05.05.2016

#57 Czy istnieje życie poza Facebookiem?

Potraficie wyobrazić sobie, że nie ma Facebooka? Potraficie usunąć konto i żyć tak, jakby go nigdy nie było?

CZY ISTNIEJE ŻYCIE POZA FACEBOOKIEM?

czyli co by się stało, gdyby go nie było



Dawno temu Karolina stwierdziła, że jestem zbieraczem grup na Facebooku. Kossakowska miała Zbieracza Burz, internet ma Zbieracza Grup. Co kraj to obyczaj i tak dalej, i tak dalej... Nie będę spierać się z Karoliną, bo ma ona całkowitą rację - jestem chyba w każdej możliwej grupce, a jeśli nie - niedługo będę. Dlaczego? Bo interesuję się masą rzeczy, chcę reklamować swojego bloga i strony, lubię przeglądać nowości, no i inne takie przyziemne sprawy. Przy okazji wszystkie grupy są pewnego rodzaju żyłą złota dla blogera opiniotwórczego. Tam jest kopalnia pomysłów i tematów na nowe posty, a wszystko to za darmo. Wystarczy mieć tylko chwilę czasu, by przejrzeć posty na tablicy i nieco więcej, by stworzyć tekst na swoją stronę. Tak naprawdę nie trzeba nic robić - ludzie robią to za nas. 

Zastanawialiście się co by było, gdyby nagle szanowny Mark Zuckerberg stwierdził, że dorobił się już wystarczającego majątku na Facebooku, nudzi go prowadzenie tego portalu i ulepszanie, więc właściwie można by go było zamknąć, bo w końcu jest jeszcze Twitter, Instagram, Snapchat czy coś innego? Pewnie wyobrażacie sobie ten dzień, który stałby się Apokalipsą dla młodzieży w wieku gimnazjalnym i licealnym. Tragedia! Świat się wali, odcięli dostęp do świata, jak teraz umówić się ze znajomymi, jak dogadać się z innymi... Jak żyć, pani premier, jak żyć? 

Niestety. Funkcjonowanie na grupach nauczyło mnie jednego - największe internetowe gówno robią dorośli ludzie i niestety, zazwyczaj są to kobiety. Sorry, taki mamy klimat. Jestem na paru typowo kobiecych grupach i to tam jest największy burdel, nie mający niczego wspólnego ze złymi administratorkami czy zawodem pewnych pań. Nie. Niestety nie. Wszystko to jest związane z tym, że internet odebrał większości ludzi rozum. Nie mówię tu o błędach ortograficznych, interpunkcyjnych, składniowych czy logicznych, ale mówię o nieumiejętności funkcjonowania w życiu poza internetem. Ta świadomość aż we mnie uderza. I boli. 

Nie wiem jak wy, ale ja idąc do sklepu robię zakupy pod siebie. Wybieram ubrania pod siebie. Książki kupuję pod siebie. Nie robię zdjęcia wszystkiemu i wszystkim i nie wrzucam ich na grupy z pytaniem w stylu: Bo jestem teraz w sklepie, ale nie umiem wybrać. Sukienka pierwsza, druga, trzecia czy czwarta? Ale szybko, bo zaraz idę do kasy! No kurde! Nie mówię, że nie można napisać takiego postu, w końcu każdy ma prawo do zaćmienia, jak ja dzisiaj - poszłam do sklepu, wybrałam trzy zestawy książek, wiedziałam, że mogę maksymalnie dwa i... nie umiałam podjąć decyzji. Wysłałam trzy zdjęcia do znajomych, przy okazji informując ich, że są takie perełki do kupienia, no i z ich małą pomocą zakupiłam dwie - Małego Księcia z ilustracjami oraz książeczką z zadaniami (bo nie dla mnie) oraz ilustrowaną Alicję w Krainie Czarów i Alicję po Drugiej Stronie Lustra, z kolorowanką antystresową dla dorosłych. Myślałam jeszcze o Historyjkach Beatrix Potter albo Bajkach Fontaine'a, ale jednak zdecydowałam się na te dwie. W każdym razie - nie pisałam na grupie, napisałam do znajomych. Nie uśmiecha mi się, by wchodzić na grupę, w której jest prawie pięć tysięcy osób i połowa postów to pytania o to, które rzeczy kupić, co kto poleca oraz jaka stylówka będzie lepsza i czy ta bluzka pasuje do tych spodni, bo właśnie wybieram się na imprezę, ale nie jestem pewna. A te buty będą okej? Czy może lepiej te? Nie? To jeszcze jedne przymierzę...

Ej, ludzie! Kto Was ubierał, kiedy nie było Facebooka i grup? Jak robiliście zakupy? Jak wybieraliście ubrania dla siebie i dzieci? Wiecie, posty z prośbą o polecenie ciekawych tytułów książek czy filmów są spoko, ale wybieranie ubrań przez kompletnie obcych ludzie już nie jest spoko. Nie wiem jak Wy, ale ja wybieram to, w czym mi wygodnie. Czasem zapytam się kogoś czy jest okej albo co o tym myśli, ale tylko wtedy, kiedy ten ktoś jest ze mną na zakupach. No przecież nie będę pytać się paru tysięcy obcych ludzi czy pasuje mi ta sukienka czy powinnam szukać sobie innej. Proszę Was! Jak radziliście sobie wcześniej, gdy nie było Facebooka i grup?

