21.05.2014

kierowco, szanuj pieszego!

Heeej!

Opuszczam się trochę. A raczej okropnie się opuszczam. Sama nie wiem dlaczego, może dlatego, że nie mam do niczego głowy. Ale w piątek naszedł mnie pomysł na nowy post z tym, że nie bardzo miałam kiedy go napisać. Piszę teraz i chętnie poznam wasze zdanie na ten temat!

kierowco, szanuj pieszego!


Ile razy zdarzyło się Wam, pieszym, wyzywać na kierowców? Powodów, dla których można na nich przeklinać, jest mnóstwo - często nie przepuszczają na przejściach dla pieszych, wiecznie im się śpieszy, zajeżdżają innym drogę, przyprawiają o zawał serca i nerwy. Oczywiście nie tylko kierowcy są winni, bo przecież piesi to również niezłe ziółka. Łażą jak święte krowy, ładują się pod koła samochodu, wyzywają na kierowców. Jednym słowem - wszyscy dostają to, na co zasługują.

Powiedzmy.

W piątek padało. Znowu. W sumie to nic dziwnego, bo ostatnio ciągle padało, ale jak wiadomo, kiedy pada to jest okropnie i nieprzyjemnie i człowiek najchętniej nie wychodziłby z domu. A jeśli już musi wyjść to najchętniej zrobiłby to szybko, by wrócić znowu do domu albo przejść do przyjemniejszego pomieszczenia. Do jakiegokolwiek pomieszczenia. A tutaj co? Padało, my z Justyną pod parasolami, zbliżamy się do uliczki, już mamy przechodzić i... no właśnie, mamy. Nie, po co. Kierowca przecież nie przepuści nas swoją czarną audicą, bo po co? Zmoknie jeszcze w tym samochodzie, siedząc za długo. Przecież minuta czy dwie, na przepuszczenie pieszych, to za długo. Nie ważne, że jemu jest ciepło, ogrzewanie działa, nic na głowę nie pada. Nie ważne. On musi przejechać pierwszy. Dopiero jak przejechał mogłyśmy przejść dalej i zbyt długo to nie trwało, ale jednak. A gdyby szła matka z dzieckiem, kobieta w ciąży czy ktoś z wózkiem? Przepuściłby czy dalej zachowywał się jak zubożały emocjonalnie człowiek, który zawsze musi pokazywać swoją władzę? Sama nie wiem.

Staram się być człowiekiem spokojnym, ale jednak jestem cholerykiem. O wszystko się złoszczę i to czasem za bardzo. Irytuję się, gdy coś idzie nie tak. I irytuję się, wiedząc, że można było sprawę inaczej załatwić. Tak jak z szanownym panem kierowcą. Niby nic, ale coś.

Zirytowałam się i nawet Justyna dziwnie na mnie popatrzyła. Słowa Jasne, nie przejmuj się, wcale tutaj nie mokniemy. Uważaj, żebyś ty czasem nie zmókł w tym samochodzie. Jasne, przecież możemy poczekać. Spoko, nic się nie stało. Dalej bądź takim dupkiem jak do tej pory i nie przepuszczaj ludzi na przejściu dla pieszych nie spotkały się z ogólną aprobatą. Raczej popatrzyła na mnie jak na wariatkę, ale przynajmniej tego nie skomentowała. DZIĘKUJĘ za nie komentowanie. Ale co ja poradzę, że takie sytuacje mnie denerwują? Nie chodzi tylko o tę jedną sytuację. Takich akcji jest mnóstwo. Wystarczy popatrzeć na ulicy - kiedy jest słońce to aż tak nie przeszkadza, ale kiedy pada czy jest zimno, jest to dużo bardziej irytujące. A może i męczące. To też trochę tak, jak z młodymi matkami - kobieta wychodzi z wózkiem albo już z dzieckiem za rękę i zamiast przejść jak najszybciej do parku czy gdzieś, gdzie jest mało smogu, stoi na każdym możliwym przejściu i razem wdychają wszystkie te spaliny samochodowe i kurz, co potem rzutuje na zdrowie. Czy ktoś jednak zwraca na to uwagę?

A i owszem. Czasem. Niektórzy.

Piszę o tym wszystkim z perspektywy pieszego. Z perspektywy kierowcy i pasażera samochodu czy autobusu wygląda to, oczywiście, dużo inaczej. Wiem, że kierowcy się denerwują, zwłaszcza w takich przypadkach, gdy pieszy w ostatniej chwili właduje ci się pod samochód albo łazi jak przysłowiowa święta krowa i myśli, że mu wszystko wolno. Mimo wszystko chciałabym, żeby i kierowcy zaczęli bardziej zwracać uwagę na pasażerów (patrz: przepuszczanie na pasach w deszczu i matki z dzieckiem) oraz by piesi zaczęli zwracać uwagę na kierowców (patrz: zatrzymaj się czasem i nie ciśnij się pod koła).

