26.09.2014

i nadeszła jesień.

Dzień dobry!

Kilka dni temu mieliśmy pierwszy dzień kalendarzowej jesieni, która na dobre zagościła już za oknami, chociaż nie w takiej formie, w jakiej ją uwielbiam. A najpiękniejsza jesień to taka pełna barw i kolorów, przeplatająca ze sobą zieleń, żółć i czerwień. Prawdziwa złota jesień to coś pięknego, bajecznego. A co dostajemy w tym roku w zamian? Deszcz, szarość, zimno. Co więc możemy zrobić w takie pochmurne jesienne dni i wieczory? Możemy zrobić wiele, by jakoś je osłodzić ;).

1. Kominki zapachowe i świeczki. 

Kiedy za oknem szaro, buro i ponuro to nie możemy się załamywać! By ogrzać pomieszczenie wystarczy kilka podgrzewaczy, świeczek zapachowych czy kominków do aromaterapii. Wybieramy jakiś przyjemny, ciepły zapach i rozkoszować się nim, siedząc w pokoju. Uwielbiam ciemne wieczory przy zapalonych świeczkach i rozchodzących się zapachach jesieni po moim pokoju. Od razu robi się cieplej. I przytulniej.

2. Koc, kakao i książka. 

Późnymi wieczorami zdarza się, że strasznie marznę. Fajnie jest wtedy owinąć się kocem, zrobić sobie gorącą kawę, herbatę albo kakao i zabrać się za książkę - jakąkolwiek, nową czy starą, ulubioną czy polecaną przez znajomych. Nie ważne. Ważne, że ponury wieczór można spokojnie zamienić na przytulne chwile dla siebie.

3. Do piersi przytul psa, weź na kolana kota...

Okna zamknięte, drzwi zamknięte, za oknami deszcz i plucha, ciemno i zimno, z łóżka wyjść się nie chce, nic się nie chce... Ale można przytulić się do swojego stworzenia - kota, psa, królika, świnki morskiej. Zawsze można przytulić również jakiegoś pluszowego misia, kogokolwiek, by się ogrzać i przytulić. By było miło.


Sposobów na pochmurny, jesienny wieczór jest mnóstwo. Prócz powyższych trzech równie dobrze można włączyć sobie jakiś film albo jakąś grę. Można również spędzić czas w towarzystwie najbliższych, porozmawiać, zagrać w jakąś planszówkę, ułożyć puzzle, zagrać w karty. Ponury wieczór możemy zamienić w coś pięknego, ale wszystko to zależy od naszej inwencji twórczej. Od nas samych. A co możemy robić gdy za oknem słońce?

Odpowiedź jest prosta: zdjęcia!




Wszystkie fotografie pochodzą z mojego osobistego zbioru i zostały zrobione w październiku 2013.

Czytaj dalej:
11 komentarzy
Udostępnij:

18.09.2014

akcja - reaktywacja.

Dzień dobry!
Nie napisałam nic od równego tygodnia. Długo zbierałam się do napisania czegokolwiek, w wersjach roboczych powstało kilka kawałków postów, nigdy więcej niż, mniej więcej, pół strony w Wordzie. Zaczęłam się już zastanawiać czy zwyczajnie się nie wypaliłam, gotowa byłam pisać do wszystkich znajomych z prośbą o podrzucenie mi jakiejś propozycji do napisania posta. Ale przecież od dawna mam zapisane awaryjne pomysły na posty, dlaczego więc żadnego z nich nie byłam w stanie ruszyć? Nie potrafiłam podzielić się z Wami tym, co mnie dręczy, nie potrafiłam sklecić jednego, porządnego postu. Poczułam, że się wypaliłam i poczułam, że to chyba nie ma sensu.

Ale zaraz, jak to nie ma sensu? Mam się poddać, tylko dlatego, że nie jestem zadowolona z kilku postów? Że nie mam pomysłu na coś? Że od tygodnia nic nie napisałam? Nie ma mowy! Obiecałam sobie, że dopóki będę mogła - będę pisać. Przecież robię to dla siebie, nie dla współprac. A skoro robię to dla siebie to przecież nie muszę pisać codziennie, co dwa dni, co trzy. Wystarczy, że będę pisać raz na jakiś czas. Przemyślałam jednak wszystko co do tej pory opublikowałam na tym blogu, jak to wszystko wygląda, o czym tutaj piszę, czego tutaj brakuje.

