17.01.2016

#40 reklama? nie, dziękuję.

Dzień dobry!

Dzisiaj wpadam z nieplanowanym postem, ale może ktoś z Was zwróci na niego uwagę. Pierwszy pomysł, by o tym napisać powstał w zeszły weekend, gdy chciałam odnowić listę czytelniczą - chyba nikogo nie zdziwi, jeśli powiem, że nie wyszło. Drugi raz zdarzył się w poniedziałek, gdy czytałam "dyskusję" na jednej z grup. Potem przez chwilę rozmawiałam z Natalią z Wypstrykanda i to utwierdziło mnie w przekonaniu, że muszę o tym napisać. 

REKLAMA? NIE, DZIĘKUJĘ. 

Reklamy, jakie by nie były, zalewają nas w stopniu masowym. Wszędzie. Bez względu na to co robimy i gdzie jesteśmy - Nie damy rady opędzić się od reklam. Są wszędzie: w telewizji, radio, gazetach, w całym internecie, ale nawet wtedy, gdy gdzieś jedziemy czy spacerujemy. Ulotki i billboardy, gazetki i bannery. Są nieznośne, często nas denerwują. Reklamy jednak są potrzebne. Nie dla nas, w których uderzają te reklamy, ale dla tych, którzy je tworzą. To najszybszy i najpopularniejszy sposób, by dotrzeć do ludzi, by nasza marka stała się słynna. Sami to robimy, więc dlaczego tak bardzo nas denerwują? 

Bo są bezmyślne.

No, przynajmniej w większości. Każdy z nas jednak to robi. W sposób mniejszy lub większy, publikując coś innego, ale to robi. W XXI wieku reklamujemy swoje blogi, strony, kanały na youtubie, konta na instagramie, twitterze, tumblery, photoblogi, snapchaty czy jeszcze inne internetowe cuda. Ja też to robię, chociaż mam nadzieję, że nie tak nachalnie, jak robią to niektórzy. Wiadomo - każdy chce, by jego miejsce w sieci było jak najczęściej odwiedzane, komentowane, subskrybowane. Nikomu się nie dziwię - w końcu ja również chcę, by moją twórczość (jaka by ona nie była) poznało jak najszersze grono odbiorców. Wszyscy chcemy, ale tylko niektórym z nas nie jest obojętne, jacy są nasi odbiorcy.

Jestem na bardzo wielu grupach dotyczących blogowania. Zwykle skupiają się one na różnego rodzaju reklamach. Czasem, chociaż bardzo rzadko, pojawiają się tam dyskusje. Bywa, że biorę w nich udział, zdarza się, że i ja opublikuję coś, co nie jest skupione na reklamowaniu bloga. Tak było i tym razem, a dzięki temu jednemu postowi - dzisiaj możecie czytać TEN tekst.

Niedawno zauważyłam, że moja lista czytelnicza jest długa, ale przede wszystkim mogę wymienić zaledwie pięć, może dziesięć blogów, które znajdują się na niej, a ja chętnie je odwiedzam, czytam i czasem komentuję. Postanowiłam, że ją odświeżę - może ktoś podrzuci mi coś, co mnie zainteresuje, będę mogła dodać do obserwowanych, a te, których już nie przeglądam, usunąć ze swojej listy. Naiwnie weszłam na facebooku na największą polską grupę dla blogerów, wstukałam krótki tekst, opublikowałam... i za chwilę miałam trzy komentarze. Super, nie? No właśnie nie bardzo. Na kilka linijek tekstu:

Postanowiłam odświeżyć moją listę czytelniczą, więc proszę Was o linki do blogów. Warunek: więcej tekstu niż zdjęć, najlepiej jakieś przemyślenia, może być DIY albo CIY, ewentualnie blogi w stylu #plussize, mogą być ciekawe opowiadania.
Na znak, że link nie został bezmyślnie wklejony - do linku w komentarzu dopisz swoją datę urodzenia, pełną. 

