31.12.2013

podsumowanie roku.

Witajcie kochani,

to już na pewno mój ostatni post w tym roku. Dzisiaj Sylwester, a więc ostatni dzień roku i moment, w którym na spokojnie można podsumować te 365 dni, które już jest za nami. Też robicie takie podsumowania? Ja po raz pierwszy postanowiłam podsumować siebie i to, co się stało w ostatnim czasie i to wszystko upublicznić. (: Mam nadzieję, że o niczym nie zapomnę, a nawet jeśli zapomnę to w każdej chwili mogę to edytować, aby dodać wszystko, o czym moja skleroza nie pamiętała.


Ten rok był raczej na minusie, chociaż wydarzyło się kilka naprawdę niesamowitych rzeczy, o których będę pamiętać pewnie już do końca życia.

Pierwszą rzeczą jest niewątpliwie to, że w końcu, po pięciu latach znajomości, spotkałam się z Angeliką, najlepszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek poznałam i najlepszą przyjaciółką. Miałyśmy jednak niewiele czasu, tylko kilka godzin, ale nie ważne. Najważniejsze było to, że ją spotkałam, po raz pierwszy i, mam nadzieję, nie ostatni. Żałuję, że dzieli nas ponad 500 kilometrów, ale to nic. Przyjaźń, ta prawdziwa, może przetrwać wszystko.

Drugą rzeczą są Włochy. Po raz pierwszy w życiu udało mi się trafić do kraju, który był moim marzeniem. Byłam w Wenecji i w Rzymie, w miejscach, które zawsze były dla mnie marzeniami nie do spełnienia, aż w końcu się udało. Nawet nie wiecie jak się cieszę. Zobaczyłam kraj, którzy był dla mnie czymś do tej pory niemożliwie nie do spełnienia i... zakochałam się. Zakochałam się we Włoszech i chciałabym tam wrócić, a może nawet kiedyś zamieszkać. Zobaczymy.

Trzecia rzecz to studia. Zdałam moją pierwszą w życiu sesję, po czym i tak w czerwcu zrezygnowałam z tego kierunku, by zapisać się na kolejny. Miałam nadzieję, że to będzie właśnie TEN kierunek. Dostałam się, złożyłam papiery, czekam na pierwszą sesję, której, niestety, nie widzę. Takiego olewactwa studentów nigdy nie widziałam. Wykładowcy w większości mają swoich studentów głęboko w poważaniu, jakby byli dla nas z łaski. Większość rzeczy do sesji musimy całkowicie sami ogarnąć. To nie jest miłe.

Poza tym, jak co roku, wiele się zmieniło. Było wiele dobrego i... jeszcze więcej złego. Zrobiłam mnóstwo zdjęć w ciągu tego roku, odwiedziłam wiele miejsc, spotkałam wiele osób, lepszych i gorszych. Poznałam "prawdziwą" przyjaźń i to, jak człowiek potrafi drugiemu uprzykrzyć życie. Zrozumiałam, że najlepiej liczyć na siebie, chociaż są również ludzie, którzy chętnie pomogą ci bezinteresownie. Zobaczyłam czym jest praca konsultanta, jak niewdzięczny jest to kawałek chleba, jak fałszywi są ludzie, jak lubią zrobić drugiemu człowiekowi koło pióra.


Przeżyłam wiele chwil, lepszych czy gorszych, ale wierzę, że ten następny, 2014 rok może być dużo, dużo lepszy niż ten poprzedni. Będę dążyć do tego, by był lepszy. A póki co...

Każdy nowy rok to zeszyt, posiadający 365 pustych kartek. Od nas zależy jak zostaną te kartki zapełnione. Wypełnijmy ją wszystkim tym, czym nie wypełniliśmy w poprzednim roku:
Słowami, których baliśmy się wypowiedzieć,
Miłością, której nie mieliśmy czasu okazać, 
Dobrocią, którą zapomnieliśmy kogoś obdarować.
Pamiętajcie, że to od nas zależy czy następny rok będzie lepszy niż poprzedni. To my zapełniamy pusty zeszyt. A w tym roku zapełnijmy go spełnionymi marzeniami, podróżami, szczęściem i miłością. Zapełnijmy go tym, czym nie byliśmy w stanie zapełnić w roku poprzednim.
Tego wszystkim Wam życzę.

