25.08.2015

#27 kreacja bohatera part I.

Dzień dobry!

Miało być co innego, znowu jest co innego. Cała ja. Ostatnio zastanawiam się nad utworzeniem bloga tylko do a very potter... fanfick?, bo te teksty mają jakby swoje własne życie. Pomysły przychodzą mi do głowy tak często i jest ich tak wiele, że czasem nie wiem za co mam się zabrać. Naprawdę! Dzisiaj, mam nadzieję, trafię do większości. Na to liczę.

KREACJA BOHATERÓW

część pierwsza: świat Harry'ego Pottera


Sądzę, że z całości będą trzy części. Dzisiaj chcę pokazać czego NIE można robić, jeśli postać ma mieć charakter. Najczęstszym błędem autorów jest stereotypowość, "płaskość" i powielanie schematów. Idealizowanie. Opisy z taką masą porównań, które się do niczego nie kleją, że głowa mała. Na całe szczęście, dzięki pomocy Frozenki, mogę ukazać opisy na przykładach. Zaczynamy!

BLAISE ZABINI

Jeśli ktoś czytał/oglądał Harry'ego Pottera to powinien kojarzyć tę postać. Blaise jest Ślizgonem (mieszkańcem domu Slytherin), czarnoskórym, wysokim chłopakiem, dobrym znajomym, a może i przyjacielem Dracona Malfoya. O tej postaci wiemy niewiele. Najważniejszą informacją, podaną zarówno w filmie, jak i w książce, jest fakt, że chłopak jest CZARNOSKÓRY. Okej, nim wyszła szósta część książki (2005 rok wersja angielska, 2006 wersja polska) Blaise przedstawiany był w opowiadaniach za pomocą zdjęć Shane Westa albo Chada Michaela Murraya. Można wybaczyć, bo jak dobrze kojarzę - przed Księciem Półkrwi nigdzie nie podano wyglądu postaci, więc była pewna dowolność co do koloru skóry. Dręczy mnie jednak to, że dziesięć lat po opublikowaniu oryginału książki ludzie wciąż robią jakieś akcje z kolorem skóry. A jakie? Cóż, o tym za moment. 

Świat fanfiction ma to do siebie, że rządzi się swoimi prawami. Każdy może napisać co chce, stworzyć postać i historię jaka mu się podoba, umieścić w czasie, który uzna za najodpowiedniejszy. Mimo wszystko nazwa fanfiction do czegoś zobowiązuje - są to opowiadania fanów, ale oparte na pewnym uniwersum. Można z nim wiele zrobić, ale nie wszystko. Jakaś część kanonu powinna zostać, bo kiedy zostawiamy imię i nazwisko oraz miejsce, w którym dzieje się akcja, a cała reszta jest nasza, wymyślona, to... dlaczego nie przerobić jeszcze tych dwóch rzeczy i nie zrobić całkowicie autorskiego opowiadania? Byłoby ciekawiej.

W świecie potterowskich fanfiction chyba najczęściej przerabianą postacią jest nie kto inny jak HERMIONA GRANGER. Dlaczego? W sumie odpowiedź jest prosta - Rowling stworzyła tę postać, nadała jej miano bohaterki pierwszoplanowej i opisała ją najbardziej ze wszystkich. Można by rzec, że podała wszystko na tacy, a ekipa filmowa dopełniła to, wybierając piękną Emmę Watson na miejsce Hermiony. I co? Autorzy blogów (a może ałtorzy?) do każdego opowiadania wrzucają wizję filmowej panny Granger, zamiast skupić się na oryginale. W związku z tym zamiast dziewczyny o nieco przemądrzałym głosie, burzy gęstych, brązowych włosów i wielkich przednich zębach robią z niej seksbombę. Wiadomo, od pierwszej części nieco się zmieniła. Na pewno straciła te przednie zęby, o czym dowiadujemy się w czwartej części (o ile czytało się książkę). Autorki jednak przesadzają w swoich opisach.

Perełka wśród opowiadań (niestety, już skasowana):
"Były wakacje. Zaniedługo do Hogwartu. A ja? Strasznie się zmieniłam przez czas tych niecałych dwóch miesięcy. Włosy mi ściemniały i dostałam masy tam gdzie trzeba. Szczerze mówiąc zrobiłam prawo jazdy na motor. Nie taki byle jaki bo na Harleya. Kiedy mam złe dni to zawsze wsiadam na niego i jade gdzie mnie poniesie. (...)"

Chwała Tomione, że załatwiła dla mnie te screeny. Perełka jest przepisana słowo w słowo, nie dodałam żadnego przecinka, nie usunęłam żadnego ogonka. Jest to jednak fragment, który idealnie obrazuje to, jak część autorów kreuje Hermionę. Czas na analizę!

