29.08.2014

ice bucket challenge.

To znowu ja, znowu z pomysłami i refleksjami, a co! Dzisiaj o czymś, co w ostatnim czasie obiega internet z prędkością światła i o czym pewnie każdy z Was już słyszał, o ile nie miał z nim do czynienia osobiście. Jak myślicie, o co mi chodzi? Wiecie już? Nie wiecie? To ja Wam powiem!

ICE BUCKET CHALLENGE.


I co, teraz już chyba każdy wie o co chodzi, prawda? Masa ludzi oblewa się lodowatą wodą z wiaderka czy miski i nominuje do tego kilka kolejnych osób, przy okazji wstawiając swój filmik na jakiś portal społecznościowy - najczęściej jest to facebook albo twitter, czasem również instagram. W większości jednak ludzie nie robią tego tak, jak powinni - z dużą ilością kostek lodu. Woda, znajdująca się w pojemniku, powinna być nie tylko zimna, ale również pełna lodu. W końcu to ICE Bucket Challenge. Większość jednak nie zdaje sobie sprawy, że Ice Bucket Challenge to nie jest jakiś tam sobie łańcuszek czy kolejna głupia zabawa, wymyślona przez internautów, ale jest to pewnego rodzaju akcja, mająca na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na chorobę stwardnienia zanikowego bocznego (ALS - Amyotrophic lateral sclerosis). Oblewanie lodowatą wodą ma uzmysłowić nam, jak czują się osoby, chorujące na ALS. Nieprzyjemnie, co?

Cóż, uznane zostało to za całkiem fajną zabawę, na której punkcie oszalał zresztą cały świat. Udział w niej biorą wszyscy - muzycy, aktorzy, sportowcy, politycy, blogerzy, vlogerzy, celebryci oraz zwykli, szarzy ludzie. Nie jest to jednak zwykła zabawa, bo kryją się za nią duże pieniądze, bowiem Ci, którzy nie przyjmą wyzwania, muszą albo zapłacić co najmniej 100 dolarów na fundację ALS Association, albo zaprosić nominującego na obiad. Zasady jednak zmieniły się na tyle, że większość oblewających się wodą i tak wpłaca pieniądze. Oczywiście tyczy się to głównie ludzi znanych nam z telewizji i gazet, bo przecież kogo stać jest na wpłacenie 100 dolarów? Jeśli jednak znajdą się jacyś chętni - można dołączyć do ich grona, wpłacając pieniądze na polski oddział ALS, czyli Stowarzyszenia Dignitas Dolentium, które zajmuje się pomocą chorym na stwardnienie boczne zanikowe.
Nr rachunku: 61 1240 4432 1111 0000 4721 0358
Dignitas Dolentium, 
ul Gorczańska 26, 
34-400 Nowy Targ
Faktem jest, że od początku trwania tej akcji, na koncie fundacji ALS Association pojawiły się wpływy kilkukrotnie większe niż kiedykolwiek do tej pory. Oznacza to, że jednak jest sporo ludzi, którzy decydują się zapłacić tę kwotę. Właśnie do takich osób, które zrezygnowały z nagrania filmiku, a zapowiedziały wpłatę 100 dolarów na konto fundacji, zaliczają się, m.in: Barack Obama czy nasz premier, Donald Tusk. Są jednak osoby, które i zdecydowały się na obranie wodą i na wpłatę pieniędzy. Ale prawdą jest to, że większość osób robi te filmiki, bo to dobra zabawa. 

Cóż, ja od początku trwania akcji zapowiedziałam znajomym, że filmiku nie nagram, bo, po prostu, nie mam gdzie. Nie mam domu z ogrodem i własnego ogródka również nie mam. Na balkonie nie będę się oblewać wodą, bo nie zamierzam zalać moich sąsiadów, a wylewanie na siebie wiaderka wody, siedząc w wannie, nie ma najmniejszego sensu. Przynajmniej według mnie. To taka pewnego rodzaju głupota, chociaż zapewne dużo ciekawsze niż wypicie jednego piwa na raz. Ale, nie oszukujmy się, to wyzwanie dla ludzi bogatych - ludzi znanych nam z filmów, gazet czy telewizji. Nie dla zwykłych, szarych ludzi, dla których 100 dolarów to często połowa miesięcznego dochodu, przynajmniej jeśli chodzi o nasze polskie realia. Smutne to, ale prawdziwe. 

Ice Bucket Challenge ma zarówno swoich zwolenników, którzy chętnie dodają filmiki z tym, jak oblewają się wodą, jak i swoich przeciwników, którzy negują to w sposób czasem bardzo niewybredny. Cóż, co kto woli. Ja wychodzę z założenia, że to może być dobrą zabawą, o ile robi się to z głową, a nie tak, by zrobić sobie krzywdę. Już w tej chwili istnieje spore prawdopodobieństwo, że jest pierwsza śmiertelna ofiara tej "niewinnej" zabawy - osiemnastoletni Cameron Lancaster. Czy więc warto szaleć dla kilku minut zabawy?

 powyżej: IBC Heleny Bonham Carter. Na zdjęciu również Tim Burton.

A czy Ty, drogi internauto, nagrałeś już swój filmik?

Czytaj dalej:
7 komentarzy
Udostępnij:

28.08.2014

liebster blog award.

Znowu zostałam nominowana! Myślę, że to już ostatni raz taka moja zabawa z nominacjami. Za każdą następną nominację będę musiała pięknie podziękować, ale skupię się jednak na tym, na czym skupić powinnam od dawna - na prawdziwym blogowaniu. A wraz z pierwszym września na blogu zajdą spore zmiany, o których niedługo postaram się Was poinformować. Ale już dłużej nie smęcę!

LIEBSTER BLOG AWARD


Tym razem dostałam dwie kolejne nominacje, co daje nam łącznie dziewięć nominacji na tym blogu i sprawia, że czuję się z tym niesamowicie. Dziewięć nominacji do LBA to bardzo, bardzo dużo. Za te nowe, dwie, dziękuję Anicie i Kasi. 

