13.08.2015

#26 znudziłem się.

Dobry!

Ogólnie to życie bardzo weryfikuje mi pomysły na posty. W przygotowaniu mam ich kilka (dzisiaj zresztą spisywałam sobie pomysły), ale jednak wiadomości puszczane w radiu sprawiły, że musiałam porzucić swoje pomysły i skupić się na tym, co aktualne i co tak bardzo we mnie uderzyło. Tak, to kolejny apel.

ZNUDZIŁEM SIĘ


Nie, to nie post z cyklu "rzucił mnie facet". Tytuł może zmylić. Tytuł MA zmylić. To kolejny ważny dla mnie post, bo nienawidzę takiej znieczulicy. Już wiecie o czym mówię? Pewnie większość z Was wie, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że znajdą się osoby, które nie czytają gazet, nie oglądają wiadomości czy nie słuchają radia, chociaż jestem pełna podziwu, że można unikać tych trzech rzeczy i nie usłyszeć o czymś chociaż jeden raz. No cóż, człowiek całe życie się uczy. 

Wierzę, że większość jednak słyszała o ostatnim bardzo głośnym przypadku porzucenia psa w tym upale. Piotr Kuryło, ultramaratończyk, można powiedzieć, że w pewnym stopniu osoba publiczna. Człowiek, którego powinno się szanować za jego dokonania, a jednak w ciągu ostatnich kilku dni jedyne, o czym się mówi, to o tym, co złego zrobił. Ja wcale nie dziwię się tym wszystkim ludziom. Sama nie potrafię ogarnąć, jak bardzo trzeba nie mieć serca. Co z tego, że zostawił zwierzaka z miską wody? W upałach, jakie dają nam ostatnio popalić, nikt nie jest bezpieczny. Człowiek jednak bardziej sobie poradzi niż bezbronne zwierzę, które ktoś bestialsko przywiązał do bramy, w dodatku w pełnym słońcu. Czy przez moment pomyślał, jaką krzywdę może wyrządzić temu stworzeniu? 

Temperatura w słońcu wynosiła w ciągu ostatnich dni nawet 45 stopni Celsjusza. W niektórych miejscach w Polsce było jeszcze więcej stopni. Za granicą w samym słońcu można było nawet odczuć 70 stopni. Temperatura podłoża (przynajmniej na Śląsku) wynosiła około 50 stopni, czasem nawet więcej. My, ludzie, sami mamy problem sobie z tym poradzić. Ledwo żyjemy, włączamy klimatyzację, bierzemy zimny prysznic, kąpiemy się w basenach z chłodną wodą, jedziemy nad rzekę, wachlujemy się kolorowymi wachlarzami, siedzimy przy włączonych wentylatorach. Co w tym przypadku może zrobić zwierzak? On nie skorzysta z tego wszystkiego, bo nie potrafi. My mamy buty, podeszwy. Futrzaki dotykają skórą do nagrzanego podłoża. Pies zostawiony chociaż na chwilę w słońcu, może się poparzyć. Co więc mogło stać się z biednym zwierzakiem, który musiał to znosić tak długo? 

Wziął psa, czym zresztą bardzo się chwalił. Oddał go po kilku miesiącach. Dlaczego? Dla mnie jego wytłumaczenia nic nie znaczą. By jednak nie być gołosłowną, przekopałam cały internet w poszukiwaniu większej ilości informacji. Dotarłam nawet do wypowiedzi Karoliny Korwin-Piotrowskiej, która ujęła w niej wszystko to, co sama myślę: 
Mówi, że pies jest stary i chory, wymaga leczenia, więc generuje to koszty, a te nie każdemu mogą się podobać. Panie Kuryło, nie chrzań pan publicznie jak potłuczony. Mogłabym pewnie mieć parę fajnych gadżetów, gdyby nie choroby moich zwierząt, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by o tym pomyśleć. Pies mieszka ze mną, traktuję go jak rodzinę, a więc kiedy choruje, to nie ma górnej granicy wydatków na jego leczenie. Walczymy razem a walka o zdrowie nie ma swojej ceny. Oby nikt nigdy pana nie zostawił na pastwę "dobrych ludzi", kiedy będzie pan chory, stary, może bezzębny i nikomu do niczego już niepotrzebny. [...] Nie było wyjścia? Naprawdę? Panie Kuryło, odkąd mam psy, całe moje życie ustawione jest pod to, abym nigdy nie powiedziała, że "nie było wyjścia". Jeśli gdzieś jadę i nie mogę ich ze sobą zabrać, opiekują się nimi moi bliscy albo jadą do zaprzyjaźnionego hotelu. Bo pies, szanowny Panie, to nie tylko marketingowy lans na kogoś, kto ma serce i go przygarnął, ale i OBOWIĄZEK. Przede wszystkim wielki obowiązek. (pisownia oryginalna). 
Skoro pies był stary i chory, to dlaczego go wziął? Nikt nie stał nad nim z bronią i nie mówił mu, że ma go zabrać, bo inaczej ktoś go zabije. Nie. On to zrobił "z czystego serca". Pies nie jest zabawką. Pies jest członkiem rodziny. To trochę jak dziecko. Przecież adoptując dziecko nie zostawiamy go po kilku miesiącach "bo to jednak nie to". Nawet jeśli są gorsze dni, to nie myśli się o oddaniu dziecka. Przecież to decyzja na lata, na całe życie. To obowiązek, na dobre i na złe. Oczywiście, że są gorsze chwile. I w przypadku dziecka i w przypadku psa. Ale gorsze chwile można mieć w każdym przypadku. Czy to oznacza, że trzeba od razu przekreślać daną sprawę? 