O błędach nie wspomnę. Przecinki to chyba uciekły gdzie pieprz rośnie i w sumie wcale się im nie dziwię. Hermiona, która strasznie się zmieniła. Oczywiste. Włosy jej ściemniały. Dlaczego? Znaczy nie wiem jak Wam, ale w wakacje najczęściej mi jaśnieją od słońca, chociaż czasem zdarza się, że ciemnieją. Ale na krótki okres, odrastają już w naturalnym kolorze. Nie, Hermionie ściemniały. Mało to, dostała masy tam gdzie trzeba. Najpierw masa, potem rzeźba, prawda? Ale co to znaczy "tam gdzie trzeba"? Nabrała centymetrów w biuście i rozmiar stanika podskoczył z 75B/C na D/E (bo przecież to maksimum i w ogóle wielki cyc)? A może nagle figura panny Granger, chociaż nigdy nie była idealna, nagle nabrała idealnych kształtów - biust i biodra krągłe i seksowne, talia osy, zero nadprogramowych kilogramów czy niewielkiej ilości tłuszczyku? Oczywiście, przecież postać nie może być taka sobie. Musi być seksowna, szczupła, mądra. I ten motor... Wyobrażacie sobie Hermionę Granger, dziewczynę, która wiecznie siedzi w książkach, na Harleyu? No i co to ma znaczyć "zrobiłam prawo jazdy na motor, nie byle jaki bo na Harleya"? To jest jakiś wybór? Dzisiaj robię na Suzuki, za miesiąc na Harleya? Ej, to ja zrobiłam sobie prawo jazdy na Toyotę, skoro na niej zdawałam? Cholercia, chciałam na Volkswagena...

Ale dobra, miałam pisać o bohaterach, nie o Hermionie. Chociaż jeśli chodzi o tę postać to czuję, że mogłabym napisać osobny post, będący litanią. Przejdźmy więc dalej, do przykładowych błędów, które ukierunkowują postacie na Mary Sue.

Zastanówmy się przez chwilę. Dlaczego prawie każda postać jest wysoka i szczupła, z idealną cerą? Albo niska, drobniutka, filigranowa. Ale zawsze szczupła bądź chuda. Dlaczego bohaterka musi mieścić się w ubraniu w rozmiarze XS albo S, a nie może być w M, L lub, co gorsza, w XL? To jakaś tragedia? Postać większych gabarytów jest zabroniona? Chyba nigdy nie spotkałam się w fanfiction z postacią, która ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu, bo faktycznie ma jakieś mankamenty. Zwykle jest to "Jestem za gruba - powiedziała dziewczyna w rozmiarze S, by zdobyć potwierdzenie innych, że tak nie jest". Smutna rzeczywistość. Ja jednak staram się tworzyć postacie, które nie są idealne. Przecież nikt z nas nie jest idealny. Każdy ma jakiś minus - krzywe palce, małe usta, grube nogi, szerokie kości, małe oczy czy odstające uszy. Mamy różne figury - gruszkę, klepsydrę, jabłko, wiolonczelę, kolumnę... i dziesięć innych. Dlaczego nie jest tak z naszymi postaciami? Dlaczego wszystkie to klepsydry z prostymi palcami, pełnymi ustami, szczupłymi nogami i dużymi oczami? Co jest nie tak w postaci, która nienawidzi swoich piegów? Co z dziewczyną, która ukrywa swoje nogi, bo ma brzydkie kolana? Z taką, która nie umie uwydatnić oczu? Dlaczego każda potrafi zrobić sobie idealny makijaż i ubrać się, jak modelka na wybiegu?

Nie wiem jak Wy, ale ja mam problem ze zrobieniem dobrego makijażu. Wychodzą mi krzywe kreski, mam głęboko osadzone oczy i zawsze rozmazuje mi się tusz w trakcie malowania. Nie chodzę w butach na obcasie, bo wykręcam sobie kostki i nie umiem przejść prosto sporego odcinka, bez przypadkowej próby zrobienia sobie krzywdy. Może przez te niedoskonałości potrafię pisać o nieidealnych postaciach?

Rose Weasley to najbardziej wkurzająca postać, jaką kiedykolwiek zrobiłam. Jestem z siebie dumna, bo udało mi się stworzyć właśnie taką postać. Jest chuda, nawet nie szczupła, a chuda. Ma mnóstwo piegów, które lubi, rude włosy, które lubi, ale za swym ciałem nie przepada. Nie umie przytyć, w nerwach zwykle leci z wagi na łeb i na szyję. Ma wahania nastroju i potrafi zrazić do siebie ludzi nawet wtedy, kiedy próbuje ich sobie zjednać. Nie ma dodatkowych mocy. Jest zwyczajna.

Gdybym teraz pisała to opowiadanie od początku, zmieniłabym kilka cech, ale staram się nad nimi teraz panować. Łatwiej jednak zmienić charakter postaci bądź sprawić by przytyła/schudła, niż tworzyć ją od nowa. Nagle po kilku rozdziałach nie zapomni jak wyczarować patronusa czy zmienić się w swą animagiczną postać. Już zawsze będzie w ten sposób wyidealizowana.

