02.08.2015

#24 po siódme: nie kradnij.

Dzień dobry!

Miałam dociągnąć wyzwanie do samego końca, ale, niestety, tym razem nie dałam rady. Pochłonął mnie brak czasu. Uznałam jednak, że nie ma sensu go kończyć na siłę, chociaż obiecuję, pozostałe trzy posty jeszcze się pojawią. Jeszcze uda mi się je stworzyć. Ale nie teraz, nie na szybko i nie na siłę. Póki co kwestia jest też taka, że... bez reklamy, nikogo tutaj nie ma. Nie pojawiacie się, nie czytacie, o komentarzach to ja nawet nie wspominam. A tutaj nie ma czasu. Kolejny dzień, gdy nie włączam laptopa będąc w domu. Nie mam na to czasu. Tak wyglądał cały mój lipiec. Godziny przesiedziane na telefonie, gdy laptop nie był wyciągany nawet z torby. Nie było na to czasu, siły czy nawet chęci. Brutalna rzeczywistość dorosłego życia. Dzisiaj jednak wracam z nieplanowanym wcześniej postem, kolejną "odnogą" a very potter... fanfick?, który przyjął się bardzo dobrze, mam nadzieję, że tym razem również tak będzie. Zapraszam!

PO SIÓDME: nie kradnij

cykl: a very potter... fanfick?


Zastanawialiście się kiedyś co czuje osoba splagiatowana? Pewnie nie raz i nie dwa. A co czuje osoba, której zabrano cały tekst? Skradziono książkę? Skopiowano papierową wersję, wklejono w ebooka i puszczono dalej w świat? Tutaj na pewno też zdarzyło Wam się nad tym zastanowić. A czy ktoś, kiedykolwiek, pomyślał o motywach plagiatora? O tym, dlaczego to zrobił? Czy może jednak zapomniane zostały słowa "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem"? Dzisiaj postaram się rozłożyć całość na czynniki pierwsze. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie.

po pierwsze: chomikuj.

No dobra, proszę podnieść rączkę do góry, jeśli ktoś z Was kiedykolwiek ściągnął jakąś książkę z tego słynnego portalu z gryzoniem. No, śmiało, nie bać się. Nie będę gryzła. Nie nakrzyczę. Nikt się nie zgłasza? No trudno, nie musicie się wstydzić, ja i tak wiem, że ponad połowa z Was lubuje się w tym gryzoniu. Też go lubię. Czasem znajduję tam różne perełki. Raz, jeden jedyny, zachomikowałam do siebie książki. W sensie na swojego chomika. Niestety, pech chciał, że portal akurat odnalazł jedną z książek, gdzieś w czeluściach, no i usunął ją wszędzie, gdzie się dało. U mnie również. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać nad wartością intelektualną w dobie internetu. A zachomikowałam tylko po to, by nie zgubić tytułu...

Kwestia tego portalu wyszła jednak wczoraj, gdy na jednym z facebookowych fanpage'y o książkach, autorka napisała długi, wyczerpujący post. Chodziło głównie o publikację elektronicznych wersji książek, bez zgody autora. Wiecie, facebook jest pełen różnych grup, na każdy możliwy temat. Na tych książkowych, gdy rzuci się "Potrzebuję *tu wstaw odpowiednią książkę*" to najczęściej pojawiają się komentarze "wysyłam na priv", "podaj maila to wyślę" albo "wstawiłam na grupę" i nagle znajduje się dziesięć wersji tej książki. Autor, który ciężko zapracował na to, by jego dzieło zostało wydane, nagle traci z tego profity, bo ludzie (nie tylko małolaty, jakby się mogło wydawać), publikują na prawo i lewo nielegalne wersje jego tworu. Co może zrobić pisarz? Ano nic nie może. To walka z wiatrakami, przynajmniej jeśli chodzi o nasze polskie prawo. Smutna rzeczywistość polskiego pisarza.

Poczytałam komentarze. Nie sięgnęłam po poradę prawniczą, bo "mój prawnik" jakby się wymiksował z życia, a innych nie chce mi się o to męczyć. I wiecie, nie wiem kto miał rację. Zapewne komentujący, który stwierdził, że "Znajomemu możesz wysłać i dać wszystko. Wstawić, żeby brali wszyscy - nie. I tyle.", jednakże oznacza to kosmiczną lukę w polskim prawie. Dlaczego? Bo w chwili, w której ktoś nam (albo my komuś) podaje maila, to automatycznie staje się kimś "znajomym". Więc co? Wystarczą mi maile do ludzi, by już nie beknąć za przestępstwo, jakim jest nielegalne udostępnianie dóbr autorskich? Czy to oznacza, że kiedy już wydam książkę (marzenia fajna sprawa), to również nie będę dostawać za nią pieniędzy, bo jedna osoba wrzuci ebooka na chomika, potem na jakieś grupy facebookowe, aż w końcu nikt, prócz najbliższych, nie będzie miał papierowej wersji na półce?