AKCJA - REAKTYWACJA
AKCJA - REANIMACJA

Pomyślałam sobie, że na blogu powinny zajść zmiany. Znowu. Powinno pojawić się więcej tematycznych postów. Przede wszystkim zamierzam się skupić właśnie na takich postach tematycznych, różnego rodzaju, a nie na wiadomościach o niczym, byle by były. Przecież nie taki był mój zamysł, gdy zakładałam tego bloga. Wiadomo, jego zamysł był zupełnie inny niż w chwili obecnej, ale ja cały czas się zmieniam, a razem ze mną - zmiany zachodzą na blogu. Mam nadzieję, że te zmiany, które chcę, by zaszły, przypadną Wam do gustu. W końcu, po części, blog jest również dla Was.


A czego oczekuję po moim blogu? Zapewne będę starała się dodawać więcej postów związanych z fotografią, drobną przeróbką zdjęć, efektami różnych sesji, makro i krajobrazami. Poza tym planuję częściej dodawać przepisy na różne dania bądź słodkie desery, póki co jest ich na blogu niewiele, ale mam nadzieję, że to się zmieni. Muszę to nadrobić! Zamierzam wprowadzić również sekcję DIY oraz to, co mnie najbardziej interesuje - śluby i wesela, organizacje, suknie ślubne. Na pewno dalej będę starała się pisać swoje przemyślenia na różne tematy, czego na moim blogu do tej pory jest najwięcej. Może jeszcze pojawią się jakieś TAG-i, na pewno będę starała się pisać na różne okazje - posty świąteczne, noworoczne, inne tego typu.

Najbardziej jednak zależałoby mi na opinii Was, czytelników. Dlatego też po lewej stronie u samej góry pojawiła się ankieta, do głosowania w której bardzo gorąco Was zachęcam. Będzie to dla mnie znak, bym wiedziała o czym mogę częściej tutaj pisać, co dodawać, co robić, by Wam się podobało tutaj, na blogu. Także głosujcie, a ja postaram się później skupić na tym, co najchętniej czytacie. Na pewno postaram się również zastosować jakoś do Waszych rad. W końcu ma się nam dobrze "współpracować".

Na pewno postaram się pisać w miarę regularnie, chociaż nigdy na siłę. Chcę, by ten blog był prowadzony długo, starannie i tak, bym kiedyś mogła do niego wrócić z uśmiechem, nawet jeśli przestanę go pisać, co również może się zdarzyć. Co kiedyś zdarzy się na sto procent.

A na dzisiaj - dobrej nocy Wam życzę ;)

Czytaj dalej:
2 komentarze
Udostępnij:

11.09.2014

o czym mogę pisać?

Dzień dobry!

Dzisiaj znowu ja, w ten smutny, szary czwartek. Dzisiaj znowu chłodno, ale ja uwielbiam ten chłód. Szkoda tylko, że nie do końca pasuje on do robienia zdjęć. Ale i tak nie mam głowy do zdjęć, muszę skupiać się na rzeczach ważnych. I ważniejszych. No, ale ja nie o tym. Dzisiaj o popularnym zjawisku na grupach blogowych. Na blogach czasem też, ale to co innego. 

O czym mogę pisać?


Na pewno każdy z nas chociaż raz w życiu zadał sobie pytanie co mógłby napisać na blogu. Ja również czasem piszę do znajomych z pytaniem o czym by chcieli przeczytać, bo wiadomo, żeby ktoś czytał Waszego bloga - musicie znaleźć temat, który będzie interesujący i trafi do danego przedziału czytelników. Wiadomo, że dany blog nie trafi do wszystkich, trafi tylko do danej części. Ale przecież piszemy bloga, by trafić do danej grupy odbiorców. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że elaboraty docierają do nielicznych, których to interesuje, nie do wszystkich. Ale blogowanie to nie tylko docieranie do grona odbiorców. To również zabawa z pisania, hobby, coś, co powinno być najpierw ważne dla nas, a później dopiero dla całej reszty. Dlaczego więc na grupach pojawia się tyle postów z zapytaniem?