Dawno, dawno temu J.K. Rowling podała, że Severus Snape był jedynym Śmierciożercą, który potrafił wyczarować patronusa. W "ślizgońskich" opowiadaniach tego patronusa potrafi wyczarować każdy, bo to przecież takie banalne. Nie ważne, że biedny Harry nie umiał sobie z nim poradzić. No co? Przecież był tumanem. Dla autorek nie ma czegoś takiego jak cecha, którą dziedziczą nieliczni. Często dzieje się tak, że główna bohaterka dostaje wszystkie możliwe, dziwne cechy. Metamorfomagia? Przecież każdy mógł nim zostać! Nie ważne, że przez całe siedem części poznaliśmy aż dwie postacie z tą cechą - przy czym była to matka z synem, więc było dziedziczone. Animag? E tam, każdy mógł być! Przecież James, Syriusz i Peter zostali nimi w szkole, bez wiedzy kogokolwiek! Więc główna bohaterka nie może? Zwykle pojawia się wtedy kolejna grupa "hogwarckich huncwotów" z tym, że damskich. Czasem jest to Lily Evans, przyszła żona Jamesa i matka Harry'ego. To oczywiste, że Evans ma swoje trzy przyjaciółki, z czego jedna nazywa się Dorcas Meadows, a druga często ma na imię Ann. I co dalej? Ano są cztery dziewczyny i czterech facetów, jeden jest wilkołakiem, a siódemka to nielegalni animagowie. Przy czym faceci musieli opanować tę sztukę przez lata, a dziewczyny, oczywiście, w przeciągu miesiąca. Trzy zmiany i się udało. Logiczne.

Dosyć ciekawym zjawiskiem jest to, że główny bohater (zwykle bohaterka. Nie oszukujmy się, większość opowiadań jest pisane przez dziewczyny, a te wolą pisać postacie w swojej płci) ma jakieś dziwne zwierzę - lisa, wilka, kruka, orła, jakieś inne zwierzątko, którego nikt nie ma. Ludzie nie chcą stosować się do zasady Rowling - "Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę."*. Okej, rozumiem, że Rowling sama nie zastosowała się do tej zasady, dając Ronaldowi szczura, który przecież nie został wymieniony w liście. Szczur ten jednak miał ważną rolę w późniejszych częściach, więc uznajmy, że możemy przymknąć na to oko. Uznajmy. W większości opowiadań jednak lis jest lisem, a kruk krukiem. Nie mają większego udziału, prócz tego, że są najlepszymi przyjaciółmi głównej bohaterki. Czasem zdarza się, że zasada pomijana jest także poprzez studenta posiadającego sowę ORAZ kota. Bo przecież zasady są dla idiotów, nie?

No dobra. Blaise na początku tekstu nie został wspomniany bez powodu. Hermiona też nie. Fragment opowiadania, który wyżej wrzuciłam (panna Granger nabierająca masy) to tekst, w którym Gryfonka nagle dowiedziała się, że jest siostrą Blaise'a Zabiniego. Ona biała, on czarny. Nie ważne, są bliźniętami. Kolor skóry to przecież tylko szczegół, nie? Mam więc dla Was kolejny fragment, tym razem opis bohaterki (mam wrażenie, że ma wszystkie cechy, które wymieniam w tym NIE-poradniku).

Tajemnicza, wredna dla osób, których nie zna, lubi pisać i czytać, mówi to co myśli, jest szczera do bólu, jednak nie odzywa się za dużo, tylko gdy to konieczne.Miłością otacza tylko swoją srebrną lisicę-Enyę.Nienawidzi, gdy ktoś jej rozkazuje.Oczywiście czarownica czystej krwi. Siostra Blaise'a, wysoka, szczupła, średniej długości czarne włosy ze srebrnymi pasemkami, czasami związane z luźny warkocz, blada cera, heterochromia oczu:jedno czarne, drugie szare. Ubiera się zazwyczaj na szaro. Na plecach ma tatuaż-skrzydła

Autorko, dlaczego ten opis nie kończy się kropką i brakuje mu spacji w paru miejscach? Dlaczego główna bohaterka (o dziwo nie Hermiona) jest białą siostrą Blaise'a? Eliksir? Rodzice wrzucili ją do wody z kwaskiem cytrynowym? A może do wybielacza? Dlaczego lisica jest srebrna? Co jest złego w pięknym, rudym lisku? No ale jak już jest srebrna to niech jest. Skoro musi... Heterochromia oczu. Internet mówi, że to niezwykle rzadka wada, dotykająca około jednego procenta osób. I, oczywiście, trafiła na tę bohaterkę. Bo jakby inaczej. Dlaczego jednak nie jest to zielone i niebieskie oko? Zielone i brązowe? Niebieskie i brązowe? Przecież to najczęściej spotykane heterochromie. Czasem pojawiają się dwa kolory na jednym oku. Ale czarne i szare? Czarne oczy nie są jakoś często spotykane. Szare częściej, ale też jest to raczej rzadkość. Kolejna postać pełna wyjątków genetycznych. A jak się mają srebrne pasemka? Genetyczne czy cały czas farbowane? Za pomocą magii? No i tatuaż-skrzydła. Czy tylko mnie kojarzy się to z naszą rodzimą wokalistką - Dodą?

