08.10.2015

#31 recenzja: gwiazd naszych wina, john green.

Dzień dobry!

Październik zaczął się dosyć kulawo, więc nawet nie miałam siły sięgnąć po laptop i cokolwiek napisać. Zdecydowałam się jednak, o czym wspominałam już kiedyś, by zacząć wrzucać tutaj recenzje książek. Przynajmniej jedną w miesiącu, bo chociaż już próbowałam kiedyś prowadzić bloga z recenzjami to wiem, że nieco brakuje mi w tym systematyczności. Tutaj jednak, jak przystało na HUMANISTKĘ, znajdzie się miejsce, by otworzyć specjalną kategorię - recenzyjną. Mam nadzieję, że przyjmie się tak samo, jak a very potter... fanfick? Jako studentka filologii polskiej przeczytałam już naprawdę dużo książek. Różnych, chociaż nie powiem, bym wielbiła lektury. Taka już jestem - jak się mnie przymusi do czegoś, to idzie mi to naprawdę opornie. Dzisiaj jednak postanowiłam wrzucić recenzję książki, którą przeczytałam dwa lata temu. Mam nadzieję, że coś z tego będzie.

Gwiazd naszych wina, John Green


TYTUŁ: Gwiazd naszych wina
ORYGINALNY TYTUŁ: The Fault in Our Stars
AUTOR: John Green
LICZBA STRON: 312
WYDAWNICTWO: Bukowy Las
KATEGORIA: literatura obyczajowa
WYDANIE POLSKIE: 6 lutego 2013
WYDANIE ORYGINALNE: 2012
JĘZYK ORYGINAŁU: angielski
MOJA OCENA: 10/10


"- Okay - powiedział, gdy minęła cała wieczność.
- Może "okay" będzie naszym "zawsze".
- Okay - zgodziłam się."


John Green jest pisarzem, autorem bestsellerów z listy "New York Timesa". Zadebiutował znakomitą powieścią Szukając Alaski, następnie opublikował kilka powieści, z których ostatnia, Gwiazd naszych wina przyniosła mu ogromną popularność i splendor. Otrzymał wiele nagród literackich, m.in.: Printz Medal, Printz Honor i Edgar Award. Mieszka z żoną i synem w Indianapolis. Wraz z bratem Hankiem prowadzi Vlogbrothers, jeden z najpopularniejszych projektów wideo w sieci. Obecnie ma ponad 1,3 miliona fanów na Twitterze.
Tekst pochodzi z opisu książki.


"Na tym świecie jest tylko jedna rzecz okropniejsza niż umieranie na raka w wieku szesnastu lat, a jest nią posiadanie dziecka, które na tego raka umiera."


Hazel Grace Lancaster, główna bohaterka, jest szesnastoletnią dziewczyną, u której trzy lata temu wykryto raka i od tamtej pory nie chodzi do szkoły, całe swoje dnie spędzając na oglądaniu American's Next Top Model oraz na czytaniu książek, gdzie jej ulubionym utworem jest Cios udręki, do którego Hazel wraca raz za razem. Nieodłącznym elementem jej życia jest aparat tlenowy o imieniu Philip, bez którego dziewczyna nie jest w stanie zbyt wiele wytrzymać, bowiem rak zaatakował jej płuca, które już nie działają tak, jak powinny. Jakiś czas temu zdarzył się Cud, dzięki któremu Hazel przeżyła. Po podaniu Phanlaxiforu, eksperymentalnego leku, płuca Hazel powiększają się, pozwalając jej przeżyć jeszcze jakiś czas. Oczywiście dziewczyna dobrze zdaje sobie sprawę, że udało jej się tylko "kupić" kilka kolejnych tygodni, może nawet miesięcy, ale stara się mimo wszystko nie poddawać chorobie. 

Jej życie zmienia się o 180 stopni, kiedy do jej grupy wsparcia w Dosłownym Sercu Jezusa przychodzi Augustus Waters. Chłopak również przeżył raka, kostniakomięśniaka, który zaatakował jego nogę. Strata nogi jest jednak dużo lepsza niż strata życia, a Gus potrafi cieszyć się z tego życia, które uzyskał. Hazel na początku znajomości podchodzi do tego z dystansem, bo, jak sama mówi, jest granatem i nie chce nikogo skrzywdzić. Gus jest jednak pierwszą osobą w jej życiu, która dogłębnie potrafi do niej dotrzeć, z którą może rozmawiać o filmach, książkach i o śmierci, która ich czeka. Augustus nie powtarza jej w kółko, że wszystko będzie dobrze, że wyzdrowieje, że pozbędzie się raka. Nie mówi tego, bo sam wie jak to jest żyć z rakiem, a nawet już po pozbyciu się go, gdy człowiek nie wie, czy następnego dnia nie okaże się, że ponownie wrócił do swojego koszmaru, do choroby, która może zaatakować każdą tkankę naszego ciała. Hazel i Augustusa łączy coraz więcej, z dnia na dzień znajdują nowe tematy rozmów, więcej wspólnych zainteresowań. Chłopak dokonuje niemożliwego - postanawia spełnić największe marzenie dziewczyny. Czeka ich niesamowita podróż, pełna uczuć i niespodzianek.