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana też blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwości do ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na jedenaście pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz jedenaście osób, informujesz je o tym oraz zadajesz im jedenaście pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował"



PYTANIA OD KASI:

1. Masz jakieś postanowienia wakacyjne, noworoczne i tym podobne?
Mam, chociaż dobrze wiem, że takie postanowienia nie sprawdzają się, dopóki człowiek naprawdę nie zapragnie czegoś zmienić w swoim życiu. Moje postanowienia noworoczne można przeczytać TUTAJ, a plany wakacyjne pojawiły się TUTAJ. Niedługo również postaram się wrzucić postanowienia na nowy rok akademicki, ale zobaczymy co mi z tego pomysłu wyjdzie.
2. Gdybyś musiała wybrać jednego idola, z którym się spotkasz i porozmawiasz, kto by to był?
Cóż, wszystko zależy od tego, czy podczas spotkania z danym idolem mogłabym mówić perfekcyjnie w danym języku czy tak kalecząc go, jak robię to w te chwili. Chociaż tak czy inaczej - ciężko mi wybrać jedną jedyną osobę, z którą mogłabym się spotkać i porozmawiać. Pisząc tą odpowiedź zastanawiałam się nad tą jedną osobą. Może byłaby to Helena Bonham Carter? Może Jared Leto? A może ktoś z Polski - Igor Herbut, moja ukochana Marta Fox? Siedziałam, zastanawiałam się i właśnie zrozumiałam, że to nikt z nich, chociaż każdego darzę dużym szacunkiem. Idolem, z którym chciałabym się spotkać i porozmawiać, na spokojnie i bez ludzi, byłby... Nergal.

3. Jaki film najbardziej przypadł ci do gustu?
Pytanie z serii "które dziecko bardziej kochasz". Naprawdę trudno wybrać, gdy oglądało się wiele fajnych, wartościowych filmów. Jednak sądzę, że ten film, który zapadł gdzieś w moim sercu i o którym nie potrafię zapomnieć to Requiem dla snu. Również cudowny klimat mają filmy Burtona - tu akurat myślę o Sweeney Todd i Alicji w Krainie Czarów.

4. Lubisz czytać książki?
Uwielbiam. W pokoju mam pokaźną kolekcję około 500 książek, a niedawno nawet kupiłam sobie czytnik e-booków, dzięki czemu mogę mieć książki cały czas przy sobie. No i mogę mieć wszystkie te, których nie mogę kupić. Kocham książki.

5. Też masz tak, że gdy polubisz fikcyjnego bohatera, to on umrze?
Zawsze. Polubiłam główne postacie w Gwiazd Naszych Wina - większość z Was wie jak to się skończyło. Pokochałam postacie z Szukając Alaski - skończyło się tak, jak się skończyło. Severus Snape, Lord Voldemort... większość moich ukochanych bohaterów już dawno nie żyje. Chociaż jestem pełna podziwu, bo pan Darcy wciąż żyje...

6. Słuchasz też polskich piosenek?
Słucham i to w sporej ilości. Łzy (ale tylko te prawdziwe, z Anią Wyszkoni), happysad, Myslovitz, LemON, IRA, TSA, T.Love, Pidżama Porno, Strachy na Lachy... Wymieniłam tylko kilka zespołów, bo same utwory zajęłyby mi mnóstwo czasu. Zespołów również nie wymieniłam wszystkich - to także zabrałoby mi czas.

7. Lubisz uprawiać sport?
Lubię pływać i skakać na skakance. Czy to również uważane jest za sport?

8. Obrałaś sobie jakiś życiowy cel?
Moim życiowym celem jest przeżyć i nie dać się zwariować. Naprawdę. W dzisiejszych czasach to szczyt marzeń, by nie wpaść w wir innych ludzi i nie zlać się z całą szarą masą, która uważa się za kolorową. Nie chcę być kimś innym, chcę pozostać w stu procentach sobą. 

9. Planowałaś kiedyś wolontariat?
Nie do końca rozumiem pytanie, ale jeśli chodzi o wolontariat to brałam udział w wielu - w Marathonach, w II Memoriale Agaty Mróz, w budowie Hospicjum Cordis, w WOŚPie. Nie mam jednak w sobie tyle siły, by pójść na wolontariat do szpitala czy hospicjum. Co najwyżej mogłabym w Domu Dziecka, ale nie wiem czy mam w sobie aż tyle siły.

10. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
Wciąż nie wiem. Szukam siebie i wciąż nie wiem kim dokładnie bym chciała zostać. 

 

PYTANIA OD ANITY:

1. Jak długo prowadzisz blog?
Obecnie jest rok i prawie dwa miesiące odkąd na tym blogu pojawił się pierwszy post, chociaż tak prawdziwie bloguję tutaj dopiero od grudnia 2013, bo zaczęłam dodawać więcej postów i jakoś się bardziej na nim skupiać. No i tutaj jestem, rok. 

2. Jak często dodajesz notkę?
Staram się co dwa-trzy dni, jednak zdarza się, że piszę tylko raz w tygodniu. Wszystko zależy od tego ile mam czasu w danym okresie. Staram się jednak robić to systematycznie, by nie stracić swoich czytelników.
3. O czym możemy czytać najczęściej na Twoim blogu?
Myślę, że najczęściej pojawiają się tutaj moje przemyślenia i refleksje, bo do tej pory pojawiło się 29 postów z etykietą przemyślenia i 26 z etykietą refleksji. Taki właśnie miał być ten blog. Pełen przemyśleń, refleksji i różnych postów, wyjawiających moje myśli na różnorodne tematy.

4. Co zmieniłabyś w swoim blogu?
Wygląd, bo wciąż nie znalazłam szablonu, który w pełni by mi przypasował. Cały czas czegoś szukam, ale nie potrafię pozostawić żadnego szablonu na dłużej niż miesiąc. Jeden był tutaj bardzo, bardzo długo, całą zimę, ale ileż można trzymać szablon zimowy? Teraz znowu czegoś poszukuję. 