Nie róbmy sobie pod górkę, skoro kraj robi to za nas.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I coś w tym jest.

Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

7 komentarzy:

  1. Mogę się wypowiedzieć jako kierowca. Mokry asfalt sprawia, że droga hamowania jest 2x dłuższa, więc mogło zdarzyć się tak, że i tak by nie wyhamował. Nie bronię kierowcy, broń boziu, po prostu sama się nie zatrzymuję, bo wiem, że już nie zdążę. Wiem, że pada, ale to tylko utrudnia jazdę. Słońce też nie lepsze, bo oślepia i czasami nie jestem w stanie dostrzec pieszego. Najgorzej, gdy on - pod słońce - ot tak właduje się na pasy. Nie oskarżam, nie bronię - mówię, co mi się zdarza. Ostatnia rzecz, która mi się zdarza, a której bardzo nie lubię i której się boję, to martwy punkt. Belka z lewej strony kierowcy, który jedzie przepisowo, przemieszcza się na skręcie równolegle z pieszym. Naprawdę. Czasami nie widziałam pieszego do momentu, aż prawie usiadł mi na masce. I to nie tak, że nie chciałam się zatrzymać. Ja go po prostu nie widziałam. Belka jest fałszywa, ale piesi w ogóle o tym nie myślą, bo myślą, że są widoczni przez cały czas.
    Nie bronię, nie oskarżam - wypowiadam się jako kierowca, który trochę Polski już zwiedził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja to doskonale rozumiem. Wiem jak to z czasem hamowania bywa. Ale w tym przypadku było to, naprawdę, złośliwe ze strony kierowcy. Bo on dopiero co miał ruszyć, ale zamiast pozwolić nam przejść postanowił ruszyć od razu za samochodem, który jechał wcześniej, a że nie miał na tyle miejsca, by przejechać bez problemu przez pasy to bezczelnie się na tych pasach jeszcze zatrzymał, tym bardziej nie dając nam przejść. Ja sama jak jeżdżę z tatą to widzę jak zachowują się piesi (mniej więcej o to chodziło w punkcie ze świętymi krowami), gdzie nie zwracają uwagi na warunki atmosferyczne czy cokolwiek innego. Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. :)

      Usuń
    2. No, zaiste - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a niestety, nikt nie patrzy jak to wygląda z drugiej strony. A skoro tak zarysowałaś sytuację, to zaiste, kierowca do dupy, a nie kierowca.
      PS: Kolejna zmiana szablonu? Ładnie:)

      Usuń
  2. Pierwszy raz widze, że ktoś na blogu poruszył właśnie taki temat i jestem z tego dumna :)
    Nic do dać nic ująć.
    mybeautifuleveryday.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak się jest kierowcą, to się na to zupełnie inaczej patrzy- zwłaszcza na rowerzystów. Powiedzmy jedzie dziadunio- no środkiem pasa! I musisz go wyprzedzić, ale nie ma jak, bo z przeciwnej strony ktoś jedzie. Udało się wyprzedzić dziadunia- nerwy są. Ale ok, jedziemy dalej- idzie masa ludzi i mało kto się ogląda czy jedziesz czy nie, tylko idzie. Staram się zatrzymywać, ale nie zawsze to wychodzi. Jak za Tobą jedzie auto i ma tempo, a Ty nagle się zatrzymasz, to on Ci się właduje w tył ;/ i średnio mieć tak z d*py garaż zrobiony. Bywam i pieszym i kierowcą i po obu stronach trzeba mieć odrobiną pokory. Nie jestem idealnym kierowcą-gaśnie mi czasami, postawię krzywo, ,,artystycznie" nawrócę ;d
    http://karmelowablondynka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie już szlag jasny trafia z rowerzystami, jedzie taki Ci przed maską i ni cholery nie zjedzie na pobocze. teraz wyprzedzaj go tak żeby nie rozjechać i czołowo nie wjechać w kogoś. i tak co 2 kilometry.

      Usuń
  4. cóż, ludzie w większości są egoistami i patrzą tylko na swój punkt widzenia ;) fakt - kierowcy często nie wykazują się szacunkiem do pieszych, bo przecież skoro chodzi na nogach to pewnie ma czas ;) myślę,że jedynym wyjściem jest samemu być wporządku, bo niestety świata i ludzi się nie zmieni ;)

    pozdrawiam, początkująca - Marta ;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.