05.03.2015

#5 jestem kobietą, więc...

Dzień dobry!

Powoli wracam do żywych, pozbywając się zapalenia krtani i zatok. Chorowanie jest okrutne, zwłaszcza gdy zaczyna się semestr i kończy się sesja poprawkowa. Ale zdałam egzamin z fleksji i składni, mogę umierać spokojnie!

Dzisiaj przychodzę do Was z typowymi przemyśleniami, ze spojrzeniem okiem kobiety, ze stereotypami na ten temat. Bo dzisiaj post o kobietach, z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet. Dzisiaj z uśmiechem i przymrużeniem oka!

jestem kobietą, więc...


... doskonale rozumiem inne kobiety.

Czekajcie, jak to mówił mój nauczyciel biologii w liceum? Ach! Wiecie jak po Śląsku jest: Tak, oczywiście rozumiem Twoje zdanie, przyjmuję je do wiadomości, aczkolwiek zupełnie się z nim nie zgadzam? Nie wiecie? To ja Wam powiem: Ja, mhm. Mniej więcej taką mam odpowiedź, gdy ktoś mi próbuje wmówić, że jako kobieta powinnam doskonale rozumieć resztę kobiet. Guzik prawda. Nie wiem, albo to ja jestem taka skomplikowana, że ich nie rozumiem, albo jestem za prosta i to dlatego nie dociera do mnie ich zachowanie. Szybciej potrafię zrozumieć faceta niż kobietę, ale i to nie zawsze mi wychodzi. Nie rozumiem dlaczego kobiety nie potrafią danej sprawy po prostu przedyskutować, zamiast obrabiać sobie dupę za plecami. Znaczy no, mnie też się to zdarzało, ale w końcu zrozumiałam, że to bez sensu. Teraz, jeśli coś do kogoś mam, próbuję wyjaśniać sobie z ludźmi sprawy. I mimo tego, że popełniam błędy jak typowa kobieta (i zazwyczaj po prostu ich nie zauważam), to i tak nie potrafię zrozumieć innych... Jestem chodzącym paradoksem.
   

... nigdy nie mam się w co ubrać.

Zwykle w książkach i filmach kobieta pokazana jest jako: Ratunku! Nie mam się w co ubrać! i w dodatku wrzeszczy to, przerzucając masę ubrań, w których spokojnie mogłaby wyjść. Zazwyczaj jest to przed jakąś randką i w ogóle. Tutaj też bym się nie zgodziła, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Zwykle wiem co ubrać. Zwykle po prostu nie siedzę przed szafą tylko otwieram ją, wyciągam to, co chcę i zamykam. Cały proces trwa maksymalnie pięć minut, chociaż troszkę dłużej to trwa, gdy jestem z kimś umówiona. Wiadomo, człowiek chce wtedy wyglądać lepiej. Ale żebym panikowała, że nie mam się w co ubrać? Nie, chyba jeszcze nie było takiej sytuacji.

... szafa się nie zamyka, ale chodzę tylko w trzech rzeczach.

Tak bardzo ja... Zwykle wygląda to tak, że kupuję coś, co bardzo mi się podoba, nie mam już gdzie chować tych ubrań i co? I chodzę tylko w kilku rzeczach. Mimo setki innych, ładniejszych, mniej zniszczonych. Nie ważne, bo przecież tamte są bardzo wygodne i moje ulubione. Tak bardzo ulubione, że kiedy ulubiona koszulka z Iron Maiden już się sprała, kolor wyblakł i gdzieś zaczęła się przecierać to ja, żeby tylko jej nie wyrzucić, postanowiłam nadać jej drugie życie. W ten oto sposób zwykły T-Shirt, zakrywający wszystko co możliwe, stał się w końcu w miarę kobiecym topem, typowo na wakacje. Prawie zawsze robię to z ubraniami - gdy już są trochę znoszone, nadaję im drugie życie. Długim spodniom obcinam nogawki, koszulki zamieniam na topy. Jestem kobietą, potrafię wykorzystać coś, czego nikt inny już nie potrzebuje. 

... kupuję rzeczy, które nie są mi potrzebne.

No tak. Po co mi setny lakier do paznokci, skoro moje pazury wołają obecnie o pomstę do nieba? A na co mi trzydziesta szminka do ust w podobnym odcieniu, skoro maluję usta tylko raz w tygodniu? Na cholerę mi tysięczny zeszyt, jeśli piszę tylko w czterech?  No niestety, jestem typowym zakupoholikiem. Kupuję rzeczy, bo wydają mi się fajne i potrzebne. Później ich nie używam, ale nic z nimi nie robię. Ostatnio staram się to jakoś powstrzymywać, ale to trudne. Gdy widzę kolejny piękny świecznik to jak mam go nie kupić, skoro uwielbiam świeczki i cudowną, romantyczną atmosferę w pokoju, nawet w zwykły dzień? Ostatnio jednak jest lepiej, kupuję tylko kolejne pomadki ochronne do ust!