Czytaj dalej:
2 komentarze
Udostępnij:

28.12.2013

święta, święta i po świętach.

Witajcie,

jak tam atmosfera po świętach? Prezenty przybyły? Niechciane kilogramy również? U mnie prezentów brak, kilogramy, niestety, pojawiły się. Ale nie na długo, zapewne za kilka dni się ich pozbędę, mus to mus. (: W tym roku robiłam paczki i własnoręczne kartki pocztowe. Wyszło mi szesnaście kartek i cztery paczki, do wysłania, oraz jedna paczka, która trafiła w ręce mojej kuzynki.

Paczki były do Sary, dziewczyny, którą wylosowałam na nasze grupowe Mikołajki; Karoliny, dziewczyny, z którą od roku piszę dialogi; Marty, dziewczyny z naszej potterowej rodzinki oraz Angeliki, mojej najlepszej, najwspanialszej przyjaciółki, którą kocham niesamowicie mocno. Z Karoliną i Martą sytuacja jest inna. Uwielbiam je, ale jednak przyjaciółka-siostra to coś innego. (:

Później kartki poszły do reszty znajomych i osób mi obcych. Ot tak. Lubię wysyłać listy i kartki. Te poniżej zrobiłam własnoręcznie. Podobają się?


 Niestety zapomniałam zrobić zdjęcie paczce, którą dostała moja kuzynka, Sandra. Nie mniej jednak zrobiłam zdjęcie temu, co tam miałam zapakować, więc nic straconego. Słaba jakoś jednak tych zdjęć, ale nic nie poradzę na takie paskudne światło, jakie akurat miałam w swoim pokoju, a nie było czasu, bym ganiała za dużo, dużo lepszym światłem:






To są trzy pary słodkiego body, wszystkie trzy beżowe, a więc neutralne, no i w misie. Dla dziewczynki, którą Sandra ma urodzić w lutym. Spodobało się, mam nadzieję, że będzie to wszystko dobre dla małej, nawet jeśli za duże, to nie ważne, maluchy bardzo szybko rosną! (:

A już po nowym roku szykuję się skoczyć do sklepu, kupić kolejne słodkie body i inne ubranka dla maluchów i wysłać do Angeliki. Bo dzisiaj Andzia moja kochana sprawiła mi jeden z najlepszych prezentów PO świątecznych - o 12:25 urodziła się mała Marcelinka. A skoro już się urodziła, to najwyższa pora skoczyć się do sklepu i kupić kilka rzeczy dla tego maluszka. (:

Zdrowia dla mamy i małej!



Czytaj dalej:
6 komentarzy
Udostępnij:

11.12.2013

świąteczne handmade.

Witajcie,

Niby zima już się zaczyna, a tutaj za oknem prawie jak na wiosnę - ani deszczu, ani śniegu, ani nawet dużo mrozu nie ma, jednak nawet ja, dziecko zdolne jak cholera, w taką pogodę potrafię zrobić sobie krzywdę. Wróciłam właśnie od lekarza, ze skierowaniem na RTG żeber i płuc, bowiem prawdopodobnie moje problemy z oddychaniem mają związek z tym, że... mam złamane żebra. Po tym, jak spadłam z dwóch schodów. Dwóch. Brawo dla mnie, nie powinnam wychodzić z domu. 

Dzisiaj przedstawiam wam moje kolejne dzieła w stylu handmade. Są to tzw. bombki 3D i stroik i świecznik w stylu zimowo świątecznym, żywy i naturalny. Wszystko to, co poniżej, zrobione zostało przeze mnie i stworzyłam je po raz pierwszy w życiu. Może następnym razem będzie tego więcej i będą one lepiej zrobione niż do te poniżej, ale póki co przedstawiam to, co stworzyłam po raz pierwszy. Mam nadzieję, że się wam spodoba.