Spora część autorów fanfiction tworzy postacie według pewnych schematów - pierwszy to Mary Sue, postać, która wszystko potrafi robić, jest nieprzeciętnie inteligentna, niesamowicie piękna, po prostu idealna. Zwykle to Hermiona przychodzi po wakacjach na kolejny rok, szósty albo siódmy, nabiera wyżej wspomnianej masy, staje się bardziej seksowna, zaczyna się malować i oglądać za facetami. To oczywiste, każda nastolatka myśli tylko o tym jak poderwać przystojniaka. Nic więcej się nie liczy. Drugim typem postaci są te złe Ślizgonki. Zawsze tajemnicza, zawsze szczera do bólu, zawsze wredna i chamska. W końcu w Slytherinie nie przyjmowali osób inteligentnych, szalonych i wrażliwych. Nie, no skąd. Wszystkie były takie same. Trzy, może cztery cechy. Ślizgoni - wredni,  Gryfoni - odważn,. Krukoni - inteligentni, Puchoni - lojalni. Sam stereotyp.

Postacie nie powinny być białe albo czarne. Przecież ludzie tacy nie są, a nasi bohaterowie powinni jak najbardziej odzwierciedlać realnych ludzi. Dobra postać to taka, której nienawidzimy, którą kochamy, z którą potrafimy się utożsamić. To postać, która wzbudza w nas większe lub mniejsze emocje, ale daje się zapamiętać. Co nam po bezbarwnej, jałowej postaci, której imienia nie potrafimy sobie przypomnieć? Wolimy takie, o których  będziemy pamiętać. Wolimy kolorowe, w różnych odcieniach szarości. Barwne.

Dlaczego więc najczęściej czytane blogi to te, które skupiają w sobie wszystkie cechy, które wyżej wymieniłam?




Jeśli o czymś zapomniałam - napiszcie w komentarzu. Poruszę każdą kwestię. Wyjaśnię ją, opowiem jakie jest moje zdanie. To subiektywny post, będący kroplą w morzu. Chętnie poznam Wasze zdanie.

Ahoj!
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

13 komentarzy:

  1. Ayden tak długo reklamował cię na stronce, że w końcu nie wytrzymałam i weszłam, żeby sprawdzić. I jestem mile zaskoczona, bo w końcu ktoś ujął w słowa to, co samo mi chodziło po głowie (Hermiony tego typu nie mogę znieść!). Dodałabym do tego jedno: najbardziej mnie irytuje nadawanie nagle przezwisk bohaterom. Od kiedy to na Hermionę wszyscy wołają "Miona", na Ginny "Ruda" albo "Wiewiórka" (już nie wspominając o nazywaniu ją Virginią), na Draco "Smoczu", na Rona "Rudy" i Harry'ego "Bliznowaty". Jedynie z Harrym wystąpiło to w książce, ale raz, i na dodatek się nie powtórzyło.
    Mimo wszystko sama zdaję sobie znakomicie sprawę, że osobiście próbuję stworzyć wyidealizowane postacie. Można powiedzieć, że mnie nawróciłaś i teraz będę się starać coś z tym zrobić ;)
    Kończąc moje narzekania, dodam tylko, że lecę czytać inne twoje posty i zaczynam obserwować :D
    Jeżeli by ci się chciało zerknąć do mnie, zapraszam:
    potomkowieludziianiolow.blogspot.com
    Pozdrawiam :3
    ~~GWMHJ