Nie powiem, ugodziła mnie ta świadomość. Potem jednak ugodziło mnie coś jeszcze - w dzisiejszych czasach, przy tak marnych zarobkach, ja również częściej myślę "skąd ściągnąć darmową książkę" zamiast "w której księgarni ją znajdę". Tak działają ceny rynkowe. Nie, nie docierają do mnie teksty w stylu "W Niemczech za jedną książkę płaci się 40 euro, a częściej je kupują niż w Polsce". Może to prawda, ale nie zapominajmy, że tam również są inne zarobki. Co możemy zrobić w Polsce, gdy dostajesz na rękę 1800, a musisz zrobić wszystkie opłaty i przeżyć za coś miesiąc? Raczej nie biegniesz do księgarni po książkę. A skoro książka kosztuje 30 złotych, a ebook 25 złotych, to cóż, szuka się jeszcze innych sposobów. Jednak dzielenie się nimi na wielką skalę (czyt. wrzucanie na facebooka, w grupach po parę tysięcy osób) jest kradzieżą. Chcesz książkę? Sam sobie jej poszukaj.

po drugie: plagiat i kradzież.

Kurcze, to chyba boli najbardziej. Przytoczę Wam kilka przykładów, ostatni jest moją wisienką na torcie, zwłaszcza jeśli chodzi o polskie prawo. Takie absurdy, co poradzić. Zaczniemy jednak od tego, czym tak naprawdę jest plagiat.

Plagiat (łac. plagium, kradzież) - pojęcie z zakresu prawa autorskiego oznaczające skopiowanie cudzego utworu (lub jego części) wraz z przypisaniem sobie prawa do autorstwa poprzez ukrycie pochodzenia splagiatowanego utworu. (...) W języku potocznym plagiat to kradzież utworu lub pomysłu. Jest nazywany kradzieżą intelektualną. Z definicji jest umyślny - plagiator (osoba, która dopuściła się plagiatu) przypisuje sobie cudzą twórczość, świadomie zataja źródło istotnych zapożyczeń. (...) Plagiat jest szczególnie niechlubnym przestępstwem, dyskwalifikującym autora całkowicie do uczestnictwa w środowisku naukowym. Dotyczy to zarówno studentów, jak i pracowników naukowych. Plagiat polega na kopiowaniu cudzych pomysłów i tekstów - jest to kradzież idei. Plagiat zawsze stanowi naruszenie autorskich praw osobistych (prawo do ujawnienia autorstwa) (...)
źródło: wikipedia

Skoro już, mniej więcej, wiemy czym jest plagiat (to bardzo, bardzo złe zjawisko) to czas zabrać się za analizowanie plagiatów, z którymi się spotkałam. Będę wspominać o tych, mających związek z blogami, bo w końcu stąd wzięło się a very potter... fanfic?. Gdyby nie blogi - nie powstałby ten cykl. Och, za to właśnie kocham blogerów! Są niewyczerpalną kopalnią pomysłów na posty!

sytuacja pierwsza: Plagiatorzy blogowi nie zdają sobie sprawy, że kłamstwo ma krótkie nogi. Jeśli przekopiuje się fragment z innej strony (żywcem kopiuj-wklej z punktu a do punktu b, bo jest się na tyle leniem, że się tego nawet nie chce przepisać), to to od razu widać. Nie wiem z czym to jest związane, ale wtedy pojawia się na blogu w białym zaznaczeniu i tak właśnie zostaje. Chociaż u mnie ma to również związek z tekstami kopiowanymi z worda, ale przynajmniej nie zmienia się moja czcionka, jak to zdarzyło się na jednym z blogów. Cóż, jeśli cały tekst jest napisany, dajmy na to, Verdaną, a fragment na białym tle Timesem... No cóż, coś jest nie tak, prawda? Adresu bloga podawać nie będę, by nie robić mu jakiejkolwiek reklamy. Kto powinien wiedzieć ten, cóż, wie.