I bombkę 3D i świecznik robiłam po półtorej godziny. Jest to dosyć czasochłonne, zwłaszcza, jeśli człowiek bardziej chce się postarać, by wyglądało to na dopracowane. Niestety poniższa bombka jest jeszcze nie skończona, bowiem nie mam kleju i nie zdążyłam jej jeszcze zamknąć i zrobić wstążeczką, ale pokazuję wam to tak, jak wygląda w chwili obecnej. Najbardziej czasochłonny był ten domek, bo trzeba go wyciąć i skleić, a swoje to, niestety, zajmuje. Mimo to warto, uwierzcie, że warto.





Poniższy świecznik jest zrobiony wyłącznie z naturalnych tworzyw. Choinka jest żywa, nie sztuczna, na całe szczęście robiony jest na okrągłej gąbce florystycznej, którą spokojnie można podlewać, dzięki czemu dłużej ten stroik pozostaje żywy i świeży. Poza tym przyozdobiony jest cynamonem, suszonymi plastrami pomarańczy, anyżem gwieździstym (pięknie pachnie!), jemiołą oraz szyszkami. Wszystko to zostało do choinki przytwierdzone klejem na gorąco (nie polecam dla tych, którzy mają taką tendencję jak ja - dwa razy się poparzyłam). No i świeczka, którą można przecież wymieniać :)









Zabawy florystyczne są, zdecydowanie, dla mnie. Lubię takie rzeczy, takie zabawy, może trochę bzdurne, ale są moim zdaniem cudowne. No i świadomość, że to, co jest na stoliku, jest twoje, a nie kupione, jest niesamowita. A jeszcze lepiej człowiek się czuje, gdy inni chwalą jego prace, nawet jeśli nie są cudowne.

A wy? Robicie własne ozdoby świąteczne?

Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:

06.12.2013

instagram.

Witajcie,

miałam dodać posta zupełnie na inny temat, ale jakoś tak parę dni temu naszło mnie na zmiany. No i powstała pierwsza zmiana. Niedługo w ogóle postaram się jakoś zmienić wygląd tego bloga, chociaż bardzo lubię ten szablon stworzony przez Elfabę i bardzo mi szkoda, że nie tworzy ona już szablonów na żadnej z szabloniarni. No ale nie o tym dzisiaj miał być post.

Zapewne każdy z was już się spotkał w swoim otoczeniu z czymś takim jak instagram, twitter, nie mówiąc o facebooku. Zauważyliście pewnie, że niektórzy ludzie dodają na te dwie ostatnie strony wszystko, co momentami może być dosyć drażniące. Dlatego, moim zdaniem, powstał INSTAGRAM.

Ja osobiście korzystam z INSTAGRAMU (Instagrama?). Tam mogę wrzucić dosłownie zdjęcia wszystkiego, co mnie otacza, a nikt nie napisze mi pod tym w komentarzu, że zaśmiecam mu tablicę zbędnymi rzeczami i po co mu informacja, że, np. właśnie ugotowałam spaghetti. Tutaj mogę sobie spokojnie pozwolić na to, by wrzucać zdjęcia rzeczy, które upiekłam, ugotowałam, własnoręcznie zrobiłam. To, co kupiłam czy właśnie dostałam w prezencie. To, że jestem właśnie w kawiarni, a moja kawa wygląda w taki czy inny sposób i tak naprawdę nikt nie może się do tego doczepić, bo to jest tylko i wyłącznie moje, a nikt nie musi mnie obserwować, jeśli nie chce.

W ten właśnie sposób od lipca dodałam tam już 310 zdjęć (na chwilę obecną, tj. 6.12.2013, godz. 9:00) i nikt nie czepia się tego, co tam się pojawiło. To dla mnie, osoby, która wręcz uwielbia robić zdjęcia, jest bardzo proste rozwiązanie, a nie muszę dodawać do tego żadnych podpisów i nie wiadomo jak wielkich sentencji.

