16.07.2014

doganiając marzenia.

Zebrałam się dzisiaj w sobie i zrobiłam banner konkursowy, który już został wklejony do posta z konkursem, ale możecie go również zobaczyć tutaj i powiedzieć co o nim sądzicie:

http://cantus-cycneus.blogspot.com/2014/07/rok-bloga-konkurs.html

Nie o tym jednak ten post, ale stwierdziłam, że bannerem muszę się "pochwalić". Dzisiaj napiszę o czymś, co jest dla mnie ważne, co traktuję jako próbę spełnienia swojego własnego marzenia. Samo marzenie dla większości ludzi może wydawać się błahe i słabe, ale dla mnie... dla mnie to coś naprawdę ważnego. Przy okazji może sami czegoś mi doradzicie? Zapraszam do przeczytania!


Doganiając marzenia.



Mam marzenie. Nawet nie jedno, ale to jest najważniejsze, a przynajmniej najwięcej dla mnie znaczy. To nie jest coś bardzo materialnego czy niesamowicie trudnego do zdobycia. Nie potrzebuję wyjeżdżać za granicę, ale mimo wszystko od mojego marzenia dzieli mnie ponad 500 kilometrów, prawie 550. Dużo, prawda?

Angelikę poznałam mając lat czternaście. Na początku naprawdę się nie dogadywałyśmy, w ogóle ze sobą nie pisałyśmy i starałyśmy się ignorować jak to tylko było możliwe. Pisałyśmy opowiadania, chociaż omijałyśmy się jak mogłyśmy. Do czasu. W końcu nastąpił moment, gdy musiałyśmy ze sobą trochę popisać i... to był przełom. Zaczęłyśmy ze sobą pisać, powoli, z dużym dystansem. To były tylko dialogi, nic z życia prywatnego. W międzyczasie dookoła nas przewinęło się wiele innych osób, z którymi miałyśmy różny kontakt. Ale ludzie się wykruszali, a my dalej, twardo, pisałyśmy ze sobą. Z początkowej niechęci zmieniło się to na coś więcej, aż z czasem mogłam spokojnie powiedzieć, że to właśnie jest Angelika, moja przyjaciółka. Miałyśmy różne poglądy, lubiłyśmy robić co innego. A jednak udało nam się ze sobą dogadać. Naszym jedynym problemem była odległość, przez którą nie mogłyśmy się spotkać. Do czasu. 

20 lipca 2013, zeszły rok. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak bardzo zestresowana, ale w końcu, po tylu latach, mogłam spotkać się z Angeliką. Po raz pierwszy miałyśmy porozmawiać twarzą w twarz, a ja zaczęłam się bać jak to będzie. A co, jeśli rzeczywistość zniszczy moje oczekiwania? Jeśli za dużo oczekuję od tego spotkania, a okaże się, że lepiej było pozostać w świecie wirtualnym? Naprawdę się denerwowałam, ale wiedziałam, że jeśli powiedziało się A to trzeba powiedzieć również B i w końcu się spotkać. Prócz samego zdenerwowania czułam też niesamowitą ekscytację. W końcu miało się spełnić to, na co tyle czekałam! Poza tym wiele dawała mi obecność Szymona, bez którego nie miałabym szansy spełnić swojego marzenia, czegoś, na co czekałam od lat. 

Spotkałyśmy się pod pomnikiem Neptuna. Było miło, rozmawiałyśmy dużo, chociaż na początku było trochę nerwowo. Pojechaliśmy, całą trójką, do parku, a później nawet trafiliśmy do Sopotu, razem z Kubą, wtedy jeszcze chłopakiem Angeliki. Wtedy. Nie sądziłam, że w ciągu najbliższych 365 dni wszystko zmieni się o 180 stopni. 

Jeden dzień, nawet nie cały, to było mało. Zdecydowanie za mało. W tamtej chwili naprawdę żałowałam, że widzę ją tylko przez kilka godzin i nie wiem kiedy zobaczę ją ponownie. Miałam jednak nadzieję, że skoro pierwsze spotkanie się udało, to każde następne będzie prostsze do zrobienia. Cały czas w to wierzę i nie przestaję. To moja chęć dogonienia marzeń - ponowne spotkanie Angeliki. A teraz to marzenie jest dla mnie jeszcze ważniejsze, jeszcze bardziej chcę je spełnić. Bo mam powód. Mam w Gdańsku Angelikę i małą Marcelinę. 

