30.08.2013

refleksyjnie.

Witajcie,

dawno mnie nie było, dawno nic nie pisałam. Wróciłam w końcu z Włoch, odpoczęłam i doszłam do siebie, więc postanowiłam cokolwiek tutaj dodać. Miały być zdjęcia, ale coś mnie blogspot nie lubi i nie chce bym je wrzucała. Muszę więc trochę sobie odpuścić i wrzucić je innym razem, może przy najbliższej okazji. Teraz wpadłam na pomysł notki refleksyjnej, przemyśleniowej. Pomysł w sumie podsunęła mi trochę Marta, a także wczorajsza kłótnia, jaka miała miejsce. O kłótni rozmawiać dłużej nie chcę, ale sprawiło to, że coś sobie przemyślałam.

Ludzie to jedna wielka masa sprzeczności, społeczeństwo pełne nienawiści do siebie samych i tego, co nas otacza, włącznie, a może głównie, z ludźmi. Odczuwamy pewną niechęć, kiedy widzimy, że komuś innemu coś się udaje. Przemawia przez nas zazdrość, kiedy okazuje się, że jesteśmy od innych w czymś gorsi, a później pojawia się pycha, wręcz chamstwo, gdy dowiadujemy się, że jesteśmy lepsi. Śmiejemy się z innych, zamiast spojrzeć w lustro. Wyzywamy ludzi - bo nie ta muzyka, inny kolor skóry, wyższy czy niższy, chudszy czy grubszy, w okularach czy bez nich, mający inny kolor włosów. Nie pomyślimy jak te nasze, na ogół uważane za niewinne, odzywki, mogą odbić się na drugim człowieku. Nikt nie pomyśli czy wyzywając osobę od grubasów, nie sprawi, że akurat ta osoba będzie chciała umrzeć, bo ma dosyć.

Nie widzimy problemów. Nie wiemy co się dzieje w środku danego człowieka, a to, co na zewnątrz, często okazuje się być mylnym złudzeniem. Ona czy on się uśmiecha, śmieje się, udaje przy tobie, że twoja chamska odzywka jest żartem, ale nie wiesz co czuje. Nie wiesz jak wygląda jej życie i czy coś złego nie dzieje się w jej domu. Czasem przemyśl coś dwa razy nim z kogoś zaczniesz się śmiać, bo może być za późno.

Wszystko, tak naprawdę, znam z autopsji. Szykany z powodu wyglądu, zainteresowań, gustów. Wszystko to, począwszy od podstawówki, a kończąc na liceum, ciągnęło się za mną jakby zostało do mnie przypięte, przyszyte niewidzialnymi nićmi. Powodów zawsze było pełno, a kiedy się kończyły, to zawsze można było znaleźć kolejny, albo chociaż wziąć z powietrza, żeby osobie dopiec.

Z czasem zrozumiałam, że muszę być twarda. Muszę przestać zwracać uwagę na takie rzeczy, odnajdywać w tym dobre strony, obracać w żart, szukać dobrej odzywki, by obrażającemu zamknąć usta. Ale czasami, gdy świat nam się wali i wszystko idzie pod górkę, ciężko znaleźć odzywkę. A takich dobijających momentów w życiu osoby szykanowanej jest pełno.

Słucham metalu. Nie jestem typem pilnej uczennicy. Nie mam idealnej figury i cery. Mam tyle niedoskonałości, że ciężko je wszystkie zliczyć. Gdy w końcu sądziłam, że odnalazłam ludzi, którzy nie zwracają uwagi na moje niedoskonałości, pojawiła się pewna dwójka osób sporo młodszych ode mnie, którzy postanowili zrobić wszystko, by podkopać moją pewność siebie i tę odrobinę nadziei. Przez moment miałam wrażenie, że wszystko na nowo się posypie, a ja będę musiała ten świat od nowa składać, kawałek po kawałku, niczym figurkę z najdroższej porcelany.

Śmiali się. Zaczęło się od głupiego stylu muzyki. To było drzazgą, której łatwo szło się pozbyć. Pojawił się jednak komentarz na temat tego, jak wyglądam. Osoba, która straciła wiarę w siebie jakieś pięć lat wstecz i nie bardzo wie jak ją na nowo zbudować, miała spory problem, by to przetrawić. Ale dałam radę, bo w końcu czy można przejmować się opinią dwóch nastolatków, którzy ledwo wyszli z podstawówki? Wtedy myślałam, że to po prostu kwestia wieku i naprawdę lepiej się nie przejmować. Po jakimś czasie jeden z nich wyszedł z inicjatywą przeprosin. A może to nie jego inicjatywa, a pewnej fajnej dziewczyny? Nie ważne. Przeprosił i się zmienił. Minął rok. Jeden z nich zmienił się nie do poznania, został naprawdę fajnym kumplem. Drugi, niestety, w moim mniemaniu się nie zmienił. Po roku znajomości, ciągłych kłótni i wyzwisk, przezwisk i uporu daliśmy sobie spokój i nasze drogi się rozeszły, mam nadzieję całkowicie.

