19.02.2015

#3 wyzwania książkowe 2015.

Bonjour!

Zrobiłam porządek z postami, ale akurat ten post, z wyzwaniem książkowym, musiał pojawić się ponownie. W końcu to jakiś cel na cały rok (chociaż teraz to już tylko na 10 miesięcy). Muszę się przyznać, że trochę mi słabo idzie, aż mi głupio...

Obiecałam sobie, że w tym roku będę czytać więcej książek. Jedno wyzwanie książkowe już rozpoczęłam - jest to to, związane z 52 książkami. Pięć książek już za mną, pozostałe póki co leżą odłogiem i czekają, aż skończy się sesja. Dlatego też w międzyczasie postanowiłam podjąć się czegoś jeszcze. Znalazłam więc kilka wyzwań książkowych, wypiszę je tutaj wszystkie i... zobaczymy co z tego wyjdzie. A poza tym, do każdego przeczytanego tytułu, będę dodawać ile centymetrów grubości ma książka. Bo wyzwanie "przeczytaj ile mierzysz" także zamierzam wypełnić. To prawie 170 centymetrów książek. Będzie co czytać, nie sądzicie?

Co do "przeczytaj ile mierzysz" to myślę, że większość z Was już o tym słyszała. Dla tych jednak, którzy jeszcze nie mieli z tym do czynienia, opowiem o tym kilka słów. Zadanie jest proste. W ciągu całego roku trzeba przeczytać tyle książek ile ma się wzrostu. To znaczy, żeby wszystkie, postawione jedna na drugiej, miały tyle samo centymetrów wzrostu co dany czytelnik. W moim przypadku to aż 168 centymetrów książek. Póki co, z wyzwania 52 książek, mam 10,53 centymetra. Dłuuuga droga przede mną, co nie? Myślicie, że dam radę?

KSIĄŻKOWE WYZWANIE 2015

autorstwa amelinowej z www.amelinowa.blogspot.com


1. Więcej niż 215 stron.
2. Autorem jest kobieta.
3. Została wydana w 2015 roku.
4. Ma smutne zakończenie.
5. W tytule jest nazwa miasta.
6. Film oparty na książce.
7. Ma więcej niż 100 lat.
8. Oparta na prawdziwej historii.
9. Ma tylko jedno słowo w tytule.
10. Autor ma takie same inicjały jak ja.
11. Została wydana w roku moich narodzin.
12. Ma co najmniej dwóch autorów.
13. W tytule jest imię.
14. Autorem jest mężczyzna.
15. Miałam przeczytać w szkole, ale się nie udało.
16. Napisał ktoś przed 30.
17. W tytule jest kolor.
18. Przeczytana w jeden weekend.
19. Nie ma w niej ludzi.
20. Typowy romans.
21. Poradnik.
22. Historyczna lub polityczna.
23. W języku angielskim.
24. Epistolarna.
25. Autor pod pseudonimem.
26. Akcja rozgrywa się podczas wojny.
27. Główny bohater ma imię na tę samą literę co ja.
28. Akcja nie dzieje się w Europie.
29. Zaczęłam kiedyś czytać, ale nie skończyłam. 

CZĘŚĆ DRUGA WYZWANIA KSIĄŻKOWEGO

stworzona przez Aleksandrę, znaleziona na facebooku.



1. Ma liczbę w tytule.
2. Akcja rozgrywa się podczas świąt (którychkolwiek).
3. Książka dla dzieci.
4. Została napisana w Polsce przed 1939.
5. Książka, która kończy się ślubem.
6. Książka o czarownicach.
7. Książka, w której bohaterowie są rodzeństwem.
8. Książka, która stoi na półce w domu od lat, ale nigdy nie pomyślałaś, by ją przeczytać.
9. Książka, którą chcesz przeczytać ze względu na okładkę.
10. Czyjaś autobiografia.
11. Książka kulinarna.
12. Komiks.
13. Książka, której akcja rozgrywa się w jednym z Twoich ulubionych miast.
14. Książka o kotach.
15. Książka, której głównym wątkiem są wspomnienia z podróży.
16. Książka, której głównym bohaterem jest dziecko.
17. Książka humorystyczna.
18. Autor, który związany jest z Twoim rodzinnym miastem.
19. W tytule książki jest część garderoby.

