03.04.2015

#10 kominki zapachowe i olejki.

Dzień dobry!

Dzisiaj pomyślałam, że przywrócę do życia stary, najbardziej popularny post na tym blogu. Cały czas nie rozumiem dlaczego miał on takie wzięcie, ale cóż, może dalej powinien tutaj tkwić? Uznajmy, że jest to post w stylu recenzji. Raczej zbyt wielu takich u mnie nie znajdziecie, ale jeśli chodzi o kominki do aromaterapii, świeczki zapachowe i olejki to uwierzcie, jest to moja bajka! Dlatego też dzisiaj trochę Wam o tym przypomnę, może komuś się przyda.

AROMATERAPIA


Teoretycznie post ten powinien być dodany w zimie, bowiem jest idealny na chłodne wieczory, gdy nie chce się człowiekowi wyjść spod kołdry. Patrząc jednak na dziwną pogodę za oknem spokojnie mogę stwierdzić, że i na Wielkanoc przyda się taki post. Nie wiem jak u Was, ale tutaj, w samym sercu Górnego Śląska, pogoda kompletnie oszalała. Kiedy więc wieczorami zamarzam i kostnieją mi stopy, sięgam po niezawodną aromaterapię. Nic bardziej nie rozgrzewa i nie relaksuje jak kominki i podgrzewacze.

Należę do tych osób, które szaleją na punkcie domowej aromaterapii. Lubię takie bibeloty. W domu mam obecnie trzy kominki do aromaterapii, chociaż już używam tylko i wyłącznie dwóch. Mam także o kilka olejków więcej, niż na zdjęciach zamieszczonych powyżej. Moja kolekcja jest skromna, ma nieco ponad trzydzieści olejków, ale nie wszystkie są w użytku. Gdy przychodzą ponure wieczory, mroźne i nieprzyjemne, odpalam wszystkie możliwe sposoby, by się ogrzać - wchodzę pod kołdrę, sięgam po książkę, zapalam podgrzewacze i rozkoszuję się chwilą dla siebie.

Większość kobiet uwielbia takie chwile relaksu, gdzie można puścić sobie spokojną muzykę, zapalić kominki zapachowe i oddać się rozkoszy. Samo leżenie na łóżku wśród takich pięknych zapachów sprawia, że możemy się naprawdę uspokoić, rozluźnić i oddać w spokoju rozmyśleniom. Ja na przykład uwielbiam coś takiego. Najlepsze to jest na smutne jesienne wieczory, albo zimowe dni, kiedy jest tak zimno, że nie da się wyjść na plac i człowiek nie ma na nic ochoty. Ja właśnie wtedy lubię zapalić sobie taki kominek, zrobić gorącą herbatę i sięgnąć po dobrą książkę. To zestaw idealny. A co nam będzie do tego potrzebne? Przede wszystkim podgrzewacze! Najlepsze są zwykłe, białe, bezzapachowe, bo wtedy zapach podgrzewaczy nie miesza się z zapachem olejku aromatycznego.


Teraz kupienie podgrzewaczy nie jest już żadnym problemem, bo można go znaleźć w większości sklepów. Te na zdjęciu powyżej kupione zostały w Kauflandzie za dziesięć złotych? Piętnaście? Jakoś tak. W każdym razie te sto sztuk starcza na bardzo dużo czasu. Do naszej uroczej aromaterapii wystarczy... tylko jeden podgrzewacz! Alternatywą dla białych podgrzewaczy są te zapachowe, dostępne najczęściej w małych pudełeczkach po sześć sztuk. Ja znalazłam paczki po trzydzieści sześć sztuk.


One również dostępne są w większości sklepów, głównie na stoiskach z różnymi domowymi duperelami jak porcelana, ręczniki, świeczniki i inne takie. Na pewno można te podgrzewacze znaleźć w Ikei - dwie z trzech paczek tam właśnie kupiłam - a także w Pepco, Tesco, Auchan i w innych sklepach tego typu. One jednak dużo mniej nadają się do aromaterapii, bo same mają swój zapach i później to się miesza i można się... udusić czy poddusić. Skoro już mamy masę podgrzewaczy to teraz bardzo ważna część czyli... KOMINKI!