5. O jakiej tematyce blogów nie lubisz?
Nie lubię blogów bez tematyki. Takich, które są prowadzone tylko dla darmowych ubrań i kosmetyków, takich, które nie mają pojęcia o zasadach poprawne polszczyzny... W sumie bardzo dużo typów blogów by się znalazło, ale raczej nie ma tematyki, której nie lubię. Bo nawet wśród modowych są cudowne perełki, a dzięki kosmetycznym mogę poznać opinie na temat interesujących mnie kosmetyków. No żyć nie umierać!
6. Co Cię inspiruje do blogowania?
Życie, przede wszystkim. Posty przemyśleniowe nie pojawiają się znikąd. Każdy z nich pojawił się, bo coś wydarzyło się w moim życiu. Posty DIY to inspiracje ze wszystkiego - z moich pomysłów, z różnych stron internetowych, z innych blogów. A przepisy... skoro coś jest dobre, to dlaczego nie można się tym podzielić? ;)
7. Jaki jest Twój ulubiony blog?
Chyba nie mam swojego ulubionego bloga, ale bardzo lubię czytać Mamę Bajtla i cieszę się niezmiernie, że Asia w końcu wróciła po tak długiej przerwie! W końcu będzie co czytać i będzie co komentować. Myślę, że gdybym musiała już wybrać blog to pewnie trafiłoby na ten.
8. Ulubiona blogerka lub ulubiony bloger?
Tego też nie mam. Czasem to również pytanie z serii "które dziecko bardziej kochasz". Do blogerek, które chętnie czytam, zaliczam właśnie Mamę Bajtla, Oliwkę czy Dagę. Nie mogę się również doczekać kolejnych postów Andzi, ale coś ostatnio mi się obija! Co do blogerów... Jest ich znacznie mniej, więc mogę wymienić tylko jednego. Kuc Filolog. Chociaż ostatnio zaglądam częściej na somatycznego.
9. Jak często po napisaniu notki sprawdzasz nowe komentarze?
Zależy. Jeśli uważam, że jakiś post jest wart uwagi (przynajmniej moim zdaniem) to mogłabym zerkać co dwie minuty, czy jakiś komentarz się pojawił. Zdarza się także, że nie sprawdzam tego dopóki nie chcę napisać nowego postu. To wszystko jest zależne od czasu. I tego czy jestem zadowolona z jakiegoś postu.
10. Jakie blogi preferujesz?
Z przemyśleniami, rodzicielskie (tzw. parentingowe), z inspiracjami na różne tematy, z pasjami i dobrymi fotografiami. Lubię blogi, które wciągają czytelnika, bo są ciekawe. 

11. Dlaczego blogujesz?
Bo... Bo wszystko znajdziesz TUTAJ! :)


PYTANIA ODE MNIE:

1. Blogi, na które Twoim zdaniem warto zajrzeć.
2. Czym się inspirujesz?
3. Co najchętniej robisz w wolnym czasie?
4. Skąd pomysł na taką nazwę bloga?
5. Gdybyś mógł/mogła na jeden dzień zamienić się z kimś ciałem, kto by to był?
6. Powiedz kilka faktów o sobie.
7. Oglądasz seriale? Jakie możesz polecić?
8. Najbardziej inspirujący blogerzy?
9. Co Ci się ostatnio śniło? Opowiedz.
10. Co sądzisz o tak zwanych hejterach? Masz z nimi do czynienia?
11. Co sądzisz o ludziach, którzy ciągle zaczynają swoje blogi, co chwilę od nowa, usuwając stare posty?


NOMINACJE ODE MNIE:

To już chyba norma, ale tym razem znowu nikogo nie nominuję i, tak jak ostatnio, daję Wam wolny wybór. Jeśli chcecie - sami odpowiedzcie na pytania. Albo tu, w komentarzach, albo u siebie na blogu, tworząc cały post. Później możecie podać mi adresy do danego postu - chętnie poczytam Wasze odpowiedzi na moje pytania. 

Do przeczytania! ;)

Czytaj dalej:
2 komentarze
Udostępnij:

26.08.2014

czy to ja czy nie ja?

Internet. W XXI wieku jest to niewątpliwie główne źródło wiedzy dla większości ludzi. Minęły już te czasy, kiedy sięgało się po encyklopedię, słownik czy atlas, żeby poznać odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Teraz każdy włącza internet, wpisuje w wyszukiwarkę kilka słów i odnajduje kilka czy nawet kilkanaście rezultatów swoich poszukiwań. Wydawałoby się, że internet to bardzo duże ułatwienie w dzisiejszych czasach i nie ma na co narzekać. Przecież nie może być w nim nic złego, skoro możemy wszystko znaleźć, prawda? A jednak...

W internecie większość ludzi myśli, że jest anonimowa. Nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że nikt nie jest anonimowy w stu procentach. Zawsze można dojść do tego, kto napisał anonimowy komentarz, kto próbuje ukryć swoją tożsamość. Czasem to jest długa droga i żmudna praca, ale czasem to się naprawdę opłaca. Nie jesteśmy anonimowi, ale również nie jesteśmy w pełni obdarci ze swojego JA. O ile dbamy o to, by za wiele o sobie nie powiedzieć. Zdradzamy ludziom to, co chcemy, by o nas wiedzieli. A prawda jest taka, że możemy powiedzieć o sobie wszystko i nic. I to tyczy się nie tylko internetu, to również tyczy się prawdziwego, realnego życia, gdzie jesteśmy twarzą w twarz z naszym rozmówcą, a on i tak nie wie, kiedy mówimy prawdę, a kiedy kłamiemy. 

No bo, sami powiedzcie... Znacie ludzi, z którymi rozmawiacie i piszecie? Wiecie o nich wszystko? Wiecie czy powiedzieli Wam prawdę czy może Was okłamali? Nigdy nie możecie być pewni takich rzeczy. Nie wiecie czy osoba, która właśnie opowiedziała Wam jakąś historię mówi prawdę. Chociaż i historia może być prawdziwa, ale nie koniecznie związana właśnie z tą osobą. Możemy opowiadać o sobie wszystko, możemy przedstawiać różne historie, nie związane z naszym życiem. W internecie możemy być każdym. Nie musimy być sobą. Możemy dodać zdjęcia kogoś z internetu - aktorki, modelki, przypadkowej dziewczyny - i udawać, że to my. Możemy wszystko. Powiedzieć, że jesteśmy ładną, wysoką, jasnowłosą dziewczyną w wieku dziewiętnastu lat, przy czym na żywo możemy okazać się niską brunetką o wątpliwej urodzie mającą mniej czy więcej lat. Możemy być każdym, bo mamy tę przewagę, że początkowo nikt nie wie kim jesteśmy. Cały czas to my rozkładamy karty, przynajmniej do momentu, w którym się nie znudzimy i nie postanowimy przerwać gry. Ale w ten właśnie sposób robimy z ludźmi co chcemy. 