CZYTELNICZE WYZWANIE 2015.

znalezione w internecie.


1. Książka mająca ponad 500 stron.
2. Klasyczny romans.
3. Książka, która stała się filmem.
4. Książka, która została opublikowana w tym roku.
5. Ma numer w tytule.
6. Napisana przez kogoś przed 30.
7. Książka, której bohaterowie nie są ludźmi.
8. Zabawna książka.
9. Autorem książki jest kobieta.
10. Kryminał lub thriller.
11. Książka, z jednym słowem w tytule.
12. Składa się z krótkich opowiadań.
13. Akcja ma miejsce w innym kraju.
14. Książka oparta na faktach.
15. Pierwsza książka znanego pisarza.
16. Książka twojego ulubionego autora, której jeszcze nie czytałeś.
17. Książka, którą polecił Ci przyjaciel.
18. Książka, która zdobyła nagrodę Pulitzera.
19. Oparta na prawdziwych wydarzeniach.
20. Książka z dołu listy "do przeczytania".
21. Ulubiona książka twojej mamy.
22. Książka, która Cię przestraszyła.
23. Wydana ponad 100 lat temu.
24. Zekranizowana w postaci serialu.
25. Autor ma takie same inicjały jak ty.
26. W tytule jest imię.
27. Wybrana przez okładkę.
28. Lektura szkolna, której nie przeczytałeś.
29. Wspomnienie, pamiętnik.
30. Książka przeczytana w jeden dzień.
Do rana daleko, Marta Fox.
początek: 6.01.2015; koniec: 6.01.2015
78 stron; ok. 0,49 cm.
31. Akcja dzieje się w miejscu, które zawsze chciałeś odwiedzić.
32. Wydana w roku, w którym się urodziłeś.
33. Książka ze złymi recenzjami.
34. Trylogia.
35. Książka z dzieciństwa.
36. Książka z miłosnym trójkątem.
37. Akcja rozgrywa się w przyszłości.
38. Akcja rozgrywa się w szkole.
39. Książka z kolorem w tytule.
40. Doprowadziła Cię do płaczu.
41. Książka, w której pojawia się magia.
42. Powieść graficzna, komiks.
43. Książka autora, którego nigdy nie czytałeś.
44. Książka, którą masz, ale nigdy nie przeczytałeś.
45. Akcja rozgrywa się w czasie świąt Bożego Narodzenia.
46. Dramat.
47. Książka zakazana.
48. Książka, którą zacząłeś, ale nigdy nie skończyłeś.
49. Imię głównego bohatera zaczyna się na tą samą literę co twoje.
50. Powieść epistolarna.


WYZWANIE KSIĄŻKOWE 2015

należy do mkulturalnik.blog.pl




1. Książka wydana w 2015 roku.
2. Tomik poezji.
3. Akcja rozgrywa się w Twoim rodzinnym mieście.
4. Książka w obcym języku.
5. Debiutancka książka znanego autora.
6. Książka zekranizowana w 2015 roku.
7. Trylogia.
8. Biografia/wspomnienia.
9. Książka napisana ponad 150 lat temu.
10. Główny bohater wyznaje inną religię niż Ty.
11. Dramat sceniczny.
12. Autor ma mniej niż 30 lat.
13. Książka wydana w roku, w którym się urodziłeś.
14. Książka nagrodzona Pulitzerem.
15. Bohater cierpi na zaburzenia psychiczne.
16. Książka przetłumaczona z języka innego niż angielski.
17. Historyczna/literatura faktu.
18. Książka zakazana.
19. Autor/bohater należy do środowiska LGBT.
20. Książka podróżnicza.
21. Utopia/antyutopia.
22. Książka napisana przez noblistę.
23. Autor ma takie same inicjały jak Ty.
24. Książka wydana pod pseudonimem.
25. Tomik opowiadań.
26. Książka autora, którego jeszcze nie czytałeś.
27. Książka nagrodzona Nike.
28. Zbiór reportaży/esejów.
29. Książka, którą zacząłeś i nie skończyłeś.
30. Powieść epistolarna.


