14.10.2015

#32 bóg mrugnął i nie otworzył oczu.

Dzień dobry!

Za oknem okropna, mało jesienna pogoda. Taka plucha powinna pojawić się dopiero w połowie listopada, a nie na samym początku października. Teraz powinnam biegać z aparatem po mieście i robić piękne, jesienne zdjęcia. Różnokolorowe. A tutaj co? Budzę się w poniedziałek i za oknem biało. BIAŁO! Kto to widział, żeby śnieg pojawił się dwunastego października? Świat kompletnie oszalał. Liczę jednak na to, że za tydzień czy dwa pogoda się poprawi. Muszę w końcu zrobić jakieś jesienne zdjęcia, bo ta mała sesyjka sprzed dwóch tygodni to było takie nic. 

Dzisiaj jednak, jako iż jestem chora i kuruję się w domu pod kocem w kratkę (kocham ten koc!), postanowiłam odświeżyć nieco post sprzed dwóch lat, ale wciąż będący na czasie. Będzie krótko, bo nie chcę się rozwlekać. Ostatnio zresztą przyjaciółka zadała mi pytanie, dotyczące mojej wiary w istnienie Boga. Nie chciałam wtedy odpowiadać, bo przerabiałam ten temat już kilka razy. Teraz jednak postanowiłam, by trochę go zaktualizować i opublikować. Może komuś, zwłaszcza w trudnych chwilach, przyda się jego obecność. Mam nadzieję na jakikolwiek odzew z Waszej strony!

BÓG MRUGNĄŁ I NIE OTWORZYŁ OCZU


Macie czasem takie wrażenie, że Bóg (o ile w niego wierzycie) w chwili Waszych narodzin mrugnął i przegapił je, przez co teraz się Wami nie interesuje i pozwala na różne krzywdy, mniejsze lub większe, które Wam się dzieją? Odnosicie takie wrażenie, że Bóg tak naprawdę nie istnieje, a nawet jeśli, to cała krzywda, jaka Was kiedykolwiek w życiu spotkała, jest tylko i wyłącznie jego winą? Czujecie, że nie jesteście w stanie zawalczyć o swoje życie, że nie jesteście panami oraz paniami własnego losu? Macie dosyć? Uważacie, że macie najgorzej w życiu? Że nikt nie może mieć od Was lepiej? Że wszystko, co złe na świecie, spotyka właśnie Was?

Otóż... mylicie się. 

Okej, każdy w życiu miał chwilę zwątpienia, mniejszą lub większą, ale była. Ja również mam czasem wrażenie, że spadło na mnie wszystko co najgorsze i na pewno nikt inny nie może mieć gorzej, że każdemu jest lepiej, łatwiej, prościej. Każdy tak ma. Bywa, że to są krótkie chwile, ale czasem to nie tylko dni, również miesiące, gdy mamy wszystkiego serdecznie dosyć, wydaje nam się, że jest okropnie, życie nas w pełni skopało i na pewno nikt nie ma gorzej od nas. Wydaje nam się. Zawsze może znaleźć się osoba, która NAPRAWDĘ ma gorzej i oddałaby wszystko, by mieć nasze problemy. Gdy stwierdziłam, że 

w dniu moich urodzin Bóg mrugnął, a później zapomniał, by otworzyć oczy
koleżanka mnie wyśmiała. Wtedy wcale mnie to nie śmieszyło, teraz jest inaczej. Wydaje mi się jednak, że kiedy mam gorsze dni, ta myśl wydaje mi się być najbardziej odpowiednią. Wiem, że nie powinnam narzekać na to, co mam. W końcu gorsze dni dopadają każdego, ale prócz chandry - mam wszystko, czego na chwilę obecną potrzebuję. Mam kochających rodziców, dach nad głową i własny pokój. Mam co jeść. Nie jestem śmiertelnie chora, nie mam raka, nie grozi mi amputacja żadnej kończyny, mogę chodzić, biegać i skakać. Może nie jestem w pełni zdrowa, ale mimo wszystko nie mam na co narzekać. Walczę sama ze sobą, by całkowicie wyzbyć się marudzenia i narzekania na to, co mnie otacza, skoro wokół mnie tyle dobrego. 
To dziwne, ale wszystko zaczęłam inaczej postrzegać, gdy przeczytałam Gwiazd naszych wina - książkę, która otworzyła mi oczy na moje dotychczasowe życie. Na mnie. Odwróciła mój niepoukładany świat do góry nogami, sprawiła, że zaczęłam na wszystko patrzeć zupełnie inaczej, podchodzić do wielu spraw dużo pewniej niż wcześniej bądź dużo ostrożniej niż do tej pory. Niby zwykła książka dla młodzieży, a jednak sprawiła, że nic nie będzie takie samo. JA nie będę taka sama, wiedząc, że moje problemy nieraz są naprawdę bardzo błahe, nawet nie nadają się do mówienia o nich. Są zbyt banalne, są niemoralne, są nienormalne. 

