30.06.2015

#18 przegląd czerwca.

Dzień dobry!

Przyznam szczerze, że aż nie wierzę, że to już koniec męczarni. Aż do września/października. Wreszcie są wakacje. Lepsze czy gorsze - ale wakacje. Spokój od studiów, nauki, od sesji. To nic, że za rok licencjat i ten nadchodzący rok akademicki będzie bardziej męczący od poprzedniego (a tak się w ogóle da?). To nic, że nigdzie nie wyjeżdżam. To nic, że czekają mnie kolejne męczące i niepotrzebne przedmioty. To wszystko to nic, bo w końcu są jakieś wakacje. Jakieś, bo nigdzie nie wyjeżdżam, nic nie robię, zostaję w domu na cały ten czas, mimo iż bardzo chciałam wyjechać nad polskie morze - do Gdańska. I jeszcze do Grecji. Ale nie było chętnych ani na jeden ani na drugi wyjazd. A Mielno... To nie moja bajka, niestety. 

Ale odbiegam od tematu, nie? Dzisiaj robię krótkie podsumowanie miesiąca. Przegląd najfajniejszych wydarzeń i innych takich. Super zdjęcia, moje przemyślenia... Ogółem takie nudy, jak to w maju i czerwcu (strasznie nie lubię tego okresu, ale o tym już wspominałam).

PRZEGLĄD CZERWCA

czyli co było, minęło i jest. 


punkt pierwszy: sesja.

Pięć egzaminów, nie wiadomo ile kolokwiów, sam koszmar. Tu nawet nie chodzi o trud i ogrom nauki, ale o sam stres. Wiecie, to tylko sesja, to tylko egzaminy i to zawsze można poprawić. Ale skoro już raz się człowiek musiał stresować to głupio tego nie zdać, bo nie dość, że stres to jeszcze trzeba się stresować drugi raz. To moja szósta sesja, zostało mi ich jeszcze sześć i powiem Wam szczerze - mam serdecznie dosyć. Padam z nóg po tejże sesji i mam ochotę odespać to wszystko w ciągu najbliższego tygodnia. To znaczy spać bez przerwy. Ale plus jest jeden - w trzy dni zaliczyłam cztery rzeczy. Może nie wybitnie, ale to też całkiem dobre osiągnięcie. Wiecie, sesja ma jeszcze jeden duży minus - to kumulacja egzaminów i zaliczeń w bardzo krótkim terminie. Zwykle zwyczajnie nie ma na tyle czasu, by do wszystkiego porządnie się pouczyć - jak się ma dwa w jeden dzień to trzeba wybrać między egzaminem A a egzaminem B. Nie ma A i B na raz, by było dobrze. A szkoda.

punkt drugi: urodziny.

Nikt nie śpiewał mi sto lat, nikt nie życzył "Hepi Berzdej", ale jakoś mi to nie przeszkadza. Nie przepadam za swoimi urodzinami, ale nie ma to związku z tym, że się starzeję i w tym roku stuknęły mi dwie dwójki. Nie, raczej kwestia tego, że nigdy urodziny nie były fajne, zawsze musiało się coś złego wydarzyć. Trochę jak z Walentynkami, gdzie dwa razy z rzędu trafiłam w ten dzień do gipsu (mówcie mi: mistrzu). Z urodzinami jest tak, że zawsze coś było nie tak. Najgorzej jednak jest wtedy, kiedy o Twoich urodzinach zapominają osoby, na których nam zależy, jak najbliższa rodzina, najlepsza przyjaciółka czy, o zgrozo!, Twój facet. Jeszcze mi tylko brakuje, aby kiedyś rodzice zapomnieli złożyć mi "Wszystkiego najlepszego". Ale tort był fajny (bo sama robiłam) i ekstra prezenty dostanę (bo można dostawać je cały rok, nie tylko w dzień urodzin). I było miło, bo dowiedziałam się, że są ludzie, którzy jednak znają mnie nieco lepiej niż sądziłam.

punkt trzeci: sukienka letnią porą.

A raczej cztery. Geez, ostatnio mogłabym nie robić nic innego tylko kupować sukienki, różne różniste. Obecnie szyję sobie sukienkę na wesele kuzynki, z początkiem lipca będzie już gotowa, intensywnie czerwona i koronkowa. Ostatnio miałam kolejną przymiarkę - będzie piękna! Poza tym kupiłam intensywnie niebieską sukienkę, całą z koronki, idealną na lato i na różne okazje. Chyba będzie na drugi dzień wesela. Co jeszcze kupiłam w czerwcu? Żółtą sukienkę z dłuższym tyłem, idealną na lato. I czarną w białe grochy. Ach, no i czerwoną w białe grochy. Kocham grochy! Teraz marzy mi się zakupienie jednej sukienki, ale nie umiem wybrać koloru...

punkt czwarty: włosy w kolorze chabrów. 

W kwietniu w końcu postanowiłam zrobić COŚ ze swoimi włosami i połowę rozjaśniłam. Minęły niecałe dwa miesiące i stwierdziłam, że ten blond na włosach to za mało, trzeba spróbować jeszcze coś zrobić. Trochę (trochę bardzo) zainspirowała mnie do tego moja Marta, która przyjechała do mnie w zielono-niebieskich włosach. To było to! Weszłam do sklepu, jednego, drugiego, piątego. W ostatnim w końcu znalazłam to, czego szukałam - niebieską piankę do włosów. Schodzi do pięciu myć, więc na próbę jest idealna. Wróciłam do domu, zamknęłam się w łazience i... wyszłam z niej w pięknych, niebieskich pasemkach. Cały blond został zakryty intensywnym niebieskim kolorem. Tak dobrze poczułam się w tym kolorze, że zaraz po sesji zamierzam do niego wrócić. Tylko najpierw ten blond muszę odświeżyć, żeby było go więcej ;).

punkt piąty: smak gorącego lata.