sytuacja druga: Mało kto zdaje sobie sprawę, że w przypadku tłumaczenia danego tekstu potrzebna jest zgoda autora. Nie można sobie tłumaczyć po prostu tekstu, ze zwykłego widzi-mi-się. Autor musi mieć świadomość, że ktoś jego tekst sobie tłumaczy. Musi też wiedzieć, gdzie będzie on opublikowany. W związku z tym dane tłumaczenie może być tylko tam, gdzie tłumacz je wystawi (lub: gdzie pozwoli komuś je wstawić). I tym sposobem przechodzimy do punktu trzeciego.

sytuacja trzecia: ostatnio okropną plagą stały się blogi, na których ludzie publikują miniaturki czy krótkie opowiadania autorstwa innych ludzi. Tłumaczenia także. I nie zawsze są to teksty z podpisem czyje to jest dzieło. Nie, czasem autor przypisuje sobie utwory klasyczne świata fanfiction. Ostatnio trafiłam na dwa takie blogi. Jeden, z tego co pamiętam, został już skasowany. Z drugim była drobna walka, bo autor nie widział w tym nic złego. Potem dodał tylko autorów, ale dalej nie uważał, że robi coś złego. Nie wiem jak skończyła się cała sprawa. 

po trzecie: jestem plagiatorem. 

I dochodzimy do najważniejszego. Plagiatorzy. Ludzie, którzy świadomie kopiują fragmenty bądź całość tekstów, nie należących do nich. Ostatnio stało się to naprawdę wielką plagą. W świecie blogowych fanficków coraz częściej zauważamy skopiowane rozdziały, postacie, fragmenty tekstów, całe miniaturki. Słowem: WSZYSTKO. Czasem w danym utworze zamieniane są po prostu imiona i nazwiska postaci, jakby plagiator myślał, że nikt nie zauważy podobieństwa. Internet próbuje z tym walczyć, jednak jest to walka z wiatrakami.

Wśród plagiatorów raczej nie ma czegoś takiego jak przepraszam, zrobiłem to przypadkiem. Kurcze, kradzież nie zdarza się przypadkiem. Przepisanie tekstu słowo w słowo to nie przypadek. Czy pójście do sklepu i wyniesienie jakiegoś produktu również można nazwać przypadkiem? Skoro nie kradniesz rzeczy ze sklepu - nie rób tego w sieci. Kradzież to kradzież, nawet jeśli ktoś ją umotywuje. Są jednak pewne przypadki, gdy nieco bardziej możemy wczuć się w skórę plagiatora. Jednak bez względu na wszystko - kradzieży nie można wytłumaczyć.

Nie wiem jak Wam, ale mnie, w tym wszystkim, nasuwa się jedno pytanie - Dlaczego ktoś plagiatuje dany tekst? Niby proste pytanie, ale jak można na nie odpowiedzieć? Czy jest ktoś, kto zna odpowiedź? Jak dla mnie to można tylko domniemywać, co skłoniło kogoś do kradzieży. Kiedyś próbowałam się nad tym zastanowić, więc zaraz postaram się Wam przedstawić moje wynurzenia.

kwestia pierwsza: Brak docenienia.
Pomyślcie sobie - piszecie od lat. Staracie się, tworzycie, spędzacie naprawdę dużo czasu nad jednym rozdziałem, by był dopracowany pod każdym względem. Publikujecie go, reklamujecie wszędzie, gdzie się da i czekacie. Czekacie. I nie ma nic. Pojawiają się może ze dwa komentarze, od najbliższych znajomych. Nic więcej. Na blogu czterech obserwatorów. Tekst przeszedł bez echa. Pierwsza myśl: Może to jednak nie jest to. Może coś nie wyszło, tekst wcale nie jest taki dobry jak myślę?. Przemierzacie internet w poszukiwaniu czegoś, co Was natknie. I nagle trafiacie na opowiadanie, które ani nie ma fabuły ani większego pomysłu, składa się głównie z dialogów, w dodatku źle zapisanych, interpunkcja leży i kwiczy, jakość dawno umarła, rozdziały są nie dłuższe niż dwie strony w Wordzie, po czym... Widzicie dziesiątki obserwatorów i jeszcze więcej komentarzy. Mnóstwo komentarzy pod każdym z rozdziałów, a każdy z nich tylko chwali tekst. Idzie się wkurzyć, prawda?