Myślę, że tyle wyzwań książkowych wystarczy. Znalazłam je, widać, że wiele zadań się ze sobą pokrywa. Chyba wszędzie jest podpunkt, że ma to być książka wydana w 2015 roku czy powieść epistolarna. Wiem, że na pewno nie spełnię tego wszystkiego. Musiałabym nic innego nie robić tylko czytać książki. Wiadomo, to by było fajne, ale niestety, uczelnia, zajęcia, inne sprawy... to wszystko zajmuje mi bardzo dużo czasu. Nie mniej zrobię jednak wszystko, by przeczytać w tym roku jak najwięcej powieści. Myślicie, że mi się uda?

Kto z Was gotów jest podjąć któreś z wyzwań książkowych?
A może macie jakieś swoje, inne?


Od teraz można mnie śledzić także na facebooku, zapraszam:

Czytaj dalej:
9 komentarzy
Udostępnij:

17.02.2015

#2 a very potter... fanfick?

Dzień dobry!

Jak już zaczęłam od początku to przydałoby się pisać częściej niż raz w miesiącu. Muszę Wam przyznać, że bardzo długo zastanawiałam się co by tu dodać jeśli chodzi o taki pierwszy, prawidłowy post. Pomysłów było sporo, ale myślę, że ten wygrał. Jest taki... hobbystyczny i fandomowy, a przynajmniej nawiązuje do jednego i drugiego. 

a very potter... fanfick?


Odkąd pamiętam piszę jakieś opowiadania. Taka moja prawdziwa przygoda z pisaniem zaczęła się gdy byłam w trzeciej klasie podstawówki czyli miałam tam jakieś dziewięć lat. Blogowałam jeszcze wtedy na onecie i nie wyobrażałam sobie, by kiedykolwiek zmienić ten portal na rzecz innego. Jak widać trochę mi się to wszystko pozmieniało i wylądowałam tutaj. Może gdyby onet nie zaczął się tak psuć i gdyby nie przestał mi odpowiadać to by było okej. Ale nie o portalach dzisiaj. 

Chyba najbardziej wykorzystywanym fandomem przy pisaniu opowiadań jest Harry Potter. Tam można znaleźć wszystko, w dodatku chyba w każdym możliwym języku świata. Najbardziej popularnymi portalami (przynajmniej dla mnie) jest fanfiction.net oraz forum Mirriel. I na jednym i na drugim swego czasu dodawałam jakieś miniaturki, ale w końcu dałam sobie spokój, bo brakło mi czasu, no i chęci, gdy nie było odzewu na forum, gdzie bardzo chciałam dostać ocenę, by wiedzieć co poprawić. W każdym razie na tych dwóch stronach pojawiają się raczej teksty, które jakiś poziom sobą reprezentują. Gorzej ma się sytuacja, jeśli chodzi o blogi, czy może raczej blogaski. I to o nich mowa. 

Jeśli ktoś z Was zajmuje się pisaniem opowiadań to na pewno będzie wiedział o czym mówię. A przynajmniej będzie jakoś kojarzył temat, który z Harrym Potterem ma tylko jeden mały związek - chodzi o opowiadania i inne tego typu teksty pisane. I to, jaki bełkot czasami jest publikowany i wrzucany wszędzie, gdzie się da, by ludzie prawili komplementy. A gdy komplementów nie ma, za to pojawia się krytyka - autor usuwa nieprzyjemne dla niego komentarze. Koszmar. 