Z czym kojarzy Wam się lato? Bo mnie ze smakiem owoców nagrzanych słońcem, koktajli i soków domowej roboty oraz mrożonych kaw w ulubionej szklance. Gdy przychodzi okres letni, przyznam się szczerze, że mogłabym tylko i wyłącznie pożerać owoce, warzywa i koktajle. W samym czerwcu pożarłam tyle truskawek, że powinno mi wystarczyć na rok. Ale nie starcza, bo ja bym mogła ich jeść więcej i więcej! Teraz jednak czeka mnie czas samych owoców i już od pierwszego lipca zabieram się za tydzień na samych koktajlach - nie dość, że to jest oczyszczające to jeszcze pyszne! Arbuzy, banany, truskawki, maliny, brzoskwinie i melony. Czego chcieć więcej? Ach, to oczywiste. Słońca!

punkt szósty: paznokcie w kolorze nude.

Po wielu latach kupiłam sobie lakier do paznokci w kolorze nude. Długo nie umiałam się przekonać do paznokci w tym odcieniu. Wiecie, nie przepadam za jasnymi pazurami. Zwykle wychodzę z założenia, że bardzo się odznaczają i wyglądają tak... karykaturalnie. Ale zbliżało się lato, moje 100 lakierów potrzebowało powiewu świeżości i... kupiłam dwa odcienie lakieru nude! Koniec z końców - maluję paznokcie tylko nim. Bo piękny i długo się utrzymuje. Chyba całe lato poświęcę na ten kolor. Ewentualnie jeszcze na miętę albo limonkę.

punkt siódmy: insta-chat.

Czyli w rozwinięciu - instagram i snapchat. Instagram używałam cały czas, od dwóch lat. Wrzuciłam tam prawie półtorej tysiąca zdjęć i niemal codziennie wrzucam przynajmniej po jednym. Czasem jest ich więcej, czasem zdarza się, że nie dodaję niczego - albo nie pamiętam, by wrzucić, albo nie pamiętam, że nie wrzuciłam. Wszystko zwykle wiąże się z dziurami w pamięci. Natomiast ze snapchatu zaczęłam korzystać dopiero niedawno, bo przy wcześniejszym telefonie nie mogłam z niego korzystać. Ani zdjęcia się nie wysyłały, ani filmów nie mogłam odbierać. Skończyło się na tym, że go usunęłam. Ale teraz do niego wróciłam! Jeśli więc ktoś chce to zapraszam na mój instagram - sonsdanoite oraz na mój snapchat - sonsdanoite.


punkt ósmy: projekt numer dwa.

Wielbię pisać, o czym wiedzą już chyba wszyscy. Piszę w telefonie, w specjalnych notatnikach, z tyłu zeszytów, w wordzie i na blogach. Bo mam ich kilka. Piszę prozę, piszę miniaturki, długie opowiadania, teksty zwane one-shot, felietony i posty. I piszę właśnie projekty. Ten obecny, który zaczęłam w maju, jest kartką z pamiętnika pewnej dziewczyny. Nie jest to łatwe zadanie, bo i postać do łatwych nie należy. Ale właśnie to sprawia mi największą przyjemność. Bo mogę się w czymś sprawdzić. Mogę spróbować i dowiedzieć się czy warto. I wiecie co? Myślę, że warto.

punkt dziewiąty: czytanie.

I wcale nie chodzi o samo czytanie książek, bo ostatnio trochę się w tym opuściłam (patrz: punkt pierwszy), ale zaraz zaczynają się wakacje, więc ja na nowo zaczynam czytać. W moim pokoju już leży stos książek, które tylko czekają, aż będę mogła je przeczytać. Jest ich sporo. Może nawet nie zdążę ich przeczytać w te trzy miesiące. Ale spróbuję, dlaczego nie. Jednak jeśli chodzi o samo czytanie... Założyłam stronę na facebooku - Czytanie jest dla umysłu tym, czym gimnastyka dla ciała - i zapraszam do polubienia wszystkich, którzy lubią czytać. Trochę się rozkręcę i zobaczycie, będzie się działo! ;).

punkt dziesiąty: WAKACJE!

Tak jest, zaczęłam je dzisiaj, we wtorek, trzydziestego czerwca! I wiecie co? Wolność jest cudowna! Wakacje są cudowne! Teraz jedyne czego potrzebuję to odpoczynku. Pełnego spokoju. I od dzisiaj mogę się tym w pełni zająć. Kocham wakacje!

A jak Wam minął czerwiec, kochani?

Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:

16.06.2015

#17 top 10 aplikacji na telefon.

Maj i czerwiec to dwa miesiące, kiedy nie wiem w co mam włożyć ręce, a jednocześnie wyjątkowo nic mi się wtedy nie chce. W związku z czym zwykle leżę w łóżku, laptop na kolanach i mnóstwo notatek dookoła mnie. Czyli pięknie udaję, że pilnie się uczę. Tak też było do egzaminu końcowego z języka francuskiego, z tym, że nie zrobiłam ŻADNYCH notatek, bo stwierdziłam, że i tak nie mam na to czasu, a poza tym nie ma to sensu, bo i tak i tak czeka mnie wrzesień. No to napisałam. To tu, to tam. O, tutaj mi pasuje PRAWDA, a tutaj dobry będzie FAŁSZ. Nie chcecie wiedzieć jakie było moje zdziwienie, gdy zaliczyłam część pisemną. I jaka radość, gdy z ustną również dałam radę. I nawet jeśli w moim indeksie widnieje teraz 3,0 zamiast jakiejś piątki, to i tak jestem niesamowicie szczęśliwa. Bo zdałam. To zawsze jeden egzamin mniej na wrzesień. Życie studenta takie trudne...