Jak myślicie, czy ja to ja? Czy może jednak ja to nie ja? Kim tak naprawdę jest autorka tego bloga, tych opowiadań? Mogę być każdym. Nie dodaję zdjęć swojej osoby, a zdjęcia, które dodaję, przecież nie muszą być mojego autorstwa (mimo opisu). Mogę być każdym, chociaż, oczywiście, staram się być w stu procentach sobą, mimo iż wiem, że pewnie nie zawsze mi to wychodzi. Nie traktuję tego bloga jako formy pamiętnikowej, więc staram się oddzielać życie prywatne od życia w internecie, zwłaszcza, że wiem, że pojawia się tutaj pewna osoba, która nie powinna go czytać. Ale teraz, po osiemdziesięciu dwóch postach (z dzisiejszym osiemdziesięciu trzech) chociaż trochę mnie poznaliście, w stopniu mniejszym lub większym, ale zawsze w jakimś. Czy więc możecie odpowiedzieć na proste pytanie, a mianowicie...

Czy wiesz z kim masz do czynienia?

Czytaj dalej:
17 komentarzy
Udostępnij:

14.08.2014

liebster blog award, kolejna nominacja.

Dzień dobry!

Dzisiaj trochę odbiegam od tematu. W sumie zastanawiałam się jakiś czas czy zrobić podsumowanie serii postów z wyzwania blogowego - pięć dni do lepszego bloga - ale w końcu zrezygnowałam. Jeśli chcecie przeczytać te pięć postów wystarczy kliknąć TUTAJ. Dzisiaj jednak przychodzę z lekkim postem, ponieważ ponownie zostałam nominowana do LBA. To bardzo miłe, przyznaję. 

LIEBSTER BLOG AWARD


Nominację dostałam od bloggerki zwanej Ruciakiem (przepraszam, jeśli nie tak to się odmienia!) i zapraszam na jej bloga. Wystarczy kliknąć w jej nazwę. 

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana też blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwości do ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na jedenaście pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz jedenaście osób, informujesz je o tym oraz zadajesz im jedenaście pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował"


PYTANIA DO MNIE:
1. Czemu blogujesz?
Cóż, jest to chyba najczęściej pojawiające się pytanie w naszej blogosferze. Ja sama odpowiadałam na nie już wiele razy i myślę, że najlepiej odpowiedziałam na nie TUTAJ. Zapraszam do przeczytania. ;).

2. Ulubiony serial?
Ogółem to nie oglądam seriali w jakiś tam nałogowy sposób. W te wakacje jednak czekam cały czas na kolejne odcinki doktora House'a i na Jak poznałem waszą matkę, mimo iż słyszałam sporo negatywnych opinii na temat tego drugiego serialu. Z chęcią patrzę również na Dwie spłukane dziewczyny czy CSI: zagadki Nowego Jorku, Las Vegas czy Miami. Uwielbiam Kości, ale jednak jedynym serialem, który naprawdę podbił moje serce, jest Internat. Z chęcią obejrzałabym go jeszcze raz. 

3. Kawa czy herbata?
Kawa, zdecydowanie. I wiem, że nie powinnam jej pić, ale nałóg jest dużo silniejszy od zdrowego rozsądku. Kawa jest dobra. Kawa jest pyszna. Kawa jest najważniejsza w ciągu dnia. Kawa, pół na pół z mlekiem. Gorzka, z cukrem, z miodem. Obojętnie. Ale kawa być musi. Herbata to bawarka albo mocna z cytryną. Kawa zdecydowanie. 

4. Pepsi czy Coca-cola?
Jeśli już to Coca-cola, chociaż jestem okropnym ignorantem i nie rozróżniam jednej od drugiej. Dla mnie to to jest prawie to samo, chociaż ludzie mówią, że Pepsi jest słodsza. To prawda?

5. Facebook czy youtube?
Eee... Następny zestaw pytań? Sama nie wiem. Ostatnio na facebooku jestem tylko z przyzwyczajenia, ale jednak jestem i mogę sprawdzić co się dzieje u znajomych. Z drugiej strony jednak jest youtube, gdzie mogę obejrzeć filmy i posłuchać muzyki... Trudna decyzja. 

6. Co najchętniej czytasz?
Książki! A tak serio to zdecydowanie calutka seria o Harrym Potterze. Fantastyka to nie do końca moja bajka. Wolę książki obyczajowe, młodzieżowe, ostatnio również typowo kobiece i erotyczne. Kryminałami także nie pogardzę. 

7. Na imię masz...?
Patrycja. Ostatnio coraz bardziej pospolite imię. A szkoda. 

8. Co najbardziej lubisz robić?
Pisać i fotografować. Moje opowiadanie można znaleźć TUTAJ, a zdjęcia, przede wszystkim, TUTAJ. No i na blogu, jeśli to są posty, które mogą być z tym związane. Swego czasu miałam również fanpage'a na facebooku, ale uznałam, że to jeszcze nie ten czas. Może kiedyś do niego wrócę. A, no i można mnie znaleźć na instagramie!

9. Ulubiona piosenka?
Codziennie inna. Dzisiaj podrzucam Wam coś starego. Mój ulubiony zespół, kiedy jeszcze istniał:

10. Polecisz mi jakieś dobre opowiadanie?
Wieki już nie czytałam opowiadań. Mogę polecić swoje, a Ty zdecydujesz czy jest dobre czy lepiej go nie czytać. Co ty na to? ;). Zapraszam na Olę.

11. Jesteś bardziej umysłem ścisłym czy może humanistycznym?
Humanistycznym. Filologia polska i Sztuka pisania do czegoś zobowiązują. 


PYTANIA ODE MNIE:
1. Co było Twoją inspiracją do założenia bloga?
2. Czy miałaś kiedyś "kryzys blogowy"?
3. Czy masz jakieś plany na dalsze blogowanie?
4. Czy Twoi znajomi i rodzina wiedzą o Twoim blogu?
5. Co osiągnęłaś poprzez blogowanie?
6. Jakie jest twoje hobby, twoja pasja?
7. Inspirujesz się jakimś blogiem? Bloggerem?
8. Opowiedz swój ostatni sen, który pamiętasz.
9. Ulubiony deser?
10. Jakie blogi polecasz?
11. Opisz siebie w kilku słowach.


NOMINOWANI PRZEZE MNIE:
Nominuję... Cóż, nikogo nie nominuję. Jeśli chcecie to skomentujcie ten post, odpowiadając na powyższe pytania. Możecie również napisać taki post u siebie, a potem podrzucić mi link do niego. Chętnie poczytam wszystkie Wasze odpowiedzi!

Do przeczytania!

Czytaj dalej:
10 komentarzy
Udostępnij:

09.08.2014

wyzwanie: 5 dni do lepszego bloga - dzień 5: mój typowy dzień.