"W miarę jak czytał, zakochiwałam się w nim tak, jakbym zapadała w sen: najpierw powoli, a potem nagle i całkowicie."


Jak zwykle broniłam się przed książką, nie dlatego, że mogłaby mnie nie wciągnąć, ale dlatego, że wszyscy zaczęli ją czytać. Nie lubię robić tego, co wszyscy, ale po wielu rozmowach z przyjaciółką, bo jej emocjach nie mogłam się powstrzymać przed sięgnięciem po Gwiazd naszych wina. Kupiłam ją przez internet, odebrałam w sklepie i... zaczęłam czytać. Po raz pierwszy jakaś książka aż tak mnie pochłonęła, że nawet nie zauważyłam, gdy w ciągu kilku godzin, nawet nie sześciu, przeczytałam całe 312 stron, przy okazji płacząc przez ostatnie pięć rozdziałów jak głupia. Jeszcze żadna książka nie wzbudziła we mnie tyle skrajnych emocji co właśnie najnowsza powieść Johna Greena. Dopóki nie zaczęłam jej czytać, nie miałam pojęcia co się w niej dzieje i jaki będzie dla mnie koniec.

Wciągnęła mnie bez reszty, wryła się w mózg, w każdy jego zwój. Nie sądziłam, że kiedykolwiek trafię na taką książkę, która wzbudza tak silne i skrajne emocje - od radości, śmiechu i euforii aż do rozpaczy. Upłakałam się na niej jak dziecko, mimo iż niemal od początku wiedziałam co może się wydarzyć na samym końcu, a więc powinnam być przygotowana na wiele. Gwiazd naszych wina należy do tego przedziału książek, o których chcielibyśmy powiedzieć jak najwięcej, ale zdajemy sobie sprawę, że żadne nasze słowo nie odda w pełni tego, jakie emocje i uczucia wywołała w nas dana książka, a nikt nie chce zostać źle zrozumiany. Nie potrafię nawet ułożyć jednego sensownego zdania, które chociaż trochę ukazałoby moje uczucia do tej książki, bym mogła jakkolwiek przekazać co ten utwór ze mną zrobił. A zrobił wiele.

Augustus i Hazel to postacie, które ukazują, że w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze, a jednak najważniejsze jest to, by się w żaden sposób nie poddawać, nawet kiedy życie rzuca nam kłody pod nogi. Nie jest to jednak kolejna ckliwa historia o nieszczęśliwej miłości chłopaka i dziewczyny, osób chorych na raka, w dodatku gdzie na samym końcu dochodzi do tragedii, po której druga połówka załamuje się i nie chce dalej żyć. Nie. Książka ta nie jest również przykładem tego, że główny bohater jest niesamowicie twardy, nie przejmuje się nieuchronną śmiercią, walczy do samego końca i ostatecznie wygrywa wielkim happy endem. Nie, autor nawet nie zamierzał wzbudzać litości w czytelnikach oraz, jak sam mówił, nie miała to być kolejna książka o raku, ponieważ książki o raku to lipa. Książka ta jest przemyślana, każde słowo odpowiednio wyważone, każdy bohater mocno przemyślany. Po głównych bohaterach, Hazel i Gusie, nie da się odczuć, że są chorzy na raka i wisi nad nimi widmo śmierci. Podoba mi się to, jak bardzo są silni - nie walczą ze śmiercią tak, jakby wszyscy się tego spodziewali. Oni zamierzają godnie przeżyć ten czas, który im pozostał być w pełni szczęśliwymi do samego końca. Cieszę się tym, co mają, cieszą się sobą nawzajem, czasem, który jeszcze dostali, marzeniami, które mogą spełnić. Nie walczą z chorobą - godnie ją znoszą. W życiu Hazel pojawienie się Gusa jest niczym objawienie - dawniej nie chciała nawet wyjść z domu, nie mówiąc o tym, że przestała rozmawiać z ludźmi. On na nowo obudził w niej chęć do życia, działania. Pokazał, że mimo raka można żyć i być szczęśliwym, nie myśląc przez cały czas o tym, co się zagnieździło w naszym ciele. Nie pozwolił, by rak, który zagnieździł się w płucach dziewczyny, zagnieździł się również w jej umyśle - by przejął kontrolę nad nią i codziennym życiem.


"Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą."