Dzisiaj, wiadomo, dalej powinnam się uczyć. Tym razem po lewej leży Literatura polska 1945 do 1967, a po prawej notatki z Fonetyki historycznej. Po środku, oczywiście, laptop i włączony blogspot, bo ważniejszy jest post od jakichś tam notatek. Poza tym... hej! mam jeszcze jutrzejszy dzień! A dawno nic nie napisałam, więc trzeba zrobić to teraz. Myślałam co stworzyć i wymyśliłam. Dzisiaj będzie o...

TOP 10 APLIKACJI NA TELEFON

czyli bez czego nie wyobrażam sobie smartfona. 


Ale to gimbusiarsko zabrzmiało, o matko! Wiadomo, kiedyś to się ludzie cieszyli, gdy mieli telefon z czarno-białym ekranem. Matko, ale ja kochałam moją Nokię 3310 i grę w Węża. Sporo dzisiejszej młodzieży to nawet sobie tego nie potrafi wyobrazić co to było, gdy telefony miały klawiaturę, a nie ekran dotykowy, aparat był doczepianym rarytasem, a polifoniczne dzwonki były rajem na ziemi. W XXI wieku wszystko jednak się zmienia, więc wraz z kolejnym smartfonem pojawiły się kolejne aplikacje, bez których już nie mogę sobie wyobrazić funkcjonowania telefonu. Toteż dzisiaj Wam o nich opowiem!

zdjęcie pochodzi ze strony www.pinterest.com

1. Gadu-Gadu.

Najważniejsza aplikacja w moim telefonie. Tak, wiem. Ludzie nie znają gadu-gadu, nie mówiąc o tym, że już z niego w ogóle nie korzystają. Ja sobie nie wyobrażam, by nie pisać codziennie setek wiadomości z moją Angeliką i z Karolcią. To słoneczko w górze ekranu jest czymś, bez czego już nie widzę telefonu. Czasem gdy bawię się telefonem mojej mamy to dziwię się, że ktoś może nie mieć słoneczka w lewym górnym rogu. Jak widać - można. Gadu jest fajne i nie mam z nim tylu problemów, co z Messengerem czy samym Facebookiem. Gadu to moje dzieciństwo!

2. Instagram.

Ponad 1300 zdjęć mówi za siebie, prawda? Codziennie dodaję od trzech do pięciu fotografii. Raz zdarzyło się pięćdziesiąt. W jeden dzień. Instagram to moje małe uzależnienie, bo zerkam na niego zawsze, gdy sięgam po telefon. Wiecie, fotografia to moja pasja, tam mogę pokazywać każdą wolną chwilę. To fajne uczucie. Najbardziej lubię jednak nowe funkcje, fajnie patrzeć, że ulubiona aplikacja się rozwija, zamiast stać w miejscu. Ktoś jeszcze ma instagram? Ja zapraszam do siebie: sonsdanoite.

3. Instasize.

Dwa tygodnie temu jeszcze nie miałam pojęcia, że instasize jest taką fajną aplikacją. Cholernie chciałam wiedzieć w jaki sposób ludzie przerabiają zdjęcia, że po bokach czy u góry i dołu są białe paski. Próbowałam już z różnymi aplikacjami, ale w żadnej tego nie znalazłam. Aż w końcu znajoma powiedziała instasize i... ach, co za uwielbienie! Te efekty, te ramki, te możliwości kolaży... Teraz mogę się już nie rozstawać z telefonem!

4. Snapchat.

W starym telefonie miałam, ale ani zdjęć nie chciał przyjmować ani wysyłać. O filmach nie mówię, bo zawsze wyskakiwał błąd. Cholerny błąd. Stwierdziłam - snapchat nie dla mnie, zresztą, po co mi on. No, stwierdziłam. Obecnie korzystam z niego częściej, wysyłam zdjęcia, odbieram zdjęcie, obserwuję kilka sławnych osób. Ostatnio nawet  dodałam kilku blogerów, więc jeśli ktoś z Was chciałby dodać mnie - również zapraszam: sonsdanoite.

5. Odliczanie.

Taki prosty widget, a taki pomocny... Zaznaczam sobie datę, wpisuję co to za wydarzenie i dodaję kółeczko na głównym ekranie telefonu. Dzięki czemu mogę wiedzieć ile dni do wydarzenia, zamiast ciągle obliczać to na kalendarzu czy palcach. A fajnie wiedzieć ile czasu jest jeszcze do czegoś. Nawet jeśli jest to egzamin - przynajmniej student wie, jak daleko jest w lesie. ;). 

6. Wielojęzyczny słownik polski.

W pierwszym semestrze ściągnęłam sobie słownik, bo pilnie potrzebowałam go na język francuski. Obecnie nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego. Czasem braknie mi słowa, więc szybko wystukuję polską wersję i wybieram sobie język, w jakim chcę poznać to słowo. A wybór jest niemały - angielski, grecki, niemiecki, francuski, arabski, rosyjski, czeski, włoski, hiszpański... Łącznie aż czterdzieści siedem języków. Wybór jest spory i słówek jest naprawdę wiele, chociaż czasem niektórych brakuje. Albo to ja mam takie szczęście. 