No to dobrnęliśmy do końca. Nie będę oszukiwać - cholernie nie chciało mi się napisać tego ostatniego dnia. Nawet nie miałam pojęcia CO mogłabym tutaj napisać. Zbierałam się do tego wtedy, kiedy miałam czas. Później pomyślałam, że nie będę Wam opisywać typowego dnia, bo żaden dzień nie jest taki sam jak inny i... postanowiłam zwyczajnie opisać Wam dzień dzisiejszy. 

Dzień piąty:

 

mój typowy dzień.


9:00 - druga pobudka. Pierwsza była koło piątej rano, ale nic z niej nie wyszło. Z drugiej wyszło wiele, ale tylko dlatego, że telefon wpadł mi za łóżko, a mama postanowiła do mnie zadzwonić. I tak dzwoniła i dzwoniła, a ja nie umiałam tego telefonu wyciągnąć zza mebla.
9:05 - jak już nie miałam wyjścia i musiałam się obudzić, postanowiłam to wykorzystać. Z książką. Oczywiście zamiast podnieść się z łóżka to tylko wygodniej się ułożyłam i przeczytałam kolejne dwa/trzy rozdziały. Wciągające. 
9:35 - znowu telefon, tym razem już nie dzwonił zza łóżka, a spod poduszki. Znowu mama. Tym razem musiałam podnieść się z łóżka i przerwać czytanie, by zrobić kawę. A jak już włączyłam czajnik to trzeba było się ogarnąć. 
9:45 - ogarnięcie się zajęło mi nie tak dużo czasu, jak myślałam. Znaczy miałam taką nadzieję. Zanim poszłam się ogarniać to zrobiłam cztery kawy. I tosty. I w końcu poszłam się ogarniać. 
10:30 - tosty zjedzone, kawa wypita, słuchawki znalezione. Teraz można iść z psem na plac. 
11:00 - ogarniamy pokój, a co! Później jeszcze kolejny rozdział, może dwa. Tak szybko to nie skończę tej książki. Co dalej? Dalej w końcu włączyłam komputer, tylko po to, by sprawdzić link z dnia wczorajszego. 
13:00 - bez laptopa, bez telefonu zbieram się w końcu do pokoju rodziców i idziemy oglądać film. Film, oczywiście, jeszcze nie został skończony, bo w międzyczasie przyszła ciocia, więc trzeba go było wyłączyć. 
14:30 - obiad. 
15:00 - znowu trzeba było się zebrać i iść z psem na plac.
17:00 - kolejni goście, tym razem z dzieckiem. Mała po raz pierwszy pogłaskała naszego czworonoga. Przy okazji wyrywając jej całą małą piąstkę sierści. Później trochę pobawiłam małą, która przy okazji pragnęła urwać mi nos, zajrzeć w dekolt, a później urwać kucyk. Kochana mała. 
19:00 - i ostatni spacer z ukochanym czworonogiem.
19:30 - przeszukuję internet. Chcę pokazać salę weselną i suknię ślubną. Umawiam się z ciocią, że w poniedziałek przejdę się tam i wypytam o salę, o warunki, o ceny i o ilość osób, jaka może się tam zmieścić. Czekam na ten poniedziałek z pewnym utęsknieniem. 
20:30 - no i po gościach. Trochę jeszcze siedzę z rodzicami w pokoju. 
21:00 - najwyższa pora się przebrać, wziąć prysznic i naszykować sobie spanie. 
22:00 - spanie poczeka, za godzinę Kobieta na skraju dojrzałości!
Sen? Sen jest dla słabych i na pewno nie dzisiaj. ;)

Czytaj dalej:
16 komentarzy
Udostępnij:

08.08.2014

wyzwanie: 5 dni do lepszego bloga - dzień 4: ulubiona książka/album muzyczny/film, do którego lubię powracać.

Chyba się nie ogarnę z dodawaniem postów na sam koniec dnia. Ale dzisiaj to akurat nie było spowodowane moim lenistwem czy sklerozą, ale tym, że do domu wróciłam dopiero po dwudziestej. Teraz już na spokojnie zabieram się za pisanie wyzwania. Jeszcze, włącznie z dzisiejszym, dwa dni do końca!

Dzień czwarty:

 

ulubiona książka/album muzyczny/film, do którego lubię powracać. 


W sumie to nie bardzo wiedziałam jak się zabrać do odpowiedzi na powyższe zadanie w wyzwaniu. Po pierwsze - nie jest ono związane tak ściśle z blogowaniem, a bardziej z zainteresowaniem autora bloga. Po drugie - powinnam wybrać jedno z powyższych trzech czy wszystkie trzy? A jeśli jedno to... które? Oj, nie było łatwo. Ostatecznie postanowiłam się rozpisać i wybrałam wszystkie trzy kategorie - z każdej po jednej ulubionej rzeczy.

ULUBIONA KSIĄŻKA.


To zabawne, ale nie umiałam wybrać. Wahałam się między moją ulubioną Mitologią grecką i rzymską autorstwa Katarzyny Marciniak, a serią książek o Harrym Potterze. Ostatecznie jednak wybrałam opcję drugą, bo przygody młodego czarodzieja to całe moje dzieciństwo. 

Harry Potter to siedem ksiąg związanych z przygodami zwyczajnie niezwyczajnego chłopaka. Z tłumu wyróżnia go cienka blizna w kształcie błyskawicy, znajdująca się na jego czole. No i fakt, że jest czarodziejem. Nastolatkiem, który nie czeka z utęsknieniem ani na swoje urodziny ani na wakacje, bo dużo bardziej od nich woli rok szkolny. Szalony, prawda? Ale każdy wolałby swoją "szkołę z internatem" gdyby miał przebywać ze swoimi krewnymi, którzy nie tolerują żadnej odmienności. Zresztą, co ja Wam piszę. Harry'ego to chyba każdy zna!

Jak wspominałam wcześniej - przygody Pottera to moje dzieciństwo. Chociaż do pierwszej książki byłam sceptycznie przekonana to i tak po nią sięgnęłam. A gdy zaczęłam czytać... cóż, świat magii pochłonął mnie całkowicie. Ale Harry Potter to nie jakaś tam bajeczka dla dzieci. To książka, którą, przynajmniej moim zdaniem, powinien przeczytać każdy. Bo Potter to magia sama w sobie. 


ULUBIONY ALBUM MUZYCZNY.