kwestia druga: Za dużo czytania. 
To może nawet nie jest plagiat, ale sama nie wiem jak można to nazwać. Za dużą inspiracją? Nie raz mam wrażenie, że przeglądając blogosferę, pomysły się powtarzają. Nie sama treść, ale pomysły. Wciąż powtarzający się schemat, w zależności od tematyki opowiadania. Myślę, że po prostu ludzie są tak bardzo zainspirowani niektórymi tekstami, że próbują napisać własne teksty, używając danych motywów. Naprawdę. Postacie mają podobne charaktery i zachowania, dzieją się niemal jednakowe wydarzenia, koniec w większości jest taki sam. Czy jednak to można nazwać plagiatem?

kwestia trzecia: Może nikt nie zauważy. 
Wiadomo, każdy plagiator właśnie o tym marzy. Żeby nikt nie zauważył, że jednak splagiatowano. Kiedy jednak już dojdzie do odnalezienia plagiatu, oskarżenia (oczywiście z podstawami), dzieją się różne rzeczy. Jeden plagiator od razu przeprosi i napisze sprostowanie. Drugi usunie bloga, jakby nigdy nic, udając, że nic się nie stało. I w końcu trzeci, najgorszy typ, będzie udawał, że to nie jest prawda, mimo iż są ku temu podstawy. Plagiator będzie walczył dzielnie o swoją rację, chociaż wszyscy wiedzą, że splagiatował równo. Zawsze wtedy mnie ciekawi co kryje się w głowie takiego człowieka, który brnie w kłamstwo, mimo iż wszyscy już poznali prawdę. Co mu to daje?

O tym ostatnim typie człowieka mogłabym powiedzieć najwięcej, bo jest to najbardziej popularne. Mogę jednak odesłać Was do największego polskiego plagiatu i na tym zakończyć post. Ale nie, zamierzam opowiedzieć Wam o słynniejszych plagiatach, nie tylko polskich, ale również zagranicznych. Mam nadzieję, że nikomu nie zniszczę książkowego dzieciństwa (bo o książkach będzie mowa. Tylko.).

po czwarte: słynne plagiaty.

Kojarzycie może "Kod Leonarda da Vinci"? Światowy bestseller Dana Browna. Książka, w której zaczytują się wszyscy, bez względu na wiek. Utwór, który nawet został zekranizowany! Nie wiem czy jednak ktokolwiek z Was wie, że autor książki bezceremonialnie skopiował najważniejsze teorie z "Święty Graal, Święta krew" autorstwa Michaela Baigenta oraz Richarda Leigha. W "Kodzie Leonarda da Vinci znalazła się, m.in. teoria dotyczące ślubu Marii Magdaleny i Jezusa oraz faktu, że ich potomkowie zasiadali na europejskich tronach, tworząc zaczątki wielkich dynastycznych rodów. Sześć lat pracy Baigenta i Leigha zostało skopiowane do zupełnie innej książki, która stała się bestsellerem. W przeciwieństwie do ich utworu.

Również wokół autorki bestsellerów dla młodzieży, Cassandry Clare, wybuchło spore zamieszanie. Znacie autorkę "Darów anioła"? Pewnie każdy przynajmniej raz o niej usłyszał. Nie wszyscy jednak wiedzą, że nim Clare została autorką książek, tworzyła fanfiction ze świata Harry'ego Pottera, a jej "Draco Trilogy", było tak bardzo popularne, że fani nawet wysyłali jej prezenty na adres domowy, a gdy straciła laptop (został skradziony albo się zepsuł, do tego nie dotarłam), fani uzbierali pieniądze na nowy sprzęt, by mogła dalej pisać. Czerpała ze swej popularności jak mogła. Początkowo jednak nikt nie wiedział, że trylogia dotycząca postaci Dracona Malfoya jest plagiatem różnych tekstów. Kopiowała cytaty z filmów i książek. Można było tam znaleźć fragmenty z takich seriali jak "Buffy, postrach wampirów" czy "Czerwonego karła". Trylogia zniknęła z fanfiction net, ale autorka nigdy nie poczuwała się do winy. Nie przeprosiła.

A teraz wisienka na torcie - polski plagiat!

W lipcu 2012 roku do księgarni trafiła książka trzynastoletniej Agaty Romaniuk. Tytuł "Yakuza. Bliźniacza krew" jakoś od razu nakierowuje czytelnika na Japonię, może nawet i mangę. Wydawnictwo pisze, że jest to:

Świetny debiut, wyjątkowo dojrzała literacko narracja. Trzynastoletnia, utalentowana autorka odsłania mroki tajemniczego, japońskiego świata, w którym liczą się pieniądze i układy, przemoc jest codziennością, a litość i współczucie - nie istnieją. 