7. Latarka.

Taki głupi, banalny gadżet, ale bardzo przydatny, zwłaszcza jak pod łóżko spada mi pilot i nie umiem go znaleźć. Nie potrzebna jest osobna latarka, wystarczy mieć telefon pod ręką. Dzięki temu nie muszę świecić światła, wystarczy mi tylko to punktowe, ale bardzo, bardzo jasne. A odkąd wprowadzili zmiany to aplikacja jest jeszcze lepsza - światło może być wyświetlane na ekranie albo tylko u dołu, punktowa niebieska poświata. Cudowny gadżet. 

8. Szybki notatnik.

Kto z Was miał sytuację, że wpadł mu do głowy niesamowity tekst, chciał to gdzieś zapisać i... nie było gdzie? Pewnie każdy tak miał. Ja swego czasu dostawałam już szału, bo chciałam i nie mogłam zapisać. Aż tu nagle pojawił się on, szybki notatnik. Swego czasu zapisywałam nawet krótkie notatki na uczelnię, np. wtedy, gdy wykładowca podawał tytuł tekstu, który trzeba było przeczytać na kolejne zajęcia, albo gdy profesor kazał nam zapisywać dziennie po jednym tekście, który nas zainspirował albo rozbawił. I teraz mam, szybki notatnik, gotowy, by w każdej chwili coś w nim zapisać. 

9. Blogger.

Gdy nachodzą mnie nagłe pomysły na nowe posty, zawsze mam pod ręką mobilną aplikację do bloggera. Ostatnio nawet napisałam w nim cały post do projektu. Później jednak musiałam go poprawić na komputerze (wygląd postów pozostawia wiele do życzenia), ale to były dwie minuty roboty i po wszystkim. W tej aplikacji można zrobić niewiele, bo jedynie napisać albo dodać post, ale można zrobić to z każdego miejsca na Ziemi, w dodatku na każdym z blogów, jakie się posiada. Bardzo wygodne.

10. Period diary.

Typowo babska aplikacja. I właśnie to w niej jest fajne, że nie trzeba nosić ze sobą jakichś papierowych kalendarzyków czy wielkich kalendarzy. Nie, wszystko jest zawarte w jednej małej aplikacji. Fajne jest to, że to bardzo inteligentna aplikacja. Nie trzeba liczyć dni cyklu - Period diary robi to za nas. ;).


Wiecie, tak sobie myślę, że XXI wiek po prostu zrobił z nas leni. Wszystko mamy pod ręką, wszystko mamy przy sobie. Kiedyś trzeba było sięgnąć do encyklopedii, by dowiedzieć się cokolwiek. Teraz wpisujemy w google bądź od razu w wikipedię. To samo tyczy się, tak naprawdę, wszystkiego. Ale wiecie, lubię to lenistwo. Bo wszystko mam w telefonie i zamiast nosić duży notes, kalendarz, mały papierowy kalendarzyk, latarkę i aparat fotograficzny... Wszystko mam w jednym, niewielkim przedmiocie. 

Czyż to nie ułatwia życia?

Czytaj dalej:
4 komentarze
Udostępnij:

12.06.2015

#16 oto ja.

Dzień dobry!

Dzisiaj piszę wyjątkowy (przynajmniej dla mnie) post. Po prawie dwóch latach blogowania postanowiłam napisać coś na swój temat. Samo "o mnie" byłoby jednak zbyt nudne i pospolite. Jak już wiecie - nie lubię pospolitości. Zdecydowałam więc, z okazji moich kolejnych już urodzin, poprosić kilku znajomych o odpowiedź na cztery pytania związane z moją osobą. Z jednej strony miała to być informacja dla mnie, jak jestem postrzegana przez innych. Z drugiej - przedstawienie Wam mnie samej, z perspektywy innych. Osób, które znają mnie w miarę dobrze, bardzo dobrze, albo słabo. Są osoby, które znają mnie wyłącznie przez internet. Są takie, które cały czas mam na miejscu. No i są też Ci, których udało mi się spotkać. Gdy zadawałam im pytania, przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takich odpowiedzi. Zaskoczyli mnie, w większości bardzo pozytywnie.

W teorii to mogłabym sama napisać co nieco o sobie. No wiecie, coś w stylu:
Oto ja. Patrycja Katarzyna, od czwartego czerwca posiadaczka dwóch dwójek zamiast wieku. Studentka filologii polskiej, pasjonatka fotografii. W wolnej chwili piszę opowiadania i dialogi, nie wyobrażam sobie dnia bez kawy i muzyki. Jaka jestem? Cóż, zmienna, jak typowa kobieta. Lubię trampki i sukienki, noszę glany do spódnic i mocno pomalowane usta. Kłócę się, by za chwilę zupełnie o tym zapomnieć. Denerwuję się, aby po chwili cieszyć się wszystkim. Płaczę, chociaż staram się to robić, gdy nikt nie widzi. Boję się horrorów i nie płaczę na Titanicu. Czytam książki i ciągle kupuję nowe. Mam dużo pomysłów, robię wiele, ale mało kiedy potrafię to doprowadzić do końca. Bywam nerwowa i bywam uśmiechnięta. Jestem sobą, nie tylko bywam. Nie uciekam od odpowiedzialności, chociaż czasem brakuje mi sił. Jestem zbieraczem niepotrzebnych bibelotów. Jestem szczęśliwa, gdy mam bliskich przy sobie. Jestem blogerem.

No sami powiedzcie - nie wystarczyłoby tyle? Owszem, że to by wystarczyło. Znaczy na pewno dla części osób, ale nie dla mnie. Postanowiłam więc zadać pytania i... nie zawiodłam się. Mam jednak cudownych znajomych i przyjaciół. I boską kuzynkę! Teraz muszę pochwalić się odpowiedziami, jakie dostałam. Pojedynczo będę wysyłać pytanie i wszystkie odpowiedzi do niego.