Od czasu do czasu przeglądam sobie na spokojnie różne grupy na facebooku w poszukiwaniu nowych blogów, które by mnie interesowały. Ewentualnie takie, które mogłyby mnie rozbawić, poprawić humor, gdy mam gorszy dzień. Czasem się zdarzy, że znajomi podrzucają mi adresy właśnie takich blogasków, a ja wtedy nie wiem czy śmiać się czy płakać. Cóż, a o co dokładniej mi chodzi? Nie o styl, bo to wyrabia się latami, ale o pomysł i podejście autora do swojego tekstu i do czytelników. Bo, nie oszukujmy się, gdyby nie czytelnicy, większość by nie pisała. 

Czas na kilka błędów z opowiadań o Harrym Potterze i całej reszcie bohaterów z tej serii. Wiadomo, nikt nie zaczyna pisać już jako autor doskonały. Nawet jeśli czytamy masę książek, nie jesteśmy w stanie na samym początku tworzyć swoich tekstów w sposób idealny. Pierwsze kreacje bohaterów są z reguły słabe, zdania albo za długie albo zdecydowanie za krótkie. Większość tekstów pisanych przez autora po raz pierwszy ma w sobie przynajmniej jedną postać Mary Sue (Marysi Zuzanny), a więc postaci idealnej w każdym calu - pięknej, idealnej, mądrej, zgrabnej, bogatej, zdolnej we wszystkim, z dodatkowymi mocami i nie wiadomo co jeszcze. 
Mój pierwszy blog również tak wyglądał. Ba! Moje pierwsze opowiadanie opublikowane w internecie było skupiskiem wszystkich tych cech, których tak bardzo nie toleruję teraz w opowiadaniach. Naprawdę. Zaczęłam pisać potterowskie Dramione - romans Hermiony Granger i Dracona Malfoya. Gdy to stworzyłam miałam dopiero dziewięć lat i byłam zafascynowana wszystkimi opowiadaniami, które wtedy pojawiały się w internecie. Gdy je czytałam, twierdziłam, że ja też mogę tak pisać! Wtedy nie widziałam tego, że postać Hermiony aka Marysi Zuzanny jest czymś, czego po prostu nie da się strawić. Z czasem jednak zaczęłam to wszystko dostrzegać i zmieniać kreowanie moich postaci. Teraz, po tylu latach, mam nadzieję, że już nie tworzę Mary Sue.

Gdy czytam takie blogi to wiem, że każdy kiedyś zaczynał, więc nie krytykuję tego brutalnie, a staram się w pełni kulturalnie. No wiecie, dając opinie o danym tekście. Mówię, co jest źle, co trzeba by zmienić, a co nie jest najgorsze i może zostać. Jeśli autor naprawdę chce pisać - zwykle przyjmuje rady do siebie i coś z nimi robi. Często jednak, na nieszczęście czytelników, autor albo odpisuje nieprzyjemnymi, opryskliwymi komentarzami albo, co gorsze, usuwa wszystkie komentarze, w których nie zawiera się komplement. Zwykle taki autor tak czy inaczej za długo nie tworzy i w końcu usuwa swoje blogi. Bądź bloga. Często jednak autor znikąd nie chce pomocy, bo uważa, że jego twór jest najlepszy, najcudowniejszy i w ogóle arcydzieło, a czytelnicy wiernie autora utrzymują w tym przekonaniu, chociaż wcale nie jest tak dobrze. Co jednak zrobić? Jeden przeciw dziesięciu nic nie zdziała. 