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie muszę komentować, bo tak naprawdę wiesz, co myślę o bohaterach wykreowanych przez aŁtorki, ale... Skomentuję, co mi tam. xD
    Przemyślałam to, co myślę o kreacji bohaterów i doszłam do wniosku, że tak naprawdę chyba wolę, kiedy postać jest beznadziejnie wykreowana, jest Mary Sue albo cycatą, pyskatą Hermioną niż jakimś papierowym ludkiem, który jest nudny i nie ma za grosz osobowości, a jedyne, co wnosi do historii, to jego wielce TRAGICZNA przeszłość. Ogarniam, że można robić postacie nieśmiałe lub nudne, ale bardziej chodzi o przedstawienie tej "nudy", a nie tylko trąbienie o niej w opisie bohaterów.
    O, zdziwiłam się, że na pierwszy ogień wzięłaś Blaise'a, bo byłam pewna, że będzie to albo wyidealizowana autorka opowiadania (nie OC, ale właśnie autorka), albo Hermiona. Ale cieszę się, że skupiłaś się bardziej na innych postaciach, bo Granger jest już tak oklepana, istnieje o niej tyle ff, że już chyba nawet aŁtorki wiedzą, że jest popularna. xD
    A co do Blaise'a... Jestem pewna, że każdy (nawet ten wymagający czytelnik) jest w stanie znieść go jako białego chłopca, ale musi być to logicznie wyjaśnione. Nie wiem, brał od urodzenia eliksiry rozjaśniające, bo wstydził się koloru skóry, jego matka puściła się z Voldemortem i białe geny były silniejsze... Nigdzie nie było wspomniane, że jego matka była czarna, ale skoro Blaise jest opisywany jako CZARNOSKÓRY, oznacza to, że nie mógł być mieszanką białego i czarnego, a co za tym idzie - rodzice byli ciemni.
    O Hermionie wolę się nie wypowiadać, bo (jak pisałam wcześniej) jest to już tak oklepana postać, że szkoda o niej wspominać. xD
    (Dobra, tak naprawdę piszę to na nowym laptopie i jeszcze się nie przyzwyczaiłam do klawiatury, przez co już dwa razy skasowałam sobie przypadkowo tekst. Nie chcę ryzykować.)
    MARY SUE!!! <3 Uwielbiam to. Serio, uwielbiam, to nie jest sarkazm. Oczywiście te dobrze wykreowane Mary Sue, a nie wilkołak, wampir, czarodziej, mugol, facet i kobieta w jednym (naprawdę spotkałam się z czymś takim - pomijając gender xD).
    Co do Snape'a... Tu już nawet nie chodzi o śmierciożerców. Bo przecież KAŻDY uczeń potrafi wyczarować patronusa. I to już w drugiej klasie, bo w pierwszej to by było zbyt idealnie i każdy czytelnik by pomyślał, że to opowiadanie jest BARDZO naiwne...
    Naczelną idiotką wśród dziewcząt za czasów Huncwotów była Dorcas - wiecznie rozchichotana, wymalowana i głupia przyjaciółka Lily. Mimo że tak naprawdę nie była idiotką. To trochę tak, jakby zrobić z Pansy Parkinson taką idiotkę. Ale to jest jedynie brak znajomości postaci i ignorancja, nic więcej. Zupełnie tak, jak z Zabinim.
    Co do zwierząt... Racja. Jest delikatna różnica między LISEM a SZCZUREM. Widziałam wczoraj lisa, jak jechałam po brata do miasta. Lisior dość mały (jak na lisa), ale i tak był wielkości przeciętnego psa. Obawiam się, że lis zwróci uwagę każdego. Kruk... NO, kruka bym się już tak nie czepiała, ptak to ptak, jeśli ktoś woli, to spoko. Ale lis... Echm, gruba przesada. Pozwolą na lisa, to później ktoś przywlecze niuchacza. Albo owczarka niemieckiego. I gdzie to potem trzymać? Wiem jedno - Hagrid byłby zachwycony. xD
    Hahaha, Błoże, uwielbiam Cię za ten kwas. <3
    Co do czarnych oczu... Nie dość, że są rzadko spotykane, to jeszcze Ci powiem... Że czarnych oczu nie ma. Mogą być bardzo bardzo ciemne (brązowe), ale nie ma czarnych oczu. Okej, sama stosuję tę metaforę, ale gdyby ktoś mnie zapytał, jaki kolor oczu ma moja postać, powiedziałabym - ciemny brąz. Czarne oczy nie występują w przyrodzie. Tak, jak fioletowe (owszem, widziałam to w ff). ;_;
    Hermiona Hermioną... Skoro już się tak upierają na seksowną Hermionę, to dlaczego nie stworzą ją PO PROSTU seksowną, tylko to biedne dziewczę zawsze musi się zmieniać przez wakacje?
