01.08.2013

słodko, bo wakacyjnie.

Witajcie,

wróciłam z jednych wakacji, by za 10 dni pojechać na kolejne. Prawdę mówiąc już mi się nie chce, ale zapłacone to szkoda nie pojechać. Więc przede mną piękne, słoneczne Włochy i masa zdjęć. Dzisiaj natomiast wrzucę wam kilka zdjęć, które zostały zrobione w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ale zanim to zrobię to muszę się pochwalić! Dostałam się na studia, na filologię polską. Więc zostanę panią magister filologii polskiej. Drugi raz zaczynać studia, no cóż, ludzie uczą się na swoich błędach, prawda? Następnym razem chyba opiszę moje zmieniające się plany na przyszłość. :D. A teraz... panie i panowie, przed wami Wygonin i Gdańsk!

Droga do lasu. Tu akurat był prześwit - świeże drzewka posadzone, w dodatku nie iglaste, a liściaste. Miejsce idealne do spacerów z psem, więc Rex był przeszczęśliwy, że może się wybiegać. A dla mnie był to raj do fotografowania.

 Las, las, ciągle las! Widok z dołu, blisko drogi robiłam. Byłam genialna - poszłam w sandałach na koturnie. Jestem z siebie dumna, że mam obie nogi i to nie połamane, bo jestem dzieckiem zdolnym do kręcenia sobie wszystkiego, co skręcić można. Ale las był piękny.
 A tutaj widok z naszego ogrodu. Sam ogród i domek dla mnie wyglądały jak z bajki. I wiecie co wam powiem? Tam nie ma komarów!


Zdjęcie naszego uroczego domku jak z bajki, robione spod furtki. Fajnie, bo było na górce, więc było odcięte od drogi, ludzi i całego ewentualnego zgiełku. A tu poniżej zdjęcie robione przy sowie, więc bliżej. Taki to był ten bajkowy domek:

 Śliczny, prawda? A poniżej kilka zdjęć naszego ogrodu, ale powiem wam, że zdjęcia nie oddają tego jego całego uroku, orgii barw i kolorów. Niestety na zdjęciu widoczna jest również mata łazienkowa, dzięki której nigdy nie wyrżnęłam wychodząc spod prysznica. Niewielka mato... jesteś wielka!



 I jeszcze jedno zdjęcie domu z bliska. Tutaj kolory są bardziej żywe, ale wszystko to spowodowane jest świecącym słońcem. Cud miód i orzeszki. Wiecie co? Chciałabym tam wrócić, naprawdę.
 Iii... droga do sklepu! Jakby tak iść dalej i dalej i dalej... I jeszcze dalej to się dochodziło do sklepu, ale 10 minut czasu trzeba poświęcić na dojście do niego po drodze prostej, ale piaszczystej. Bardzo piaszczystej. Na pewno nie do chodzenia w sandałach, co ja robiłam za każdym razem.
I nasz cudowny pomost! Ludzie, widok z niego był cudowny, klimatyczny, a miejsce było naprawdę idealne dla fotografa. Widoki z prawa, z lewa, naprzód, w tył, w górę, w dół... Raj, po prostu raj. Kilka moich prób macie poniżej:




Pełnia księżyca, pełnia księżyca! Dla mnie to był raj na ziemi. Sam księżyc miał swoją długą sesję fotograficzną, bo narobiłam jakieś 300 zdjęć w różnych wersjach. To była także pewna próba dla mojego aparatu, który wciąż jest w wersji podstawowej. Ale może już niedługo. Mam nadzieję.





Ostatnie kilka zdjęć z wakacji, zachód słońca, jezioro, spokój. Samych zdjęć mam jeszcze masę, ale nie ma sensu bym je wszystkie tu wrzucała, bo by blog nie wytrzymał. Jeszcze tylko dodam kilka zdjęć z Gdańska i Sopotu (kocham te miasta!) i na dzisiaj kończę.


To by było na tyle, jeśli chodzi o Wygonin i jezioro Wygonin w Szwajcarii Kaszubskiej. Teraz czas na równie piękny Gdańsk, a także molo w Sopocie. Wszystko to zawdzięczam głównie dwóm osobom - Szymonowi, który chciał mnie tam zabrać oraz Angelice, którą w końcu, po tylu latach, udało mi się spotkać. To był najlepszy dzień w tym roku. Dla mnie. Jedno marzenie spełnione, czas realizować następne.

Oczywiście na dole najsłynniejsza ulica w Gdańsku - ulica Długa. Kocham ten klimat, chciałabym tam mieszkać, naprawdę. Dla niektórych to miasto jest takie samo, jak wszystkie inne. Dla mnie znaczy ono dużo więcej. No i mam tam najważniejszą osobę w moim życiu - Andzię.
 Neptun, co by to było, gdybym była w Gdańsku i nie zrobiła mu zdjęcia, nie? Oto on, w całej okazałości:



A teraz molo w Sopocie. Wstęp siedem złotych, ale skoro przyjeżdża się tam raz na ruski czas to trzeba zapłacić, wejść i zrobić zdjęcie. Pogoda nam dopisała, mieliśmy szczęście. Lubię takie zdjęcia:


Zdjęć narobiłam prawie dwa tysiące. Spełniłam kolejne marzenie w te wakacje i zamierzam dalej dążyć do spełniania kolejnych. To już drugie moje marzenie. To naprawdę fajne uczucie, kiedy człowiek je realizuje. To lepsze od wszystkich dozwolonych używek świata. A kiedyś zamieszkam w Gdańsku i będę mieć Andzię na co dzień, a co! Oczywiście o ile ona będzie chciała mieć mnie.
Następna fotorelacja (jak ta) już po 22 sierpnia, kiedy to wrócę z Włoch. Więcej zdjęć, zarówno z Wygonina jak i z Włoch, będzie można zobaczyć na facebooku, na moim fanpage'u. Ale nie wiem kiedy, bo na chwilę obecną naprawdę nie chce mi się ich przerabiać, bo za długo to trwa, a ja nie mam czasu, niestety. Teraz też zamierzam skupić się na rzeczach ważniejszych.
Ale wiecie co wam powiem? Zwaliłam dzisiaj. Przygotowałam bardzo wystawny obiad dla rodziców i... zapomniałam zrobić zdjęcia. Sierota ze mnie. No cóż, cała ja.
Dobranoc!
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.