16.06.2015

#17 top 10 aplikacji na telefon.

Maj i czerwiec to dwa miesiące, kiedy nie wiem w co mam włożyć ręce, a jednocześnie wyjątkowo nic mi się wtedy nie chce. W związku z czym zwykle leżę w łóżku, laptop na kolanach i mnóstwo notatek dookoła mnie. Czyli pięknie udaję, że pilnie się uczę. Tak też było do egzaminu końcowego z języka francuskiego, z tym, że nie zrobiłam ŻADNYCH notatek, bo stwierdziłam, że i tak nie mam na to czasu, a poza tym nie ma to sensu, bo i tak i tak czeka mnie wrzesień. No to napisałam. To tu, to tam. O, tutaj mi pasuje PRAWDA, a tutaj dobry będzie FAŁSZ. Nie chcecie wiedzieć jakie było moje zdziwienie, gdy zaliczyłam część pisemną. I jaka radość, gdy z ustną również dałam radę. I nawet jeśli w moim indeksie widnieje teraz 3,0 zamiast jakiejś piątki, to i tak jestem niesamowicie szczęśliwa. Bo zdałam. To zawsze jeden egzamin mniej na wrzesień. Życie studenta takie trudne...

Dzisiaj, wiadomo, dalej powinnam się uczyć. Tym razem po lewej leży Literatura polska 1945 do 1967, a po prawej notatki z Fonetyki historycznej. Po środku, oczywiście, laptop i włączony blogspot, bo ważniejszy jest post od jakichś tam notatek. Poza tym... hej! mam jeszcze jutrzejszy dzień! A dawno nic nie napisałam, więc trzeba zrobić to teraz. Myślałam co stworzyć i wymyśliłam. Dzisiaj będzie o...

TOP 10 APLIKACJI NA TELEFON

czyli bez czego nie wyobrażam sobie smartfona. 


Ale to gimbusiarsko zabrzmiało, o matko! Wiadomo, kiedyś to się ludzie cieszyli, gdy mieli telefon z czarno-białym ekranem. Matko, ale ja kochałam moją Nokię 3310 i grę w Węża. Sporo dzisiejszej młodzieży to nawet sobie tego nie potrafi wyobrazić co to było, gdy telefony miały klawiaturę, a nie ekran dotykowy, aparat był doczepianym rarytasem, a polifoniczne dzwonki były rajem na ziemi. W XXI wieku wszystko jednak się zmienia, więc wraz z kolejnym smartfonem pojawiły się kolejne aplikacje, bez których już nie mogę sobie wyobrazić funkcjonowania telefonu. Toteż dzisiaj Wam o nich opowiem!

zdjęcie pochodzi ze strony www.pinterest.com

1. Gadu-Gadu.

Najważniejsza aplikacja w moim telefonie. Tak, wiem. Ludzie nie znają gadu-gadu, nie mówiąc o tym, że już z niego w ogóle nie korzystają. Ja sobie nie wyobrażam, by nie pisać codziennie setek wiadomości z moją Angeliką i z Karolcią. To słoneczko w górze ekranu jest czymś, bez czego już nie widzę telefonu. Czasem gdy bawię się telefonem mojej mamy to dziwię się, że ktoś może nie mieć słoneczka w lewym górnym rogu. Jak widać - można. Gadu jest fajne i nie mam z nim tylu problemów, co z Messengerem czy samym Facebookiem. Gadu to moje dzieciństwo!

2. Instagram.

Ponad 1300 zdjęć mówi za siebie, prawda? Codziennie dodaję od trzech do pięciu fotografii. Raz zdarzyło się pięćdziesiąt. W jeden dzień. Instagram to moje małe uzależnienie, bo zerkam na niego zawsze, gdy sięgam po telefon. Wiecie, fotografia to moja pasja, tam mogę pokazywać każdą wolną chwilę. To fajne uczucie. Najbardziej lubię jednak nowe funkcje, fajnie patrzeć, że ulubiona aplikacja się rozwija, zamiast stać w miejscu. Ktoś jeszcze ma instagram? Ja zapraszam do siebie: sonsdanoite.

3. Instasize.

Dwa tygodnie temu jeszcze nie miałam pojęcia, że instasize jest taką fajną aplikacją. Cholernie chciałam wiedzieć w jaki sposób ludzie przerabiają zdjęcia, że po bokach czy u góry i dołu są białe paski. Próbowałam już z różnymi aplikacjami, ale w żadnej tego nie znalazłam. Aż w końcu znajoma powiedziała instasize i... ach, co za uwielbienie! Te efekty, te ramki, te możliwości kolaży... Teraz mogę się już nie rozstawać z telefonem!

4. Snapchat.

W starym telefonie miałam, ale ani zdjęć nie chciał przyjmować ani wysyłać. O filmach nie mówię, bo zawsze wyskakiwał błąd. Cholerny błąd. Stwierdziłam - snapchat nie dla mnie, zresztą, po co mi on. No, stwierdziłam. Obecnie korzystam z niego częściej, wysyłam zdjęcia, odbieram zdjęcie, obserwuję kilka sławnych osób. Ostatnio nawet  dodałam kilku blogerów, więc jeśli ktoś z Was chciałby dodać mnie - również zapraszam: sonsdanoite.

