14.07.2015

#22 wyzwanie: 5 dni do lepszego bloga - dzień 1: historia nazwy mego bloga.

Ahoj załogo!

Przybywam tak, jak obiecałam - z pierwszym dniem wyzwania. Dzisiaj myślę, że będzie krótko, ale dzięki temu będziecie mogli lepiej poznać mnie i mojego bloga. Jako iż ma on dwa lata - naprawdę stał się moim małym dzieckiem, które już powinno zacząć same chodzić. Ciekawe kiedy zacznie na siebie zarabiać. ;). 

5 DNI DO LEPSZEGO BLOGA:

DZIEŃ 1: historia nazwy mego bloga.


Jak pewnie część z Was wie, blog ten ma już drugą nazwę. Obecna, humanistka-na-obcasach, jest tutaj dopiero od stycznia 2015 roku. Przez pierwsze półtorej roku blog ten znany był jako cantus-cycneus, co w przetłumaczeniu na polski znaczy tyle, co łabędzi śpiew. O poprzedniej nazwie nie będę się rozpisywać, bo, po pierwsze, zrobiłam to już w zeszłym roku, a po drugie... jesteśmy tu i teraz. I tylko to się liczy. 

Humanistka na obcasach powstała przed świętami. Dokładniej to pomysł na nią powstał właśnie w tej przerwie świątecznej. Czułam, że łabędź był złym pomysłem. Co rusz słyszałam, że nazwa trudna do zapamiętania, że jest z nią kłopot, że wymówić się tego nie da... Ogólnie ludzie naprawdę nie zwracali uwagi na tego bloga, bo nazwa była dziwna. Jak można spamiętać jakieś wyrazy, których znaczenia się nie zna, bądź nie rozumie? Nie chciałam jednak czegoś banalnego bądź takiego, co to nie będzie mi pasowało do całości. Chciałam, żeby to miało związek przede wszystkim ze mną, nie z blogiem. Humanistka okazała się być pewnego rodzaju oczywistością. W końcu od zawsze uważam, że jestem typowym humanistą (co jednak nie ma nic wspólnego z niechęcią do przedmiotów ścisłych). Studiuję filologię polską i sztukę pisania, studiowałam filologię klasyczną. Wszystko łączy się z naukami humanistycznymi. Trzeba było jednak wymyślić coś jeszcze, co będzie chwytliwe. Na obcasach wydało mi się być nieco banalne, ale przy okazji przyciągające wzrok i łatwe do zapamiętania. Adres okazał się wolny. Tak powstała właśnie humanistka na obcasach. ;). 

Trochę nazwa mija się z prawdą, bo nie noszę obcasów (wstyd się przyznać, ale nie umiem na nich chodzić), jeśli już to tylko koturny. Humanistka na koturnach jednak nie brzmi zachęcająco.W glanach? Może i by dało radę, gdyby nie to, że powoli przestaję w nich chodzić. Przerzucam się na coś lżejszego, w niektórych sytuacjach dużo wygodniejszego. No i pasującego do różnych strojów. Przy glanach zawsze musiałam z tatą dyskutować - potwornie nie podobało mu się, gdy nosiłam spodnie wpuszczone w buty. Nie chciał wtedy ze mną jeździć samochodem czy pokazywać się na mieście. Ale to nie o tym ten post.

Sama nazwa - Vincit qui patitur - wzięła się z łaciny. Nie chciałam na belce tekstów w stylu Fajne życie Patrycji, Przemyślenia studentki czy cholera wie co jeszcze. Chciałam jakiś cytat z sensem, ale delikatnie owiany tajemnicą. Więc jest. I ma przesłanie. Gdy się go przetłumaczy - Zwycięża ten, kto wytrwa - od razu można zrozumieć cały sens i sekret w nim ukryty. Trzeba być zwycięzcą, by cokolwiek zdziałać. Nie wolno się poddawać, jeśli chce się coś osiągnąć. Jeśli chce się być zwycięzcą.

A ja zamierzam nim zostać.

a to, żeby mój post nieco Was rozbawił. ;).

Pochwalcie się - skąd Wasze nazwy blogów?
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

5 komentarzy:

  1. O kurczę, jakbym widziała swojego tatę! Od 13 roku życia biegam w glanach i na początku było dużo krzyku, że wpuszczam w nie spodnie, że mam nosić je zakryte, bo dziewczynie nie wypada i w ogóle "bo tak". Po tylu latach tatuś się przyzwyczaił, a ja już nie mam takiego parcia na szkło i chodzę w glanach tylko na koncerty lub w czasie deszczu... Na szczęście okres buntu minął mi i tacie, tak się fajnie złożyło :)
    Pozdrawiam serdecznie, Ania z bloga napiszę nam życie! :) Klik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach Ci ojcowie! Ja w glanach śmigam od 10 roku życia, w szafie mam trzy pary i... nie mam parcia, by dalej w nich chodzić. ;). Myślę czy nie sprzedać jednej pary, zawsze to jakaś kasa, no i nieco się zrobi w szafie luzu. Ale też miałam okres buntu i widziałam tylko glany w mojej szafie, nic więcej. Sandały? Fuj! Tylko glany albo trampki, na te największe upały ;). Teraz tylko przy ulewach noszę glany, jak jest duży śnieg albo mam taki kaprys. Na koncertach raczej muszę stać z tyłu (kolano niedomaga, gdybym chwilę poskakała to by mnie na noszach wynosili), ale raczej też zakładam glany, jeśli czuję, że ktoś mógłby mnie zdeptać. :D. Minął okres buntu i dorosłam. ;).
      Pozdrawiam ;).

      Usuń
  2. Tak szczerze to nie pamiętam skąd wzięła się nazwa mojego bloga :) Nie rozstaję się z nią od 10 lat, chociaż blogi (platformy) zmieniałam, ale zawsze była ptysia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja nazwa bloga wzięła się od tytułu książki :)

    http://tuczarniamotyli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nazwa mojego bloga wzięła się z dość prostego połączenia... otóż studiuję biologię i uważam, że wiedza biologiczna jaka jest serwowana z telewizji (nie generalizując) dotycząca czy to in vitro czy GMO jest często podciągnięta pod jedną stronę, a że obecnie mieszkam w Warszawie to i nazwa całościowo wyszła biologwwarszawie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.