24.10.2015

#34 nie chce mi się!

Cześć i czołem!

Przybywam z kolejnym, trzecim już postem w październiku (co oznacza, że chyba wracam do formy) i tak się zastanawiam ile jeszcze bełkotu pojawi się na tym blogu, zanim w końcu się ogarnę. Bo ostatnio mam z tym niemały problem, ale jakoś nie umiem wziąć się w garść, żeby coś z tym zrobić. 

Mieliście kiedyś takie wrażenie, że trzeba coś zrobić, ale Wam się nie chce? Nie chodzi tu o sprzątanie pokoju, wyjście z psem czy wstanie rano, by wybrać się do szkoły/pracy. Raczej o takie... niecodzienne rzeczy, jak - dla przykładu - prowadzenie bloga, robienie zdjęć, napisanie krótkiego opowiadania, skontaktowanie się z kimś, na kim Wam zależy, dodanie czegoś gdzieś, zrobienie czegoś, czego nikt od Was nie wymaga. Kojarzycie to? Część z Was na pewno. Bywa, że w naszym życiu przychodzi taka chwila, gdy kompletnie nic nam się nie chce. Zwykle pojawia się, gdy nadchodzi przesilenie jesienne bądź wiosenne (przynajmniej w moim przypadku), ale czasem pojawia się również w innych momentach. 

Ja mam tak teraz. 

Nie, jeszcze nie wiem dlaczego. Może po prostu nastąpiła wielka kumulacja złych emocji i uczuć, może pokonało mnie przeziębienie, które nie daje mi spokoju od ponad tygodnia, mimo iż dopiero tydzień temu w pełni się rozwinęło. Może to też kwestia naprawdę ponurej pogody za oknem, a jeśli to nie to, to... może za dużo wolnego czasu? Tak, za dużo wolności również może wprowadzić nas w stan otępienia. Mamy tak dużo wolnego czasu, tyle możemy zrobić, tak wiele wykonać...

No właśnie. Ostatnio mam wrażenie, że trafiłam na ogromną karuzelę i nie mogę z niej wyjść. Gdy zwalnia i już myślę, że to koniec - ona nagle nabiera tempa. Rozpędza się, a ja boję się z niej wyskoczyć, by za mocno się nie potłuc. Tkwię tam, gdzie czuję się być kompletnie wyobcowana. Kosmita, który nie wie gdzie, jak i dlaczego się znalazł. Jak wczoraj, gdy trafiłam na spotkanie integracyjne. Prócz faktu, że funkcjonuję na grupie - nikt mnie nie znał. Nikt nie wiedział kim jestem i skąd się tam wzięłam. Pierwsza godzina, gdy kręciliśmy się po mieście, szukając miejsca, które przygarnie dosyć dużą grupę studentów, rozmawiałam tylko z dwiema osobami. Może wiecie jak to jest, gdy pojawicie się gdzieś, wszyscy już się jakoś znają, a Wy, niczym przybysz z innej planety, wpadacie prosto w to środowisko zamknięte. Koszmar, co nie? Ty patrzysz na nich, bo nie wiesz jak się zachować, a oni na Ciebie, bo nie mają pojęcia co Ty tutaj, do cholery, robisz. Halo, to przecież impreza zamknięta! I nagle nie wiesz jak się zachować, bo każdy coś, każdy z kimś, a Ty jeden sam.

Nie było tak źle, jak myślałam na samym początku. Gdy już trafiliśmy na miejsce, czyli do Akantu, i zagościliśmy się w sali a'la burdel - tak przynajmniej kojarzą mi się ciemne pomieszczenia i czerwone światła - powoli zaczęło dochodzić do jakiejś integracji. To zabawne, ale po raz drugi byłam na integracji Sztuki Pisania i po raz drugi trafiliśmy do Akantu. Interesujące. Czyżby to było miejsce dla ludzi takich, jak my? Było miło, było fajnie, było interesująco. Dopóki nie rozmawiali o serialach, bo ja, niestety, jestem takim typem człowieka, który nie pasjonuje się serialami. To znaczy... Mogę obejrzeć serial, mogę oglądać go z wielkim zainteresowaniem, może mnie wciągnąć, ale odcinek się kończy i wracam do życia. Nie emocjonuję się nim dalej. Dlatego też nie umiem później o nim rozmawiać z taką pasją, jak większość ludzi, którzy nazywają sami siebie serialomaniakami. Zawsze zastanawiałam się czy coś jest ze mną nie tak, skoro ja jedna nie umiem się wciągnąć - na integracji poznałam jeszcze jedną osobę, która ma DOKŁADNIE TAK JAK JA. W końcu nie czuję się inna, super!