    Puchoni nie są lojalni. Puchoni to ziemniaki. xD I tak są też przedstawiani.
    I tą jakże poetycką metafotą kończę swój komentarz. xD
    Frozenka

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej. Nie wiem, czy rozpiszę się jak dziewczyny przede mną, ale.
    Chciałabym Ci podziękować za ten wpis, gdyż zaczęłam pisać ff i właśnie... mam problem ze swoją postacią... i nie chcę, żeby była taka jak wszystkie...mimo że nienawidzę przerysowanych postaci to jestem pewna, że takie właśnie bym stworzyła. Otworzyłaś mi oczy na to, co jest oczywiste, ale tak mało jest osób, które wpada na pomysł stworzenia swojej postaci... jako tej "nieidealnej".
    Co do Twojego pytania... może autorki tworzą takie postaci, bo... same chciałyby takie być? Pisząc wczuwają się w swoją postać tak bardzo, że chcą być takie... super.
    Bardzo trafny jest komentarz na temat metamorfomagów, czy animagów. Sama wiem, gdy piszę opowiadania grupowe z kilkoma osobami, że każdy jest animagiem, patronus? Oczywiście. Bez wyjątków.
    Mam nadzieję, że dużo osób zobaczy ten wpis, zanim weźmie się za pisanie jakiegokolwiek opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bohater musi być nieco wyidealizowany, by nie był nudnym, szarym człowieczkiem (bo przyznajmy szczerze - szarzy ludzie nie mają bez przerwy przygód, o których miałoby się ochotę czytać). Ale na pewno nie można łączyć wszystkich idealnych cech. Sama walczę, by z mojej OC nie zrobić Mary Sue (co czasem jest trudne, bo biedne dziewczę oparte jest na moim idealnym alter ego ;) ), chociaż zwykle przeginam w drugą stronę i w efekcie otrzymuję Gryfonkę z charakterem emowatej, stereotypowej Ślizgonki - co szczególnie widzę, gdy porównuję dwie wersje jednej historii, pisane w odstępie 3-4 lat (Nie żebym za czasów gimnazjalnych z Gryfonki zaprzyjaźnionej z Huncwotami zrobiła dziedzica Salazara, czy coś... Jakbyś potrzebowała do jakiejś analizy psychoporównawczej, to mogę podesłać linka ;) ).
    Ale wracając do mojej swobodnej twórczości: dałaś mi sporo do myślenia. Co prawda obecna wersja głównej bohaterki nawet nie jest zbyt przegięta (co prawda ma trochę supermocy, ale na szczęście nie umie nad nimi panować i przysparzają jej więcej kłopotów niż szczęścia), jednak większym problemem są dla mnie bohaterowie poboczni, którym jakoś nie potrafię nadać głębi (co jeszcze bardziej utrudnia pierwszoosobowa narracja, przez co opisuję ich głównie behawiorystycznie). Chyba muszę w końcu zebrać się w sobie i poświęcić temu zagadnieniu więcej uwagi i w końcu wyjaśnić moim Czytelnikom, dlaczego Syriusz jest szkolnym podrywaczem, a nie tylko pisać o jego kolejnych dziewczynach (ale tutaj jestem oryginalna - żadna z nich nie ma na imię Dorcas ;D)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem mile zaskoczona, że znalazła się osoba, która nie ekscytuje się właśnie tymi idealnymi postaciami (tradycyjnie - zabójczo przystojny i tajemniczy Draco Malfoy i seksowna Hermiona, która w jeden dzień traci dla niego głowę). Doskonale obrałaś w słowa wszystko, co chciałabym wykrzyczeć w twarz autorkom takich właśnie fanfiction.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej ;-) genialny post. Tymbardziej, gdy ktoś przygotowuje się do tworzenia postaci. Często spotykam się w ff z Blaisem, który jest męską Hermioną- ale nie koniecznie miłą. Na swoim końcie mam jedno okropnie opowiadanie, w którym mam największą Mary Sue w historii... Mam nadzieję, że w nowym ff pójdzie lepiej. A i jeszcze Hermiona: taka sexbomba większości opowiadań ( sexbomba serio pasuje). Zgadzam się z tobą.Gorsze chyba są tylko tygrysy, jak robienie z fretkowatego Draco przystojnego tygrysa xd