Ludzie dużo mówią o tym, że INSTAGRAM jest "hipsterski" bo tam się wszystko wrzuca. Cóż, ja nie uważam, by tak było i naprawdę wolę tam dodawać wszystkie stworzone przeze mnie fotografie. Nie ważne, czy telefonem czy aparatem cyfrowym. Ważne, że zrobione przeze mnie. To zdjęcia, które mają pokazać co robię w danej chwili, co mnie interesuje, co lubię. To nie jest profesjonalne, to jest czysta zabawa. Mogę wrzucić swoje zdjęcia, mogę wrzucić zdjęcia tego, co mnie otacza. Lubię robić zdjęcia, więc taki portal to dla mnie najlepsze co mogło zostać wynalezione.

IINSTAGRAM ma również dosyć ciekawą funkcję, którą jest edytowanie danych zdjęć i przerabianie je w różny sposób. Ja staram się za każdym razem próbować innych sposobów przerabiania, aczkolwiek staram się jak mogę, by nie używać ramek (bo również jest taka możliwość). Ogółem - instagram mną zawładnął.

A poniżej macie kilka zdjęć ode mnie.
Więcej znajdziecie tutaj: INSTAGRAM.












Miłego, mikołajkowego dnia!

Czytaj dalej:
2 komentarze
Udostępnij:

21.11.2013

artystycznie.

Witajcie,

kochani, nie potrafię zabrać się za regularne pisanie. A raczej mam problem z tym, że nie chcę, by posty były za krótkie. Mam jakąś chorą manię na punkcie długich postów, stąd chyba przydałyby mi się nowe zdjęcia, które jakoś zajmują więcej miejsca w tych postach. Sami rozumiecie, nie?

Dzisiaj trochę artystycznie, niestety z małą ilością zdjęć, bo... No bo nie bardzo miałam jak i kiedy te zdjęcia porobić. Zajęłam się ostatnio nowym typem rzeczy w stylu handmade - niedawno był decoupage, a teraz, uwaga, malowanie na szkle! Na chwilę obecną mam rzeczy, niestety, niewiele, ale już niedługo to się zmieni. Wystarczy tylko, że zakupię sobie specjalne farbki do tworzenia witraży, a wtedy będę miała pół mieszkania w witrażowych świecznikach, podobnych do tego, na jednym ze zdjęć poniżej. Jutro już jadę do Katowic, by przejść się po sklepach plastycznych w centrum i poszukać wszystkiego, co potrzebuję. A potem zakupy i tworzenie! Już się nie mogę doczekać, to mnie tak uspokaja, że nawet nie wiecie, jak to pomaga. 

Gdybym tak porównała decoupage, haftowanie, a malowanie na szkle, to zdecydowanie malowanie na szkle należy do rzeczy NAJPRZYJEMNIEJSZYCH. Oczywiście i tak nic nie przebije mojego fotografowania, ale niestety ostatnio mało czasu, a i pogoda nie sprzyja do robienia zdjęć. I, co najważniejsze, nie ma Z KIM tych zdjęć tworzyć. Wierzę, że niedługo kogoś już znajdę, kto na takie mało profesjonalne zdjęcia ze mną pójdzie. 

Ale nie o zdjęciach tutaj mowa, bo zdjęcia można oglądać na ODBICIE W OBIEKTYWIE, gdzie serdecznie zapraszam, oraz na FANPAGE'A, gdzie również od czasu do czasu pojawiają się moje zdjęcia. Dzisiaj natomiast chciałam wam pokazać moje "dzieła" na szkle, które stworzyłam ostatnio w przeciągu trzech godzin. Tak, wszystkie cztery, w przeciągu trzech godzin. Stąd takie słabo zrobione, ale więcej czasu nie miałam, niestety. Mam nadzieję, że ktoś coś o nich powie, nie o zdjęciach, oczywiście. 