Trudno mi oceniać książkę, której nigdy nie miałam nawet w ręce. Nie potrafię jednak przejść obojętnie obok utworu, który jest skopiowany z bloga innej dziewczyny. Nie dociera do mnie jak wydawnictwo mogło na to pozwolić. Przecież muszą mieć jakieś specjalne programy, w których można sprawdzić plagiat. Siedem lat prowadzenia bloga przez Joannę skończyło się na tym, że trzynastoletnie DZIECKO wydało jej twórczość, zmieniając tylko jakieś drobne fragmenty. Najsmutniejsze jest to, że nikt nic z tym nie zrobił. Autorka dostała przeprosiny od Wydawnictwa, ale nic poza tym. Zero przeprosin ze strony plagiatorki czy jej rodziców. Sąd również nie był przychylny. I wiecie, tak sobie pomyślałam, że to okropne, kiedy przez lata tworzysz coś na blogu, skupiasz się na tym, pracujesz, próbujesz dopracować wszystkie szczegóły, a ktoś tak po prostu, bezczelnie i z premedytacją, kradnie Twoje dzieło.

Internauci są przychylni Joannie. Ja również. Całą historię, opisaną przez Leithę, można przeczytać na jej blogu: TUTAJ. Walczmy z plagiatorami, nie dawajmy im na to przyzwolenia.


A może Wy także spotkaliście się z plagiatami? Mieliście z nimi do czynienia? Osobiście? A może dopadło to kogoś bliskiego?

Podzielcie się swoimi historiami.




Jeśli jeszcze nie wiecie - można mnie śledzić także na facebooku, zapraszam:
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

12 komentarzy:

  1. Bolesną prawdą jest to, że niejednokrotnie ściągałam książki z chomika :'( Choć większości nawet nie zaczęłam czytać i nie zamierzam, to jednak parę pozycji skończyłam, które właśnie pochodziły z owej strony.
    Jestem dopiero uczniem 1 liceum i moje zarobki są żadne, a rodziców nie stać też na zakup takiej liczby książek jakiej potrzebuję. No cóż, próbowałam sobie jakoś z tym radzić, tym bardziej, ze Gminna Biblioteka Publiczna w mojej okolicy jest dosyć mała i zasób równie skromny (jak na moje potrzeby), jednak często miałam to uczucie, ze chciałabym dać więcej wkładu w działalność literacką niż ściąganie z chomika. Podobnie z resztą było z piosenkami.
    NIE POLECAM ściągać z chomika, bo to boli każdego zagorzałego czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej, okej, moich słów kilka. Znasz mnie, upierdliwa ze mnie czytelniczka. Miałam zajęcia z zakresu praw autorskich na innym blogu i śmieszne jest to, że to, kto Ci napisał "znajomym możesz, internetowi - nie" jest prawdą. Uczyła nas prawniczka, która opowiadała, jak łatwo można się wymigać od kary, ponieważ jest to ogromna luka w prawach autorskich.
    Opowieść o skradzionej przez trzynastolatkę książce również słyszałam. Co mnie dziwi? Nikomu nie przyszło na myśl, skąd trzynastolatka może znać takie motywy jak Yakuza? Nie czytałam książki, ale na pewno poza wyobraźnią, są fakty. Skąd nastolatka weźmie fakty? No skąd? A no z wikipedi co najwyżej. Nie sądzę, by blogerka bazowała na wikipedii. No ale, ja nie wierzę w ludzi i nie wierzę w genialne trzynastolatki.
    Z plagiatem spotkałam się takim, że ktoś publikował moje opowiadanie. Śmieszne, bo kłótnia z tą osobą była bezsensowna. Wiedziała lepiej. Dlatego życie nauczyło mnie, że nie publikuję ważnych rzeczy w sieci. Pozostają bezpiecznie na moim dysku. Koniec, kropka. Cała idea uniwersum jest tylko w mojej głowie, nigdzie indziej.
    Chomikuj. Niestety. Książka powinna kosztować tyle co pół litra wódki. Ile kosztuje? Więcej. Ludzie powinni mieć wybór, ale polityka wydawnictw nie daje nam tego. Okradamy autorów? Nie zgodzę się, moja droga. 5% ceny książki trafia do autora, reszta do wydawnictwa. Okradamy wydawnictwa. Okradamy producentów płyt. Nie okradamy autorów, oni już zostali okradzeni. Obdarto ich z ich wiedzy, byleby mogli coś wydać. Takie są realia w moim przekonaniu.
    Hm. Ciekawy post pod tym względem, że poruszasz sensowny temat, na który chętnie, jak widać, się wypowiadam. Dlaczego ludzie kopiują? Nie wiem. Nie kopiuję, nie tłumaczę, inspiruję się. Na zakończenie: Droga Papryczko, czy mogę, zainspirowana Twoim tematem, również napisać swoje przemyślenia na temat plagiatowania? Oczywiście, z odnośnikiem na Twojego bloga. Kłaniam się *pozdrawiam*