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę się z tb zgodzić. Sama pisze ff (niby Dramione, ale nie do końca jestem za tym paringiem wole Rona i Hermionę, aczkolwiek przyszedł mi do głowy pewien pomysł o postanowiłam przelać go na papier... znaczy się bloggera) i cieszę się, że mam na razie prolog bo zamierzam zastosować się do tych rad. Co do Blaise muszę się zgodzić. Strasznie irytuje mnie kiedy ktoś pisze ze jest biały, albo jako żeby był Śmierciożercą. Bzdury wyssane z palca. Ja pisząc jak czegoś nie pamiętam zawsze sprawdzam wikię z HP (tak drogie ałtorki, istnieje coś takiego). Jestem na telefonie wiec nie bd się rozpisywać, lecz postaram się zastosować do rad, nie wiem jak mi wyjdzie, ale mam nadzieje ze jak najlepiej.
    Pozdrawiam,
    Coco Deer!

    P.S. Za błędy przepraszam, słownik w telefonie czasami bywa uciążliwy i zmienia mi słowa. Może być też trochę nie składnie :)

    http://historienadeser.blogspot.com/p/dwie-twarze-hermiony.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejo, mam pytanie, czy oceniasz też blogi o innych tematach niż potterowskich? Bardzo zaintrygował mnie Twój artykuł! Oczywiście, zgadzam się w wielu punktach, ale myślę, że "ałtorki", jak je nazywasz, są niestety owocem wielu, wielu książek dla nastolatek, które teraz wychodzą i, bez obrazy, często mają niewiele większą wartość niż te blogi ( no może stylistycznie i interpunkcyjnie ewentualnie). Pozdrawiam i życzę dalszych refleksji! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogi o tematyce innej niż potterowska - jak najbardziej, wszystko chętnie oceniam, jednak wyszukanie takich "perełek" trochę czasu zajmuje. Nie mniej, w którejś części kreacji bohatera - na pewno skupię się na innych blogach. Może masz coś do polecenia? (;
      Książki dla nastolatek w XXI wieku </3. Znaczy nie wszystkie, niektóre są cudowne! Nie mniej jednak niektórzy zabierają się za pisanie o czymś, o czym nie mają żadnego pojęcia. To smutne. :<.
      Gdybyś miała jakieś propozycje co do blogów, które mogłabym "ocenić" - chętnie przygarnę każdy link! Nawet zarwę noce, by przeczytać rozdziały! :D.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Bardzo dobry post, sama bym tego lepiej nie napisała. No i czyta się jednym tchem, za co masz dużego plusa :) Co do większości się z tobą zgadzam - kolorowe bliźnięta, wyidealizowana do granic możliwości główna bohaterka, łamanie zasad Rowling i Miona na motorze... To przesada. Gruba przesada. Oj, bardzo gruba przesada.
    Mam inne zdanie tylko w jednej kwestii, tej dotyczącej heterochromi (czy jak to tam się pisało?). To nic złego, że bohater jest tym 1% - przynajmniej się czymś wyróżnia. Zawsze to jakaś cecha szczególna. Idąc twoim tokiem rozumowania, równie dobrze Harry Potter mógłby nie być o Harrym Potterze, bo jaka jest szansa, że akurat ten jeden główny bohater będzie taki odważny, taki.. wyjątkowy? ;)
    No ale z kolorami oczu trochę przegięła, o czarnych to czytałam chyba tylko w Darach Anioła.
    Cóż, to tyle, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. PATI, KOCHANIE! (Dalej mi nie przeszło po „Vincenc, kochanie”).
    PRZYBYŁAM.
    No. To ten.
    Ponieważ jestem po pierwsze zdenerwowana (wciąż!) usunięciem mi komentarza (cholerny word, cholerna zwiecha) oraz z powodu mojego lenistwa i chaotycznego sposobu myślenia, komentarz napiszę Ci w luźnych punktach. Najpewniej niebędących żadną logiczną całością. Ba, nawet całością. A moja logika z tego co wiem wypoczywa teraz na Malediwach w barze prowadzonym przez kanon „Tajemnic”.
    Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. („Weź mnie całą albo wcale”).
     Lubię AVPF i sama bym coś takiego pisała, ale nie jestem plagiatorem, nie lubię się *inspirować* i jestem zbyt leniwa. Ale zawsze możesz na mnie liczyć z tymi wszystkimi opiniami.
     Bardzo czekam na post o gwałtach. Oj bardzo!
     Chamsko Ci jeszcze powiem, że jeśli przeniesiesz AVPF na inny blog, to na humanistkę nie wiem czy wejdę, bo to jest najciekawsze :D
     Płaska postać to też zwany Syndrom Draco Malfoya w ff do Harry’ego. Objawia się poważnymi symptomami: postać żyje tylko nienawiścią do protagonisty (albo antagonisty) i jedynym, co jest w stanie go uleczyć jest miłość. Bo poza pro/antagonistą nie istnieje dla niego nic innego, nie ma żadnej innej motywacji i niczego, po prostu niczego.
     Mnie to by nawet nie obraziło, jakby napisali, że jest pół-azjatą. Ale to ma być uzasadnione i nieuważane za kanon.
     Byłoby ciekawiej, ale dużo rzeczy trzeba by napisać od zera. Np. ja z US mogłabym bez problemu zrobić coś autorskiego, bo ilość moich pomysłów przeważa nad pomysłami mum Jo. Ale musiałabym wyjaśnić wojnę, wymyślić dwie kłócące się ze sobą frakcje etc. Jasne, to jest do zrobienia, ale dużo z tym zachodu. Do tego publikowanie aż tak dopracowanych, autorskich opowiadań w Internecie się nie opłaca. A nie każdy chce wydać coś na papierze, na dodatek do tego warto już mieć rzeszę czytelników — by wydawnictwa wiedziały, że warto. A, patrz niżej.
     Fanfiction się „sprzedaje”. Jest na niego popyt, jest szeroka grupa docelowa. Masz ją podaną jak na tacy, gromadzimy się przecież na różnych grupach, często poświęconych tylko konkretnemu typowi fanfików. Wystarczy napisać post, a czytelników przybywa. (Wyjątek – OC, opowiadania ‘bezpairingowe’).
