30.06.2015

#18 przegląd czerwca.

Dzień dobry!

Przyznam szczerze, że aż nie wierzę, że to już koniec męczarni. Aż do września/października. Wreszcie są wakacje. Lepsze czy gorsze - ale wakacje. Spokój od studiów, nauki, od sesji. To nic, że za rok licencjat i ten nadchodzący rok akademicki będzie bardziej męczący od poprzedniego (a tak się w ogóle da?). To nic, że nigdzie nie wyjeżdżam. To nic, że czekają mnie kolejne męczące i niepotrzebne przedmioty. To wszystko to nic, bo w końcu są jakieś wakacje. Jakieś, bo nigdzie nie wyjeżdżam, nic nie robię, zostaję w domu na cały ten czas, mimo iż bardzo chciałam wyjechać nad polskie morze - do Gdańska. I jeszcze do Grecji. Ale nie było chętnych ani na jeden ani na drugi wyjazd. A Mielno... To nie moja bajka, niestety. 

Ale odbiegam od tematu, nie? Dzisiaj robię krótkie podsumowanie miesiąca. Przegląd najfajniejszych wydarzeń i innych takich. Super zdjęcia, moje przemyślenia... Ogółem takie nudy, jak to w maju i czerwcu (strasznie nie lubię tego okresu, ale o tym już wspominałam).

PRZEGLĄD CZERWCA

czyli co było, minęło i jest. 


punkt pierwszy: sesja.

Pięć egzaminów, nie wiadomo ile kolokwiów, sam koszmar. Tu nawet nie chodzi o trud i ogrom nauki, ale o sam stres. Wiecie, to tylko sesja, to tylko egzaminy i to zawsze można poprawić. Ale skoro już raz się człowiek musiał stresować to głupio tego nie zdać, bo nie dość, że stres to jeszcze trzeba się stresować drugi raz. To moja szósta sesja, zostało mi ich jeszcze sześć i powiem Wam szczerze - mam serdecznie dosyć. Padam z nóg po tejże sesji i mam ochotę odespać to wszystko w ciągu najbliższego tygodnia. To znaczy spać bez przerwy. Ale plus jest jeden - w trzy dni zaliczyłam cztery rzeczy. Może nie wybitnie, ale to też całkiem dobre osiągnięcie. Wiecie, sesja ma jeszcze jeden duży minus - to kumulacja egzaminów i zaliczeń w bardzo krótkim terminie. Zwykle zwyczajnie nie ma na tyle czasu, by do wszystkiego porządnie się pouczyć - jak się ma dwa w jeden dzień to trzeba wybrać między egzaminem A a egzaminem B. Nie ma A i B na raz, by było dobrze. A szkoda.

punkt drugi: urodziny.

Nikt nie śpiewał mi sto lat, nikt nie życzył "Hepi Berzdej", ale jakoś mi to nie przeszkadza. Nie przepadam za swoimi urodzinami, ale nie ma to związku z tym, że się starzeję i w tym roku stuknęły mi dwie dwójki. Nie, raczej kwestia tego, że nigdy urodziny nie były fajne, zawsze musiało się coś złego wydarzyć. Trochę jak z Walentynkami, gdzie dwa razy z rzędu trafiłam w ten dzień do gipsu (mówcie mi: mistrzu). Z urodzinami jest tak, że zawsze coś było nie tak. Najgorzej jednak jest wtedy, kiedy o Twoich urodzinach zapominają osoby, na których nam zależy, jak najbliższa rodzina, najlepsza przyjaciółka czy, o zgrozo!, Twój facet. Jeszcze mi tylko brakuje, aby kiedyś rodzice zapomnieli złożyć mi "Wszystkiego najlepszego". Ale tort był fajny (bo sama robiłam) i ekstra prezenty dostanę (bo można dostawać je cały rok, nie tylko w dzień urodzin). I było miło, bo dowiedziałam się, że są ludzie, którzy jednak znają mnie nieco lepiej niż sądziłam.

punkt trzeci: sukienka letnią porą.

A raczej cztery. Geez, ostatnio mogłabym nie robić nic innego tylko kupować sukienki, różne różniste. Obecnie szyję sobie sukienkę na wesele kuzynki, z początkiem lipca będzie już gotowa, intensywnie czerwona i koronkowa. Ostatnio miałam kolejną przymiarkę - będzie piękna! Poza tym kupiłam intensywnie niebieską sukienkę, całą z koronki, idealną na lato i na różne okazje. Chyba będzie na drugi dzień wesela. Co jeszcze kupiłam w czerwcu? Żółtą sukienkę z dłuższym tyłem, idealną na lato. I czarną w białe grochy. Ach, no i czerwoną w białe grochy. Kocham grochy! Teraz marzy mi się zakupienie jednej sukienki, ale nie umiem wybrać koloru...

punkt czwarty: włosy w kolorze chabrów. 

