25.09.2013

handmade.

Witajcie,

miałam pisać jak najczęściej się da, no ale jak zwykle nie wyszło. Ale w końcu powracam z dobrym, mam nadzieję, tematem. Mianowicie... chodzi mi o handmade. Chyba w dzisiejszych czasach już wszyscy wiedzą z czym to się je i o co w tym wszystkim chodzi, ale gdyby ktoś miał jakieś niejasności - zaraz wszystko wyjaśnię. Gotowi?

HANDMADE, to inaczej rękodzieło. W ostatnim czasie w Polsce przybyło sporo osób, zajmujących się właśnie rękodziełem. Można w ten sposób tworzyć dosłownie wszystko - biżuterię, ubrania, meble, kartki, etc. Ogółem wszystko to, co nadaje się do powtórnego przerobienia, ozdobienia, stworzenia. Zauważyłam ostatnio wielką popularność tworzenia biżuterii, zwłaszcza widoczne jest to na facebooku - kiedyś było to zaledwie pięć stron, całkiem znanych dziewczyn takich jak KathLily, Ana czy Natajka. W chwili obecnej gdzie się nie spojrzy tam pojawiają się nowe strony Handmade, mające ledwo po sto polubień, ale próbujących swoich sił właśnie w takim rękodziele. Powyżej wspomniane dziewczyny siedzą głównie w modelinie, ja jestem przez to pełna podziwu, bo jak patrzę na te idealnie odtworzone kawałki torcików czy ciasteczek, to aż mnie zazdrość zaczyna kąsać, bo ja, po pierwsze, nie potrafię, a po drugie, nie miałabym takiej cierpliwości do tego.

Osobiście jestem bardzo wierna Ani z http://ana92pl.blogspot.com/, ponieważ tutaj jestem pewna, że dziewczyna zna się na tym co robi, robi to z pasją, a poza tym wiem, że można na nią liczyć - w końcu znam ją osobiście. Z pozostałymi dziewczynami miałam niewiele wspólnego, ale od innych osób sporo się nasłuchałam pozytywów na ich temat. Każdy jednak woli co innego. Jeśli chodzi o prace Ani, to mogę wam kilka przedstawić:





Nudziłam się kiedyś, więc porobiłam sobie kolażyki, takie jak te trzy powyżej. Wczoraj jednak stwierdziłam, że najwyższa pora dodać kolejne kolaże, ale nie miałam już siły, by je stworzyć, bo jestem chora i osłabiona gorączką, więc stworzyłam je dzisiaj rano, jak tylko miałam więcej siły niż do tej pory. Efekty mojej porannej pracy możecie oglądać poniżej.





Wiadomo, dużo lepiej wygląda biżuteria na żywo, niż na zdjęciach, a poza tym lepiej ogląda się biżuterię na pojedynczych zdjęciach niż na takich kolażach, gdzie są one pomniejszone o ileś tam razy. By zobaczyć lepsze efekty zapraszam na fanpage'a Ani na facebooku - tam na pewno będą one lepiej widoczne, w końcu stamtąd porwałam te kilkanaście zdjęć, oczywiście za zgodą Ani.

Z tych wszystkich powyższych kolażyków to ja osobiście zakochałam się w bransoletkach-książkach, sushi, potwornej księdze potworów oraz nutelkach. Matko, jak tu żyć, jak tyle pięknych rzeczy i pusty portfel?