... nie wyjdę z domu bez makijażu.

Wiem, że wiele kobiet ma właśnie taki problem. Uważają, że bez makijażu nie da się wyjść z domu i w ogóle to jak można się pokazać bez niego? Ano można, ja zwykle pokazuję się bez makijażu, co najwyżej mocny kolor ust. Uwielbiam usta w intensywnych odcieniach czerwieni czy różu. Czasem zdarza mi się wytuszować rzęsy, jeszcze rzadziej pomalować je kredką. O pełnym makijażu nie wspominam, bo nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz mi się taki zdarzył. Po prostu nie lubię się malować. Dobrze czuję się taka, jaka jestem, bez nadmiernego makijażu. Tusz do rzęs, czasem kredka do oczu, szminka... To wystarczy. Zdecydowanie. 

... narzekam na wszystko.

I na wszystkich również. To mi się zdarza zaskakująco często, chociaż już ostatnio się staram przed tym powstrzymywać. No wiecie, jakoś się hamuję. Nie zawsze mi to wychodzi, ale jest lepiej niż kiedyś. Bo kiedyś to byłam maruda do kwadratu. Teraz powoli zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że wcale nie mam tak źle. Znaczy mogłam mieć lepiej, ale mogło być także dużo gorzej. Nie mniej, mimo tej świadomości ja narzekam. Jestem tak zaprogramowana, by narzekać. Na wszystko. Na autobusy, które się spóźniają, na kierowców, którzy nie przepuszczają, na wykładowców, którzy nie przychodzą, na ludzi, którzy wciskają się przede mną w kolejce w sklepie, na pogodę za oknem, na ceny w sklepach. Jestem kobietą, czasem mogę sobie ponarzekać. Na co chcę.

... nie potrafię prowadzić. 

Zwykle się mówi, że jak kobieta to pewnie nie potrafi prowadzić. No bo jak to, baba za kierownicą? Przecież to nie do pomyślenia. Kto jej dał prawo jazdy? Za którym razem zdała? Słyszałam naprawdę wiele tekstów co do kobiet za kierownicą i cóż, nie mogę powiedzieć, że się ze wszystkimi zgadzam bądź wszystkimi nie zgadzam. Czasem sama się zastanawiam kto niektórym ludziom dał prawo jazdy. I nie zawsze dotyczy to kobiet. Ja osobiście jeżdżę tylko czasem, mimo iż tenże dokument mam od prawie czterech lat i, uwaga, zdałam za pierwszym razem. Da się? Da się. Ale zdanie egzaminu za pierwszym razem wcale nie jest równoznaczne z tym, że się coś potrafi. Czasem ktoś, kto zaliczył za piątym, szóstym czy nawet dziesiątym razem może okazać się dużo lepszym kierowcą. Bo ten egzamin to nie umiejętności. To szczęście!

... jestem histeryczką.

Wpadam w panikę, gdy to nie jest potrzebne i płaczę, gdy wszyscy inni się śmieją. Denerwuję się, gdy innym wydaje się to zabawne. Jako kobieta jestem okropnie emocjonalna i mam wahania nastroju. Zdarza się, że w jednej chwili się śmieję, a za moment wybucham płaczem. I chociaż czasami naprawdę nienawidzę tych swoich wahań, spowodowanych zwykle hormonami, to i tak lubię być kobietą. Zmienną, zmierzłą, nerwową i płaczliwą, ale także roześmianą, szaloną i gadatliwą. Bo przecież taki jest nasz urok. Prawda?

... jestem słaba.

Tak, a wszystkie domowe remonty sprawiają, że wykręcają mi się ręce. Mhm. Niestety, należę do tego typu dziewczyn, które dają radę wywiercić dziurę w ścianie, przybić gwoździe młotkiem, pomalować ścianę i położyć panele. Potrafię wnieść meble na drugie piętro i poskładać je, bez pomocy drugiej osoby. Nie jestem słaba, potrafię wiele zrobić. Ale mimo tego, że potrafię wiele to i tak czasem chcę, by potraktowano mnie jak typową, stereotypową słabą kobietę. No wiecie, by to facet poskładał meble i pomalował ściany, by na ścianie zawisła dzięki niemu półka, na której będę mogła ułożyć swoje ulubione książki. Bo silny czasem także może być słaby.

... nie znam się na sporcie.