Grupy blogowe opanowane zostały przez posty z pytaniami "O czym mogę pisać?", które niczego nie wnoszą do blogosfery. Wiadomo, każdy ma jakiś zastój z pomysłami na posty. Każdy może mieć gorszy dzień. Ale jaki sens ma wypytywanie ludzi o nowe, oryginalne pomysły na posty? Ja też czasem mam taki zastój. Widzę, że na moim blogu od tygodnia nie pojawił się żaden post, liczba odwiedzin maleje, komentarzy nie ma, statystyki lecą na łeb na szyję, a ja czuję, że muszę coś napisać. Po prostu muszę! Muszę! Ale co napisać? O czym wspomnieć, żeby to nie były kolejne puste słowa? Zdarza się, że wysyłam wiadomość do jednej, drugiej, trzeciej koleżanki, z zapytaniem o czym chciałaby poczytać. Nie chodzi o to, by rzuciła gotowym pomysłem w stylu "słuchaj, chcę poczytać o wojnie w Wietnamie", a o to, by podrzuciła "słuchaj, chętnie przeczytałabym jakieś Twoje przemyślenia na taki czy inny temat" albo "fajnie by było, jakbyś wrzuciła jakiś TAG" ewentualnie "a może podrzucisz jakieś swoje zdjęcia z opisem?". Wtedy od razu kiełkuje się w mojej głowie jakiś plan, co mogłabym napisać. Jak mogłabym dotrzeć do czytelników. No i dostaję jakąś wiadomość co napisać, by przyciągnąć kilku czytelników. 

Jestem potworem, bo za każdym razem, gdy widzę "Podajcie mi oryginalne pomysły na posty" zarzucam komentarzem, że oryginalne posty to zachowuję dla siebie. No bo nie po to siedzę i myślę o czym napisać, by później rozrzucić taki pomysł na pół blogosfery. Prawda? Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś nie ma pomysłu na blogowanie - niech poszuka czegoś innego do roboty. Ciekawszego hobby, czegoś, na co będzie się miało pomysły. Czerpmy pomysły na posty prosto z życia. Opiszmy jak piękny był spacer do parku, powiedzmy o naszym zainteresowaniu, zapiszmy nasze inspiracje! W końcu coś nas w życiu musi inspirować!

O czym mogę pisać? O tym, co lubię. O tym, co mnie interesuje, o hobby. Jeśli tworzymy coś rękodzielniczego - pokażmy zdjęcia naszych dzieł. Jeśli robimy zdjęcia - pokażmy efekty! Opiszmy nasz ostatni wyjazd ze znajomymi czy rodziną, powiedzmy jak piękną mamy okolicę, dajmy znać gdzie warto pójść, gdy trafi się w nasze rejony. Piszmy to, o czym sami chętnie chcielibyśmy poczytać. Nie piszmy tego, co jest poczytne, nie próbujmy na siłę wypromować bloga, bo prawda jest taka, że jeśli robimy coś interesującego to w końcu ktoś nas dojrzy. Trzeba tylko robić to, co się chce, nie to, co chce cały tłum ludzi. 

Piszmy to, co myślimy. Nie skupiajmy się na tym, by wszyscy byli zadowoleni z naszego bloga. Najważniejsze, by zadowolony był autor, bo w końcu to jego blog, nie blog czytelników. Niektórzy w końcu się znudzą, innym zmieni się "system wartości". Co wtedy zrobi bloger, piszący pod publiczkę, a nie dla siebie? Co z tymi postami, napisanymi byle jak, byle były komentarze i wyświetlenia? Usunie wszystko i zacznie od nowa? Szkoda pracy. 

Kochany autorze bloga, pisz to, o czym sam chciałbyś czytać. Pisz to, co przyjdzie Ci teraz do głowy. Pisz tak, by być zadowolonym z siebie, z bloga. Kochany autorze bloga, bądź sobą, nie baw się w zastanawianie się co kto woli. Pisz wtedy, kiedy chcesz, nie kiedy musisz. Pisz, gdy masz pomysł. Nie proś o pomysły, proś o inspiracje. I bądź sobą. 


A Wy? O czym lubicie czytać? ;)

Czytaj dalej:
6 komentarzy
Udostępnij:

09.09.2014

"ludzie listy piszą zwykłe, polecone; piszą, że kochają, nie śpią, klną, całują się..."

Pamiętacie słynną piosenkę, którą śpiewali Skaldowie? Ja pamiętam, a dzisiaj jakoś szczególnie piosenka ta chodzi mi po głowie. Może to dlatego, że pogoda się popsuła, a ja w końcu mam czas, by odpisać na listy nowych znajomych? Możliwe. Dzisiaj postanowiłam więc opowiedzieć Wam co nieco o pisaniu listów. To taki... ciąg dalszy ARCHAIZMU XXI WIEKU, a więc postu, który pojawił się kilka miesięcy temu. Pamiętacie go? Jeśli nie, to zachęcam do zapoznania się z nim. 