Oczywiście ja sama trochę bawię się w handmade, ale bardziej dla siebie. No i dopiero zaczynam, a nie ma to zbyt wiele wspólnego z biżuterią. To, co próbowałam zrobić nijak mi się nie udało, jeśli chodzi o kolczyki, więc zaprzestałam próbom. Na chwilę obecną mam takie prace z decoupage, na drewnie oraz na szkle. Więcej zdjęć, na chwilę obecną, nie posiadam, bo resztę prac rozdałam rodzinie, ale już niedługo zabieram się ponownie do pracy - muszę zrobić sobie drewnianą szkatułę na biżuterię i kolejne świeczniki. Moje prace możecie podziwiać tutaj, tym razem nie w kolażach:












Zdecydowałam się także, by zabrać się za przerabianie ubrań w stylu DIY, ale na chwilę obecną nie mam materiałów, by się w to bawić. Czas zawsze by się znalazł, ale farby, gąbki i inne składniki swoje kosztują, dosyć sporo. Tak samo jak składniki do decoupage'u. To też swoje kosztuje, więc nie mogę nic kupić. Ale niedługo, mam nadzieję, że to się zmieni.

Cóż, jak tylko coś zrobię, znowu wam dodam.

Do miłego!

Czytaj dalej:
4 komentarze
Udostępnij:

15.09.2013

call center.

Witajcie,

tak jakoś miałam pisać w miarę systematycznie, no ale wychodzi z mojej strony to tak, jak wychodzi, a więc ja i systematyczność po prostu się mijamy. Jest to spowodowane tym, że w ostatnim tygodniu nie miałam już siły i chęci na nich. I tak jakoś mam w końcu chwilę czasu, by przysiąść i przemyśleć parę spraw, a przy okazji wam o tych moich dziwnych rozmyślaniach opowiedzieć.

Czym jest call center to chyba wszyscy wiedzą. Ja odkryłam, że jest to jednym wielkim koszmarem. Nie jestem typem człowieka, który lubi rozmawiać przez telefon, więc osiem godzin dziennie, tak jak teraz, non stop rozmawiać z różnymi osobami przez telefon w ten sam sposób i na ten sam temat jest nużące i codziennie wracam do domu z takim bólem głowy, że jedyne o czym wtedy myślę, to to, by położyć się i od razu usnąć. Nie wiem jak dotrwam do końca września, ale wiem, że to będzie TYLKO do końca września. By pracować w call center i rozmawiać przez telefon trzeba czuć to coś i lubić to, jak najbardziej. Ja rozmawiam jak muszę, a próbuję to ograniczyć do minimum. Na chwilę obecną nie chcę poniedziałku.

Poniedziałek jutro, a ja mam palpitacje serca, ręce mi się trzęsą, ciężko mi się oddycha i mam wrażenie, że za moment dostanę zawału, mając ledwo dwadzieścia lat. Nie wiem co robić. Rozmawiałam już z kilkoma osobami i wiem, że mogę zrezygnować, chociażby od zaraz. I, prawdę mówiąc, rezygnuję. Jutro idę ostatni dzień, bo wiem, że nie dotrwam do końca września. Zresztą, skomplikowały się sprawy na uczelni, lekarze, wszystko inne. Zrobiła się tego masa i nawet nie wiem, kiedy bym miała do tej pracy chodzić, bo po prostu wszystko, co mam do załatwienia, to mam do południa. A praca również jest do południa.

Także, jeśli ktoś nie czuje się, by przez osiem godzin non stop rozmawiać przez telefon, to niech nie próbuje nawet pracować w czymś takim, bo oszaleje, mówię wam to. Oszalejecie.

Ja już oszalałam.

Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:

04.09.2013

papiery, papierki, papierzyska.

Dzień dobry, dobry wieczór!

Dopiero teraz, tak późno, skończyłam wypisywać głupie podanie na uczelnię. Uświadomiłam sobie, że nasze życie to pasmo papierów. Wszędzie trzeba wypełniać jakieś dokumenty, w większości niepotrzebne. Wszędzie, gdzie się nie obejrzymy, tam są jakieś papiery, dokumenty, masa niepotrzebnych kartek, które tylko się wszędzie walają, zajmują miejsce i, co najgorsze, gubią, kiedy są najpotrzebniejsze. Przykładów, gdzie dokumenty są ważne, jest mnóstwo. Między innymi są to:

STUDIA. Teraz jestem tego żywym przykładem, jako studentka po przejściach. Niby wszystko przez internet, ale jak przyjdzie co do czego, to trzeba biegać do dziekanatu po i z papierami. Przy przyjęciu potrzebujemy mieć wydrukowaną ankietę osobową, wypisane podanie, a także decyzję o przyjęciu. Na miejscu wypełniamy kolejne, mało potrzebne dokumenty, które swobodnie można by było wypełnić przez komputer i zaoszczędzić setki kartek. Później, w teczce, którą składamy, jest jeszcze ksero dowodu osobistego, a więc kolejna zmarnowana kartka papieru. Pojawiają się także dokumenty, takie jak prośba o przedłużenie sesji czy, jak w moim przypadku, podanie o skreślenie z listy studentów. Sensu ma to niewiele, bo równie dobrze mogę przestać chodzić na studia, a w końcu i tak mnie skreślą. Wypełnienie tych dokumentów zajmuje więcej czasu i nerwów niż to jest warte. Teraz na przykład, spędziłam pół dnia nad jednym podaniem, bo nie byłam pewna jak ono wyglądać powinno, a w internecie nigdzie nie było podpowiedzi. Jak można motywować swoją prośbę o skreślenie?

PRACA. Zanim się człowiek dostanie do pracy to już ma dosyć dokumentów. Głupie napisanie CV czy, co gorsza, Listu Motywacyjnego, jest dla większości koszmarem. Jak w paru zdaniach mamy przedstawić się jak najlepiej? Cały ten list jest, przynajmniej moim zdaniem, jakąś jedną wielką pomyłką. Od tego powinna być, tylko i wyłącznie, rozmowa kwalifikacyjna. Ale w pracy też później jest pełno dokumentów, podań, nie wiadomo czego jeszcze. Po co dodatkowo swojego pracownika denerwować jakimiś głupimi listami motywacyjnymi? Jak dla mnie to również nie ma sensu. 

ZDROWIE. Czy ktoś z was również miał kiedyś takie problemy przy jakiejkolwiek wizycie u lekarza? Potrzebujemy skierowań do specjalisty, skierowań na badania, wyniki, recepty, różne inne papiery. Kiedy na moment, z niewiadomych przyczyn, NFZ anulował moją kartę zdrowia, która cały czas powinna być aktywna, nie chcieli mnie przyjąć do lekarza. Musiałam wtedy załatwić taką ilość dokumentów, aby mnie przyjęto, że to się w głowie nie mieści - zaświadczenie o ubezpieczeniu, o tym, że studiuję, że tam też jestem ubezpieczona, a także jeszcze jakiś papierek. Łącznie poszłam na wizytę z całą teczką dokumentów, a i tak panie w rejestracji, które w mojej przychodni uważają się nie wiadomo za kogo, nie chciały mnie przyjąć. Co jak co, ale panie z rejestracji w mojej poradni rodzinnej to kompletna porażka. Są wredne, opryskliwe i chamskie. Zamiast pomagać ludziom, którzy przychodzą się zarejestrować, one popijają kawkę, jedzą ciasteczka i sądzę, że są jakimiś boginiami. Ja pokłóciłam się z nimi już nie raz, ale sama byłam świadkiem, jak kiedyś młoda kobieta zrobiła im awanturę, bowiem nie chciały uruchomić windy. Wiecie, mamy taką windę, zewnętrzną, z której można korzystać tylko z kimś z personelu. No więc przyszła taka młoda kobieta, wraz ze swoim starszym, schorowanym ojcem. Poszła na górę, poinformować jaśnie panie, że tam czeka jej ojciec, bo na specjalny dzwonek nie reagowały. I wiecie po jakim czasie zareagowały? Po pół godziny i karczemnej awanturze.

A pieniądze na te instytuty idą z naszych kieszeni. Co do służby zdrowia - jest to osobny temat, na osobną notkę, bo z racji moich dolegliwości mam z nimi dużo wspólnego, wiele nieprzyjemnego. Ale cóż, oto Polska, nic na to nie poradzimy.

Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.