Czy mam żal? Nie. Moja "przygoda" z tymi kłótniami zakończyła się jakiś tydzień temu. Drogi się rozeszły - on odszedł z naszej grupy, ja uznałam, że dalsze roztrząsanie tego i pisanie na forum i wśród znajomych jak to się źle zachował, czego to złego nie robił i w ogóle. We dwoje braliśmy udział w tej kłótni, we dwoje zawiniliśmy. Ktoś mocniej, ktoś mniej, ale nie zmienia to faktu, że zawiniliśmy. Ja wychodzę z założenia, że dopóki nie próbuje mi w jakikolwiek sposób nabrudzić w papierach (akurat tutaj nie mówię tylko o nim, ale o wszystkich, z którymi nie mam dobrego kontaktu) to jest mi to obojętne co robi. Niech żyje jak żył, w spokoju, tylko po prostu róbmy wszystko, by nasze drogi na powrót się ze sobą nie skrzyżowały. Nie dlatego, że czuję niechęć czy coś, a dlatego, że kolejne kłótnie są zwyczajnie niepotrzebne. Padło za wiele nieprzyjemnych słów. Czy jest sens znowu to roztrząsać?

Więc, jeśli kiedykolwiek to przeczytasz, a na pewno będziesz wiedział, że o Ciebie chodzi, to wiedz, że niczego nie mam Ci za złe i niczego źle Ci nie życzę, ale mimo wszystko, by nie prowokować dalszych kłótni, wolałabym, by nasze drogi więcej się nie krzyżowały. Sam pewnie doskonale wiesz o czym mówię. Poza tym temat ten kończę OSTATECZNIE tym postem, gdzie chciałam w końcu wylać wszystkie swoje złości i żale, ale bez prowokowania wielkiej dyskusji i kłótni, jak to ostatnio przypadkiem zrobiłam, wspominając o czymś. Mam nadzieję, że sam, mimo młodego wieku, zachowasz się równie dojrzale i zakopiesz ten temat tak, jak ja to teraz robię. Co jeszcze Ci mogę napisać, póki mam okazję... Ach tak. Jako iż nie mam do Ciebie pretensji to życzę Ci, abyś w końcu robił to, co chcesz w przyszłości. A co chcesz, to ty już wiesz najlepiej. Więc, mimo iż jestem mściwa, to teraz naprawdę staram się taka nie być, doceń to :).

Okej, wróćmy jednak do szykan innych osób. Rozmawiałam z Martą, bo ona doskonale zna ten temat, również z autopsji, tak jak ja. No i również na ten sam temat - wygląd i muzyka, chociaż z tego co wiem, to bardziej na muzykę niż na wygląd, a więc odwrotnie niż to było u mnie.

Ludzie, którzy szykanujecie innych z niewyjaśnionych powodów: ZAJMIJCIE SIĘ SOBĄ! Ja rozumiem wiele, naprawdę, ale większość tych głupich komentarzy i całej tej brutalnej, wręcz bolesnej otoczki, całych żartów i tekstów, profili i postów, całej masy niepotrzebnych zdjęć pojawia się tylko i wyłącznie dlatego, że to WY macie ze sobą problem, nie z nami. Macie jakieś problemy w domu, szkole czy wśród znajomych, więc całą tę negatywną energię staracie się wyładować akurat na tych, których defekty są bardziej widoczne od innych. Nie myślicie jednak wtedy o tym, jak te wasze "niegroźne" żarciki i teksty odbijają się na szykanowanej osobie. Jeden jest silny i przymknie na to oko. Drugi jest słaby psychicznie, ma własne problemy i ta szykana będzie tak zwanym gwoździem do trumny. Dokładnie.

Chyba nikt nie chce mieć drugiej osoby na sumieniu, prawda?

Więc, zanim następnym razem postanowisz się śmiać z drugiej osoby, bo jest gruba czy chuda, niska bądź wysoka, nosi okulary, ma rude włosy bądź piegi, nie ma pieniędzy i drogiego sprzętu, ubrania kupuje na targu czy w tzw. szmateksach/lumpeksach, ma inny kolor skóry, nosi aparat na zębach bądź ma jeszcze jakikolwiek inny "defekt" od idealności to pomyśl jak sam byś się czuł, będąc na miejscu tej osoby.

Bądźmy tolerancyjni, bo inaczej świat odwróci się przeciwko nam.
Patrycja Kolibaj
Patrycja Kolibaj

Studentka filologii polskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Stuprocentowa humanistka, autorka bloga humanistka na obcasach, dziewczyna z mnóstwem pomysłów na sekundę. Początkująca pisarka i felietonistka, amatorka fotografii, pasjonatka kulinarii. ARTYSTYKA.

4 komentarze:

  1. Tak dobrze opisane. Ale ludzie i tak będą się śmiać z innych itp. Tak już zostanie.. A ja się coraz bardziej próbuję się tym nnie przejmować. Nie wszyscy na świecie muszą mnie lubić. Wystarczy że będę miała kilkoro zaufanych ludzi i życie staje się lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pytanie tylko, czy Ci "zaufani" aby na pewno są zaufani? Uważałam jedną osobę, za taką, której mogę ufać. Nawet nie jedną. I co? I znowu wyszłam jak Zabłocki na mydle... Ale tak, grunt to się nie przejmować. ;)

      Usuń
  2. Eh, znam to również, tylko w moim przypadku doszło do skazania dupka, który tego dokonywał wobec mojej osoby.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.