W kwietniu w końcu postanowiłam zrobić COŚ ze swoimi włosami i połowę rozjaśniłam. Minęły niecałe dwa miesiące i stwierdziłam, że ten blond na włosach to za mało, trzeba spróbować jeszcze coś zrobić. Trochę (trochę bardzo) zainspirowała mnie do tego moja Marta, która przyjechała do mnie w zielono-niebieskich włosach. To było to! Weszłam do sklepu, jednego, drugiego, piątego. W ostatnim w końcu znalazłam to, czego szukałam - niebieską piankę do włosów. Schodzi do pięciu myć, więc na próbę jest idealna. Wróciłam do domu, zamknęłam się w łazience i... wyszłam z niej w pięknych, niebieskich pasemkach. Cały blond został zakryty intensywnym niebieskim kolorem. Tak dobrze poczułam się w tym kolorze, że zaraz po sesji zamierzam do niego wrócić. Tylko najpierw ten blond muszę odświeżyć, żeby było go więcej ;).

punkt piąty: smak gorącego lata.

Z czym kojarzy Wam się lato? Bo mnie ze smakiem owoców nagrzanych słońcem, koktajli i soków domowej roboty oraz mrożonych kaw w ulubionej szklance. Gdy przychodzi okres letni, przyznam się szczerze, że mogłabym tylko i wyłącznie pożerać owoce, warzywa i koktajle. W samym czerwcu pożarłam tyle truskawek, że powinno mi wystarczyć na rok. Ale nie starcza, bo ja bym mogła ich jeść więcej i więcej! Teraz jednak czeka mnie czas samych owoców i już od pierwszego lipca zabieram się za tydzień na samych koktajlach - nie dość, że to jest oczyszczające to jeszcze pyszne! Arbuzy, banany, truskawki, maliny, brzoskwinie i melony. Czego chcieć więcej? Ach, to oczywiste. Słońca!

punkt szósty: paznokcie w kolorze nude.

Po wielu latach kupiłam sobie lakier do paznokci w kolorze nude. Długo nie umiałam się przekonać do paznokci w tym odcieniu. Wiecie, nie przepadam za jasnymi pazurami. Zwykle wychodzę z założenia, że bardzo się odznaczają i wyglądają tak... karykaturalnie. Ale zbliżało się lato, moje 100 lakierów potrzebowało powiewu świeżości i... kupiłam dwa odcienie lakieru nude! Koniec z końców - maluję paznokcie tylko nim. Bo piękny i długo się utrzymuje. Chyba całe lato poświęcę na ten kolor. Ewentualnie jeszcze na miętę albo limonkę.

punkt siódmy: insta-chat.

Czyli w rozwinięciu - instagram i snapchat. Instagram używałam cały czas, od dwóch lat. Wrzuciłam tam prawie półtorej tysiąca zdjęć i niemal codziennie wrzucam przynajmniej po jednym. Czasem jest ich więcej, czasem zdarza się, że nie dodaję niczego - albo nie pamiętam, by wrzucić, albo nie pamiętam, że nie wrzuciłam. Wszystko zwykle wiąże się z dziurami w pamięci. Natomiast ze snapchatu zaczęłam korzystać dopiero niedawno, bo przy wcześniejszym telefonie nie mogłam z niego korzystać. Ani zdjęcia się nie wysyłały, ani filmów nie mogłam odbierać. Skończyło się na tym, że go usunęłam. Ale teraz do niego wróciłam! Jeśli więc ktoś chce to zapraszam na mój instagram - sonsdanoite oraz na mój snapchat - sonsdanoite.


punkt ósmy: projekt numer dwa.

Wielbię pisać, o czym wiedzą już chyba wszyscy. Piszę w telefonie, w specjalnych notatnikach, z tyłu zeszytów, w wordzie i na blogach. Bo mam ich kilka. Piszę prozę, piszę miniaturki, długie opowiadania, teksty zwane one-shot, felietony i posty. I piszę właśnie projekty. Ten obecny, który zaczęłam w maju, jest kartką z pamiętnika pewnej dziewczyny. Nie jest to łatwe zadanie, bo i postać do łatwych nie należy. Ale właśnie to sprawia mi największą przyjemność. Bo mogę się w czymś sprawdzić. Mogę spróbować i dowiedzieć się czy warto. I wiecie co? Myślę, że warto.

punkt dziewiąty: czytanie.

I wcale nie chodzi o samo czytanie książek, bo ostatnio trochę się w tym opuściłam (patrz: punkt pierwszy), ale zaraz zaczynają się wakacje, więc ja na nowo zaczynam czytać. W moim pokoju już leży stos książek, które tylko czekają, aż będę mogła je przeczytać. Jest ich sporo. Może nawet nie zdążę ich przeczytać w te trzy miesiące. Ale spróbuję, dlaczego nie. Jednak jeśli chodzi o samo czytanie... Założyłam stronę na facebooku - Czytanie jest dla umysłu tym, czym gimnastyka dla ciała - i zapraszam do polubienia wszystkich, którzy lubią czytać. Trochę się rozkręcę i zobaczycie, będzie się działo! ;).

punkt dziesiąty: WAKACJE!

Tak jest, zaczęłam je dzisiaj, we wtorek, trzydziestego czerwca! I wiecie co? Wolność jest cudowna! Wakacje są cudowne! Teraz jedyne czego potrzebuję to odpoczynku. Pełnego spokoju. I od dzisiaj mogę się tym w pełni zająć. Kocham wakacje!

A jak Wam minął czerwiec, kochani?

Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.