    OdpowiedzUsuń
  3. Odnośnie chomików - mogę przyznać, że nigdy niczego z tej strony nie ściągałam, chyba że były to jakieś wrzucone notatki, skrypty z poprzednich lat. Cóż, studia. A jeśli już piszesz o ściąganiu darmowych książek... Wiadomo, to jest fajna sprawa, ale ja jestem sentymentalnym typem chomika i bardziej niż samo przeczytanie i "odhaczenie" danej książki na swojej niewidzialnej liście, cieszy mnie jeszcze posiadanie owego trofeum na półce. I okazuje się, że takich osób jest znacznie więcej, niż sądzisz. xD
    Jeśli chodzi o plagiat - całkowicie się z Tobą zgadzam i również zastanawiam się nad podobnymi pytaniami. Już pomijając sam fakt wznioślejszych prac (zatrzymajmy się tylko na blogach i ff) i "po co kraść, skoro samemu można coś wymyślić", dlaczego ludzie kradną tak, że można łatwo dojść prawdy? Być może problem nie leży ogólnie w ludziach, ale jest to domeną tych (nie bójmy się powiedzieć) mniej inteligentnych? Zetknęłam się z plagiatem już wielokrotnie (ba, sama byłam też okradana) i śmiało mogę powiedzieć: żadna z osób, które plagiatowały (czy to mnie, czy to kogoś innego) nie były jakoś szczególnie błyskotliwe. Więc może to jest problem?
    Odnośnie reklam... Nie wiem. Powiem szczerze - nie wiem, czy chodzi tu o docenianie pracy. Owszem, jest to bardzo miłe, kiedy ktoś wejdzie, przeczyta, skomentuje... Nie zawsze pochlebnie, ale skomentuje. Czasami pewnie brak odzewu jest priorytetem i może stać się kroplą, która przeleje czarę (motywując do kradzieży), ale (przynajmniej w sprawie ff) plagiatują zazwyczaj osoby, które i tak mają bardzo dużo komentarzy, czytelników... Wiesz, te aŁtorki blogasków. A jeśli chodzi już o sam fakt komentarzy/odzewu/zainteresowania... Jeśli ktoś pisze już wystarczająco długo i ma te historie w sercu, komentarze stają się tylko przyjemnym dodatkiem.
    Co do punktu drugiego (zainspirowania). Choć ludzie różnią się od siebie, nadal są ludźmi. Każdy chyba jako dziecko bawił się w "podłoga to lawa", unikał chodzenia po pęknięciach w chodniku, a potem myślał, że to on wymyślił tę zabawę. I jakie jest zaskoczenie, kiedy widzisz, że prawie każdy w dzieciństwie miał podobne zabawy. Pewne schematy będą się powtarzać tylko dlatego, że ff pisane są przez ludzi, a owe schematy powielają się, kiedy autorowi nie chce się pomyśleć i stworzyć coś nowego. Uważam, że tworzenie się schematów wynika nie z "zainspirowania się", ale po prostu z lenistwa (a czasami i z braku kreatywności). Inspirowanie się to zupełnie inna kwestia, bo to jest CELOWE.
    Sprawy z tą trzynastoletnią złodziejką nie chce mi się nawet komentować, bo nie starczyłoby przekleństw, żeby to opisać. Ta historia zionie tak potworną bezczelnością i absurdem, że nawet szkoda rozpoczynać dyskusję. Sama wiesz.