Od wieków jestem zakochana w zespole 30 Seconds to Mars. Swoją przygodę z nimi zaczynałam gdy mieli zaledwie dwa albumy na koncie, a znalezienie o nich jakiejś informacji graniczyło z cudem. Dwie pierwsze płyty - 30 Seconds to Mars i Beautiful Lie - były fantastyczne, nagrane w typowym, rockowym klimacie. W klimacie tego właśnie zespołu. Późniejsza płyta - This is War - już trochę się zmieniła, a ostatnia - Love Lust Faith + Dreams - była całkowicie inna. Kompletnie różna od pozostałych, niewiele mająca wspólnego z klimatem rockowym. Dlaczego więc właśnie TA płyta jest tą najczęściej słuchaną przeze mnie?


ULUBIONY FILM.

Zdecydowanie Requiem dla snu. Nigdy wcześniej żaden film nie wywarł na mnie takiego wrażenia. Po pierwszym obejrzeniu tego filmu zwyczajnie zamarłam i tkwiłam w takim poczuciu pustki. To nie jest łatwy film. Do niego zdecydowanie trzeba dojrzeć.

A o czym opowiada? Głównie o narkotykach. Harry i Tyron to przyjaciele, młodzi mężczyźni uzależnieni od narkotyków. Codziennie rano sprzedają stary telewizor Sary, matki Harry'ego, by mieć pieniądze na kolejną porcję narkotyku. W międzyczasie Sara dostaje wiadomość, że może wystąpić w swoim ulubionym teleturnieju. Zamierza ubrać sukienkę, w której była na rozdaniu dyplomów swojego syna. Suknia jednak nie dopina się przez zbędne kilogramy, ale pani Goldfarb zamierza zrobić wszystko, by się w nią zmieścić. Z polecenia sąsiadki idzie do lekarza, od którego dostaje tabletki. Gdy Harry zauważa co się dzieje - jest już za późno. 

Film opowiada o tym, jak łatwo można stracić coś, co jest dla nas ważne i jak szybko można spaść na samo dno bez względu na to, kim się jest i skąd pochodzi. I że czasem potrafimy wiele zniszczyć tylko dlatego, że nam za bardzo na czymś zależy. Smutny ten film...


Czytaj dalej:
7 komentarzy
Udostępnij:

07.08.2014

wyzwanie: 5 dni do lepszego bloga - dzień 3: 10 rzeczy, które lubię i 10 rzeczy, których nie znoszę.

Cześć i czołem!

Tak jest, dzisiaj mamy już trzeci dzień, a ja, póki co, nie opuściłam ani jednego! Cóż, jeszcze tylko dwa i koniec, a to będzie oznaczało, że udało mi się wypełnić całe wyzwanie. Będzie super! Dzisiaj jednak muszę sobie poradzić z dniem trzecim, który taki banalny nie jest, jutro będzie jeszcze trudniej to wybrać, a dzień piąty to już w ogóle będzie tragedia. Cóż, startujemy!

Dzień trzeci:

10 rzeczy, które lubię i 10 rzeczy, których nie znoszę. 


To może zacznijmy od tego, co nieprzyjemne. Dzisiaj tak trochę odwrotnie. Wiadomo, jest dużo więcej rzeczy, których nie lubię, niż jakieś tam dziesięć, ale lepsze dziesięć niż wcale. 


1. Ludzi, którzy słuchają głośno muzyki z telefonu czy jakiegokolwiek innego przenośnego odtwarzacza w miejscach publicznych. Od tego są słuchawki, żeby nie wkurwiać społeczeństwa. Nie ważne co puszczasz na głos - rock, metal, pop czy disco polo. To mnie nie obchodzi, to mnie wkurwia. A jeszcze jak jedzie ekipa pseudo-dresiar (tak, dziewczyny są najgorsze) to już w ogóle.
2. Ludzi w komunikacji miejskiej. Naprawdę czasem zalewa mnie krew, kiedy jadę autobusem i muszę ich wszystkich znosić. A to siatki muszą siedzieć, a to staną sobie na środku i nijak ich człowiek nie wyminie, a to wszystko głośno komentują... Ale to temat na osobny post.
3. Zbyt dużych upałów. Lubię każdą porę roku, ale jednak maksymalna temperatura to dla mnie 25 stopni. Cokolwiek powyżej mnie zabija od środka i mam ochotę wtedy zamknąć się w lodówce i nie wychodzić z niej aż do późnej jesieni.
4. Ludzi, którzy myślą, że są fajni, ale tak naprawdę nie są fajni. Wiecie, czasem wasze próby "bycia fajnym" kończą się na tym, że myślicie, że wszyscy was lubią, a tak naprawdę wszyscy mają z was ubaw. :*
5. Brudzenia ludziom w papierach. Jaki to ma sens, opowiadanie innym na prawo i lewo, że X mówiła to, podczas gdy to nie X tylko Ty sam? Ogarnij się.
6. Ludzi, którzy wiecznie mają czas i nie zwracają uwagi na resztę.
7. Koperku i pietruszki. Tego się nie da jeść. Fuj.
8. Ludzi, którzy w niewybredny sposób komentują czyjś (w tym mój) wygląd. Co was to interesuje, że ktoś nie ma idealnej figury? Powiedzenie "ona ubiera się okropnie" nie jest takie złe, jak stwierdzenie "w którym zamku straszysz?" A ze wszystkim w życiu już się spotkałam.
9. Alergii na gryzonie. Cholerna alergia na cholerne ulubione stworzenia. Większego pecha to już chyba mieć nie można, no nie?
10. Ludzi, którzy nie potrafią cieszyć się z niczego w życiu. Zawsze znajdzie się w naszym życiu coś, co sprawi, że się uśmiechniemy. Trzeba tylko umieć dobrze patrzeć.