Marie Zuzanny w potterowskiej twórczości to zazwyczaj Hermiony Granger po piątej czy szóstej klasie. ZAWSZE jest ten sam, powtarzający się schemat, gdzie ze zwykłej kujonicy, na którą nikt nie zwracał uwagi, robi się niesamowita seksbomba, za którą każdy się odwraca, nie mówiąc o tym, że największą uwagę zwraca na nią człowiek, który do tej pory wyzywał ją od najgorszych, uważał za coś (nawet nie kogoś) niewartego uwagi i był jej odwiecznym wrogiem. Nagle jego serce topnieje niczym lód w sierpniowym słońcu, by już po pięciu rozdziałach móc ją zaciągnąć do łóżka. Tu przykład przemiany:

Hermiona bardzo się zmieniła zaczęła o siebie bardziej dbać. Teraz się maluje, ma wyprostowane włosy, które opadają jej do połowy pleców. Ubiera się bardziej jak kobieta. Zaokrągliła się tam gdzie trzeba. Stare ubrania wyrzuciła i zastąpiła nowymi. W szafie mogła znaleźć: buty na szpilkach, baleriny, sukienki, ładne bluzki, spodnie, spódnice. A w kosmetyczce różne pudry, podkłady, szminki, błyszczyki, tusze, kredki do oczu, cienie do powiek i róże do policzków.

Już o interpunkcji mówić nie będę, bo albo jej nie ma albo pojawia się zdecydowanie za często. Takie opowiadania zwykle są przeglądem szafy danej bohaterki. A raczej przeglądem tego, co autorka chciałaby mieć w domu. Najczęściej zresztą dostajemy krótki opis tego, jak bohaterka jest ubrana, no i oczywiście wszystko to ze zdjęciami znalezionymi w internecie. Najczęściej zaraz do tego jest dodatek, że Hermiona została adoptowana i jej rodzice są tylko adopcyjni, nie biologiczni, bo biologicznej matki nikt nie zna, ale ojcem jest zawsze jakiś czarny charakter - Lord Voldemort, Severus Snape, Lucjusz Malfoy czy ktokolwiek inny, kto wcześniej jej nienawidził, ale wraz z wyjściem prawdy na jaw staje się ukochanym tatusiem ze swoją ukochaną córusią tatusia. No i, oczywiście, Hermiona nienawidzi ludzi, których jeszcze przez pierwsze zdania pierwszego rozdziału kochała. Bo przecież ją okłamali! Przyjaciele też się od niej odwracają, ale jej to nie przeszkadza, bo ona ich nie potrzebuje, teraz znajdzie nowych (jak już przejdzie z Gryffindoru do Slytherinu, bo przecież zmienianie domów w Hogwarcie to coś równie banalnego jak przeniesienie się z jednej grupy dziekańskiej do drugiej). No i Ronald Weasley (którego nie potrafię nawet tolerować) staje się wybuchowym furiatem, wrednym potworem i nie wiadomo kim jeszcze:

-Hermiono, świetnie, że jesteś, cieszę się, że przyjechałaś. Chodź, siadaj zaraz będzie obiad. Zapewne jesteś głodna, ponieważ nie jadłaś śniadania.- mówiąc to pociągnęła ją do stołu przy którym miała już siadać, ale wszyscy zaczęli podchodzić do niej i witać się z nią. Gdy już skończyli się witać pani Weasley podała obiad, gdy zjedli pan Weasley powiedział:
-Hermione, czemu nas nie poimformowałaś, że przyjeżdżasz?
-Ponieważ nie miałam tego w planach, ale też muszę wam coś powiedzieć. Może przejdziemy do salonu?- zapytała i wszyscy ruszli w danym kierunku. Gdy wszyscy usiedli Hermiona powiedziała:-To się zaczęło wczoraj. Jadłam kolację z moimi rodzicami...- i tak zaczęła mówić o tym, jak znalazła akt adopcyjny i kończąc na:-nigdy nie zdadniecie kto jest moim ojcem.
-No nie będziemy wiedzieć i nie zgadniemy, póki nam nie powiesz.- powiedział Bill.
-Moim ojcem jest Severus Snape.
-ŻE CO?1- zapytali wszyscy w jednym momencie, ale gdyby nie powaga sytuacji, to byłoby to dość komiczne, ponieważ- Molly i Artur jedli w tym momencie ciastka i zakrztusili się nimi i zaczęli charczeć i kaszleć. Ron i Harry pili herbatę i opluli się nią w tym samym momencie. George i Fred patrzyli na nią z szeroko otwartymi oczami i ustami i zaczęli się trochę ślinić. Ginny słysząc to wypuściła z rąk filiżankę roztrzaskała się. Charlie po zapytaniu oblał się herbatą, a Bill spadł z krzesła. ( tak dla ścisłości wszystko to stało się przed zadaniem pytania).
-CO TY PIEPRZYSZ?- zapytał Ron, a Molly popatrzyła na niego karcąco, za słowo, które użył, ale on się tym nie przejął.
-Powiedz, proszę, że to nieprawda.- powiedziała płacząco Ginny. Faktycznie już po chwili na jej policzkach zagościły łzy.
-Nie Gin. To prawda.- zaszlochała Hermiona.
-Wynoś się.- powiedział cicho, ale spokojnie Ronald. 
-Co?- zapytała z niedowierzaniem panna Granger (?).
-POWIEDZIAŁEM WYNOŚ SIĘ STĄD DZIWKO! NIE CHCĘ CIĘ TU WIDZIEĆ. PEWNIE WIEDZIAŁAŚ, ŻE JEST TWOIM OJCEM, ALE UKRYWAŁAŚ TO PRZEZ SIEDEM LAT. TYLKO NIE WIEM CZEMU. NA CO CZEKASZ WYNOŚ SIĘ!- wrzeszczał Ron. Hermona popatrzyła na innych błagalnym wzrokiem, aby jej pomogli, ale oni patrzyli na nią morderczym wzrokiem. Nawet pani Weasley, która zawsze ją traktowała jak córkę. Myślała, że ją będą wspierać, pomogą jej, ale oni ją wyganiają z domu.

O czym to ja? A tak, o błędach, literówkach, interpunkcji i spacjach to wolę nie wspominać, bo to jest istny koszmar. Dlaczego tak jest w tych wszystkich opowiadaniach, w których Hermiona się zmienia. I typ i komentarze i stylistyka. A fleksja i składnia leżą i płaczą. Ale one to leżą i płaczą w wielu przypadkach, czasem również u mnie. Nie mniej dlaczego za takie "fajne" uznaje się przeklinanie w opowiadaniach? Skąd te wszystkie kurwy, dziwki i pieprzenia w Hogwarcie? Rozumiem, że autor bardzo chce, by uznane to zostało za takie... na czasie, ale jednak we wszystkich siedmiu tomach żadna z postaci nie przeklinała, a jednak tylu jest fanów tej książki! Więc? Po co te przekleństwa, drodzy ałtorzy?
W sumie może to dziwne, ale wychodzę z założenia, że pisać może każdy, pod warunkiem, że jest gotów na obiektywne opinie, zarówno te mega pozytywne, jak i te, które momentami sprawiają, że łzy napływają nam do oczu i chcemy wszystko rzucić w cholerę. Jeśli czujemy, że to sprawia Wam radość - róbcie to. Ale albo stosujcie się do uwag albo nie publikujcie. Lud będzie Wam wdzięczny. ;)

A ja tymczasem kończę. Coś czuję, że a very potter... fanfick, będzie w kilku częściach. Co Wy na to?

A Wy co myślicie o opowiadaniach? Czytacie? Piszecie? 
Podzielcie się swoimi opiniami!


Od teraz można mnie śledzić także na facebooku, zapraszam:

* fragmenty tekstu pochodzą z bloga o zakazanej miłości Hermiony i Dracona
* ałtorzy są napisani specjalnie. Ja wiem, że są autorzy przez U nigdy przez Ł, chyba, że daleko im do prawdziwych twórców. Polecam książkę "Ałtorka"

Czytaj dalej:
15 komentarzy
Udostępnij:

15.02.2015

#1 raz się żyje.