Pytanie pierwsze: Jaką osobą jestem Twoim zdaniem? Co o mnie sądzisz/myślisz? 


Pierwsza odpowiedź napłynęła od mojej ukochanej Angeliki:
Przede wszystkim jesteś najlepszą przyjaciółką i, mimo dzielących nas kilometrów, nigdy się na Tobie nie zawiodłam. Zawsze mogłam Ci wszystko powiedzieć i chyba to w Tobie lubię najbardziej. Bardzo się angażujesz w znajomości i o nie dbasz, jesteś przyjacielska i kochana i, co też ważne, wciąż mnie znosisz. :D. Myślę, że bardzo Cię lubię. 
Cóż, znamy się już prawie osiem lat, przyjaźnimy trochę krócej, ale myślę, że to jedna z tych osób, które znają mnie najlepiej i wiedzą o mnie, tak naprawdę, wszystko. Wiem, że w każdej chwili mogę do niej napisać, powiedzieć jaki mam problem, poradzić się. Angelika nigdy mnie nie zawiodła i cieszę się, że ja jej też nie. Gdyby nie cała Polska, która nas dzieli, chyba miałaby mnie dość. Nigdy w życiu nie dałabym jej spokoju!

Kolejna odpowiedziała Karolina:
Jesteś miła, inteligentna, z tego co wiem trochę niezdarna (choć spoko, na pewno nie bardziej niż ja), ale za to widać, że bardzo skrupulatna. Dbasz o szczegóły i drobne elementy, na które ja nigdy nie zwracam uwagi. 
Gdzieś w lipcu będą trzy lata, jak znam Karolinę. W pewien sposób połączyły nas dialogi i opowiadania. Chyba właśnie od tego momentu zaczęłyśmy pisać i... w wakacje planuję do niej pojechać. W końcu! Co do jej postrzegania mnie - nie ma osoby bardziej niezdarnej ode mnie, jestem tego pewna. I fakt, ogólnie nie zwracam uwagi na wiele rzeczy, ale jeśli już to na takie szczegóły, na które nikt nigdy nie zwraca uwagi, np. przy składaniu kartki papieru. Ktoś jeszcze składa ją co do milimetra?

Kolejna była Klaudia - najlepsza kuzynka na świecie!
Jesteś osobą, która wie czego chce, przynajmniej w większości planów / spraw, itp. Myślę, że mamy ze sobą dużo wspólnego, podobne problemy, poglądy, lubimy dużo takich samych rzeczy i dużo więcej, ale o wszystkim nie mówimy <3.
Ile się znamy - pisać nie muszę. Lepszy kontakt jednak załapałyśmy dopiero parę lat temu i z każdą rozmową przekonuję się, że jesteśmy do siebie naprawdę podobne. To cudowne uczucie, że ma się kogoś, na kogo wystarczy się spojrzeć i już wszystko jest oczywiste, nie trzeba nic mówić.

Kolejna była Marta, moja ukochana Królowa:
Jesteś super pomimo tego, że często masz zły humor. Często narzekasz na studia i ogólnie, ale jesteś bardzo mądrą osobą i zawsze w miarę możliwości uraczysz dobrą radą. Jesteś wspaniałym słuchaczem i wiem, że Tobie mogę wszystko powiedzieć i zawsze pomożesz :D.
Z Martą znam się tak długo, jak z Karoliną. W tym roku, w końcu, udało mi się z nią spotkać. Uraczyła mnie zielono-niebieskimi włosami, zabójczym śmiechem i mocnym uściskiem. Szkoda, że widziałyśmy się nieco ponad dwie godziny, ale to lepsze niż nic! Uwielbiam Królową!

Następna wiadomość przyszła od Justyny:
Jaką moim zdaniem jesteś osobą? Jesteś strasznie wrażliwa, chociaż często (czasami za często) to ukrywasz, ciężko do Ciebie dotrzeć, ale jak komuś się chce i mu zależy to mu się zazwyczaj udaje. Masz ścisłe grono znajomych, których niemal znasz na wylot, oni może i mniej, ale czasami widzą więcej, niż chyba chcesz, żeby widzieli.
Justynę poznałam prawie dwa lata temu, gdy w październiku zaczynałyśmy studia. Dosiadłam się na korytarzu, bo nikogo nie znałam. Zaczęłyśmy rozmawiać i, mimo różnych specjalizacji i braku czasu na spotkania, rozmawiamy ze sobą, gdy tylko pojawi się taka możliwość. Chyba właśnie odpowiedź Justyny zaskoczyła mnie najbardziej - nie sądziłam, że ktoś widzi to, czego nie powinien. To było bardzo pozytywne zaskoczenie, mimo wszystko.

No i zdecydowanie najdłuższa odpowiedź, należąca do Kamany:
Chciałabym napisać, że należysz do grona osób, które do wszystkiego podchodzą z dystansem, jednakże przekonałam się, że tak nie jest. Czasem potrafisz się unieść, postawisz na swoim. Nie boisz się wyrazić swojego zdania, to ludzie sobie cenią. To dobra cecha, która nie powinna umierać w ludziach. Jesteś niezwykle kreatywna, musisz mi zrobić ciasto. Nasłuchałam się o nich tyle, że mam ochotę wylizać monitor mojego laptopa, takie są piękne. Myślę, że masz sprawne dłonie, jakkolwiek miało to zabrzmieć, chodziło mi o Twój kunszt kulinarny. Jeśli miałabym Cię ocenić tak z biegu, powiedziałabym, że umiesz się pośmiać. Unikasz za to niepotrzebnej wymiany zdań. Można z Tobą porozmawiać o wszystkim i o niczym. I jeszcze jedno, ale za to bardzo ważne. Potrafisz słuchać. Jak się człowiek wypisze/wygada, dopiero potem możesz dać mu swoją opinię. To naprawdę bardzo pozytywna cecha.
Aleksandrę, znaną bardziej jako Kamanę, znam najkrócej ze wszystkich. Poznałyśmy się przez największą w Polsce grupę dla fanów Harry'ego Pottera. Jeśli chodzi o jej odpowiedzi na mój temat... przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie, bardzo pozytywnie. Nie spodziewałam się takich odpowiedzi. I tak rozbudowanych.