ŚWIECZNIK WITRAŻOWY:




 JACK SKELLINGTON NA SZKLE:




 SŁOIK NA KAWĘ I KUBEK "PO PRZEJŚCIACH":



Słoik na kawę będzie lepiej wyglądał, kiedy do środka wsypana zostanie kawa, bowiem wtedy łapy na pewno będą na czarnym, a więc lepiej będą się odcinać od reszty niż teraz. Mimo tego lekkiego rozmazania czarnej farby na obrazku Jacka Skellingtona, jestem z niego chyba najbardziej zadowolona. Miałam godzinę, by stworzyć coś takiego i, co najważniejsze, sama musiałam w pięć minut stworzyć jakikolwiek obrazek Jacka z niczego, by móc go ładnie utworzyć tutaj i przerysować na szkło. Czy mi wyszło? Sama nie wiem, mam nadzieję, że nie wygląda to najgorzej. Co o tym myślicie?

I, szczerze mówiąc, chyba najwięcej frajdy sprawiło mi robienie witrażowego świecznika. Zawsze chciałam mieć taki świecznik, w takim stylu, a radość z tego, że zrobiłam go sama, jest niesamowita. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zakupię sobie farbki do malowania na szkle i ceramice, by dalej tworzyć takie "cuda". Nawet jeśli to nie jest ładne to i tak będę to tworzyć, bo to mnie rozluźnia. Bo to lubię. A tworząc rzeczy będę się dalej uczyć i, mam nadzieję, lepiej tworzyć to, co chcę. 

Znowu postaram się napisać coś szybciej i bardziej regularnie, no ale wiecie, ja to ja ;)

Czytaj dalej:
2 komentarze
Udostępnij:

03.11.2013

wszystkich świętych, zaduszki.

Witajcie,

coś czuję, że nigdy nie nauczę się systematycznie pisać na blogu, za co bardzo przepraszam tych licznych bądź raczej nielicznych czytelników, którzy mi jeszcze pozostali. Mogłabym w sumie obiecać poprawę, ale co z tego, skoro nikłe szanse na to, że coś się zmieni? Nie umiem być systematyczna, niestety. Staram się i może kiedyś w końcu to naprawię, ale jest to tylko MOŻE.

Dzisiaj natomiast mam kolejne przemyślenia. Tym razem dotyczą one święta, które odbywa się w Polsce 1 listopada i nosi dosyć szumną nazwę - Wszystkich Świętych. Dzień ten mamy już za sobą, bowiem był trzy dni temu, ale jest to idealny moment na przemyślenia odnośnie tego święta. Minęły, więc mieliśmy chwilę czasu aby każdą z sytuacji dokładnie przeanalizować, a teraz na spokojnie można o nich tutaj napisać. A przynajmniej ja mogę. 

Dla mnie Wszystkich Świętych to szumne święto, gdzie większość ludzi zamiast skupić się na odwiedzaniu grobów swoich zmarłych bliskich, próbuje się pokazać z jak najlepszej strony, aby inni widzieli, że mamy pieniądze i gest, kupując olbrzymie dąbki, które nie mieszczą się na grobie, duże palmy, wielkie bukiety kwiatów i ogromne znicze. Upychamy wszystko na tych wąskich grobach, przez co nawet nie widać czyj to grób i rozglądamy się dookoła na cmentarzu, sprawdzając czy wszyscy aby na pewno dobrze widzą kto przyszedł, kto co przyniósł i jaka to cudowna rodzina. Ale chyba nie o to w tym całym święcie chodzi, prawda? 

W tym roku o tym nie pomyślałam, ale już wiem, że na przyszły rok kupię kilka małych zniczy, prostych i jednakowych, tylko po to, by w Dzień Wszystkich Świętych przejść się po cmentarzu i zapalić po jednym zniczu na grobach zapomnianych osób, zwłaszcza małych dzieci. To przerażające, jak idąc cmentarzem widzę te malutkie groby dzieci, które niewiele przeżyły, a rodziny o nich zapomniały. Jak można zapomnieć o swojej rodzinie? Jak można zapomnieć o tym, że ktoś z naszych bliskich leży na cmentarzu i w ten jeden dzień warto by było przyjść go odwiedzić, zapalić znicz i wspomnieć o nim?