A teraz coś przyjemniejszego czyli rzeczy, które lubię i takie, które sprawiają, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Jest ich tylko dziesięć, ale może kiedyś wrzucę więcej - o ile będą głosy ZA. ;)

1. Uwielbiam robić zdjęcia. Fotografia jest moją pasją. Większość zdjęci znajdziecie TUTAJ i TUTAJ.
2. Kocham pisać, to sprawia, że się uspokajam. No i dzięki temu na pewno w jakiś sposób się rozwijam.
3. Wspominać to, co było miłe. Przypominać sobie o tym, co sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech, myśleć o tym, co było fajne.
4. Kwiaty. A jeszcze bardziej uwielbiam je dostawać.
5. Muzyka. Jej gatunek, wiadomo, zależny jest od mojego nastroju. Nie wyobrażam sobie jednak dnia bez muzyki.
6. Dobre książki, do których chętnie się wraca i takie, które rozbudzają wyobraźnię. Ale o tym więcej w jutrzejszym poście!
7. Tworzyć. Śmiało mogę uważać się za artystkę, chociaż nie jakąś wybitną. Naprawdę dużo tworzę, nie tylko w domu, ale również na różnych kursach. Znam technikę decoupage, maluję na ubraniach, rysuję, maluję i robię zdjęcia, potrafię tworzyć na szkle i z drewna.
8. Uwielbiam zachody słońca i piękne widoki. Na wyjazdach mogę spędzać całe dnie na tarasie czy balkonie, chętnie również chodzę na spacer w takim klimacie. Piękne widoki są niesamowite. I bardzo nastrojowe.
9. Świeczki zapachowe, olejki eteryczne i te do aromaterapii, również takie lampiony i kominki do aromaterapii. A taka kąpiel przy olejkach, świeczkach czy kadzidełkach... Bajka!
10. Piec i gotować, wyszukiwać nowe przepisy. A później zbierać za to komplementy. ;)


Może ktoś z Was jeszcze wziął udział w tymże projekcie? Pochwalcie mi się swoimi linkami w komentarzu pod tym postem!

Czytaj dalej:
8 komentarzy
Udostępnij:

06.08.2014

wyzwanie: 5 dni do lepszego bloga - dzień 2: dlaczego bloguję.

Cześć, cześć, cześć!

U mnie pierwszy postęp - alergia powolutku chyba ustępuje. Od sobotniego wieczora nie mam do czynienia z moim alergenem i już odetkało mi się lewe ucho. Katar jeszcze trochę męczy i prawe ucho jeszcze gest głuche, ale to i tak już połowa sukcesu. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, kiedy coś usłyszałam z lewej strony. To jakby ktoś nagle włączył dźwięk w moim życiu. Fantastyczne uczucie. Ale ja nie o tym. Ja dzisiaj przybywam do Was z drugim dniem wyzwania. 

Dzień drugi:

dlaczego bloguję.


Cóż, to może mniej ciekawe od nazwy bloga, ale myślę, że również nie jest nudne. Dlaczego bloguję? Pytanie jest dobre, nawet bardzo dobre. Cóż, jeśli chodzi akurat o TEGO bloga to prowadzę go, bo lubię. Z początku założyłam go, bo pomyślałam, że skoro inni mogą prowadzić bloga z recenzjami kosmetyków i innych rzeczy to dlaczego ja nie mogę? Później jednak przyszedł moment, gdy chciałam się wygadać i nie bardzo miałam gdzie. Pomyślałam, że przecież mogę wrzucić tutaj jeden taki post z moimi przemyśleniami, niczego on nie zaburzy. Potem jednak pojawił się kolejny taki post i kolejny aż w końcu mój "blog z recenzjami" przerodził się w coś, co obecnie można by było nazwać blogiem lifestyle'owym. To jednak wciąż nie jest odpowiedzią na pytanie dlaczego bloguję, ale jest pewnym wstępem. No i, mam nadzieję, pozwoli Wam zrozumieć mnie trochę lepiej. 

Zaczęłam blogować dawno temu, bo jeszcze w podstawówce. O ile blogowaniem można to było nazwać. Zwyczajnie miałam bloga, wtedy jeszcze na onecie i pisałam sobie swoje pierwsze fanfiction. Później dołączył do tego blog z przemyśleniami, w formie takiego właśnie... pamiętnika. Oczywiście żadnego z tych blogów już nie ma, ale wtedy blogowanie pomogło mi rozwinąć swoją pasję. Dzisiaj w dalszym ciągu właśnie do tego służy mi blog. 

Dlaczego więc bloguję? Bo uwielbiam pisać. To moja największa pasja, a tutaj w pewien sposób mogę to rozwijać - piszę często i dzięki temu rozwijam się bardziej. Zachodzą zmiany w mojej stylistyce, w pisowni, w układaniu zdań i dobieraniu słów. Wiadomo, wciąż popełniam błędy, ale jestem tylko człowiekiem, a nikt z nas nie jest nieomylny. Tutaj nikt nie wypisze mi oceny za źle sformułowane zdanie i nie każe napisać od nowa czegoś tylko dlatego, że napisałam to po swojemu. Tutaj mogę się rozwinąć, a z pomocą prawdziwych czytelników mogę poznać swoje błędy, zmienić je i poprawić nie tylko w tym poście, ale już w każdym kolejnym tekście, jaki będę gdziekolwiek pisać. Nie bloguję dlatego, że pragnę darmowych ciuszków, super kosmetyków czy książek, które już mi się nie mieszczą na półkach. Bloguję, bo sprawia mi to niesamowitą radość, nawet jeśli dostaję czasem niemiły komentarz czy mój post nie zostaje wyświetlony dostateczną ilość razy, by mogło mnie to zadowolić.

Bloguję również dlatego, że chcę poznawać nowych, ciekawych ludzi, od których mogę się czegoś jeszcze nauczyć. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele może nam dać blogowanie, o ile wiemy, oczywiście, jak z tego wszystkiego korzystać. Już teraz poznałam ciekawych ludzi, w różnym wieku. To wszystko również pokazuje nam, że osoba dojrzała to nie ta, która ma dowód osobisty, bo dojrzałość to jest to, co jest w nas, a nie to, co widzimy na papierku. Poza tym można nauczyć się pewnej systematyczności czy organizacji pracy, kiedy prowadzi się bloga. O ile chce się go prowadzić tak, by byli prawdziwi czytelnicy i obserwatorzy, a nie zwyczajne obs za obs i kom za kom. Ale to zupełnie inna sytuacja.

Tak więc w skrócie, odpowiadając na pytanie DLACZEGO BLOGUJĘ, odpowiadam, że robię to, bo sprawia mi to przyjemność, pomaga rozwijać swoje pasje i zainteresowania, daje ujście emocjom i dzięki blogowaniu mogę poznać nowych, ciekawych ludzi, z którymi warto kontakt utrzymywać.

A Ty, drogi autorze bloga, dlaczego go prowadzisz?

Czytaj dalej:
1 komentarz
Udostępnij:

05.08.2014

wyzwanie: 5 dni do lepszego bloga - dzień 1: historia nazwy mego bloga.

Cześć, cześć, cześć!