Ja używam na zmianę dwóch kominków, widocznych na zdjęciach powyżej. Czarny jest o wiele lepszy od tego brązowego, przypominającego swoim wyglądem studnię. Jest on o wiele lepszy dlatego, że w studni miejsce na wodę i olejek jest na patyczku i przy każdym, nawet najmniejszym ruchu ciągle spada, zalewając wodą podgrzewacze. Jest to naprawdę irytujące. Takie kominki można kupić już za dziesięć złotych. I teraz już nie ma większego problemu by je zdobyć. Są nie tylko w internecie, ale także w większości sklepów, zwłaszcza na takich wolno stojących stoiskach w galeriach i centrach handlowych. Jak już mamy wszystkie potrzebne składniki to przychodzi kolej na olejki zapachowe. Również można je wszędzie kupić, ale nie zawsze zakup ten okazuje się być dobrym pomysłem. Znam to po sobie, niestety. Wypróbowałam już wiele zapachów, ale jeszcze więcej ich dopiero przede mną. Zaraz pokażę wam kilka zapachów, które mam już wypróbowane w domu. Nie wszystkie nadają się właśnie do takich aromaterapii. 


To powyżej to moja mała słodka kolekcja zapachów. Dopiero zaczynam to zbierać, więc nie należy do największych, ale dalej ją kolekcjonuję, niedługo będzie ich więcej. Mam nadzieję. A teraz czas na recenzje zapachów!

KIWI! Cudowne, słodkie kiwi. Zapach rześki i idealny na wieczory, kiedy jest zimno i pochmurno. Osobiście bardzo lubię ten zapach, mimo iż w ogóle nie kojarzy mi się on z kiwi, ale  kojarzy mi się natomiast z dzieciństwem. Miałam kiedyś taki kosmetyk jakiś, w sensie, że o takim zapachu. Dzieciństwo to fajny czas, dlatego olejek aromatyczny o zapachu KIWI jest jak najbardziej na plus.
WODNA LILIA. Zapach delikatny, w sam raz na letnie dni, idealny do kąpieli. Wystarczy dodać kilka kropel do gorącej wody, a już unosi się cudowny zapach wodnych lilii, delikatnych, orzeźwiających, lekko słodkich. Kominki na lato nie są dobrym pomysłem, ponieważ jeszcze bardziej ogrzewają człowieka i pomieszczenie, ale dlaczego by nie użyć wodnej lilii do kąpieli? Jest to pomysł... idealny!

TULIPAN. Znacie zapach tulipanów? Na pewno, są jednak bardzo delikatne, w przeciwieństwie do tej kompozycji zapachowej. Jest ona znacznie bardziej intensywna, chociaż w swoim słodkim zapachu bardzo przypomina zapach zwykłych tulipanów. Maksymalnie pięć kropli do kominka i jakieś dziesięć do kąpieli, w zależności od ilości wody i tego, jak intensywnego zapachu wymagacie. To również zapach, któremu mówię zdecydowane TAK. Jest to także kompozycja na każdą porę roku.

MELON. Słodki, słodki, słodki i w swym zapachu bardzo intensywnie przypominający arbuza. Kiedyś w Avonie były takie kosmetyki, o zapachu arbuzowym - pachniały identycznie do tego olejku. Bardzo słodki i bardzo intensywny, za dużo nie wolno go dodawać, bo może zrobić się zbyt duszący, ale ogólnie jest piękny. Na lato w sam raz, w zimę cudownie przypomina nam zapachy lata.

ROMEO I JULIA. Bardzo słodki i bardzo duszący. Według mnie zupełnie nie nadaje się na lato do kąpieli, a tylko i wyłącznie na zimę do kominków, w dodatku w niewielkiej ilości - w za dużej może być duszący, bo jest bardzo ciężki. Dla wielbicieli słodkich zapachów - idealny. Dla mnie niekoniecznie. Raczej wolę rześkie olejki, zapachy i perfumy. Zdecydowanie.