Nie kończymy związków po jednej kłótni o bzdurę. Nie zostawiamy dziecka na progu domu dziecka, bo stłukło nam szklankę. Nie zrywamy przyjaźni, bo przyjaciółka nie miała dla nas czasu wtedy, kiedy my chcieliśmy się spotkać (no, chyba, że to się nagminnie zdarza). Dlaczego więc ktoś miałby wyrzucić zwierzaka, bo wymaga leczenia? Mój pies, chociaż bardzo stary, jest najważniejszy ze wszystkich domowników. Gdy była szczeniakiem i czegoś się bała, gryzła wszystko jak popadnie. Dalej tak się dzieje, ale już trochę mniej. I co? Mieliśmy ją wyrzucić, bo pogryzła karton z nowo kupionego urządzenia? Bo przegryzła pasek w nowych butach? Bo zadrapała ścianę? To przecież tylko rzeczy materialne. Owszem, krzyknie się czasem na swojego czworonoga, powie mu się, że jest złym stworzeniem, bo coś zrobił. Ale nigdy, nawet przez jedną chwilę, nie przeszło mi przez głowę, by ją zostawić, oddać, wyrzucić. To członek rodziny. To moje dziecko z futrem. Najpierw myślę o niej, dopiero potem o sobie. Przed każdym wyjazdem zastanawiam się czy będzie miał kto z nią zostać, czy będzie jej dobrze. Idąc do sklepu zastanawiam się czy mogę jej coś kupić. Spędzam z nią czas. Dbam, bo choruje. Nigdy nie było momentu, w którym ktoś pomyślał, że "znowu trzeba na nią wydać, może lepiej ją zostawić?" Choruje to wydajemy na nią pieniądze. Skoro kupuje się dla mnie antybiotyk, bo jestem chora, to dlaczego nie zrobić tego samego dla zwierzaka? 

Piotr Kuryło stwierdził, że ma dosyć fali hejtu, która na niego spłynęła i myśli, czy nie wyjechać z tego kraju. Jeden z radiowych prezenterów odpowiedział, że przecież zawsze może szybciutko stąd wybiec. Ja uważam, że to jest uzasadniona fala hejtu i nienawiści. Po raz pierwszy zgadzam się z publicznym linczem. A bieg w intencji psów? Nie naprawi tego, co już się zrobiło. 

Dbajcie o swoje futrzaki. To nie są zabawki, one mają uczucia. Częściej mają większe serce od nas. I dużo, dużo więcej wdzięczności i miłości. Kochajmy je i dbajmy o nie. W końcu się odwdzięczą.

źródło: internet.



Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

4 komentarze:

  1. Słyszałam o tej fali fejtu, o tym co zrobił ten mężczyzna. Nie znam go, szczerze powiedziawszy. Fala hejtu jednak zrobiła się wielka, bo to osoba właśnie znana. Gdyby zrobił to ktoś inny, nie wzbudziłoby to tyle emocji. A szkoda, bo powinno to wzbudzać emocje. Dobry wpis, gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie rozumiem ludzi, którzy porzucają zwierzęta bo się nimi znudzili. To potwory, a nie ludzie.
    Mój Blog - klik!

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie wszystko, że porzucił psa - ta 14 LETNIA suka była w CIĄŻY. Nie rozumiem, jakim debilem trzeba być, jak bezdusznym debilem, żeby najpierw pozwolić SWOJEMU WŁASNEMU, DRUGIEMU psu zaciążyć tak starą sunię. O fali hejtu i nienawiści słyszałam, sama brałam w niej udział. Po raz pierwszy.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.