pierwsze komentarze były tylko pustymi linkami, w które nawet nie kliknęłam. Ten dopisek o dacie urodzenia nie został wrzucony tak sobie. Nie, chciałam wiedzieć, że ktokolwiek przeczytał mój post, a nie chce reklamować swojego bloga na siłę. Pomysł z datą też nie był przypadkowy - mogłam przecież poprosić o wszystko: o ulubiony kolor, tytuł piosenki, ostatnio przeczytanej książki, filmu, który wzruszył. Poprosiłam o datę urodzenia. W sumie jak tak teraz o tym myślę, to może mogłam poprosić jedynie o rok urodzenia, ale cóż, było minęło. Data jednak nie była moim głupim pomysłem - jeśli dostaję link z rokiem urodzenia autora danego bloga, mogę sobie obliczyć ile ma lat, a wiadomo, że czegoś innego będę wymagała od dwunastolatki, a czegoś innego od osiemnastolatki. To, przynajmniej dla mnie, logiczne.

Na dwadzieścia dwa komentarze, które dostałam, aż dziesięć było bez daty urodzenia. Prawie połowa. Tylko pod jednym z nich wywiązała się krótka dyskusja z jego autorką - cóż, okazało się, że i owszem, tekst został przeczytany, ale moja data urodzenia nie jest Ci do niczego potrzebna. Może coś w tym jest, ale zupełnie inaczej spojrzałabym na adres bloga i jakąkolwiek informację, że post przeczytany, ale daty nie będzie, niż na samotnie rzucony adres do postu, w dodatku najnowszego.

Dzień później przeglądałam inną grupę, w poszukiwaniu jakiegoś interesującego mnie bloga. Pod jedną z reklam zauważyłam, że komentuje Natalia, więc postanowiłam tam zajrzeć. Ktoś prosił o teksty dotyczące pisania, jego warunkiem były linki od razu do danego postu, nie do całości bloga. Cóż, nie dziwię się. To trochę tak, jakby ktoś poprosił o link do recenzji książki, a ja podesłałabym mu link do mojego bloga - niby spoko, ale ponad setka postów do przejrzenia może znudzić, zwłaszcza, jeśli szuka się tego jednego. Oczywiście pod tym postem również były linki wklejone "bo tak", więc Natalia każdy taki link odpowiednio skomentowała, a pod jednym z nich wywiązała się dyskusja.


Sama postanowiłam go skomentować, screenu nie zrobiłam, a kiedy chciałam to naprawić - komentarza dziewczyny już nie było. Z jednej strony szkoda, bo nie mogę go bezpośrednio dołączyć, a jedynie przytoczyć, z drugiej - może to właśnie ten krótki tekst ode mnie sprawił, że dziewczyna postanowiła go usunąć. Tak, wiem, że w tej chwili jestem naiwna, ale chyba chciałabym pozostać w tej błogiej niewiedzy i słodkiej naiwności. Chociaż raz. Nie mniej postaram się Wam przytoczyć mój komentarz i mam nadzieję, że dużo nie przekręcę.

"Mnie też denerwuje jak kogoś proszę i wrzuca sam link ale chciał to ma." Denerwuje, a jednak nic z tym nie robisz? Nie oczekuj, że ktoś przestanie robić coś, co Ci się nie podoba, jeśli sama robisz tak, jak nie lubisz. Chcesz, by przestali wrzucać sam link? To ty też tego nie rób. Żeby zmienić świat trzeba zacząć od siebie.

Jest wiele rzeczy, których nie lubię, ale udawanie głupiego jest w pierwszej piątce. Gadanie typu nie lubię, gdy ktoś kogoś obgaduje tylko po to, by pół godziny później obrabiać dupę wszystkim dookoła, ma taki sam sens, jak komentarze dziewczyny z powyższego screenu. Nie chodzi o to, by nigdy tego nie robić, ale robię to, bo on to robi jest okropnie dziecinnym zachowaniem. Jeśli ktoś podstawi Ci nogę, ty zrobisz mu to samo następnego dnia? Nie sądzę, raczej przymkniesz na to oko (ewentualnie opieprzysz go z góry na dół), bo zrobienie tego samego nie będzie miało najmniejszego sensu.