CZARNA PORZECZKA. Uwielbiam ten zapach. Słodki, przypominający zapach soku z czarnych porzeczek, ale odrobinę intensywniejszy. W środku zimy cudownie przypomina nam o lecie, którego już nam brakuje, a w lato cudownie można się wykąpać w słodkim aromacie z porzeczek. Jestem zdecydowanie wielbicielką właśnie tego zapachu - słodkiego, rześkiego, chociaż w za dużej ilości jest zbyt ciężki i duszący. Trzeba uważać na ilość kropel, które się dodaje.





POZIOMKA. Kocham zapach poziomek, więc ten zawarty w małym flakoniku jest dla mnie cudownie słodką alternatywą. W lato słodkie kąpiele, w zimę cudowne przypomnienie owoców, do których właśnie nie ma dostępu. Uwielbiam do niego wracać, czasami lubię również otworzyć flakonik, znowu powąchać i ponownie zakręcić flakonik. Jest on stałym elementem na mojej półeczce.




KAWA. Na mojej półce stoi prawie pusty flakonik z zapachem kawy, ponieważ tak go uwielbiam, że w zimę cały czas go dodaję do kominka. Nie nadaje się on jednak do kąpieli z prostego względu - jak przystało na kawę ma ciemny, brązowy kolor, więc nie tylko farbuje wodę, ale również może pobrudzić skórę. Do kominka jednak jest idealny, zwłaszcza dla wielbicieli zapachu świeżej kawy. Ja go kocham i zamierzam go cały czas mieć na swojej półeczce.




KLEOPATRA. Słodki, ale mało intensywny, nie duszący. Kojarzy się z delikatnymi nutami drzewa sandałowego. Jest kojący i idealny do relaksującej kąpieli czy aromaterapii. Jest taki bardzo spokojny, słodki, idealny na zimowe wieczory.




MALINA. Intensywna i mało malinowa. Trochę dla mnie za ostra we flakoniku, do kominka można dodać tylko trzy do pięciu kropel, bo później może zbyt poddusić człowieka. Z kąpielą jeszcze nie próbowałam, chociaż mam zamiar zrobić to niedługo, by zobaczyć jak pachnie. Mi przynajmniej w żaden sposób nie przypomina w zapachu malin. Sama nie wiem. Jakiś bardzo zły nie jest, ale czy do niego wrócę... Nie sądzę, bym kupiła go jeszcze raz. Zobaczymy po kąpieli.




ORIENTALNY. Słodki, ale lekko duszący zapach orientu, kojarzący się ze sklepami, w których można kupić różne drobiazgi. W Katowicach jest jeden taki sklep, w którym cały czas zapalone są kadzidełka. Według mnie ten olejek raczej byłby lepszą alternatywą, znacznie mniej duszącą, słodszą, nieuczulającą. Jak dla mnie sam zapach idealny jest tylko i wyłącznie na zimę, nie na lato. Do aromaterapii i kąpieli również pasujący w sam raz.

TROPIKALNY. Słodki zapach owoców, gdzie na pierwszy rzut wysuwa się kompozycja z czarnej porzeczki i mango. Cudowny zapach przypominający nam lato i wakacje, idealne wieczory i słodkie chwile. Kocham ten zapach, zwłaszcza kominki w zimę i kąpiele w lato. Tropikalny to cudowny zapach, dzięki któremu możesz poczuć się niczym na jednej z tropikalnych wysp. Wakacje w domu mogą nabrać nowego znaczenia!






LAWENDA. Idealna do aromaterapii, działa kojąco i przeciwbólowo. Zapach bardzo intensywny, więc wystarczy tylko kilka kropel, aby po pomieszczeniu bądź całym mieszkaniu rozszedł się cudownie kojący zapach lawendy. Zdecydowanie najlepszy do kąpieli, bardziej niż do kominków. Lubię ten zapach, chociaż jest bardzo intensywny, może chwilami zbyt ostry.




IRISH WHISKY. Kocham, kocham kocham! Irish whisky to mój ulubiony zapach ze wszystkich, które do tej pory sobie kupiłam. Jest słodki i aromatyczny, idealny na zimowe wieczory. Powoli już się kończy, nad czym bardzo ubolewam, ale zamierzam go niedługo zakupić ponownie, aby mieć na kolejną zimę. Jeśli ktoś pił kiedyś kawę z irish cream to będzie wiedział, mniej więcej, co to za zapach. Dla mnie jest idealny, mimo iż nie nadaje się do kąpieli, a tylko do zimowych kominków.