Cały czas powtarzałam, że mnie to nie dotyczy. Nigdy mnie nie będzie dotyczyło. Bo to takie głupie, zaczynać coś ciągle od nowa. I w kółko, w kółko, w kółko. Nie chciałam powielać schematu połowy bloggerów. A jednak! Widocznie każdego czasem dopada takie zwątpienie i jedni przez nie przechodzą (tak, jak ja próbowałam to zrobić już wielokrotnie), a inni zwyczajnie muszą zacząć to wszystko od początku. Jak ja teraz. Mam nadzieję, że ruszę z rozmachem i pójdę w górę, bez zatrzymania na małą przerwę.

O tego bloga walczę długo. Miałam zastoje. Jeden "początek" miałam gdzieś we wrześniu, kolejny w styczniu, a więc chwilę temu. Ciągle zaczynałam od nowa, ale powtarzałam, że nie będę wszystkiego usuwać tak, by dany post był pierwszym. Ale to były tylko takie "zapchaj dziury", nic poza tym. Między innymi dlatego też nie brałam udziału w konkursie na "Blog roku". Bo wiedziałam, że nie czuję się w chwili obecnej dobrze ze swoim aktualnym stanem blogowym. Zresztą, gdy na początku roku zmieniłam adres bloga z łabędzia na humanistkę, wszystko tutaj ucichło. Nie tylko ja, ale Wy, jako czytelnicy, również. A wiadomo, gdybym chciała pisać swoje przemyślenia tylko dla siebie to bym je chowała do szuflady, zamiast się uzewnętrzniać tutaj.

Zmieniając adres na humanistkę-na-obcasach bardzo chciałam, by w końcu było chwytliwie, prosto i doskonale. Idealnie.  By ten adres mnie napawał radością, może inspirował do dalszego pisania. Bo czułam, że to w końcu jest TO, na co czekałam od tak dawna. Już miałam 25 tysięcy wyświetleń, więc już, przynajmniej w moim odczuciu, dotarłam do pewnego momentu, gdy iść miało z górki. No i poszło tak, że jak się potoczyłam to i twarzą w muł przyrżnęłam. I ugrzęzłam, a to jeszcze gorsze.

Dzisiaj startuję, mam nadzieję, że mój lot zakończy się sukcesem. Nie chcę Was opuszczać, w końcu te ponad dziewiętnaście miesięcy (ale ten czas leci!) byliście tutaj ze mną, czytaliście, czasem zdarzyło się, że komentowaliście. Czasem Wasze komentarze wywoływały jakąś dyskusję i to było miłe. Smutne, bo nigdy nie podjęłam żadnej z nich. Mój błąd, który teraz zamierzam naprawić, gdy już będę pisać od nowa, tworzyć, dodawać więcej. W dodatku dodawać co innego, nie tylko wpisanego w dawny kanon blogowy. Chcę zmieniać style, chcę pisać krótko i tworzyć kilkunastostronicowe elaboraty, chcę dodawać zdjęcia i zapominać, że w ogóle je robię, chcę tworzyć o wszystkim i o niczym, ale przede wszystkim chcę tworzyć z pasją. Z pasją, której w pewnym momencie mi brakło.

źródło zdjęcia: www.weheartit.com

Dziś z pasją zaczynam od nowa, chcąc stworzyć lepszą humanistkę na obcasach. Nie chcę zmieniać wyglądu, adresu, nie chcę zmieniać już niczego więcej. Chcę tylko poznać lepiej Was, moich czytelników. Pozwolicie mi?


Od teraz można mnie śledzić także na facebooku, zapraszam:

Czytaj dalej:
13 komentarzy
Udostępnij:

05.02.2015

#blogroku.

Dzień dobry!