Mijałam na cmentarzu mnóstwo ludzi, z których większość była poubierana tak, by się pokazać przed innymi co oni mają, jacy są bogaci i jacy szczodrzy, gdy nieśli dąbki i palmy, które przysłaniały im całą drogę. Czy nie prościej jest kupić mały dąbek i małą palemkę? Umówić się wcześniej z innymi osobami z rodziny, że ten kupuje to, ten to, a tamten to, dzięki czemu nie ma później na jednym grobie czterech dąbków i trzech palm? Sama byłam w tym roku w centrum takiej sytuacji - kiedy rodzina nie potrafi się dogadać, to Wszystkich Świętych faktycznie wychodzi jak stypa, a nie tak, jak powinno. 

W piątek po raz pierwszy od dawna byłam w kościele i spodobało mi się kazanie księdza. W końcu ktoś powiedział to, co sama myślałam - że nie powinniśmy tego święta traktować jak stypę, a raczej jak coś szczęśliwego, radosnego. Bo taka jest prawda. Dlaczego powinniśmy traktować Wszystkich Świętych jak coś smutnego? Owszem, wszyscy ci ludzie od nas odeszli, ale może tam, dokąd poszli, jest im lepiej? Czy nie lepiej jest osobie, która była chora na raka i cierpiała, a teraz odeszła? 

Jesteśmy egoistami, kiedy mówimy o śmierci. Egoistycznie cierpimy, że odeszli nasi bliscy, nie myśląc o tym, że lepiej im będzie tam, dokąd odeszli, niż chorym i umęczonym tutaj. Egoistyczni są też ci, którzy popełniają samobójstwo, bo myślą tylko o tym, że tu im jest źle, a tam będzie lepiej. Nie myślą o rodzicach, przyjaciołach, o bliskich. Wszyscy jesteśmy egoistami, szkoda tylko, że jesteśmy egoistami przez całe życie, bez względu na wszystko.

Egoistyczni.

Czytaj dalej:
2 komentarze
Udostępnij:

02.10.2013

studenty lubią herbatky.

No cześć!

Studia, studia... Ledwie się zaczęły, a ja już mam ich serdecznie dosyć. Jak można sobie z tym radzić? Jak cierpliwie podchodzić do tego wszystkiego, co jest z nimi związane? Masa zadań, logowań, papierków, umów, podpisów, ogólnie masa zachodu. Więcej zachodu niż to wszystko, razem wzięte, jest tego warte. Wiem co mówię i piszę, bowiem męczę się z tą uczelnią już drugi rok.

Dziesięć grup, sto osiemdziesiąt osób, pełno zajęć, większość powtarzających się. Logowanie na cztery przedmioty plus lektorat językowy, a człowiek potrzebuje albo butelki wódki albo wagonu prozacu, aby spokojnie przez to wszystko przebrnąć. Ja jednak bardziej skłaniam się ku wagonowi prozacu, bo mimo wszystko czuję, że ten prozac zadziała tak, jak powinien, a butelka wódki tylko przesłoni mi racjonalne myślenie i swobodę przy trafianiu w odpowiednie przyciski.

Skoro już jestem po logowaniach, na chwilę obecną, to chociaż do poniedziałku mogę się odprężyć i powalczyć z moim permanentnym bólem głowy, jaki ostatnio mnie dorwał i nie odchodzi. Możliwe, że jest to spowodowane chorobą, jaka się przypałętała w ubiegłą niedzielę. Pierwszy raz od dawien dawna przez tydzień nie byłam zdolna wychodzić z łóżka, a głos miałam niczym stary alkoholik, który bez butelki już się nie porusza. Nie mówiąc już o tym, że mój pokój wyglądał jak jedno wielkie pobojowisko, zasypane masą zużytych chusteczek higienicznych, które znikały w zastraszającym tempie. Szkoda, że razem z nimi nie znikał także uporczywy katar i kaszel, który niedługo potem się przyplątał.