TRUSKAWKA. Truskawka nie ma zapachu truskawki. Jest lekko dusząca, jakby spalona. Nie ma w sobie tej słodyczy, której oczekiwałam. Tak naprawdę nie ma w sobie nic, co by mi pasowało do letnich kąpieli czy zimowych aromaterapii. Niestety jest to jeden z zapachów, który nie spełnił swojego zadania. Wielka szkoda, naprawdę, bo uwielbiam zapach słodkich i smacznych truskawek.




JEŻYNA. Czy ma zapach jeżyny... Nie do końca. Ale jest słodka i owocowa, także spełnia moje standardy zapachowe. Nadaje się na letnie kąpiele i zimowe kominki, a także do słodkich aromaterapii. Jest intensywna, więc starcza na dużo dłużej niż pozostałe. Smakowity zapach, w sam raz dla smakoszy i ludzi, którzy uwielbiają owoce. Jak ja.




MIMOZA. Ciężko określić zapach. Stawiałabym na coś między orientalnym a tropikalnym, a może raczej jak ich połączenie. Trochę jak drzewo sandałowe z dużą domieszką czegoś słodkiego. Dla nie zdecydowanie za słodki i za intensywny, troszkę duszący. Zdecydowanie kupiłam go po raz pierwszy i ostatni. Niedługo spróbuję jeszcze kąpieli z nim, może ona coś pomoże.




ŚLIWKA. Mało śliwkowy ten zapach, jak dla mnie. Zawsze kojarzył mi się z czymś cięższym, może lekko przypalonym, ale zdecydowanie jest lepszy niż zapach truskawkowego olejku. Jest trochę ciężki, mało słodki, może nawet trochę gorzki. Mam go jednak najdłużej i nie bardzo lubię go używać. Chyba więcej go nie kupię. Nie wiem do czego porównać ten zapach. Na pewno nie do śliwek.




SŁONECZNY PORANEK. Słodki, ale zdecydowanie bardziej na zimę niż na lato. Słoneczny poranek moim zdaniem ma nam przypominać w zimie o lecie i słodkich, słonecznych porankach. Lubię ten zapach, jest taki... delikatny. Niewiele kropli jest potrzebnych do tego, by po domu rozszedł się cudowny zapach letnich, słonecznych poranków. Nie raz jeszcze do niego wrócę.




LEMONGRASS. Intensywny, orzeźwiający zapach trawy cytrynowej jest zdecydowanie jednym z moich faworytów. Idealny na każdą porę roku - na lato, gdzie orzeźwia po gorącym i parnym dniu, na zimę, gdzie przypomina nam o ciepłych i przyjemnych porankach, na wiosnę, gdzie wszystko się budzi, a on dodaje nam jeszcze intensywności w zapachu, a także na jesień, kiedy wszystko powoli zamiera, a my możemy w domu wciąż budzić orzeźwiający zapach trawy cytrynowej. Rześki i wspaniały, zdecydowanie na plus.

JABŁKO-MIĘTA. Uwielbiam ten zapach. Kojarzy się z latem, z pysznymi Tymbarkami o tym samym smaku, a także zapachu. Orzeźwia i ochładza, a także idealnie pomaga, kiedy człowiek ma katar. Od razu pomaga na górne drogi oddechowe, a przy okazji cudownie pachnie. Nie jest ostry, nie jest za słodki, nie dusi, chyba, że w za dużych ilościach. Pasuje do wszystkiego, więc jest idealny. Zdecydowanie na tak.



KAMASUTRA. Bardzo słodki, ale z zupełnie innej firmy niż dotychczasowe olejki. Z firmy, której niestety nie polecam - miałam już dwa olejki, kamasutra jest tym lepszym, natomiast Grapefruit... cały poszedł do kosza, bo po prostu śmierdział. Ten jest w miarę znośny, ale trochę za słodki, lekko duszący, zdecydowanie do korzystania w bardzo małych ilościach - maksymalnie do pięciu kropel w aromaterapii i dziesięciu podczas kąpieli, ewentualnie dwudziestu, gdy więcej jest wody. Z tej firmy już go nie kupię.