    No cóż, takie jest moje zdanie. Z plagiatem można walczyć, ale czy to coś da... W momentach, kiedy słyszę kolejne historie o plagiatorach, blogerach i innych tego typu sprawach, z początku czuję niepokój i chęć natychmiastowego zaprzestania publikacji swoich tekstów w internecie, ale zaraz potem usiłuję siebie przekonać, że moje teksty nie są aż tak dobre, aby ktokolwiek się na nie połasił... Do momentu, aż widzę, że aŁtorka jednego blogaska ukradła rozdział czy miniaturkę innej aŁtorce. I tak oto koło się zamyka, zostaje nam nadzieja, że złodzieje po prostu nie trafią na nasze blogi. Powiem szczerze - nie chciałabym być splagiatowana, przekonałam się, co to kradzież tekstu. I to na własnej skórze, ale za czasów onetowskich walka z plagiatorami była o wiele łatwiejsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Prowadzę blogi siatkarskie fanfiction i rzeczywiście wszędzie wiele pomysłów się powtarza. Ale dużo czytam i zauważyłam, że w książkach, w których jest wątek miłosny jest identycznie jak na blogach. Historie w obu przypadkach opierają się na stałych elementach. Weźmy chociaż serię Szeptem i Ever, książkę " Nie kochaj łotra". Mogłabym podać wiele przykładów miłości, w której postać to niegrzeczny i tajemniczy chłopak. Dlatego większośc książek z gatunku romans musiała by być splagiatowana. Napisałaś na temat plagiatu dobry tekst, ale myślę, że w tej rzeczy przesadziłaś. Tak samo co do chomików, jasne, że autorzy na tym tracą i zgadzam się, że to kradzież, ale mogę również wyobrazić sobie młodego człowieka, którego nie stać, kupić książkę albo nie ma ich w bibliotece, którym daleko do świetnego wyposażenia. Ten młody człowiek kocha czytać, ale nie ma jak poznać tego dreszczyku, który ja np odczuwam, dokładając kolejną książkę na regał. I teraz jest dylemat jak dla mnie czy ta kradzież aby na pewno jest zła. Zrobił źle, że ściągnął książkę, ale sprawiła, że się rozwinął,poszerzył horyzonty i stał szczęśliwszy. Porównałaś plagiat do kradzieży w sklepie, ale czy ci co kradną nie mają okoliczności łagodzących? Czasem kradną i małe dzieci, które zapędził do tego głód. Nie chcę uniewinnić takich czynów, ale zauważyć, że nie zawsze wszystko jest czarne albo białe. Rozumiem obie strony.
    Co do kopiowania tekstów i przypisywania sobie ich stworzenia, to dla autora jest najdotkliwszy cios jaki może ktoś zadać. Wiem, bo prowadzę już 4 bloga, ale zdarzyło mi się to przy poprzednim. Tak bardzo starałam się by opisywana przeze mnie historia różniła się od innych, a tymczasem dziewczyna, która czytała i komentowała moje rozdziały, skopiowała każdy najmniejszy pomysł. Nie mogłam patrzeć na to obojętne. Automatycznie napisałam do stron, które opublikowały na jej prośbe adres tego bloga, ze pomysły nie są jej tylko kropka w kropkę moje. Następnie napisałam u siebie post, że na takie coś się nie godzę i będę walczyć o to co moje, skutkiem czego blogerka usunęła bloga. Na koniec zdobyłam numer jej gg i napisałam do niej. Powiedziałam, że styl pisania ma świetny, ale jest nic nie wart bez własnych pomysłów. Dziewczyna przeprosiła i historia się skończyła.