Ostatnia już odpowiedź, nadchodząca z pewnym poślizgiem, należała do Natalii:
Jaką jesteś osobą? To pytanie z serii "Bardzo trudne". Dlaczego? Bo jesteś sobą i taką Cię cenię. Zabawna, zawsze do pośmiania się z zarówno błahych, jak i śmiertelnie poważnych problemów. Pomożesz kiedy człowiek tego potrzebuje, a jednocześnie powiesz "Spadaj" gdy wiesz, że ktoś nie zasługuje na pomoc. Szanujesz swój czas. Nie jesteś z pewnością kujonem, ja też nie, dlatego wspólnymi siłami popychamy się do zdania semestru.
- "Nie zdam tego."
- "Nie martw się, ja też."
to nasze klasyczne powitanie na korytarzu. Nawet teraz wygląda to tak:
- "Nie uczę się, a mam jutro fonetykę historyczną"
- "Ja też xD"
Uwielbiam Cię za to. Jeśli jest ktoś, kogo warto poznać, jesteś tą osobą. Za uśmiech, za szczerość i za wspólne narzekania na świat.
Natalię, tak samo jak Justynę, poznałam na studiach. Chodziłyśmy (we trzy) na zajęcia w pierwszym semestrze. Jakoś w połowie się zgadałyśmy dopiero, czekając na okienku. Pamiętam nasze pierwsze rozmowy, te o grach (bo, cholera, obie to grające dziewczyny, a ja to byłam jak piąte koło u wozu!), te o włosach i te o pewnych wykładowcach. A potem, cóż, poszło z górki. 


Pytanie drugie: Znasz mnie lepiej lub gorzej. Co Twoim zdaniem mogłabym chcieć robić w przyszłości? Gdzie widzę siebie za pięć lat?


Myślę, że tutaj również Angelika wie o mnie najwięcej, bo ciągle jej smęcę, że to bym chciała, tamto bym chciała, tutaj to zrobiłam, tutaj tamto... Więc kiedy przyszła jej odpowiedź...
Myślę, że znam Cię dość dobrze, a Twoim marzeniem jest własna książka, czego Ci bardzo życzę i chciałabym być tą jedną z nielicznych osób, które jako pierwsze ją przeczytają. A za pięć lat? Będziesz wyprawiała najlepsze śluby i wesela w Polsce. ;).
... cóż, wcale nie byłam zaskoczona, że tak dobrze mnie zna! I wiecie co? Jeśli wydam książkę to zrobię wszystko, by jeden z pierwszych egzemplarzy trafił w jej ręce!

Karolina wie dużo, ale cóż, nie używa zbyt wielu słów. No przecież nie ważna ilość, ważna jakość!
W przyszłości chyba chcesz planować śluby i piec.
Ale mnie podsumowała! W sumie, częściowo, zawarła wszystko. Chcę śluby, wielbię piec. Co jeszcze? No cóż, to będzie w dalszych odpowiedziach!

Klaudia... była jedyną osobą, której odpowiedź dotyczyła sfery innej niż materialnej. Cóż, zupełnie mnie tym... nie zaskoczyła!
W przyszłości chciałabyś mieć własną firmę, która organizuje przyjęcia okolicznościowe. Wcześniej masz plan skończyć studia, trochę podróżować po świecie i oczywiście mieć swoją mała, bądź dużą, zależy jak na to spojrzeć, ale rodzinę, która będzie taką prawdziwą, TWOJĄ WYMARZONĄ. Widzisz siebie za 5 lat jako Panią swojego domu oraz lubianą przez wszystkich Panią Dyrektor :D
Podróże, to coś o czym sama ciągle zapominam. A przecież podróżowanie jest takie fajne! Zebrać tylko jedną osobę i pojechać w świat, bo samemu to smutno.

A co powiedziała mi Marta? Ano same dobre rzeczy:
Na pewno coś z pisaniem! Kochasz czytać jak i pisać. Wiem że chcesz napisać własną książkę więc coś może z tym. A no i jeszcze obowiązkowo fotografia! Tym też mogłabyś się zająć :) 
Fotografia, pisanie, czytanie. Wymieniła to, co najważniejsze. Może nie wszystko. Ale to jest coś, co kocham. I za odpowiedzi Marcika również kocham!

Justyna sprawiła, że aż się zaśmiałam:
Nie mogę powiedzieć, że znam Cię tak bardzo jakbym chciała. Wiem jednak to, że uwielbiasz wesela. Ich organizację i całą tą otoczkę tego całego szału i chcesz w tym uczestniczyć, chociaż nie zawsze masz na wszystko czas i czasami nawet ochotę. Tak, tam Cię widzę za 5 lat, kiedy będziesz organizować moje wesele (mam nadzieję, że troszkę jednak wcześniej :D)
I, oczywiście, już niedługo widzimy się nad katalogami mody ślubnej, kochana! Odwalę wesele jak ta lala, zobaczysz. I wy też zobaczycie!
Dzięki Kamanie udało mi się uśmiechnąć:
Na pewno nie będziesz spała pod mostem. Mam nadzieję, że będziesz się uczyć. Ogólnie, chyba wszystkim polecam jak najdłużej to robić. Nauka to potęgi klucz, czyż nie? A jak nie, to życzę Ci najwyższych zarobków w kraju. A co, jak szaleć to szaleć. Jak dla mnie, możesz zostać moim prywatnym psychologiem. Ale to za dziesięć lat, jak się dorobię. Dobrze?
Kurde, z tymi najwyższymi zarobkami w kraju to może być ciężko, bo polityk byłby ze mnie marny - kłamanie to mi nie wychodzi, tak samo jak ściąganie na testach. Ale psychologiem chętnie zostanę.