Między nami bywało różnie. Nie zawsze było różowo, czasem dochodziło do mniejszych bądź troszkę większych spięć. Wiadomo, nigdy nie jest kolorowo. Czasem przychodzą gorsze chwile, ale to właśnie te chwile pozwalają nam poznać czy warto trwać przy danej osobie. Przy Angelice warto. Dzięki niej jestem tym, kim jestem. Mimo sporych chwil słabości wiem, że nie mogę się poddawać. To właśnie Angelika zawsze we mnie wierzy i powtarza mi, że się uda. Jest jedyną osobą, której potrafię powiedzieć wszystko i wiem, że ona zawsze mnie wysłucha, nigdy nie zgani, co najwyżej postawi do pionu, gdy za dużo narzekam albo nie widzę pozytywów tam, gdzie się znajdują. Jest kimś, kto nie pozwolił mi się poddać, gdy już miałam dosyć wszystkiego i kazał mi wierzyć, że będzie dobrze. Jest najlepszą przyjaciółką, jaką mogłam mieć i wiem, że lepszej nie będzie. Jest moją Angeliką, przyjaciółką, teraz również matką, a niedługo także żoną. Nie ważne jednak kim będzie i gdzie będzie. Zawsze dla mnie będzie najlepszą Angeliką na świecie. 

A moje marzenie? Chciałabym być przy niej nie tylko mentalnie, ale również fizycznie, w najważniejszym dla niej dniu. Gotowa jestem rzucić wszystko, co mam na miejscu i przyjechać do Gdańska. Dla większości moich znajomych to wariactwo, chcieć zrezygnować z obozu we Włoszech tylko po to, by wyruszyć do Gdańska - nad nasze polskie morze, gdzie nie mam gwarancji, że chociaż jeden dzień będzie słoneczny. I owszem, nie mam gwarancji. Ale w Gdańsku jest coś ważniejszego niż słoneczne wakacje i zwiedzanie tych samych miejsc, co rok temu - jest Angelika, najważniejszy dzień w jej życiu i Marcelina, którą w końcu chciałabym przytulić. Więc już zaczęłam planować jak to wszystko zrobić, by było dobrze - poszukać noclegu w Gdańsku, zobaczyć cenniki PKP i Polskiego Busa, dowiedzieć się, czy mogę jeszcze wycofać się z obozu we Włoszech. Pytanie tylko - czy to wszystko mi się uda?

Teraz, równo na cztery dni do roku po spotkaniu z Angeliką - post dedykowany jej. I naszej przyjaźni. Oby przetrwała kolejne sześć i więcej lat. Kocham Cię, Andź.


Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

7 komentarzy:

  1. aaaa, wariatka z ciebie! pięknie, ale czy warto rezygnować z wyjazdu do Włoch dla mnie? wiem, też chcę spędzić z tobą kilka dni a nie kilka godzin, nawet bardzo, ale... czy warto rezygnować z wycieczki do Włoch? przecież to też jedno z twoich marzeń! i też cię kocham :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włochy nie zając, nie uciekną. Zawsze mogę pojechać w przyszłym roku. A kto wie gdzie mi Ciebie wywieje za rok? <3.

      Usuń
  2. o kurczę, fajnie mieć taką bratnią duszę o jakiej mówisz :) szkoda, że tak daleko, ale podobno.. dla chcącego nic trudnego ;)

    http://eye-shadoow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma rzeczy niemożliwych. Sa tylko takie wymagające większej ilości czasu. Kto wie? może za jakiś czas los spłata wam figla i będziecie mieszkać całkiem nie daleko siebie, albo nawet razem. Życzę aby tak było i żeby Wasza przyjaźń trwała wiecznie.

    Zapraszam na swojego bloga -klick

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki abyście się spotkały :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Też uważam, że warto spełniać marzenia :)
    Zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny post! <3
    zazdroszczę ci, że masz taką osobę...;)) no i że masz tyle siły by rezygnować dla niej z takiego wyjadu *.*
    zapraszam
    justsayhei.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.