Reklamy są zawsze i wszędzie. Dotyczą wszystkiego. Musielibyśmy nie ruszać się z domu, nie słuchać radia, nie oglądać telewizji i nie zaglądać do internetu, by ich uniknąć. Jeśli coś nie ma reklamy to są dwa wyjścia - albo już ma wyrobioną markę (która została wcześniej jakoś wypromowana) albo wie o tym niewielka garstka osób. Wniosek jest jeden: bez reklamy ani rusz.

Większość blogerów ma to do siebie, że publikuje, by ludzie wchodzili, komentowali i obserwowali, ale niewiele daje od siebie, a jeśli już, to jest to wymiana obserwacji za obserwację czy komentarzy za komentarze, chociaż wszystko to dzieje się z naciskiem na to pierwsze - gdzie nie zerknąć tam pojawia się obs za obs albo obs/obs. Jaki to ma sens? Cóż, im więcej obserwacji i wyświetleń - tym więcej możliwości na jakieś głupie współprace.

Dzisiaj postanowiłam spróbować szczęścia. Znowu. W ciągu godziny dostałam trzynaście komentarzy. Z tego znowu siedem adresów zostało wrzuconych na zasadzie kopiuj-wklej. W dwóch, po moim upomnieniu, pojawiły się daty. Jeden miał nawet wyżej wspomniane obs/obs. Mogę tylko załamać ręce i liczyć na to, że kiedyś ci ludzie w końcu czegoś się nauczą. Czytanie ze zrozumieniem naprawdę nie boli, a czytanie pięciu linijek tym bardziej nie powinno.

Za bezmyślne reklamy wszystkim od razu podziękuję - nie kłopoczcie się. Jeśli Wy nie czytacie tego, co chcę Wam przekazać - nie liczcie na to, że ja będę czytać Was. Blogowanie powinno być na zasadzie wzajemnego szacunku - ja chcę, żeby ktoś mnie czytał, więc powinnam go czytać. Jeśli nie chcę komentarzy super blog, wpadnij do mnie - nie daję ich. Jaka reklama taki komentujący. Szanujmy się, bo inaczej nic nie zdziałamy.

Przemyślcie swoje reklamy i bezmyślne publikowanie linków do bloga wszędzie, gdzie się da. Poświęćcie pół minuty, by przeczytać to, o co ktoś prosi. Te kilka sekund Was nie zbawi, a sprawicie, że niektórym z nas wróci wiara w ludzkość. To chyba jest warte tych kilku sekund, prawda?



Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

6 komentarzy:

  1. Szczera prawda. Dobrze, ponieważ prawdziwie napisane. Taka jest niestety rzeczywistość

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy bloger chce być czytany i próbuje się zareklamować. Nie ukrywam, że przeglądam nowe blogi często po to, aby zyskać nowych czytelników. Jednak ani razu nie skomentowałam jedynie krótkim kom za kom?. Nie robię tego, bo sama tego nie znoszę i usuwam takie komentarze na własnym blogu. Dobra treść sama się obroni i przyciągnie czytelników :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie cierpię czegoś takiego. U mnie często widać, że ktoś nie przeczytał postu. Co jest naprawdę bardzo przykre czasami. A chyba każdy bloger chcę mieć prawdziwych czytelników.

    [mój blog]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to hiperłącze do Ciebie! Śmiechłam potężnie.

      Usuń
  4. Masz całkowitą rację.
    Ale gorsze jest jeszcze, gdy ktoś pod każdym nowym postem pisze to samo:
    ,,ŚWIETNY BLOG
    WPADNIJ DO MNIE! *link do bloga*" - i tak pod każdym nowym postem. Kiedyś reklamowałam moje blogi, ale chociaż starałam przeczytać notkę i chociaż krótko ją skomentować, zanim wstawiłam link.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja od razu usuwam takie komentarze. Wolę mieć 0 komentarzy niż 20 pustych . Zgadzam się z Tobą w 100 % . Pozdrawiam i życzę samych Prawdziwych czytelników :*

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.