Ostatnio mam wrażenie, że trafiłam do innego wymiaru. Kosmicznie. Przechorowałam cały poprzedni tydzień, więc w tym nie umiałam się odnaleźć na zajęciach. Raz nie poszłam na morfologię historyczną i już nie wiedziałam co robię i gdzie jestem. Koszmar. Gorzej, bo jak kiedyś prawie wcale nie potrzebowałam snu, tak teraz - mogłabym przesypiać całe dnie. Wracam do domu, nie mam czasu, by włączyć laptop, kładę się koło dwudziestej pierwszej i o dwudziestej drugiej zazwyczaj już śpię, a rano mam problem obudzić się między szóstą, a ósmą rano. W tamtą niedzielę przespałam dwanaście godzin, co ostatni raz zdarzyło mi się, mniej więcej, w podstawówce. Odsypiam chyba całe swoje życie i, przyznam, że mam już tego dosyć. Co nie zrobię, o której nie wstanę - ciągle chce mi się spać. A kiedyś było tak fajnie, bez snu... Moja bezsenność chyba na jakiś czas zrobiła sobie wolne (nie, żebym za nią tęskniła, bo tak nie jest).

Zawsze myślałam, że im więcej się robi - tym szybciej człowiekowi chce się spać. Tymczasem u mnie jest jakoś inaczej - im więcej robię tym mniej chce mi się spać i mniej odczuwam zmęczenia. Teraz, chyba przez tę jesienną chandrę, nie wiem co ze sobą zrobić. Nie do końca wiem też gdzie jestem, jakby mnie ktoś oderwał od rzeczywistości. Chcę robić zdjęcia, ale nie mam na to siły. Chcę napisać tekst, ale nie mam na to czasu. Chciałabym spotkać się ze znajomymi, ale nie mam na to siły (a oni czasu, więc w sumie można wykreślić to zdanie). Chciałabym w końcu ruszyć z licencjatem, ale wciąż nie jestem pewna tematu. I to chyba mój największy problem. Niby byłam pewna o czym chcę pisać, ale wciąż po głowie chodzi mi inny temat - i jak tu żyć?

Jedno jest pewne - jesienna chandra sprawiła, że chętniej siedzę w kuchni i wymyślam nowości (dzisiaj stworzyłam sernik na zimno, z ananasem i granatem), a w zeszłym tygodniu nie ruszałam się z kuchni przez prawie cały weekend. Teraz, powoli, kombinuję nad prezentami dla znajomych (bo zamierzam w większości zrobić je własnoręcznie) i wymyślam jakiś tort na urodziny taty, bo w tym roku chcę naprawdę zaszaleć - w tym przypadku również z dekoracją z jakiejś masy plastycznej, aczkolwiek jeszcze nic nie wymyśliłam - masa marcepanowa czy cukrowa? Tort okrągły czy prostokątny? Czekoladowy, śmietankowy, z alkoholem a może bez? Kompletna pustka. Przydałby mi się jakiś szalony tort, z przytupem. Jeszcze miesiąc czasu niby mam, ale ten czas szybko ucieknie, zobaczycie. Jesień dała mi również czas na zastanowienie się.

Jestem przygnieciona rzeczywistością. POMOCY!


Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

5 komentarzy:

  1. Mam idealnie tak samo. Tylko że ja nie cierpię na nadmiar wolnego czasu, a chcialabym. Dasz radę, pokonasz przeziębienie i stan otępienia. Trzymaj się cieplutko :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w teorii też nie mam zbyt wiele czasu wolnego, a jednak gdzieś tam... Obecnie nie wiem czy mam coś do roboty czy nie. Powinnam, bo nauka, bo obowiązki domowe, bo coś tam. W rzeczywistości... Cóż, wygląda to zupełnie inaczej.
      Ale bardzo dziękuję za wiarę we mnie. Pozdrawiam! <3

      Usuń
  2. Trochę znam to uczucie, gdy nic się człowiekowi nie chce, oj znam... np. miałam dzień wolny, bo klasa siup na wycieczkę a ja nie pojechałam przez moją niedawno skręconą kostkę (na wycieczce było ponoć duuuużo chodzenia, a ja wolę sobie odpuścić jeden dzień przyjmności na rzecz całych miesięcy). Nie narzekam na ten dzień, bo sobie odpoczęłam, zabawiłam się w kucharza... ale książki, którą bardzo chciałam przeczytać, nawet nie tknęłam. Nie chciało mi się również wyjść na spacer z psem i zrealizować z nim planu treningowego, który sobie założyłam... trudno.
    Trzymaj się! Zobaczysz, to minie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dzisiaj skręciłam sobie kostkę, brawo ja. Noga pulsuje mi od palców aż do kolana i zastanawiam się jak od jutra będę biegać na uczelnię, skoro nie umiem teraz wstać z fotela (cała ja, co poradzić). W kucharza i piekarza również się bawię, bardzo to lubię, a ból nieprzeczytanej książki bardzo dobrze znam - od czerwca nie przeczytałam książki. Czytam ją i czytam i nie umiem skończyć, co bardzo mnie boli, ale nic nie umiem na to poradzić. :/. Mam nadzieję, że jutro (albo chociaż w tym tygodniu) w końcu dobrnę do ostatniej strony - ile można?
      Ty też się trzymaj i uważaj na kostki (;
      Pozdrawiam! <3

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.