A Natalia sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać czy moje studia są odpowiednie:
Jak dla mnie, mogłabyś prowadzić bloga kulinarnego. Nadajesz się do blogowania, choć czasami brakuje Ci sumienności. Mnie też, nie martw się. Nie widzę Cię w niczym innym, naprawdę. Czasami patrzę na Twojego instagrama, na te wszystkie wypieki i ślinka mi cieknie. Hm. W sumie, mogłabyś być również pisarką. Lubisz pisać, piszesz od dawna i myślę, że mogłabyś się tak spełniać. Masz jednak dar do słuchania i wspierania ludzi, więc nie powinnaś się zamykać na literki. Powinnaś kontynuować to, co robisz. Powinnaś być psycholożką. Pomagać. Potrafisz to, mnie pomagasz.
Hm, druga. Chyba muszę zostać tym psychologiem. Ciekawe czy można zrobić jakiś krótki kurs psychologii, bo kolejne pięć lat studiów sprawi, że oszaleję. O blogu kulinarnym myślałam, nie stworzyłam. Cierpię na jedno schorzenie - brak systematyczności. To wiele utrudnia.
 

Pytanie trzecie: Urodziny to czas prezentów. Jakich? Co mogłabym chcieć dostać? 


Angelika dobrze mnie zna:
A co Ty byś mogła chcieć jak nie książki? Na pewno jest milion rzeczy, jakie chciałabyś mieć, ale stawiam na książki, w końcu ich tak jak butów - nigdy za wiele.
Pragnę książek, ale tata mówi, że zacznie mi je palić, bo mam ich dużo za dużo. Nie chcę palonych książek, więc udaję, że nie kupuję. Dziesięć książek zakupionych w maju się nie liczy, co nie?

Karolina wie co lubię:
Książki, jakieś gadżety do pieczenia, płyty.
Pilnie potrzebuję kuchennego fartucha. I dwóch rękawic kuchennych. I formy do pieczenia ciasta. I tych do sufletów również. I paru (nastu) innych rzeczy. Tak. A płytę dostałam!

Klaudia... Ona wie co jej ukradnę! :D
Ja wiem! Dużego Misia! :D
No, to rozumiem, że jak następnym razem do Ciebie wpadam to misiak (mój) będzie już czekał, co? Bo wiecie, Klaudia ma takiego dużego, pluszowego niedźwiedzia. I ja też bardzo chcę takiego mieć!

Marta bardzo kusi:
Książki! Płyty ulubionych zespołów, bilety na koncerty jakichś metalowych/rockowych zespołów, wycieczki za granicę do pięknych miejsc bo kochasz podróżować :)
Wycieczki za granicę i koncert AC/DC. O, no i Rammstein. Ten koncert to coś, na co czekam i czekam... I chyba się nie doczekam.

Justyna wie, co sprawia mi radość:
Przede wszystkim sama lubisz te prezenty dawać, chyba to Ci daje największą frajdę. Myślę jednak, że najbardziej cieszyłabyś się z prezentu, który ktoś wykonał własnoręcznie, a nie kupił w pierwszym lepszym sklepie (chociaż książką też byś nie pożałowała, znając nas, książkoholików). Wydaje mi się, ze nawet jakbyś dostała ciastka, które ktoś wcześniej piekł 3 godziny zrobią na Tobie ogromne wrażenie.
Handmade to najlepsze prezenty. Bez względu na to czy jest to słoik z życzeniami, własnoręcznie stworzone ciasteczka czy może zszyty zeszyt, taki własnoręcznie stworzony. No i książka, ale ona to się nie liczy, ona zawsze najważniejsza. :D.

Kamana na drugie miejsce zrzuca rzeczy materialne:
Tort, ale zrobiłaś go sama. Szkoda, że tylko widziałam na zdjęciu! Myślę, że poza prezentami podczas urodzin najważniejsi się ludzie. Prezenty to tylko dodatek do osób, które tworzą niesamowitą atmosferę. W gronie przyjaciół, rodziny i nawet znajomych, można spędził czas, tak jak normalnie nie ma się czasu. Usiąść, napić się, porozmawiać, wdać się w dyskusję. Moim zdaniem, to najpiękniejszy prezent jaki można dodać. Ale jeśli mam napisać o czymś materialnym, zapewne najlepsza byłaby nowa lustrzanka. Myślę, że byłabyś bardzo zadowolona. A propos, twoje zdjęcia są cudowne.
Nowa lustrzanka byłaby cudowna, ale zadowolę się nowym obiektywem. :D. I lampą. O, statyw też by się przydał... Dziękuję, staram się <3.