     Niektórzy są świadomi braków w swoim warsztacie i wolą się uczyć na czymś gotowym, wykorzystać postaci mum Jo, miejsca, uniwersum. Rozwałkować, przemielić, stworzyć od nowa. Ale nie traktować tak czegoś, co wymyślają sami od całkowitego zera. Moim zdaniem to dobrze, bo przerabiając oryginał można się czasem nauczyć więcej niż gdy wymyślasz sobie wszystko i przez to wszystko do siebie wzajemnie pasuje.
     Czytałam ostatnio dobry tekst o tym, dlaczego to nie Hermiona jest tytułowym bohaterem (w tym wypadku bohaterką) serii, skoro tak naprawdę w każdym tomie to ona błyszczy najbardziej. Podobał mi się. Szkoda, że nie mogę go znaleźć ;c
     Znaczy ja rozumiem, że jak piszemy o szóstym roku to ona jest ładna. Bo może po balu zaczęła myśleć o tym, jak na stałe uporządkować trochę swoje włosy czy coś. Ale no. Bez przesady :)
     Perełka jest świetna. Muszę się mamy spytać czy ona ma prawo jazdy tylko na takie normalne motocykle czy na HARLEYE też :D (Ok, ilekroć przejeżdżam obok salonu Harleya to mi się oczy błyszczą, ale bez przesady, są inne, super marki!)
     Ale przecinki to ty szanuj, bo od Ciebie też uciekają!
     Właśnie, mnie (nam?) to nawet rudzieją. Ale to się dzieje od warunków atmosferycznych. Oczywiście, przez dietę, styl życia i wpływ na przykład jakiś chemikaliów i innych toksyn, nasz kolor włosów może się zmienić — odrobinę. Mnie po chemii odrosły jaśniejsze (ok, o wiele), ale mam na to uzasadnienie. Trauma, jaką przeszedł organizm. A te wszystkie Hermiony? Nie mogą się po prostu ufarbować, by sprawdzić czy im pasuje? Nawet przejść przez kilka kolorów, bo to pasowałoby nawet do naszej Hermiony. Każda z nas ma czasem przecież myśli „jakby to było…”. Albo zafundować sobie keratynę na włosy by oszołomić innych i tłumaczyć, że zrobiła to bez magii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1.  85F czuje się oburzone na ałtoreczki ;)
       Muszę się upewnić, że zdaję na nissana. I ten, no, akurat mogę się pogodzić z Hermioną jeżdżącą na motorze. Nie jako wielką pasję, ale np. żeby się szybciej przemieszczać. Powiedzmy, że przypomina jej to latanie, ale jest na ziemi, a nie w powietrzu, trochę bardziej bezpieczne. I jeszcze pewnie kurtkę, spodnie i kask miałaby zaczarowane, by się nie uszkodzić za bardzo w razie wywrotki. Też nie osiągałaby bardzo zawrotnych prędkości. Ale takie 100km prostą drogą? Jestem w stanie sobie to wyobrazić. W końcu to jej wakacje. Może chcieć uciekać z miasta w cichsze miejsca, tak jak w roku szkolnym chowie się w jakiejś pustej Sali, gdy ma dosyć innych Gryfonów. Albo cokolwiek.
       BA! Właśnie sobie wyobraziłam, że na tym motorze jeździ do Surrey (gdzie mieszka Hermiona? Nie pamiętam!) by sprawdzić, co z Harrym :D
       Czytałaś alfabet Mary Sue, prawda?
       Ja na przykład lubię czytać o postaciach NAPRAWDĘ płaskich jak deska. Albo grubych. Albo z krzywymi kolanami. Albo z inną wadą. Denerwuje mnie trochę, że choćbym chciała, z Cassie nie mogę zrobić jakiegoś czegoś. Bo Rowling napisała, że każdy Black jest wysoki, ciemnowłosy (i ciemnooki) i dobrze wygląda, nawet po latach w Azkabanie. Na szczęście mam metamorfomagię i mam zamiar uwzględnić scenę „ej, Cas, ale to nie twój do końca naturalny wygląd…” „przecież nie muszę im pokazywać pryszczy, prawda?” albo coś w tym stylu.
       A ja się nie maluję. W ogóle. Wcale. Nie potrafię, nigdy nie miałam ochoty się nauczyć. Szpilki? Koturny kocham. Szpilki w wielu przypadkach też, ale wygodne. Tylko, że ja na boso mam problem się nie zabić, o moją śmierć nie będzie wolno winić kiedyś butów.
       A ty naprawdę sądzisz, że ałtoreczki są idealne?
       Co do tego patronusa… Tu się z Tobą nie do końca zgadzam. Nie ma żadnej zasady, która mówiłaby, że to co powie autor staje się kanonem. Owszem, ma większą siłę przebicia niż pomysł prawa. Ale kanon to jest to, co wystąpiło w książce, ewentualnie w filimie. Nawet pottermore nie uznawane za kanon. A co dopiero wywiady i twitter.
       Zgadzam się jednak co do banalności zaklęcia. To się nie godzi, choć trzeba przyznać, że przecież cała Armia potrafiła. Czyli coś w tym, że większość byłaby się w stanie go nauczyć, jeśli tylko by się wystarczająco przyłożyła, jest. U mnie np. dziewczyny zostały tego nauczone jeszcze zanim poszły do szkoły, ale zrobiono to brutalnie. Przez prawie miesiąc były męczone do tego stopnia, aż w końcu ich patronusy, wtedy jeszcze słabe, pojawiały się zanim zdążyły pomyśleć o inkantacji. To też jedno z niewielu jasnomagicznych zaklęć, które potrafi rzucić Cassie :)
       Co innego, jeśli autorka wyraźnie zaznaczy, że w jej rzeczywistości jest to pospolity dar. Bo czemu nie? Kanon można gwałcić, jak to mawia Frozenka. Ale jeśli to tak z dupy mugolaczka i jeszcze nie jest po charłaku z Blacka… Czy coś ;c
       NIEWAŻNE. Normalnie nie czytam tak, by patrzeć na błędy. Ale ten musiałam.
       Skąd się w ogóle wzięła Dorcas? Przecież ona była na JEDNYM zdjęciu.
       Co do zwierząt to pisałam Ci na privie „No to rozumiem jak ona napisze, że prosiła jej rodzina Dumbledore'a o zgodę, to jest uzasadnione i on jescze np mieszka u Hagrida, a nie wśród uczniów.”
       Myślę, że jest też duża różnica między szczurkiem, a zwierzęciem wymagającym przestrzeni, niebezpiecznym etc. Dlatego jak ktoś napisze, że przemycił małego wężyka — spoko, przemycaj. Ale boa?
       Uwielbiam ten fragment.
       Zapomniałaś napisać, ze istnieją dwukolorowe bliźnięta.
       Ale te Ślizgonki to też są Mary Sue!
       Y, koniec?
       Ja lubię mówić, że lubię postaci brązowe.

      Xoxo
      Ami ♥

      Usuń
    2. ...NIE ZADZIAŁAŁY MI SERDUSZKA W PUNKTACJI! TAM BYŁY SERDUSZKA.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.