YLANG YLANG. Najgorszy zakup wśród zapachów. Jest okropny, duszący i nie do wytrzymania, zwłaszcza na dłuższą metę. Wciąż zastanawiam się czy go zostawić czy wyrzucić. We flakonie jest jeszcze w miarę znośny, w przeciwieństwie do tamtego o zapachu grapefruita. Ten jest słodki, duszący, bardzo intensywny i jak na razie nie znam nikogo, komu by pasował. Pierwszy i ostatni raz.

SANDAŁOWY. Sam w sobie niestety śmierdzi, przynajmniej moim zdaniem. Kupiłam go jednak nie ze względu na zapach a ze względu na jego działania - działa relaksująco i antyseptycznie, pasuje do kąpieli i masaży, chociaż najczęściej do pielęgnacji skóry. Na nieprzyjemny zapach zawsze można przymknąć oko, jeśli tylko olejek ma nam jakoś pomóc.

MIĘTOWY. Wśród olejków eterycznych jest to mój faworyt, zaraz obok olejku różanego. Prawdopodobnie dlatego, że jego zapach jest nam znany i, przynajmniej przeze mnie, uwielbiany. Uwielbiam miętę, zarówno jej zapach jak i smak, jest orzeźwiająca, relaksująca i ma bardzo dużo działań, zwłaszcza terapeutycznych - można go stosować przy kąpielach, inhalacjach, masażach i różnego rodzaju okładach. Idealny w przypadku nerwic i chorób górnych dróg oddechowych. Pomaga przy problemach z krążeniem i bezsenności, a w przypadku kobiet - pomaga przy bólach głowy, migrenach i bólach menstruacyjnych.

BERGAMOTOWY. Zapach w miarę przyjemny, nieintensywny, mało słodki, mało ostry, można by powiedzieć, że stonowany. Używany jest najczęściej do perfum, wód perfumowanych i mydełek, a także ma pełno działań, zwłaszcza działa dezynfekująco, przeciwgrzybiczo i, co najważniejsze, na problemy trawienne.

SZAŁWIOWY. Bardzo intensywny, ostry zapach, mało przyjemny, ale za to ma mnóstwo idealnych działań zdrowotnych - działa na problemy reumatyczne, mięśniobóle, zmarszczki i rozstępy. Pomaga w infekcjach skóry i łagodzi infekcje bakteryjne. Można stosować w kąpieli, do masaży i inhalacji. Zapach ciężki, ale olejek ma cudowne działania zdrowotne.

RÓŻANY. Lubię zapach róż, delikatny, słodki. Działa kojąco, pomaga zwalczać bóle i mdłości, a także przy zmęczeniu zarówno psychicznym jak i fizycznym. Idealny do kąpieli i inhalacji, zdrowotny i łagodny.



Z KOPRU WŁOSKIEGO. Ma całkiem przyjemny, słodki zapach. Pomaga przy problemach ze zdrowiem, zwłaszcza w przypadku podagry i otyłości, gdzie zmniejsza apetyt. Redukuje zatrzymanie płynów w organizmie, zwalcza cellulitis oraz reguluje cykl miesiączkowy. Często pomaga także na niestrawności i zaburzenia gastryczne. Ma smakowity zapach, można go wykorzystywać przy kąpielach, masażach i inhalacjach. Słodki zapach uspakaja.

 
Z MELISY. Używany do masaży, inhalacji i kąpieli, mimo ostrego i trochę nieprzyjemnego zapachu działa uspokajająco, łagodzi silne napięcia nerwowe, ataki histerii oraz trudności w zasypianiu, co mam już wypróbowane przed jednym z najważniejszych egzaminów w moim życiu. Łagodzi również bóle głowy i bóle menstruacyjne, a także działa antyseptycznie.

Jak już wspominałam - moja mała kolekcja olejków eterycznych i kompozycji zapachowych ma na chwilę obecną trochę ponad trzydzieści pozycji, ale dalej zamierzam ją rozbudowywać. Używam aromaterapii gdzieś od pięciu, może nawet sześciu lat i teraz już nie wyobrażam sobie żadnej zimy bez niej. Te zapachy czasami pomagają w chwilach zwątpienia, otulają słodkim zapachem, pomagają zasypiać i uspokoić się. Najczęściej zapalam je wieczorem, by na noc zapach wciąż roznosił się po pokoju, dzięki czemu przy moich problemach z bezsennością mam mniejsze problemy z zaśnięciem i jakoś mogę funkcjonować, a także się odprężyć. Średni koszt kompozycji zapachowych to 6,90 złotych, a olejków eterycznych to jakieś 9,90 złotych. Ale czasami naprawdę warto. 