Czasem świat może się każdemu zawalić. Na swój sposób. Dla każdego co innego jest ważne. Maturzysta najbardziej będzie pragnął dobrych wyników maturalnych i dostania się na wymarzone kierunki. Jego świat się posypie, gdy któraś z tych rzeczy nie wyjdzie - zły temat na maturze, złe odpowiedzi, za dużo nerwów, za mało punktów, złe wyniki, a ostatecznie - za mało czegokolwiek, by dostać się na wymarzony kierunek. Dla takiej osoby, dla takiego niedoszłego studenta, w tamtej chwili jest to najgorsza wiadomość. Pojawia się uczucie, że gorzej być nie może i w tej chwili tylko nam jest tak źle. Po pewnym czasie przychodzi jednak myśl, że przecież nie jest aż tak źle - maturę można poprawić, na studia dokumenty można złożyć również za rok, w międzyczasie można zrobić coś innego, na przykład pójść na jakieś kursy, do pracy, do szkoły policealnej. Pouczyć się na własną rękę, by w następnym roku wyniki były takie, jakich oczekujemy. To wcale nie zamyka drzwi do kariery i wymarzonej przyszłości. Po prostu nieco oddala ją w czasie. Tak samo jest z pracą - jak nie ta, to zawsze jest następna.

Jest wiele sposobów na to, by obejść nieszczęśliwe zdarzenie i iść dalej wyznaczoną przez siebie drogą. Szkoła, praca czy rzeczy bardziej materialne - to nie jest koniec świata. Gorzej od niezdanej matury mają osoby, które, na przykład, dowiadują się o poważnej chorobie czy okazuje się, że coś, czego się naprawdę pragnie, wcale nie jest na wyciągnięcie ręki. Jak kobieta, której największym marzeniem jest założenie rodziny, a jedna wiadomość sprawia, że plany mogą legnąć w gruzach - gdy lekarz informuje ją o bezpłodności. Z tym ciężko sobie poradzić, zwłaszcza wtedy, kiedy wiązało się przyszłość z pełną, szczęśliwą rodziną, a Twój obecny wiek sprawia, że nagle wszyscy dookoła zadają jedno pytanie: Kiedy dziecko, ślub, rodzina? Co w takim wypadku taka kobieta powinna zrobić? Co powiedzieć? Jak się zachować? Przez pierwsze dni, tygodnie, miesiące, a czasem nawet i lata, takie pytanie może być dla niej ciosem, a pojawiające się dookoła ciężarne kobiety - obce czy też nie - sprawiają, że kobieta nie wie co ma ze sobą zrobić, gdzie się podziać, jak się zachować. Czy powinna powiedzieć w jakiej sytuacji się znajduje?

Cóż, to na pewno sprawiłoby, że ludzie przestaliby zadawać to głupie pytanie, ale wywołałoby jeszcze większą burzę i jeszcze gorszą sytuację - litość i współczucie. Nie wiem jak inne kobiety, ale ja na pewno nie chciałabym, żeby ludzie mi współczuli w takiej sytuacji. To gorsze niż sama bezpłodność czy przekreślenie marzeń. Skakanie dookoła takiej osoby i wypytywanie, przy każdej możliwej okazji, jak się czuje, jak sobie z tym radzi, czy daje sobie radę, gdy widzi kobietę w ciąży. A przecież to, mimo wszystko, nie przekreśla szczęśliwego życia! W domach dziecka znajdują się setki, a nawet tysiące niechcianych czy niekochanych dzieci. Setki małych istot, które tylko czekają właśnie na taką rodzinę, która nie może mieć własnego potomka.

Prawie każdą sytuację można naprawić. Maturę można poprawić, tak samo każdy przedmiot na studiach. Pracę można znaleźć inną. Dzieci można adoptować. Nawet jeśli uważamy, że życie wyjątkowo nas skopało - musimy pamiętać, że wokół nas są ludzie, którzy naprawdę mają dużo gorzej. Mogą mieć gorzej. My tylko musimy zdjąć czarne okulary i stawić czoła złym chwilom. Musimy naprowadzić życie na odpowiedni tor - nasz tor.

Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na powietrzny wir. Poczekaj. To minie. 

Kojarzycie książkę Reginy Brett - Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu? To właśnie cytat, który w niej znajdziecie. Ja mam ją w kolejce do przeczytania, ale jakoś nie umiem się ostatnio zmusić. Chcę jednak wiedzieć co ciekawego może mi zaproponować pani Brett. Może któraś z tych pięćdziesięciu lekcji na trudniejsze chwile w życiu pomoże mi spojrzeć jeszcze inaczej na sprawę zamkniętych oczu Boga. Póki co jednak wierzę, a przynajmniej staram się, że moje turbulencje niedługo przeminą.

W końcu aż tyle trwać nie mogą, prawda? 

pierwotny post powstał: 15.02.2014 roku.

____________________
* recenzja oraz przemyślenia na temat Gwiazd naszych wina znajduje się TUTAJ.
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

1 komentarz:

  1. Ciężkie dni zdarzają się każdemu, ale od nas zależy czy to, co złego ma miejsce wykorzystamy na swoją korzyść. Kiedyś denerwowało mnie, kiedy słyszałam rozmowy koleżanek z liceum, jakie to one są nieszczęśliwe, bo nie stać ich, żeby w wakacje pojechać do miasta X na imprezę XYZ, a rodzice za oceny nie chcą sięgnąć do portfela. Teraz się jedynie uśmiecham pod nosem, bo sama mając w tym czasie na głowie depresję z uzasadnionych przyczyn teraz studiuję, pracuję, cieszę się tym, co mam. Chandra czasami wraca, ale jeśli ma się świadomość, że to stan przejściowy i ma się na uwadze, że w naszym życiu wcale nie jest tak źle, to da się ją przeżyć i wyjść z niej z zapałem do działania ;)

    http://katdewolf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.