    OdpowiedzUsuń
  5. W środowisku copywriterów plagiat jest czymś niedozwolonym, taki ciężki grzech prowadzący do odpowiedzialności karnej ;) Jednak wydaje mi się, że każdy chociaż raz ściągnął coś z chomika. Co czuje osoba plagiatowana? Pierwsza myśl - jestem tak cholernie dobra, że ktoś coś ode mnie ukradł! Z drugiej strony - jest nam przykro. Niestety takie realia...

    my-blue-rain.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Pierwsze myśl - "O kurcze, ale ja jestem dobra! Kopiują mnie, chcą być tacy jak ja! Ale ja muszę dobrze pisać!" i druga myśl - "Dlaczego ona zabrała mój tekst? Nie może wymyślić swojego? Dlaczego ona ma więcej komentarzy pod tym? Przecież to moje!". Szkoda tylko, że polskie prawo dało na to w pewien sposób przyzwolenie. Wystarczy spojrzeć na przykład z "Yakuzą". Smutne realia życia w Polsce...

      Usuń
  6. Na pewnym nabożeństwie, w którym miałam przyjemność uczestniczyć prelegent powiedział: ''Ile razy trzeba skłamać, by stać się kłamcą? A ile razy trzeba coś ukraść, by stać się złodziejem?' Raz.'' W zupełności się z tym identyfikuję, choć nie przeczę, że sama korzystam z tworów pod tytułem chomikuj.pl bo w Polsce książka w jakiejkolwiek formie to spory wydatek. Dla porównania - w Niemczech przeciętny zjadacz chleba zarabia lub dostaje od państwa porównywalnie tyle, ile wynosi średnia krajowa w Polsce, natomiast w euro... czyli zasadniczo cztery razy tyle. Przy czym książki - w zależności jakie - kosztują kilkanaście euro. Nie dziwota, że w krajach zachodu ludzie nie mają potrzeby piractwa. Niestety w Polsce wybór jest niemal żaden: albo jesteś inteligentnym, oczytanym złodziejem, albo pustym i głupim praworządnym obywatelem. No chyba, że kogoś stać. Plagiaty to natomiast temat, który myślę nie potrzebuje komentarza, bo dogłębnie wyczerpałaś temat... :))

    www.rose-im-wind.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, starałam się wyczerpać temat, chociaż czuję, że mogłabym dodać od siebie jeszcze nieco więcej (jednakże - kto by to wtedy przeczytał?).
      Staram się jak mogę, by książki kupować. Zwykle rozglądam się za promocjami (wyprzedaże w Matrasie, kocham te koszyki! Kupiłam tam jedną z ulubionych książek za 4,99. Normalnie kosztuje 39,90...) albo za książkami, które są dostępne z gazetami (np. ukochana seria o Agacie Raisin, polecam!), ale nie zawsze można kupić coś, co się chce, w niskiej cenie. A szkoda...
      Chyba wolę być inteligentnym i oczytanym złodziejem. Smutna rzeczywistość.

      Usuń
  7. Ciekawy tekst... Zbyt daleko idące inspiracje innymi utworami powtarzają się zbyt często. Co jest żałosne moim zdaniem. Gówniara miała tupet - nie ma co...
    Z chomika ściągałam nie będę pisała, ze było inaczej. Nie mniej jednak Zawsze książkę która mi się podobała zakupywałam, czy to po polsku czy po angielsku. Takie moje dziękuję dla autora. Nie wydaję pieniędzy w ciemno bo i tak z nimi krucho, a książki nie czarujmy się są cholernie drogie... Wychodzi na to, że lepiej zacząć pić..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z książkami robię tak samo - czytam z chomika, a kiedy mi się spodoba, kupuję. Przez to nie mam ich gdzie trzymać. Chyba też dlatego trochę zaczęłam z chomika korzystać. Bo fajnie to wszystko poczytać, ale... Gdzie to trzymać?
      Inspiracja inspiracją, ale przekopiowane akapity to już nie inspiracja, a kradzież. Bez względu na to, czy to dziecko było chore na raka czy na grypę, miało jednego rodzica czy dwóch, było biedne czy bogate - NIC nie daje nam prawa kraść cudzej własności intelektualnej.

      Usuń
  8. Wniosek wysuwa się tylko jeden - nie zakładać blogów z opowiadaniami, bo prędzej czy później i tak ktoś skopiuje czyjąś twórczość.
    Sama nigdy nie miałam bloga z powieścią i nigdy go nie założę. Ryzyko, że ktoś bezczelnie splagiatuje całą moją książkę albo jej część, jest bardzo duże. Po co miałabym ujawniać swój kunszt literacki w sieci, a potem wkurzać się, że inna osoba skopiowała moją pracę, nad którą bardzo się namęczyłam, pielęgnując każdy rozdział, a nawet zdania i opisy. Dlatego piszę tylko w Wordzie, a później moja książka będzie czekać na wydanie, taka 'świeża i nieruszana', że tak powiem.
    Twój poradnik bardzo mi się spodobał i sądzę, że daje dużo do myślenia.
    Pozdrawiam,
    Sovbedlly

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś wszystkie swoje opowiadania pisałam na blogach. Teraz jedynie fanfiction, które są dla mnie oderwaniem od rzeczywistości. Może nie jestem mega dobrym pisarzem, potrzebuję jeszcze dużo poćwiczyć, ale mimo wszystko nie chciałabym, żeby ktoś skopiował mój pomysł. Myśl, że coś mojego mogłoby pójść w świat pod innym nazwiskiem doprowadza mnie do palpitacji serca.
      Książkę piszę w zeszycie, potem będę ją przepisywać na laptop. Przed jakimkolwiek wydaniem chcę, aby przeszła przez obiektywne ręce osoby, która jest dla mnie bardzo ważna. Na blogu nikt tego nie przeczyta, bo skoro będzie to na blogu to po co później wydawać pieniądze na książkę? Nie opłaca się. ;).
      Dziękuję bardzo za komentarz. Mam nadzieję, że uda się z książką, a do mnie wpadniesz jeszcze nie raz ;).
      Pozdrawiam,
      Papryczka Chili

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.