być nieodpowiedni, a ktoś, kto idzie za nami po ulicy, od razu może zostać oskarżony o gwałt, nawet jeśli po prostu śpieszy się na autobus i dlatego idzie krok w krok za nami. Umysł płata figle, ale społeczeństwo, które oskarża ofiarę, a nie gwałciciela, w niczym nie pomaga. Wręcz przeciwnie, kat staje się ofiarą, a ofiara katem. Zgwałcona dziewczyna zamiast pomocy dostaje wyzwiska, staje się napiętnowana, bo sama jest sobie winna...

Spory odsetek zgwałconych czy molestowanych kobiet nikomu o tym nie mówi. Dlaczego? Właśnie dlatego, że boją się szykan i wyzwisk ze strony ludzi, którzy powinni im pomóc. Często też nie chcą po raz kolejny przechodzić przez piekło, związane ze wspomnieniami, dlatego też zdziwiło mnie, gdy kilka dni temu trafiłam na NIE CHCĘ TEGO - blog prowadzony przez mężczyznę, ale dla kobiet. Każda, którą spotkało takie cierpienie ze strony jakiegoś mężczyzny, może opisać swoją historię i wysłać ją na adres mailowy bloga. Sam autor wspomina, że chce, by blog ten dotarł do jak największej liczby mężczyzn. Wiecie dlaczego? By zobaczyli, jak wielką krzywdę potrafią wyrządzić kobietom.

Każdy gwałt zasługuje na karę. Nie można przechodzić obok niego obojętnie i nie wolno piętnować ofiary. Wymówki dla gwałciciela? Przecież tego nie da się tłumaczyć. Nie wolno, to wręcz niemożliwe. Jak wytłumaczyć to, że zgwałcił? Miał gorszy dzień, więc wyżył się na obcej kobiecie? Co zrobi następnym razem, gdy ten pierwszy przejdzie mu płazem? Zabije, bo znowu coś mu nie wyszło? Nie pozwalajmy na to.

Gwałt to gwałt, na to nie ma wytłumaczenia.



Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:

02.06.2016

#61 sernik tiramisu.

Przyznam się Wam, że maj i czerwiec to dla mnie combo i szaleństwo, zawsze. Dzisiaj grzecznie podrzucam Wam przepis na ciasto, a już niedługo postaram się w końcu coś normalnego napisać. 


SERNIK TIRAMISU

niebo w gębie, słowo!


Nie wiem jak jest u Was, ale u mnie w domu Sernik to najlepsze ciasto świata, na każdą możliwą okazję. Boże Narodzenie? Czemu nie! Wielkanoc? Nie ma mowy, by było inaczej! Urodziny i inne okazje to również idealne chwile, by upiec i zjeść sernik. Dzisiaj postanowiłam się podzielić z Wami jednym z moich ulubionych serników - tiramisu. Jest naprawdę pyszny i łatwy w zrobieniu. Nieco droższy od zwykłego sernika, ale uwierzcie mi - warto!


Spód ciasta:

  • 360 g ciasteczek sasanek w czekoladzie
  • 6 łyżek roztopionego masła
  • 2 paczki biszkoptów "kocie języczki"

Ciasteczka "Sasanki" rozdrabniamy na części i w misce mieszamy je wraz z roztopionym już masłem. Taką masę wykładamy na spód prostokątnej blachy, już wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia. Bok blachy smarujemy masłem, po czym już obcięte z jednej strony biszkopty powoli wykładamy jeden przy drugim, dookoła blachy tak, aby trzymały pion i były takim murem.


Masa serowa:

  • 1 kg zmielonego twarogu śmietankowego
  • 500 g serka mascarpone
  • 1,5 szklanki drobnego cukru
  • 2 łyżki skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej
  • 3 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub cały cukier waniliowy
  • 6 jajek
  • 2 łyżeczki granulowanej kawy instant
  • 6 łyżeczek likieru kawowego, brandy lub ciemnego rumu
  • kubek kwaśnej śmietany

Granulki kawy rozpuścić w szklance z likierem i odłożyć na bok, przydadzą się później.

W misce zmiksować twaróg i serek mascarpone do jednolitej masy. Powoli dodać cukier, skrobię, ekstrakt z wanilii i żółtka, w dalszym ciągu mieszając. Następnie dodać rozpuszczone granulki kawy z likierem. Białka ubić na sztywną pianę i powoli dodawać, mieszając dużą, drewnianą łyżką, nie mikserem. Dobrze wymieszaną masę serową wylać na przygotowaną wcześniej blachę i włożyć do piekarnika.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, przez około 50 minut. Podczas pieczenia należy przykryć ciasto folią aluminiową, aby biszkopty się nie spaliły*. Sernika nie wolno piec do tak zwanego suchego patyczka. Wyciągnięty, już gotowy sernik polewany u góry kwaśną śmietaną i ponownie wkładamy do piekarnika, tym razem tylko na 6 minut.

Gotowy sernik wyciągamy z piekarnika i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia. Najlepiej włożyć go do lodówki na przynajmniej 3 godziny, chociaż lepszą opcją byłaby cała noc.


Ponadto do posypania (niekoniecznie):


  • starta gorzka czekolada lub kakao
  • pokruszona czekolada


* jeśli w przepisie jest napisane, że trzeba przykryć ciasto folią aluminiową, aby biszkopty się nie spaliły, to warto tego posłuchać. Dlaczego? Bo Humanistka chciała być mądrzejsza no i ma za swoje - przy pierwszym serniku spaliłam wszystkie kocie języczki, no i efekty macie na zdjęciu - musiałam je ściąć nożem, bo były czarne jak węgiel.


Oryginalny przepis pochodzi od Doroty ze strony Moje Wypieki.

Smacznego!

Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.