Każdy z nas ma takie książki, które uwielbia, ale nie chce się nimi dzielić. Dla Hazel był to Cios udręki - ukochana książka, którą poleciła Gusowi, po czym zaczęła żałować, że ktoś jeszcze może zakochać się w tych postaciach, z którymi ona się utożsamiała. Ja właśnie za taką książkę mogę uważać Gwiazd naszych wina - niby chciałabym porozmawiać z ludźmi na temat swoich odczuć, ale z drugiej strony pojawia się możliwość, że ktoś jeszcze może utożsamić się z Hazel Grace, zakochać w Gusie, zaprzyjaźnić z Isaaciem, wściekać się na Petera, poczuć sympatię do rodziców Gusa i Hazel. Z jednej strony człowiek chce, by ktoś jeszcze pokochał tę książkę tak, jak on sam, ale z drugiej strony pojawia się nienormalne uczucie zazdrości, że właśnie te postacie nie są już tylko nasz, nie tylko my je znamy, kochamy, uwielbiamy czy nienawidzimy. To zmienia nasz światopogląd. W Hazel Grace pojawiła się pewna wojna - z jednej strony postacie z jej ulubionej książki miały być tylko i wyłącznie jej, z drugiej jednak chciała, by Gus poznał tę książkę, by mogli rozmawiać o swoich odczuciach co do niej. No i, co najważniejsze, gdyby Augustus nie przeczytał książki - Hazel nigdy nie spełniłaby swojego największego marzenia, a więc nigdy nie poznałaby Petera von Houtena. Ale może wtedy dalej byłaby w tej słodkiej otoczce marzeń.

Gwiazd naszych wina to książka, która obróciła moje życie o 180 stopni. Myślę, że jest to taka literatura, która potrafi trafić do każdego - nie zawsze za pierwszym razem, czasem dopiero za drugim, trzecim, piątym bądź dziesiątym, ale trafia. Do mnie trafiła od razu, wbiła się w mózg i serce, w całe ciało. Przez dwa dni od przeczytania książki żyłam tylko nią. Płakałam, jak nigdy wcześniej na żadnej książce. Mój umysł raz po raz wracał do utworu, do fragmentów, do różnych szczegółów, których wcześniej nie byłam w stanie przyswoić. Każdy indywidualnie podchodzi do lektury tej książki. Dla mnie była ona jak objawienie, ale również jak swoisty cios prosto w serce i przez cały kręgosłup. Postawa głównych bohaterów skłoniła mnie do przemyślenia swojego dotychczasowego życia, do przemyślenia tego, jaka byłam i tego, że nie warto się umartwiać szczegółami jak jedynka w szkole czy złamana noga. Wszystko to można naprawić, w przeciwieństwie do raka, który, nawet wyleczony, atakuje nas już do końca życia, żyje w nas, w naszym ciele, w naszej świadomości. To ból sam w sobie, do którego musimy powoli dojrzewać. Wiem jednak, że po tej lekturze zrozumiałam jedno - nie ważne, jakie mamy życie. Najważniejsze to cieszyć się tym, że je mamy, że budzimy się rano, że możemy się z niego cieszyć. Życie to dar, którego nie można zmarnować.

John Green to niewątpliwie jeden z lepszych autorów prozy młodzieżowej XXI wieku. Potrafi wzbudzić skrajne emocje w czytelniku. Każdy może zostać jego fanem, bo prędziej czy później człowiek sięgnie po Gwiazd naszych wina, Szukając Alaski, 19 razy Katherine, Papierowe miasta czy inną książkę Greena i już od pierwszych słów może zakochać się w jego twórczości. Tak jak ja.


"Tak cię pochłania bycie sobą, że nie masz nawet pojęcia, jaka jesteś idealna."
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

4 komentarze:

  1. Nie sięgnęłam jeszcze do książki. De facto oglądałam wyłącznie film. Oczywiście wiem, to zuo wyłącznie film, tym bardziej w naszym zamiłowaniu czytania, ale boje się, że po dotarciu na ostatnią stronę dostanę rozstroju nerwowego i ktoś będzie mnie musiał przytulić :D.
    Historia dobra, powszechna,ale opowiedziana w oryginalny sposób.
    A co do recenzji, jestem bardzo za. Chętnie poczytam co masz mi do polecenia :3
    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham powieści Johna Greena. Czytałam już tą książkę. Przypomniałaś mi nieco fabule tą recenzją, dzięki. :)
    zaczytanabella


    OdpowiedzUsuń
  3. Ładna recenzja. Uważam, że film wyszedł ostatecznie lepiej niż książka, ale ona także była warta uwagi. Gwiazd naszych wina to największe dzieło ludzkie :) ...
    Tak poza tym przed ,,kiedy'' dajemy przecinek ;)
    Pozdrawiam,
    N

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wspaniała. Czytałam jakiś czas temu.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.