Nie oglądam piłki nożnej i nie wiem czym jest spalony. No cóż, całe dzieciństwo oglądałam z tatą mecze piłki nożnej, siatkówki i ręcznej, a gdy przychodziły skoki to zawsze siedziałam i oglądałam z nim kwalifikacje, a później także zawody. Dzięki temu wiem, kiedy jest spalony i co pomaga w wygraniu. Gdy byłam młodsza często zdarzało się, że grałam w piłkę nożną czy też w siatkówkę. Nie gram, bo nie mogę, ale czasem dalej się zdarza, że oglądam. I może nie jestem jakimś wielkim fanem i znawcą sportu, ale wiele na ten temat wiem. Albo przynajmniej kiedyś wiedziałam.

... buzia mi się nie zamyka.

To akurat sto procent prawdy. Jestem okropną gadułą, zwykle nie wiem kiedy się zamknąć. Rozmawiam z rodzicami, a raczej ich zagaduję, to samo ma się ze znajomymi. Czasem zdarza się, że przeskakuję z tematu na temat, a gdy już znajdę dobrego rozmówce to nie wiem nawet kiedy leci czas. Jestem okropną gadułą, lubię mówić o wszystkim i rozmawiam na każdy temat. Chyba, że coś mnie nie interesuje albo na czymś się nie znam, to staram się nie wypowiadać. Bo po co? Przecież się nie znam.

... znam się na modzie.

Oczywiście, a najmodniejsze w tym roku białe spodnie w kolorowe kwiaty kojarzą mi się z typową pidżamą. Nie wiem co jest modne, bo nie idę za modą. Kupuję to, co mi się podoba. Chodziłam w glanach nim pojawił się ten cały BUM na nie. Zamiast drogich conversów wolę kupić sobie trampki za trzydzieści złotych. Mam grzywkę, bo lepiej się w niej czuję, a nie dlatego, że jest modna. Farbowałam włosy na czerwono, nim na ulicy co druga dziewczyna zaczęła mieć je w takim kolorze. Nie idę za modą, chociaż czasem mam wrażenie, że to moda podąża za mną. Macie też czasem takie wrażenie?

...moje miejsce jest w kuchni.

Ponoć to taka podstawa, że jak kobieta to na pewno lubi stać w kuchni przy garach, gotować i piec i, oczywiście, wychodzi jej to idealnie. Guzik prawda, znam kobiety, które nawet nie potrafią ugotować jajka na twardo. A przecież to jest banalnie proste. Znaczy ja akurat im trudniejsze rzeczy robię tym lepiej mi wychodzą. Przynajmniej takie mam odczucie. Ja akurat uwielbiam siedzieć w kuchni, nic nie muszę z tego jeść, ale muszę gotować i piec. Gdy ktoś mi mówi, że chciałby zjeść to czy tamto - ja od razu szukam przepisu i zabieram się za gotowanie czy pieczenie, bo muszę to najpierw wypróbować w domu, a dopiero później komuś to zrobić. Żeby wyszło idealnie!

... lubię sprzątać.

Kolejny mit. Przynajmniej u mnie. Jeśli już coś robię to jestem perfekcjonistką, ale z drugiej strony posprzątanie całego pokoju sprawia, że nic mi się nie chce. Co jest dziwne, bo całą resztę mieszkania sprzątam z własnej woli i czasem po prostu z nudów potrafię iść umyć kafelki w łazience, nawet małą szczoteczką, a u siebie w pokoju... Może to przez nadmierną ilość książek? Jestem zbyt sentymentalna do rzeczy przez co mam problem z ich pozbywaniem się, a później również z ich układaniem. Przydałaby mi się, żeby ktoś mi wyrzucił połowę moich sentymentów.

obrazek znaleziony w google grafika.

Jako iż jest to post na DZIEŃ KOBIET, to fajnie by było, gdyby został potraktowany z przymrużeniem oka. Chociaż jak tak patrzę to nieźle się rozpisałam, przy czym zdaję sobie sprawę, że mogłabym pisać i pisać i na pewno by mi się to nie znudziło. Ale Was mogłoby znudzić. ;). Na koniec jeszcze taki mały cytat Marilyn Monroe:

Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza.

Marilyn idealnie w trzech zdaniach zamknęła to, co czuję. Sądzę jednak, że nie byłabym w stanie tego powiedzieć tak krótko, pięknie i dokładnie. No cóż, ale to ja, lubię się rozwlekać, bo lubię się wygadać.

Jakieś plany na dzień kobiet macie? Nie macie?

Od teraz można mnie śledzić także na facebooku, zapraszam:
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

1 komentarz:

  1. Osobiście wychodzę z założenia, że czasami trudno zrozumieć siebie, więc co dopiero kogoś :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.