Świat ma co najmniej tysiąc wiosek i miast
list w życiu człowiek pisze co najmniej raz.

Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie
zamknij gaz, to co, że za granicą wujka masz
Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie
hamuj bo rower ten każdy tutaj dobrze zna
dostaniesz od wujka list

Ja wiem, kto w życiu myśli nie pisze nic
kto bardzo kocha pisze długi list

Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie
ciężka jest od listów torba listonosza dziś.
Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie
może ktoś na ten list czeka kilka długich lat
dostanie go właśnie dziś

Ludzie listy piszą zwykłe polecone
piszą, że kochają, nie śpią, klną, całują się
ludzie listy piszą nawet w małej wiosce
listy szare, białe, kolorowe...
kapelusz przed pocztą zdejm - o o o o o o o.


No właśnie, ludzie listy piszą. A raczej pisali, zanim w życiu codziennym pojawiły się komputery i laptopy, a światem zawładną wszechobecny internet. Kto teraz woli wydawać pieniądze na znaczki, kiedy można raz dwa wklepać całą treść w komputer i wysłać e-Mailem poprzez jedno kliknięcie słowa "wyślij"? Zabiera nam to przecież dużo mniej czasu, a czas tutaj jest bardzo, bardzo ważny! No i po co pisać list, skoro w każdej chwili możemy zadzwonić, napisać SMS-a czy 'poklikać' na facebooku? Listy powoli zaczęły odchodzić do lamusa i kiedy już myślałam, że nigdy więcej do nikogo listu nie będę mogła napisać - pojawiło się światełko w tunelu. 

Przyjaciele z listów - Akcja promująca pisanie listów w XXI wieku! Grupa, którą znalazłam kompletnie przez przypadek, kręcąc się po facebooku. Szukałam czegoś dla siebie, czegoś, co mnie zainteresuje, co mnie wciągnie, co zajmie mi czas. Kiedy jednak dołączyłam do tej grupy, nie czułam się pewnie. Podeszłam do tego trochę sceptycznie. No bo podawać adres obcym osobom? A co będzie, jeśli wyślę masę listów i nie dostanę na nie żadnej odpowiedzi? Stracę pieniądze i nic z tego nie będzie. Obserwowałam więc calutką grupę, czytałam posty i powoli sama się w to wdrążyłam. Napisałam swój post i czekałam na odzew. Najpierw odezwały się dwie osoby, zaczęłam z nimi pisać. Później pojawiały się kolejne i kolejne. Kiedy ostatnio wspominałam Wam o tej grupie, liczyła ona zaledwie 328 członków. Było to w kwietniu, ale myślałam wtedy, że tyle osób to i tak sporo. Najczęściej to są osoby w wieku pomiędzy trzynaście a osiemnaście lat, ale osoby w moim wieku również się znajdują. Są ludzie z różnymi zainteresowaniami i pasjami, ale prawda jest taka, że można znaleźć przynajmniej pięć osób, które mają bardzo zbliżone zainteresowania do Twoich. Gdy po raz pierwszy pisałam ten post, grupa liczyła 1297 osób, a więc dużo więcej osób niż te niecałe cztery miesiące temu. To duży postęp. 

Jaki jest największy dylemat przy rozpoczęciu korespondencji? Pierwszy list. Sądzę, że to jest najtrudniejsze, a jest to spowodowane zwyczajną niewiedzą. Nie znamy tej drugiej osoby, do której piszemy. Nie wiemy też w jaki sposób rozpocząć korespondencje i co zawrzeć w tym pierwszym, najważniejszym liście. A przecież musi być idealny, bo od niego zależy nasza listowa znajomość.

Cóż, ja najczęściej zaczynam od krótkiego przedstawienia własnej osoby, by korespondent mógł mnie lepiej poznać i mógł chociaż trochę wiedzieć o czym możemy dalej pisać. Piszę co lubię, czym się zajmuję, ile mam lat, jaką mam pasję czy zainteresowanie, jakiej muzyki słucham, no i zadaję pytania, by korespondent wiedział co może mi odpisać. Zazwyczaj staram się szukać sobie korespondentów, którzy są mniej więcej w moim wieku, albo mają zainteresowania zbliżone do moich, bym miała o czym z nimi pisać. Obecnie również rozpoczęłam korespondencje mailowe, ze względu na okropny brak czasu, by przysiąść do zwykłych listów.