Ktoś z Was jeszcze zbiera olejki?

Jeśli jeszcze nie wiecie - można mnie śledzić także na facebooku, zapraszam:
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

10 komentarzy:

  1. Bardzo ładne podsumowanie dotyczące aromaterapii :). Co do Twojej kolekcji - jest całkiem duża, ja mam tylko kilka buteleczek więcej. Co do ylang ylang - sam w sobie jest taki średni, ale trzeba pamiętać, że całkiem fajnie się miesza z innymi olejkami, ale trzeba mieć dobre proporcje, bo ylang ma być bardzo malutko. Ja osobiście uwielbiam ylang + jaśmin, ale w odpowiednich proporcjach. Zazdroszczę Ci kiwi i czarnej porzeczki - muszę się w to zaopatrzyć. Czekam na następne posty, ciekawe o czym będziesz jeszcze pisać! :)

    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiwi jak kiwi, ale czarną porzeczkę musisz nabyć jak najszybciej! Ja sobie jeszcze teraz chcę kupić kilka nowych zapachów, no i zrobić kolejny zapas przed zimą, bo ta, mam wrażenie, będzie bardzo mroźna, niestety. (: Nie mam jaśminu, więc nie mogę zrobić połączenia ylang + jaśmin, ale jak tylko to zakupię to wypróbuję. Może to mi jakoś pomoże strawić zapach, który mi nie pasuje. ;)
      Co następne to jeszcze nie wiem. (:
      pozdrawiam

      Usuń
  2. O jej!
    Nie wiedziałam, że jeden mały olejek może tyle zdziałać. Niedługo sobie kupię któryś z nich, bo widzę, że naprawdę warto.
    Notka, a właściwie recenzja świetna. Poza tym mówiłam ci, że urzeka mnie twój szablon? Po prostu piękny.
    Pisz dalej~
    /Aoshiro vel Zoch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś wspominałaś. :D. Naprawdę, warto wydać trochę kasy na takie olejki, bo, przynajmniej w moim przypadku, są one naprawdę fantastyczne i bardzo dużo potrafią zdziałać. Najczęściej mają 7-12 ml, więc starczają na bardzo dużo. (:

      Usuń
  3. Hej ;) Weszłam z ciekawości popatrzeć o czym masz tego bloga. Naprawdę fajnie tutaj. Ja z resztą dzisiaj kupiłam sobie podgrzewacze o różnych zapachach, bo niedługo mam urodziny i postanowiłam zrobić fajne lampiony ze słoików. Naprawdę świetna sprawa, jeśli się je ciekawie przyozdobi. A co do ceny Twoich podgrzewaczy to strasznie tanio kupiłaś. Ja dzisiaj w zwykłym markecie dałam jakieś 3 zł za 6 sztuk. O.O A gdzie kupowałaś olejki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejki różnie, chociaż głównie na internecie i w takich sklepach, w których to znajdzie się wszystko i nic, jak Pepco czy katowicki Skarbek :D. No niestety ty kupiłaś akurat te w takich paczuszkach małych po sześć sztuk w różnych zapachach, prawda? One są najmniej opłacalne, niestety i właśnie najczęściej kosztują po 3 zł. Polecam właśnie rozglądać się po takich sklepach jak Ikea czy Tesco. (:

      Usuń
  4. Hej, gdzie kupiłaś takie śliczne kominki? A dokładnie chodzi mi o ten z czajniczkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten chyba kupiłam na jakimś pasażu w markecie. Albo w sklepie "wszystko po 4 złote" ;). No i zawsze można znaleźć takie na internecie - jest tego pełno! ;)

      Usuń
  5. Hej, gdzie kupiłaś takie śliczne kominki?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie miałam kominka :( Ale kiedyś muszę kupić i spróbować efektu!
    sweetchilisweet.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.