Natalia wie, jaka jestem:
Dla Ciebie nie liczy się "Co dostaniesz". Dla Ciebie liczy się fakt obdarowywania, fakt prezentów, fakt pamięci i troski. Nie ma znaczenia czy to coś warte fortunę, ręcznie zrobione czy upominek za parę złoty. Gdybym ja miała sprawić Ci prezent, kupiłabym Ci notes. Kozacki, wspaniały notes, w którym pisałabyś swoje teksty i rozwijała swoje pasje. Byś wykorzystywała bezczynność na nudnych wykładach.
Prawda. Liczy się pamięć, nie prezent sam w sobie. Kozacki i wspaniały notes... Ostatnio w Matrasie Paweł pokazał mi takie ze złotymi kartkami! Nie chciałam stamtąd wyjść bez niego, ale nie chciał mi go kupić, więc wyszłam bez niego, jednak. A takie teksty mogły w nim powstawać!



Pytanie czwarte: Bez czego Twoim zdaniem nie wyobrażam sobie istnienia?



Moja Angelika napisała:
Bez czytania, książek, całej tej otoczki pisania-czytania. Na pewno też we wcześniejszych czasach bez internetu i dialogów. :D. A teraz myślę, że Twoje must have egzystencji to spotkania ze znajomymi, czytanie, dobra kawa, dobry film... i liczę po cichu, że i ja :). 
O tak, kiedyś to internet i dialogi. Teraz to te dialogi dalej. Gdyby nie internet to chyba bym wydawała tysiące na rachunki telefoniczne, dziennie pisząc do Andzi po kilka setek wiadomości... A co jest moim must have? Cóż... ;)

Karolina jak zwykle mało wylewna:
Książek, pieczenia, pisania, fotografowania.
Nie wiem co z tej czwórki bardziej uwielbiam. Książki są fajne. Zawsze. Najlepiej, gdy można je czytać jeżdżąc autobusem na uczelnię albo z uczelni. Opalając się w ogródku albo na plaży. Czekając na umówione spotkanie. Pieczenie jest cudowne w weekendy i na każde okazje. Pisanie... na to ostatnio mam najmniej czasu. A fotografia? Jest zawsze.

Wiedziałam, że Klaudia tak powie!
Bez książek, telefonu oraz pisania opowiadań, bloga, itp. :D
Telefon. Czasem zerkam na niego co chwilę, jakby w obawie, że zaraz zniknie. Albo zerkam, by sprawdzić godzinę. Dopiero za którymś razem z kolei udaje mi się ją sprawdzić. Znacie to uczucie?

Marta sądzi:
Bez aparatu, książek i przyjaciół, jestem tego pewna! Coś więcej może i by się znalazło ale te chyba najważniejsze :)
Przyjaciele! Spotkania z tymi, którzy mieszkają po drugiej stronie kraju czy, tak jak w przypadku Marcika, po drugiej stronie morza. Ale takie spotkania mają w sobie więcej magii. Uwierzcie.

Justyna... Justyna zdecydowanie wie:
Hm, aparatu. W każdej postaci. Za każdym razem kiedy tylko Cię widzę, stoisz i robisz zdjęcia wszystkiemu, co Cię otacza. Nawet, jeżeli ktoś nie wyraża na to zgody ^^. Książek, bo jakakolwiek rozmowa zawsze musi się o nie otrzeć, nawet w szczególiku. Tak, chyba to dwie najważniejsze rzeczy jakie mi przyszły do głowy. Można by jeszcze wymieniać blogi, snapchat, instagram etc. :D
Oj tam. Ładne było to zdjęcie. I te dwa inne. I kolejne cztery. A tamte trzy też nie wyszły najgorzej! Tak, jestem okropna jeśli chodzi o robienie zdjęć. Robię wszystkim. Każdemu. Każdej rzeczy. Roślinie. Zwierzakowi. Wszystkiemu, co się napatoczy. Zdjęcia <3.

Kamana uważa:
Bez ludzi, bez aparatu i bez pisania. Myślę, że jesteś w stanie w tym dużym świecie znaleźć swój kącik, który wcale nie jest już taki mały. Chce Ci życzyć, aby Twoje pasje się rozrastały, aby ludzie zawsze dawali Ci możliwości. Potrafisz je wykorzystać.
Aparat i pisanie, dwie wielkie miłości mojego życia. Pasje. Muszę w końcu się za nie zabrać, nieco się opuściłam w ostatnim czasie...

Według Natalii:
Nie wyobrażasz sobie życia bez internetu (sucharek), bez książek, bez ludzi. Nie mogłabyś żyć bez literek na papierze, bez długopisu w dłoni, bez uśmiechu, swoich wypieków. Aparat to Twój żywioł, Instagram tak twierdzi i ja się z nim zgadzam.
Instagram to już chyba ma mnie dosyć, bo jak dodaję w ciągu dnia więcej niż pięć zdjęć to od razu mnie ludzie przestają obserwować. A ja naprawdę nie rozumiem dlaczego!

Teraz, jak tak patrzę na te pytania i odpowiedzi, to zaczynam zdawać sobie sprawę, że ludzie jednak mnie znają, wbrew temu, co sobie myślę. I zaczynam się zastanawiać gdzie te wszystkie prezenty z tegorocznych urodzin - handmade, książki, wypasiony notes? No gdzie te prezenty, co? ;). Cóż, chyba powinnam napisać o sobie jeszcze trochę więcej. Ale myślę, że nutka tajemnicy zawsze powinna pozostać. Tak, kocham fotografię. Tak, uwielbiam piec ciasta i czytać książki. Tak, pragnę wydać kiedyś własną książkę. I może faktycznie kiedyś będę robić coś związanego z wypiekami. Ale, póki co, muszę skończyć studia. I mam plan, by zabrać się za organizację imprez okolicznościowych, z naciskiem na śluby i wesela.

No bo kto da radę, jak nie ja?

Można znaleźć mnie w tych miejscach:

g+FBASKInstagram
Zapraszam do obserwacji ;).

Czytaj dalej:
1 komentarz
Udostępnij:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.