Jak zazwyczaj wyglądają moje listy? Staram się, by każdy był inny, inaczej ozdobiony. Powód jest jeden - każdy z nas jest wyjątkowy, niepowtarzalny. Do ozdabiania kopert używam taśm washi tape, zakupionych na stronie postallove, gdzie również serdecznie zapraszam. Poza tym oznaczam wielkie litery kolorowymi cienkopisami, a każda z kopert ma ozdobną naklejkę związaną z priorytetem, również zakupioną na stronie internetowej, prowadzonej przez panią Ewę - postallove. Ostatnio jednak, z okazji początku roku szkolnego, można było zakupić takie taśmy w Biedronce, o czym, jak zwykle, dowiedziałam się na końcu, kiedy już nie było po co sięgać. Koperty są białe albo kolorowe, to zależy od mojego dobrego humoru albo dnia. Mam koperty w dziesięciu kolorach + zwykłe białe. Czasem zdarzy się również jakaś paczuszka, chociaż tymi zazwyczaj wymieniam się z przyjaciółką, wysyłając jej różne rzeczy (w ostatnim czasie - głównie ubranka czy rzeczy dla dziecka).

Lubię pisać listy, powoli skupiam się na kaligrafii. Moim największym wrogiem jest jednak czas, którego mam coraz mniej i przez to musiałam się przenieść w głównej mierze na pisanie maili. Mam jednak kilku korespondentów, z którymi wolę wymieniać się w sposób tradycyjny i zawsze wyczekuję na listonosza, bo mam nadzieję, że coś trafi do skrzynki. Czasem bawię się również w postcrossing, ale to temat na inny post.



Kochani, jeśli czujecie, że chcielibyście podjąć się pisania listów - nie wahajcie się! Zapisujcie się do grupy, twórzcie swój opis i wybierajcie korespondentów. Na początku - zawsze można napisać do mnie. Nie gryzę. ;)

Czytaj dalej:
9 komentarzy
Udostępnij:

04.09.2014

seriale, które zawładnęły moimi wakacjami.

Niby mam jeszcze miesiąc wakacji, ale dla mnie na swój sposób skończyły się one wtedy, kiedy kończą się uczniom szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Dzisiaj, jako iż mamy już czwartego września, postanowiłam napisać co nieco o serialach, które oglądałam przez te wakacje, oczywiście nie przez cały czas, a głównie wieczorami i nocami, gdy nie potrafiłam spać. Zdecydowałam się na pierwszą siódemkę. Zapraszam do przeczytania, może oglądaliście coś z tego?


1. Dwie spłukane dziewczyny, Comedy Central.

Zdecydowanie mój faworyt tych wakacji. Uwielbiam Caroline i Max, dwie dziewczyny, które pracują w knajpie, prowadzonej przez koreańskiego imigranta. Max jest biedna od zawsze, jest również szalona, pewna siebie i czasem niepoczytalna. Caroline pochodzi z bogatej rodziny i traci wszystkie pieniądze, gdy jej ojciec trafia do więzienia. Musi sobie poradzić z nowym życiem, które pełne jest niespodzianek. Obie dziewczyny mają nietypowego pupila - konia o imieniu Kasztan. Razem zamierzają założyć swój własny biznes, w którym będą piekły babeczki, bowiem Max ma do tego dryg. Pod koniec każdego dnia na ekranie naszych telewizorów pojawia się licznik, który wskazuje nam ile dziewczynom udało się odłożyć pieniędzy na swój babeczkowy biznes. Potrzebują aż 250 000 $, by spełnić swoje marzenia.

2. Community, Comedy Central.

Losy kilku zupełnie różnych osób, które studiują na mało prestiżowym Greendale Community Collage. Jeff Winger to wzięty prawnik, który musiał wrócić do collage'u, by ponownie zdobyć dyplom i udowodnić, że nie znalazł się w kancelarii przypadkiem. Próbuje poderwać niepokorną, ale piękną Brittę i przez przypadek zakłada koło naukowe języka hiszpańskiego, do którego trafiają sami dziwacy. W ten sposób poznaje Pierce'a Hawthorne'a, wiecznego studenta po siedmiu rozwodach; Abeda, będącego w połowie Polakiem, a w połowie Palestyńczykiem, który obsesyjnie interesuje się popkulturą; Annie, kujonkę po odwyku; Troya, który stracił sportowe stypendium z powodu kontuzji oraz Shirley - samotną matkę. Każdy w tej szkole ma wyjątkowe, oryginalne osobowości, na czele z dziekanem uczelni.