Dzisiaj przybywam, jak obiecałam. Zaczynamy pięciodniowe wyzwanie blogowe i mam nadzieję, że moje postanowienie o rozpoczęciu i dokończeniu tego wyzwania się uda. Co dzisiaj? Dzisiaj dzień pierwszy i, mimo iż może się tak wydawać, wcale nie było to takie proste, pięciominutowe zadanie. Spróbujcie sami, a się przekonacie!

Dzień pierwszy:

historia nazwy mego bloga. 



No właśnie. Dlaczego właściwie CANTUS CYCNEUS? I co tak naprawdę oznaczają te dwa słowa? Cóż, od zawsze chciałam uczyć się łaciny. Sentencje łacińskie czy zaklęcia z Harry'ego Pottera to była dla mnie magia sama w sobie. Kiedy więc zaczęłam uczyć się łaciny na studiach - naprawdę pokochałam ten język, mimo iż nie do końca łapałam jego gramatykę. Kiedy postanowiłam założyć bloga chciałam, by nazwa była ładna, krótka, całkiem łatwa do zapamiętania, a przy okazji z nutką tajemnicy. Wpisałam więc w wyszukiwarkę Google sentencje łacińskie i zaczęłam je przeglądać. Te, które mi się podobały, w przetłumaczeniu na polski najczęściej miały jakiś związek z miłością, a przecież nie chciałam pisać tutaj o miłości i związkach tylko o wszystkim, co przyjdzie mi do głowy. Skreśliłam więc te sentencje łacińskie, które zawierają w sobie coś, co mówi o uczuciach i zaczęłam szukać dalej. Było dużo pięknych wyrażeń, ale były za długie. Aż w końcu trafiłam. CANTUS CYCNEUS, wymawiany jako kantus cykneus. W przetłumaczeniu na polski - ŁABĘDZI ŚPIEW. Postanowiłam poszukać jeszcze trochę, by poznać znaczenie tych słów. Bo, tak naprawdę, czy ktoś z Was wie czym jest łabędzi śpiew? 

Szukałam dosyć długo aż w końcu trafiłam. Cantus cycneus czyli Łabędzi śpiew to ostatnie słowo, myśl czy ostatni przejaw czyjejś działalności w jakiejś dziedzinie. Słowa te należały do Cycerona, najlepszego mówcy. Stwierdziłam, że będą pasowały do mojego bloga. Bo w końcu będą tutaj ostatnie słowa moje w danej sprawie. Wystarczyło tylko założyć bloga z tym adresem. W taki oto sposób powstał właśnie TEN blog. 

A nazwa? Przez długi czas na belce obok favikony było po prostu tłumaczenie adresu - Łabędzi śpiew. W końcu jednak stwierdziłam, że to w ogóle nie przyciąga ludzi, zresztą, nawet mnie to odpychało. Chciałam coś zmienić, chciałam dołączyć do łacińskiego adresu łaciński tytuł. I w ten sposób, bo długich poszukiwaniach, pojawiło się VINCIT QUI PATITUR, w przetłumaczeniu na polski ZWYCIĘŻA TEN, KTO WYTRWA. Słowa będące idealnym odzwierciedleniem tego, co czuję. Dlaczego? Bo tylko ten, który się nie poddaje potrafi zwyciężyć. Nie ważne czy jest to poddawanie się w walce, w sporcie czy w zwykłym blogowaniu. Ten blog właśnie, ten łabędzi śpiew, jest moim zwycięstwem, moją walką. Właśnie tak to ma wyglądać, a przynajmniej mam nadzieję, że tak to będzie - tworzę tego bloga, nie zwracając uwagi na nic, na reakcje ludzi, na mojego anonimowego komentatora, który nie ma w sobie na tyle odwagi, by przyznać się kim jest. Piszę tego bloga po to, by się sprawdzić. By robić coś, co lubię, nawet jeśli nie zawsze mi to wszystko wychodzi.

I zamierzam być tym, który zwycięży. ;)



A skąd wzięła się Wasza nazwa bloga? ;)

Czytaj dalej:
6 komentarzy
Udostępnij:

04.08.2014

wyzwanie: 5 dni do lepszego bloga.

Dzień dobry? Dobrej nocy?
Jak wita się ludzi w nocy?

Cóż, tak czy inaczej - witam Was teraz, tuż po północy. Przez okropny katar alergiczny nie umiem się nawet położyć, bo momentalnie mnie dusi. Więc wykorzystuję ten czas na pisanie kolejnego postu! Wiecie, że w tym tempie NA PEWNO jeszcze w tym roku osiągniemy równe sto postów? Nawet nie wiecie jak się z tego cieszę. I mimo iż moje posty mają niewielki zasięg - jestem szczęśliwa. Bo robię coś, co lubię i coś, w czym mogę się rozwijać. Blogowanie jest fajne, o ile nie robi się tego tylko dla współprac. A ja dzisiaj przybywam do Was z pięciodniowym wyzwaniem blogowym!

Wyzwanie blogowe - 5 dni do lepszego bloga.


Z czym to się je? Cóż, jest to wyzwanie, które może pomóc czytelnikom lepiej zrozumieć autora bloga, lepiej go poznać. Pomaga również naszej kreatywności i systematyczności - przez pięć dni musimy wrzucać posty codziennie, nie pomijając niczego i o niczym nie zapominając. U mnie więc wyzwanie zaczyna się z dniem jutrzejszym, tj. 5 sierpnia 2014, a więc powinno się skończyć 10 sierpnia 2014. Mam nadzieję, że się uda, niczego nie pominę i o niczym nie zapomnę.

Cóż, niestety nie załapałam się do "grupy wyzwaniowej", gdzie pod jednym z postów na blogu pomysłodawczyni można było wrzucać linki do swoich wyzwań - rozpoczętych i ukończonych. Termin końcowy to 28 lipca, a więc nie tak dawno się zakończyło. Ja, jak zwykle, znalazłam to wyzwanie o kilka dni za późno. Ale to nic! Przecież nie muszę się chwalić linkami do niego na każdym blogu i w każdym komentarzu! Ważne, że będą tutaj te posty i każdy będzie mógł co nieco przeczytać o mnie i o tymże blogu!

Co do samego wyzwania - jest pięć tematów. Ich rozwinięcie nie musi być długie, ale jak pisała sama autorka - trzeba włożyć w nie chociaż odrobinę serca. No i najważniejsze - nie zapominajmy o zdjęciach!


Czy ktoś jeszcze rozpoczyna ze mną wyzwanie? ;)

Czytaj dalej:
6 komentarzy
Udostępnij:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.