Okej, odłóżmy na bok ubieranie się z pomocą obcych ludzi na grupach internetowych, a przejdźmy do tworzenia własnych tekstów, bo i z tym związanych jest sporo przeróżnych perełek. 


Niejednokrotnie widziałam na grupach związanych z blogowaniem posty z pytaniami: o czym mogę napisać? bądź podrzućcie mi pomysły, a ja napiszę notkę. Serio? Zaufaj mi - gdybym miała pomysł to na pewno nie podrzuciłabym go komuś obcemu tylko wykorzystałabym go tutaj, na moim własnym blogu. Zresztą... jeśli nie masz pomysłów to po co zabierasz się za pisanie? Nie mówię, czasem bywają chwilę zaćmienia. Czasem zapytam się znajomych, którzy nie blogują, o czym chcieliby przeczytać, ale nigdy nie proszę o pełen temat, a gdy mam chwilę zwątpienia - odstawiam blog na bok i czekam na chwilę weny.

Ostatnimi czasy Wattpad przewyższył swą popularnością blogosferę, a przynajmniej ja mam takie wrażenie, zwłaszcza jeśli chodzi o opowiadania. Jest kilka grup, do których oczywiście należę i powiem Wam, że tam dzieją się rzeczy kosmiczne. Właściwie to w każdej grupie dzieje się COŚ, co warto opisać na blogu. Wystarczy tylko mieć chwilę czasu.

Najpopularniejsze posty na grupach wattpadowych to pytania typu: Czy będziecie to czytać? i podane informacje na temat pomysłu danego autora. O ile informacjami można nazwać zlepek słów w stylu: Ona: szara myszka, nowa szkoła, przeprowadza się, nie umie się odnaleźć. On: bad boy, wszystkie laski na niego lecą, najpopularniejszy w szkole. Czy połączy ich miłość? Co się stanie, gdy... i tutaj zwykle pojawia się jakieś wydarzenie, które powinno zwalić z nóg czytelnika. Wiecie, uczniowie, którzy znęcają się nad naszą szarą myszką, a zły chłopiec bohatersko wstawia się za nią, ratuje ją z opresji i wybucha wielka miłość. Big love forever. Nie dość, że oklepany motyw to jeszcze człowiekowi się wszystkiego odechciewa, gdy co drugi post na grupie jest w podobnym stylu. Jakby ktoś wrzucił wzór wpisu na Czy będziecie to czytać? i ludzie według niego postanowili publikować każdy, nawet najbardziej nieprzemyślany pomysł. Och God, why?

Jestem dosyć wymagającym odbiorcą, więc to nie jest proste, by pokazać mi coś fajnego, co mnie wciągnie, a gdy już widzę setkę takich samych postów to mi się odechciewa. Brak oryginalności. Trochę jak z blogami modowymi - niby każdy inny, ale wszystkie są jednakowe. Czasem mam wrażenie, że nawet zdjęcia są identycznie robione tylko z różnymi modelkami i stylizacjami. Jeśli jednak chodzi o pisanie opowiadań... Cóż, przede wszystkim piszę dla siebie, chociaż publikuję dla innych - no bo gdybym nie chciała, by inni czytali to bym drukowała swoje teksty i wsadzała do szuflady i byłoby po zabawie. Chodzi jednak o to, że kiedy wpadam na jakiś pomysł to nie wrzucam go na grupie z pytaniem Czy będziecie to czytać?, a publikuję go i mam nadzieję, że w końcu ktoś się wciągnie w tekst. Dobra twórczość ponoć potrafi się obronić, więc po co pisać ludziom o czym człowiek chciałby napisać? Obawiałabym się, że ktoś podchwyci mój pomysł, o ile będzie on dobrze napisany. Ja nigdy nie zastanawiam się czy tekst będą czytały miliony czy początkowo tylko moi znajomi.

Wyobraźcie sobie, że np. taki Stephen King pisze na swojej stronie internetowej, że ma pomysł na taką i taką fabułę, ale właściwie to nie jest pewny, więc pyta się Was czy będziecie to czytać. Zabawne, nie? Autor nie mówi najpierw o czym będzie pisać - czytelnik raczej chciałby mieć niespodziankę, chciałby oczekiwać na kolejny rozdział i rozwój wydarzeń. Po co więc opis, który w większości przypadków zdradza najważniejsze wiadomości? Równie dobrze mogę poprosić ludzi o spojlery i darować sobie czytanie. Tak więc zamiast pytać czy ktoś będzie czytał taki tekst - dopracuj swój pomysł i zacznij go udostępniać. Jeśli jest dobry - naprawdę sam się obroni.

Internet to dziwne zjawisko, które zawładnęło całym społeczeństwem. Kiedyś dzieci biegały po placu i rodzice musieli wołać je na kolację, bo inaczej siedziałyby do nocy. Nikt po nikogo nie dzwonił - wołało się przez okno, na pół osiedla. Nie powiem, pod tym względem telefony jednak są ułatwieniem, ale dużo lepiej było kiedyś, na dworze. Teraz? Teraz wszyscy siedzą z nosem w telefonie czy laptopie, bez większej ochoty na wyjście na plac, na zabawę w chowanego, na grę w siatkówkę, koszykówkę czy piłkę nożną. Co większość osób robi po włączeniu komputera? Loguje się do fejsa. 

I co o tym myślicie?

Czy istnieje życie poza Facebookiem?


Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.