3. Przyjaciele, Comedy Central.

Zabawne losy szóstki młodych nowojorczyków - Rachel, Moniki, Phoebe, Joeya, Chandlera i Rossa, ich problemy, dojrzewanie, wygłupy, radości, miłostki i smutki. To całkiem zabawna komedia o prawdziwej przyjaźni, o ludziach, którzy mają różne zainteresowania i pasje, mają inne charaktery, a jednak potrafią się wspierać. Monica i Ross to rodzeństwo, ich matka zawsze uważała, że Monica jest dużo gorsza, wszystko źle robi. Ross natomiast zostanie ojcem dziecka swojej byłej żony, obecnie lesbijki. Chandler bardzo chciałby z kimś się związać, ale nie ma szczęścia do kobiet, a Joey wręcz przeciwnie, jest podrywaczem i początkującym aktorem, do czego jednak nie ma szczęścia. Rachel uciekła sprzed ołtarza, a Phoebe ma siostrę bliźniaczkę, z którą stara się nie utrzymywać kontaktu.

4. Dwóch i pół, Comedy Central.

Niebanalna opowieść o trudnych relacjach rodzinnych. Główni bohaterowie to Charlie Harper, zamożny kawaler i podrywacz, Alan Harper, jego brat oraz dziesięcioletni Jake, syn Alana. Życie Charliego zmienia się diametralnie, gdy Alan po rozwodzie traci dach nad głową i pojawia się na progu domu swojego brata, co jest jego jedyną deską ratunku. Odtąd zmienia się życie całej trójki, a na domiar złego ich męski świat cały czas nawiedzany jest przez trzy kobiety - byłą żonę Alana, egoistyczną matkę i babcię - Evelyn oraz atrakcyjną sąsiadkę Rose, z którą Charlie w przeszłości miał przelotny romans. Bracia jednak są swoim zupełnym przeciwieństwem - Charlie jest bogatym podrywaczem i kawalerem, ma mnóstwo luzu, natomiast jego brat, Alan, jest lekarzem i całe życie dokładnie sobie układa, a luzu całkowicie mu brak. 

5. Jak poznałem waszą matkę, Comedy Central.

Serial opowiada o zmaganiach młodego architekta z płcią przeciwną. Jest rok 2013, a Ted Mosby sadza dwójkę swoich nastoletnich dzieci na kanapie i zaczyna opowiadać im w jaki sposób poznał ich matkę. Główna treść całej opowieści rozpoczyna się w momencie, w którym najlepszy przyjaciel Teda, Marshall, oświadcza się swojej dziewczynie Lily. To wywołuje w Mosbym reflaksję, że dla niego również nadszedł czas, by się ustatkować. Dosyć szybko znajduje tę właściwą dziewczynę, a jest nią dziennikarka Robin. Jak poznałem waszą matkę to serial opowiadający o zabawnych perypetiach pięciu osób - Teda, Marshalla, Lily, Robin i Barneya, notorycznego podrywacza. 

6. Dr House, TVN.

Serial opowiadający o genialnym lekarzu, Gregorym Housie. Mężczyzna jest dosyć ekscentryczną osobą, którą trudno w jakikolwiek sposób polubić. House prowadzi całym zespołem diagnostów w szpitalu klinicznym Princeton-Plainsboro w New Jersey. Każdy odcinek przedstawia jeden przypadek, który ciężko zdiagnozować. Nigdy nie ma łatwych przypadków, bowiem House nie lubi ludzi z prostymi chorobami,  one muszą być trudne do rozwiązania, a poza tym tytułowy lekarz ma dosyć niekonwencjonalne metody leczenia. Dosyć istotnym elementem całej fabuły serialu jest uzależnienie House'a od Vicodinu, którego używa by poradzić sobie z bólem wywołanym zawałem mięśnia czworogłowego uda, co zmusza go do chodzenia o lasce. Dopiero w jednym z odcinków mężczyzna przyznaje się do tego, że jest już uzależniony. Poza tym w serialu ważną rolę grają onkolog - James Wilson, jedyny i najlepszy przyjaciel House'a; Lisa Cuddy, endokrynolog, Dyrektor Szpitala, Dziekan Wydziału Medycznego i przełożona Gregory'ego, z którym ma dosyć nietypowy związek oraz cały zespół diagnostyczny, prowadzony przez House'a.

A jakie seriale zawładnęły Waszymi wakacjami?

Czytaj dalej:
10 komentarzy
Udostępnij:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.