W najbliższym czasie czeka mnie pięć wizyt u lekarza. Do świąt to chyba oszaleję od nadmiaru lekarzy, badań i tabletek. Co ja mam na to poradzić, jak zdrowie nie dopisuje, a innych sposobów nie ma? Nadmiar wypitej herbatki w niczym nie pomoże. Ale jak już jesteśmy przy herbatce to pochwalę wam się herbatkami, jakie dzisiaj przybyły do mojego domu. Cała masa różnych smaków, w sam raz na jesień i zimę, bo coś czuję, że ta ostatnia to całkiem szybko u nas zagości, a ja nie mam kurtki zimowej. Butów również. Jestem bardzo "przygotowana" na nadchodzącą zimną porę roku.

Obkupiłam się dzisiaj w Biedronce co niemiara. Jeszcze chciałam kupić inne, ale już stwierdziłam, że to za dużo i kupię je przy najbliższej okazji. Aż mnie korciło by wziąć miętę i melisę, ale mama coś wspominała, że mamy w domu. Może, nigdy nie zwracam uwagi na takie rzeczy.

 ROOIBOS pomarańcza z cynamonem || 20 torebek || 2,90

 FEEL GREEN z grejpfrutem || 40 torebek || 2,49

 FEEL GREEN z ananasem || 40 torebek || 2,49

 INTENSITEA cytryna z pomarańczą || 20 torebek || 2,99

Poza tym wydałam majątek będąc ostatnio w aptece, kiedy kupowałam mamie leki. Przy okazji kupiłam też sok do wody bądź do herbaty, rozgrzewający, a więc idealny na zimne wieczory. Wydałam jednak na niego majątek, ale sądzę, że było warto. Przyda się, kiedy zmarznięta będę powracać z zajęć do domu. Będę się wtedy ogrzewać cudowną herbatą z rozgrzewającym sokiem.

HERBAPOL imbir, cynamon i goździki || 500 ml || 9,90

Majątek, prawda? Ale imbir, cynamon i goździk doskonale działają na rozgrzanie i pomagają w chorobie. Warto wydać od czasu do czasu więcej pieniędzy, byle zdrowie dopisywało. Zwłaszcza, że przede mną dziewięć miesięcy pilnej nauki na filologii polskiej. Tym razem zamierzam dopiąć swego, bo mam nadzieję, że w końcu znalazłam to, co chciałam robić od dawna. Uczyć będę się tylko trzy dni w tygodniu - poniedziałek, wtorek, środa - a w pozostałe dni mam wolne. Jak trochę się ogarnę to będę rozglądać się za jakąś fajniejszą pracą niż przy telefonicznej rekrutacji osób.

Swoją drogą - nie tak dawno napisałam relację z Targów Książki w Katowicach. Można ją znaleźć TUTAJ. Bardzo chciałabym móc napisać również relację z Targów Książki w Krakowie, ale nikłe szanse, że dam radę tam pojechać - 70 kilometrów do pokonania samemu, nie znając miasta, nie znając okolicy, nie wiedząc gdzie te targi, to mogę się zgubić i więcej nie odnaleźć, a tego to ja nie chcę. A szkoda, bo mogłabym sobie znowu jakieś fajne książki kupić.

Przy następnej okazji wrzucę tu rzeczy, jakie zgromadziłam we wrześniu - takie piękne podsumowanie września. Ale to dopiero przy następnej okazji, a więc gdzieś w okolicy soboty/niedzieli, jeśli będę miała taką możliwość i ból głowy mnie nie powali tak, jak robi to w tym momencie.

Na dzisiaj to wszystko. Trzymajcie się kochani!

Czytaj dalej:
Brak komentarzy
Udostępnij:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zamieszczane na stronie treści są mojego autorstwa (lub udostępnione są za zgodą autora). Zabraniam kopiowania ich bez mojej zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz.83, ustawy z dnia 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Czyli, mówiąc prostym językiem - kopiowanie jest kradzieżą intelektualną, a ta może zostać ukarana karą finansową lub karą więzienia.