5. Odliczanie.

Taki prosty widget, a taki pomocny... Zaznaczam sobie datę, wpisuję co to za wydarzenie i dodaję kółeczko na głównym ekranie telefonu. Dzięki czemu mogę wiedzieć ile dni do wydarzenia, zamiast ciągle obliczać to na kalendarzu czy palcach. A fajnie wiedzieć ile czasu jest jeszcze do czegoś. Nawet jeśli jest to egzamin - przynajmniej student wie, jak daleko jest w lesie. ;). 

6. Wielojęzyczny słownik polski.

W pierwszym semestrze ściągnęłam sobie słownik, bo pilnie potrzebowałam go na język francuski. Obecnie nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego. Czasem braknie mi słowa, więc szybko wystukuję polską wersję i wybieram sobie język, w jakim chcę poznać to słowo. A wybór jest niemały - angielski, grecki, niemiecki, francuski, arabski, rosyjski, czeski, włoski, hiszpański... Łącznie aż czterdzieści siedem języków. Wybór jest spory i słówek jest naprawdę wiele, chociaż czasem niektórych brakuje. Albo to ja mam takie szczęście. 

7. Latarka.

Taki głupi, banalny gadżet, ale bardzo przydatny, zwłaszcza jak pod łóżko spada mi pilot i nie umiem go znaleźć. Nie potrzebna jest osobna latarka, wystarczy mieć telefon pod ręką. Dzięki temu nie muszę świecić światła, wystarczy mi tylko to punktowe, ale bardzo, bardzo jasne. A odkąd wprowadzili zmiany to aplikacja jest jeszcze lepsza - światło może być wyświetlane na ekranie albo tylko u dołu, punktowa niebieska poświata. Cudowny gadżet. 

8. Szybki notatnik.

Kto z Was miał sytuację, że wpadł mu do głowy niesamowity tekst, chciał to gdzieś zapisać i... nie było gdzie? Pewnie każdy tak miał. Ja swego czasu dostawałam już szału, bo chciałam i nie mogłam zapisać. Aż tu nagle pojawił się on, szybki notatnik. Swego czasu zapisywałam nawet krótkie notatki na uczelnię, np. wtedy, gdy wykładowca podawał tytuł tekstu, który trzeba było przeczytać na kolejne zajęcia, albo gdy profesor kazał nam zapisywać dziennie po jednym tekście, który nas zainspirował albo rozbawił. I teraz mam, szybki notatnik, gotowy, by w każdej chwili coś w nim zapisać. 

9. Blogger.

Gdy nachodzą mnie nagłe pomysły na nowe posty, zawsze mam pod ręką mobilną aplikację do bloggera. Ostatnio nawet napisałam w nim cały post do projektu. Później jednak musiałam go poprawić na komputerze (wygląd postów pozostawia wiele do życzenia), ale to były dwie minuty roboty i po wszystkim. W tej aplikacji można zrobić niewiele, bo jedynie napisać albo dodać post, ale można zrobić to z każdego miejsca na Ziemi, w dodatku na każdym z blogów, jakie się posiada. Bardzo wygodne.

10. Period diary.

Typowo babska aplikacja. I właśnie to w niej jest fajne, że nie trzeba nosić ze sobą jakichś papierowych kalendarzyków czy wielkich kalendarzy. Nie, wszystko jest zawarte w jednej małej aplikacji. Fajne jest to, że to bardzo inteligentna aplikacja. Nie trzeba liczyć dni cyklu - Period diary robi to za nas. ;).


Wiecie, tak sobie myślę, że XXI wiek po prostu zrobił z nas leni. Wszystko mamy pod ręką, wszystko mamy przy sobie. Kiedyś trzeba było sięgnąć do encyklopedii, by dowiedzieć się cokolwiek. Teraz wpisujemy w google bądź od razu w wikipedię. To samo tyczy się, tak naprawdę, wszystkiego. Ale wiecie, lubię to lenistwo. Bo wszystko mam w telefonie i zamiast nosić duży notes, kalendarz, mały papierowy kalendarzyk, latarkę i aparat fotograficzny... Wszystko mam w jednym, niewielkim przedmiocie. 

Czyż to nie ułatwia życia?

Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

4 komentarze:

  1. Dzięki za słownik laska <3 Post fajny, widać humana, he.

    /chochi

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem antytechniczna więc większości nawet bym nie używała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam wiele o fonetyce historycznej, chyba też będę ją miała w przyszłym roku i jestem przerażona, bo ta cała gramatyka nie jest moją mocną stroną, zdecydowanie wolę pisać, niż uczyć się o słowach.
    Koniecznie muszę sprawdzić Period diary, bo wszystko notuję w kalendarzu, a ja go zapomnę, to koniec ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wyobrażam sobie telefonu bez Snapchata! :D choć kiedy kupiłam we wrześniu pierwszy telefon z androidem i cieszyłam się że wreszcie będę miała całodobowy dostęp do Instagrama i nie będę musiała korzystać z tableta :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.