Na swoje usprawiedliwienie... nie mam usprawiedliwienia! Nie będę Was czarować, że pochłonął mnie wir nauki (ha ha ha), ani że pochłonął mnie wir czegokolwiek innego. Po prostu pochłonęło mnie życie. Prywatne, osobiste, poza ramami komputera. Wiecie, przychodzą różne momenty, czasem nie warto poświęcać życia na siedzenie w internecie. Tak właśnie jest u mnie. Poza tym jest sesja, do której bardzo się uczę (no właśnie widać) i cała reszta innych spraw, przez które nie śpię po nocach. Dosłownie. Ale nie o tym dzisiaj tutaj. Poza tym będzie krótko. Zobaczymy czy dam radę zrobić coś KRÓTKO.

#blogroku.


Wszędzie pojawiły się tagi dotyczące bloga roku. Gdzie człowiek się nie obejrzy - na instagramie, twitterze, facebooku - widoczne są tagi #blogroku bądź #blogroku2014. W zeszłym roku ja również tagowałam, bo dopiero zaczynałam blogowanie i głupia sądziłam, że coś mi to da. No wiadomo, nie wyszło mi. Skończyłam na dwóch kropkach czyli jakichś sześciu głosach, wszystko od znajomych. Lekka porażka, no nie? Niby w tym roku mogłam spróbować ponownie, bo 170 obserwatorów (nie 40, jak w zeszłym) i prawie 30 tysięcy wyświetleń (nie ledwo pięć, jak w zeszłym), ale stwierdziłam, że to nie ma sensu. Patrzę na swój blog i mimo wyraźnej poprawy, częstszych postu, sporej ilości wyświetleń i komentarzy, lepszego wyglądu... stwierdziłam, że nie zasługiwałabym nawet na udział w tym konkursie. Jeszcze nie w tym roku, gdy trochę Was zaniedbuję i nie mam aż takiego kontaktu z czytelnikami. Blog roku powinien mieć wszystko to, czego nie mam ja - kontakt z czytelnikami, sporo wyświetleń, regularne dodawanie wiadomości. Rozumiecie o co mi chodzi?

Nie powiem, cel jest szczytny. Jak co roku zresztą. Tym razem udział jednak biorą blogerki, które uwielbiam, lajkuję na instagramie i czytam na bieżąco. Między innymi są to: Magda z bloga My Pinky Plum, Natalia z Jest Rudo, Kasia z Twoje DIY, Natalia z Matka Nie Idealna oraz małżeństwo z Oczekując. Wiadomo, jest jeszcze wielu innych bloggerów, którzy wzięli udział w konkursie na blog roku, których chętnie czytam i o których, niestety, zapomniałam w tym poście. Wiedzcie jednak, że uwielbiam ich wszystkich, a jeśli o Was zapomniałam to przepraszam. Pamięć dobra, ale krótka. Ale te blogi, które zostały wymienione powyżej, zasługują na to, by zostały zauważone. Chociaż już i tak są doceniane. Przez nas, czytelników.

Patrząc na wszystkie blogi, które zgłosiły się do tego konkursu, mogłabym powiedzieć, że i ja mogłam się do niego zgłosić. Jedynie dlaczego tego nie zrobiłam to dlatego, że mam jakieś poczucie, że to jeszcze nie ten etap. Nie zasługiwałabym na te wszystkie głosy. Ale zamierzam przyłożyć się do blogowania i pisania i w przyszłym roku zgłosić oba swoje blogi - zarówno humanistkę na obcasach, jak i moich wyidealizowanych. Ale to wszystko zależy ode mnie, czy będę regularnie pisać, no i od Was, czy będziecie zainteresowani mną. A raczej nami - mną i blogami.

Zachęcam Was jednak do jednego - głosujcie na swoje ulubione blogi w konkursach na blog roku. Nie dość, że możecie sprawić radość ulubionym bloggerom to jeszcze cała kwota za sms-a przechodzi na charytatywny cel. Warto wydać te 1,23 zł, by wesprzeć fundację DZIECI NICZYJE.


Czytaj dalej:
1 komentarz
Udostępnij:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.